Zastanawiam się nad czymś, co mnie trochę dręczy przy nauce run. Czy wy wypisujecie znaczenia na kartkach, robicie notatki, czy raczej po prostu siadacie z układem i czytacie na bieżąco z jakiegoś źródła? Pytam, bo sama zaczęłam od wypisywania każdej runy osobno z krótkim opisem i miałam wrażenie, że to pomaga zapamiętać, ale potem podczas prawdziwego odczytu i tak sięgałam do notatek. Ciekawi mnie, czy ktoś ma jakąś metodę, która naprawdę działa na dłuższą metę.
To ciekawe pytanie, bo ja przez długi czas robiłam dokładnie to samo. Wypisywałam, uczyłam się, a potem i tak zaglądałam. I wiesz co? W pewnym momencie przestałam się tym zadręczać. Moim zdaniem przy runach ważniejsze jest to, co runa wywołuje w tobie intuicyjnie, niż to, czy masz wyuczone suche znaczenie na pamięć. Ale to moje podejście, nie mówię, że jedyne słuszne. A ty wypisywałaś tylko słowa kluczowe, czy całe opisy?
Przepraszam, że wchodzę od razu, ale nie zgadzam się z tym podejściem o czystej intuicji. Runy mają konkretny kontekst historyczny i mitologiczny. Jeśli nie znasz przynajmniej podstaw, to skąd wiesz, że twoja 'intuicja' nie jest po prostu skojarzeniem z wyglądem znaku? Zapamiętywanie jest ważne, nawet jeśli trwa długo. Pytanie do Teodozji - czego konkretnie używałaś jako źródła do tych notatek?
A jak w ogóle wygląda u was wypisywanie? Robicie to piórem, ołówkiem, może zapisujecie w aplikacji? Pytam, bo sama kiedyś próbowałam robić notatki na komputerze i jakoś nie przyswajałam tak dobrze jak ręcznie. Zastanawiam się czy to kwestia pamięci mięśniowej czy czegoś innego.
Ja rysowałam runy ręcznie i to zdecydowanie pomogło. Nie chodzi tylko o zapamiętanie znaczenia, ale o to, że rysując czujesz kształt, proporcje, kierunek kreski. Fehu i Wunjo wyglądają podobnie dla kogoś kto zaczyna, ale kiedy kilka razy narysujesz każdą z nich, to już nie mylisz. Czy wy w ogóle przy nauce skupiacie się na kształtach, czy od razu na znaczeniach?
Mnie ciekawi jedno - czy przy runach jest podobnie jak przy kartach tarota, że z czasem każda runa zaczyna 'mówić' do ciebie jakoś indywidualnie, przez własne skojarzenia i doświadczenia? Tarot uczę się właśnie tak, przez własne obrazy, a nie słowa kluczowe z książki. Zastanawiam się czy to w ogóle sensowne przy runach, skoro są bardziej abstrakcyjne graficznie.
Dokładnie to chciałam powiedzieć. Nie jestem przeciwko osobistym skojarzeniom, ale one powinny być budowane na fundamencie. Jeśli ktoś patrzy na Hagalaz i kojarzy mu się z burzą - świetnie, bo to jest blisko tradycyjnego znaczenia. Ale jeśli kojarzy się z czymś zupełnie losowym i ta osoba używa tego w odczycie, to robi wróżbę ze swoich skojarzeń, nie z run. A wracając do oryginalnego pytania - ja uczyłam się mniej więcej rok zanim przestałam zaglądać do notatek. I to był rok regularnych ćwiczeń, nie tylko czytania.
Rok to brzmi realnie. Ja kiedy uczyłem się znaków na przedmiotach magicznych, też potrzebowałem długo zanim przestałem sprawdzać. Ale mam pytanie do Pelagiusza - te regularnie ćwiczenia to znaczy co konkretnie? Codzienne losowanie i interpretacja, czy coś innego? Bo słyszałem różne podejścia i ciekawi mnie co faktycznie przyspiesza zapamiętywanie.
Ten pomysł z obserwowaniem dnia pod kątem wylosowanej runy jest całkiem sprytny. Tylko jak to robisz kiedy wylosuje się np. Isa, czyli zastój, i dzień jest normalny? Dopasowujesz na siłę, czy po prostu odnotowujesz że nie było dopasowania?
Ale czy to w ogóle jest problem? Jeśli cel jest zapamiętanie, a nie przepowiadanie przyszłości, to nawet jeśli dopasowujesz trochę na siłę, to przynajmniej ćwiczysz te skojarzenia. Prawda? Ja na przykład przy ćwiczeniu odczytu celowo szukam wszystkich możliwych interpretacji, żeby potem mieć z czego wybierać w prawdziwym odczycie. Czy wy też tak robicie, czy raczej szukacie jednej właściwej interpretacji na raz?
Słucham tej dyskusji i myślę, że wy wszyscy trochę omijają jeden wątek. Pytanie w tytule jest o zapamiętywanie kontra czytanie z kartki. A tu wychodzi głębszy problem: co właściwie 'zapamiętać' znaczy przy runach? Słowa kluczowe? Opisy? Skojarzenia? Mitologię? Bo to są zupełnie różne poziomy i każdy wymaga innego czasu i metody. Przy tarota widzę ten sam problem - ludzie myślą że znają kartę bo wiedzą że Wieża to zmiany, ale to jest wierzchołek góry lodowej.
A przepraszam, że trochę z boku, ale interesuje mnie praktyczna strona. Wy co konkretnie polecacie komuś kto zaczyna - od razu próbować odczyty i sprawdzać potem znaczenia, czy najpierw naprawdę solidnie przejść przez wszystkie 24 runy zanim się w ogóle zacznie wróżyć? Bo słyszałam oba podejścia i nie wiem które jest lepsze na start.
Właśnie to 'przyporządkować nazwę do kształtu' to brzmi prosto, ale mnie zajęło dużo czasu. Najbardziej myliły mi się runy które wyglądają podobnie - Nauthiz i Isa szczególnie, bo Isa to prosta linia, a Nauthiz linia z kreską, i w głowie ciągle mi się przestawiały znaczenia. Może ktoś miał podobny problem i ma jakiś sposób?
Nauthiz i Isa to klasyczna pułapka. Mnie pomogło skojarzenie przez etymologię - Isa to po prostu 'lód', więc prosta, zimna, nieruchoma linia. A Nauthiz to 'potrzeba', więc ta dodatkowa kreska jakby coś się opiera, coś napiera na tę pionową oś. Jak już masz to wyobrażenie, to trudno pomylić.
Właśnie - to może być ten klucz do całej dyskusji o zapamiętywaniu. Może nie ma jednej metody, bo każdy ma inny typ pamięci. Jedna osoba zapamięta przez etymologię, inna przez rysunek, inna przez powiązanie z życiem. Tylko jak to sprawdzić u siebie?
Słucham i zastanawiam się - czy to znaczy że tarot jest łatwiejszy do nauki właśnie przez te obrazy? Bo mam wrażenie że z runami jest trudniej wejść właśnie dlatego że nie ma tej wizualnej historii gotowej.
To ma sens. I chyba to właśnie miałam na myśli kiedy mówiłam że z runami skojarzenie musi przyjść skądś. Przy tarocie obraz podsuwa ci historię. Przy Fehu patrzysz na znak i... co? Musisz wiedzieć że to 'bydło', że to majątek, że to energia przepływu. Bez tego to tylko dwie linie.
Wracając do kwestii wypisywania - bo to był oryginalny temat - czy ktoś próbował robić coś w rodzaju kartotek? Jedna runa, jedna kartka, a na niej: kształt narysowany ręcznie, etymologia, słowa kluczowe, jedno skojarzenie osobiste. Zastanawiam się czy taka struktura pomaga czy za bardzo upraszcza.
O, to jest coś. Czyli zapamiętanie poszczególnych run to tak naprawdę dopiero wstęp, a właściwa nauka zaczyna się kiedy uczysz się jak one ze sobą rozmawiają w układzie? To by znaczyło że to czego szukamy w tym wątku - zapamiętać czy czytać z kartki - to trochę zły podział. Może ważniejsze jest co robisz po zapamiętaniu?
Dokładnie to. I odpowiadając też trochę na pytanie z tytułu - 'czytanie z pamięci' nie znaczy że wiesz więcej. Można mieć 24 definicje w głowie i nadal robić słabe odczyty. Można zaglądać do notatek i robić świetne odczyty jeśli rozumiesz co czytasz. Pamięć to tylko środek.
Dobra, a to zmienia trochę moje pytanie. Zamiast pytać kiedy zacząć odczyty, może powinnam pytać - jak w ogóle ćwiczyć to patrzenie na relacje między runami? Bo to brzmi jakby był jakiś osobny etap nauki, o którym nikt mi nie mówił.
Właśnie tak zaczynałam - brałam dwie runy i wymyślałam krótką historię która je łączy. Głupio brzmi, ale działało. Fehu i Isa razem to dla mnie od razu 'zamrożony majątek, coś co stoi w miejscu zamiast płynąć'. I już - mam obraz układu, nie dwie osobne definicje.
O, to jest coś konkretnego. Ale skąd wiedziałaś że 'zamrożony majątek' to właśnie to, a nie coś innego? Bo wydaje mi się że tutaj można sobie wymyślić dosłownie wszystko i nie wiadomo czy to intuicja czy fantazja.
Właśnie to jest sedno. Runy nie mają jednej odpowiedzi, mają pole znaczeń. I to pole zmienia kształt w zależności od pytania. Dlatego uczenie się przez kartki jest OK na start, ale potem trzeba się od tego oderwać - kartka daje ci środek pola, a nie całe pole.
I tutaj mam konkretne zastrzeżenie do 'pola znaczeń'. To nie jest tak że każde skojarzenie jest równie dobre. Są granice wyznaczone przez etymologię i kontekst historyczny i wychodzenie poza nie to nie jest intuicja, to jest projekcja. Przy tarocie przynajmniej masz obraz który cię koryguje. Przy runach ta korekta musi być wewnętrzna i to wymaga dyscypliny.
To co Jacek mówi o projekcji - mam wrażenie że to się wiąże z tym wypisywaniem z tytułu tematu. Jeśli uczysz się przez wypisywanie, to budujesz tę wewnętrzną korektę zanim jeszcze zaczniesz robić odczyty. Czy to nie jest właśnie argument za tym żeby pisać ręcznie zamiast tylko czytać?
Okay, ale wracając jeszcze raz do podstawowego podziału z tytułu - w którym momencie używanie kartki przestaje być pomocą a zaczyna być kulą u nogi? Bo słyszę dużo o tym kiedy warto pisać i kiedy warto się odrywać, ale nie widzę żadnej konkretnej granicy.
