Szukałam czegoś na temat rytuałów i natknęłam się na wzmiankę o tym, że w niektórych tradycjach oddech jest traktowany jako coś więcej niż tylko fizjologia. Konkretnie chodziło o to, że świadome oddychanie podczas rytuałów miłosnych ma wzmacniać intencję. Ale nie bardzo rozumiem jak to działa w praktyce. Czy chodzi o to, żeby po prostu się wyciszyć przed rytuałem, czy jest w tym coś głębszego? Bo czytałam też o pranajamie i tam oddech ma wpływać na prane, ale nie wiem czy to się przekłada na rytuały w ogóle.
Ja się nad tym zastanawiałem przy okazji pracy z czakrami. Tam dużo się mówi o tym, że oddech to nie tylko tlen, ale i energia, i że świadome oddychanie zmienia coś w polu energetycznym. Przy rytuałach miłosnych może chodzić o to samo, czyli że zanim w ogóle zaczniesz cokolwiek robić, twój stan wewnętrzny jest inny. Nie wiem tylko czy to działa bardziej przez skupienie, czy faktycznie przez jakąś zmianę energetyczną.
A ja mam głupie pytanie, bo nie za bardzo ogarnam te tematy. Jak robicie jakiś rytuał, to w jakim momencie właściwie zaczyna się to oddychanie? Przed zapaleniem świecy, w trakcie, po? Bo wyobrażam sobie, że to musi być jakoś ułożone w całość, nie?
Nie ma głupich pytań 🙂 Sam długo myślałem, że to wszystko musi być jakoś bardzo sformatowane. Z moich doswiadczeń wynika, że oddech to raczej fundament pod całą resztę, nie dodatek na końcu. Jak wchodzisz w rytuał z płytkim, szybkim oddechem, to twój umysł jest gdzieś indziej. Dopiero jak oddech się uspokoi, zaczyna się coś dziać naprawdę. Przynajmiej u mnie tak jest.
Okej, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówicie o zwykłym spokojnym oddychaniu, czy o jakichś konkretnych technikach? Bo ja słyszałam o oddechu holotropowym i to brzmi zupełnie inaczej niż to, co tu opisujecie. Ten holotropowy to raczej coś ekstremalnego, nie?
Przy medytacjach też mi mówili o tym trybie parasympatycznym. Ale mam pytanie, bo ciekawi mnie to w kontekście czakr. Jeśli oddychasz przeponowo, to podobno aktywujesz czakrę splotu słonecznego i dolne czakry. Czy w rytuałach miłosnych nie powinno się raczej pracować z czakrą serca? Jak połączyć jedno z drugim?
Zatrzymajmy się chwilę, bo wchodzicie w bardzo różne systemy naraz i to może dawać mylny obraz. Czakry to system z tradycji tantrycznej i wedyjskiej, pranajama też stamtąd pochodzi, ale zachodnie rytuały miłosne, szczególnie te z nurtu Wicca czy ceremonialnej magii, niekoniecznie operują tymi pojęciami. W tradycji zachodniej oddech pojawia się jako element koncentracji woli, nie jako praca energetyczna w sensie tantrycznym. To są różne modele. Da się je łączyć, ale warto wiedzieć skąd co pochodzi, żeby nie mieszać pojęć z różnych systemów.
Ja też się nad tym zastanawiałem, bo sam próbowałem różnych rzeczy i trochę na ślepo łączyłem techniki. Raz robiłem rytuał i stosowałem oddech, który wyczytałem gdzieś w kontekście medytacji zen, i miałem wrażenie, że coś działa, ale nie byłem w stanie powiedzieć co konkretnie. Może to kwestia tego, że jakikolwiek świadomy oddech po prostu zmienia stan? Czyli efekt jest podobny niezależnie od tradycji?
Dziękuję za to wyjaśnienie, bo ja sama zaczęłam stosować oddech przed rytuałami całkowicie intuicyjnie i nie miałam pojęcia, że za tym stoją jakieś systemy. Po prostu zauważyłam, że jak siadam i przez chwilę tylko oddycham, to rytuał idzie inaczej. Trudno mi powiedzieć inaczej jak, ale jest jakaś różnica jakościowa. Teraz zastanawiam się, czy może przypadkowo robiłam coś z konkretnej tradycji?
Ale mnie bardziej interesuje praktyczna strona. Dobra, wiemy że oddech zmienia stan. Ale jak konkretnie go wpleść w rytuał miłosny? Czy jest jakaś sekwencja, coś sprawdzonego? Bo czytam i czytam, a wciąż nie wiem co dokładnie robić.
Ja trafiłam na coś podobnego, chyba w kontekście praktyk tantrycznych, gdzie mówi się o synchronizacji oddechu między partnerami jako o sposobie na zbliżenie energetyczne. Ale to dotyczy osób będących razem fizycznie. Co jeśli rytuał robisz na odległość, dla kogoś kto o tym nie wie? Czy ta synchronizacja ma wtedy w ogóle sens?
Ja też nie wiem, ale intuicyjnie mi to jakoś siedzi. Kiedyś podczas rytuału wyobrażałam sobie, że wdech i wydech tej osoby pokrywa się z moim. Nie wiem czy to miało jakiś sens, ale czułam się dziwnie spokojnie przez cały czas. Może to tylko efekt skupienia?
No dobra, ale wracając do mojego pytania sprzed chwili, bo cały czas nie dostałam żadnej konkretnej odpowiedzi. Mówicie o synchronizacji, o entrainmencie, o stanach, a ja nadal nie wiem jak to ułożyć w praktyce. Jaki oddech, ile minut, kiedy w rytuale?
To mnie zastanawia, czy ta intencja naprawdę zmienia efekt fizyczny, czy tylko zmienia nasze odczucie tego efektu? Bo mam wrażenie, że często w dyskusjach o magii i ezoteryce mieszamy te dwie rzeczy.
To akurat bardzo trudne pytanie i nie jestem pewny że da się na nie odpowiedzieć prosto. Efekt placebo jest realny, to jest fakt. Zmiana stanu psychicznego wpływa na fizjologię, też fakt. Czy intencja wykracza poza to? Tego nie wiem. Ale może to nie jest najważniejsze pytanie przy robieniu rytuału?
O, dokładnie to próbowałam powiedzieć wcześniej, że po prostu byłam bardziej obecna. Może właśnie o to chodzi, że oddech jest sygnałem dla siebie samej. Dziękuję Czaromirze że to tak ładnie ujęła, bo ja nie potrafiłam tego nazwać.
Ale mam pytanie, bo wróćmy na chwilę do tych czakr. Jeśli używam oddechu czterotaktowego jako wejścia w rytuał, to czy powinnam podczas tego oddechu wizualizować jakiś konkretny obszar ciała? Bo słyszałam, że samo oddychanie bez kierowania uwagi daje inny efekt niż oddychanie z intencją na konkretną czakrę.
Ja mam może głupie pytanie, ale co z zapachem podczas tego oddychania? Czy ktoś łączy konkretne aromaty z technikami oddechu przy rytuałach miłosnych? Bo zawsze paliłam kadzidła przy rytuałach, ale nigdy nie myślałam o tym, że wdech zapachu może być częścią samej techniki oddechowej.
Kurczę, to coraz bardziej się komplikuje. Słuchajcie, ja naprawdę nie wiedziałam że oddech to jest taki temat. Myślałam że po prostu się siedzi i oddycha żeby się uspokoić. A tu wychodzi że można to robić na tyle sposobów i z tyloma różnymi intencjami. Jak ktoś zaczyna, to od czego właściwie zacząć żeby to nie było od razu z głowy na głowę?
Mnie też to pytanie nurtuje, bo sam zaczynałem od wrzucania różnych technik bez żadnego porządku i efekty były... mieszane. Raz czułem że coś się dzieje, innym razem siedziałem i nic. Teraz myślę, że może to kwestia nie techniki, tylko regularności. Że jeden prosty oddech robiony zawsze tak samo może dać więcej niż pięć skomplikowanych robionych raz na jakiś czas.
Właśnie to samo sobie ostatnio myślę. Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się czy nie za bardzo skupiamy się na tym, która technika jest lepsza, a za mało na tym, żeby w ogóle coś robić regularnie. Może zamiast szukać idealnego oddechu do rytuału, po prostu wybrać jeden i trzymać się go przez jakiś czas?
Właśnie! Dziękuję że ktoś to powiedział. Bo ta rozmowa piękna, ale mam wrażenie że kręcimy się w kółko. Entrainment, czakry, placebo, aromaty... a jak przychodzi do konkretów to wszyscy mówią 'zależy'.
Ale Sennica, czy ta obserwacja 'jakości obecności' to nie jest zbyt subiektywne żeby cokolwiek z tego wyciągnąć? Bo każdy ocenia swój stan sam i bardzo łatwo jest poczuć poprawę bo chcemy żeby była.
Ale to jest właśnie ten problem, który mnie od początku tego wątku trochę uwiera. Jeśli ocena jest całkowicie subiektywna, to skąd wiemy że oddech robi cokolwiek więcej niż zwykłe siedzenie w ciszy przez pięć minut? Może sam fakt zatrzymania się jest tym co działa?
Mnie to samo spotkało. Kiedy siadam bez żadnej techniki to mój umysł odpływa po trzydziestu sekundach. Jak zaczynam liczyć oddechy albo trzymać jakiś rytm to zostaje w tym dłużej. Nie wiem czy to magia ale coś tam jest.
Czekajcie, a wracając do tych aromatów, bo moje pytanie trochę przepadło. Pola odpowiedziała o układzie limbicznym i to ciekawe, ale chciałam zapytać konkretnie: czy ktoś ma doświadczenie z łączeniem konkretnego zapachu z konkretnym oddechem przy rytuałach miłosnych? Chodzi mi o to, czy da się to jakoś... skalibrować?
Tylko trzeba uważać z tym NLP żeby nie spłaszczać całego rytuału do mechanizmu warunkowania. Bo wtedy wyrzucamy intencję za okno, a intencja w rytuale miłosnym jest kluczowa. To nie jest tylko trening odruchu.
