To co Guslarz opisuje, ta myśl po przebudzeniu, to jest właśnie to co mnie najbardziej ciekawi w całym temacie. Bo czy sen z runą który zostaje tylko obrazem jest tym samym co sen który zostawia jakiś impuls do działania? Mam wrażenie że to są dwie różne kategorie i mieszamy je ze sobą w tej dyskusji.
Patrycelka podnosi coś istotnego, ale jest w tym pewna pułapka. Jak powiesz że 'efekt jest ważny bez względu na źródło', to możesz równie dobrze powiedzieć to o horoskopach, o kartach, o losowym otwarciu książki. I może nawet byłoby to prawdziwe, ale przestaje być specyficzne dla run. Dlaczego akurat runa w śnie, a nie cokolwiek innego?
Właśnie dlatego w tradycjach runicznych, przynajmniej w tych rekonstruowanych na podstawie źródeł, nie ma czegoś takiego jak 'neutralny odczyt'. Każda interpretacja jest przesiąknięta tym co wiemy, co czujemy, co przeżyliśmy. Źródła nordyckie nie opisują snów runicznych jako osobnej kategorii, to jest głównie współczesna nakładka. Ale nie twierdzę że to źle, tylko że warto to wiedzieć kiedy się interpretuje własne sny.
Ciekawe co Almandynka mówi o Blumie, bo pamiętam że jego książka była mocno krytykowana przez serio zajmujących się runami. Czy to znaczy że cały ten nurt interpretacji snów runicznych stoi na dość słabych historycznych fundamentach? I co z tego wynika dla kogoś kto takie sny ma?
Mnie to trochę uderzyło co Almandynka mówi, bo ja nigdy nie myślałam o snach z runami w kategorii 'czy to historycznie uzasadnione'. Po prostu miałam sen, poczułam że coś znaczy i szukałam co. Teraz się zastanawiam czy to zmienia coś w tym jak do tego podchodzę. Nie jestem pewna.
Myślę że Majka dotknęła tu czegoś ważnego dla całego tematu wątku. To pytanie z tytułu, rozmowa ze sobą czy komunikat z wyższych sił, może być zadawane z dwóch różnych punktów widzenia. Raz z perspektywy historyczno-badawczej, a raz z perspektywy osobistego doświadczenia. I odpowiedź może być różna zależnie od tego którą perspektywę przyjmujesz.
Jasne, ja zmieniałem interpretację. Miałem sen z Naudhiz, na początku odebrałem to jako sygnał że coś mi brakuje, jakaś potrzeba niezaspokojona. Ale po kilku tygodniach wróciłem do tego i zobaczyłem to zupełnie inaczej, jako ograniczenie które właśnie wtedy chroniło mnie przed pochopną decyzją. Nie wiem czy to dojrzalsze spojrzenie czy po prostu dopasowałem znaczenie do tego co się potem wydarzyło. I nie jestem w stanie rozstrzygnąć która z tych interpretacji była 'właściwa'.
to zjawisko ma nawet nazwę w psychologii, to jest hindsight bias, czyli efekt wstecznej pewności. I tak, jest to jeden z największych problemów przy interpretacji wszelkich wróżb po czasie. Ale to nie przekreśla wartości samego procesu interpretacji, bo może właśnie chodzi o to co robimy z obrazem w momencie gdy go mamy, a nie o trafność prognozy.
Guslarz zadał właśnie pytanie które chodzi mi po głowie od jakichś dziesięciu postów w tej dyskusji. Czy w ogóle jest jakiś sposób żeby to rozróżnić? Bo jeśli nie ma, to albo to w ogóle nie ma znaczenia, albo całe rozróżnienie na 'rozmowę ze sobą' i 'komunikat z zewnątrz' jest po prostu niemożliwe do operacjonalizacji.
A może w ogóle samo pytanie z tytułu zakłada fałszywą alternatywę? Bo co jeśli rozmowa ze sobą i komunikat z wyższych sił to nie są dwie różne rzeczy? Jakby jedno może być kanałem dla drugiego.
Wracając do tego co powiedział Igorek o zmianie interpretacji w czasie, ja mam podobnie z kartami. I zastanawiam się czy to dotyczy tylko snów, czy też aktywnej pracy z runami na jawie. Bo jak ciągnę runę rano i interpretuję wieczorem, to też często widzę inaczej. To raczej sugeruje że to ja się zmieniam w ciągu dnia, nie że znaczenie runy jest inne.
Właśnie ta kwestia kontroli mnie zastanawia. Skoro we śnie nie decydujesz co widzisz, to czy przypadkowość tego wyboru powinna dawać mu więcej czy mniej wagi niż świadomemu losowaniu runy? Bo logicznie można argumentować w obie strony.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy próbujemy ustalić jakieś kryteria które są może nie do ustalenia. Mój sen z Ingwaz który zaczął ten temat nie był o niczym konkretnym co przeżywałam, przynajmniej nie tak wprost. Czy to go czyni bardziej wiarygodnym według tej logiki?
Majka podnosi coś co od początku jest chyba kluczem do całej dyskusji. Bo jeśli runa która pasuje jest podejrzana, a runa która nie pasuje jest bardziej wiarygodna, to mamy problem bo to odwraca całą logikę interpretacji. Zwykle szukamy sensu który do nas przemawia.
Nie zgodziłabym się że 'nie da się rozstrzygnąć' to jest właściwa odpowiedź, bo to brzmi jak kapitulacja. Można żyć z tym że mamy dwa różne poziomy opisu tej samej rzeczy i oba są użyteczne, nie trzeba ich sprowadzać do jednego. Psychologiczny i duchowy opis snu z runą mogą współistnieć bez rozstrzygania który jest 'prawdziwy'.
Cecylka powiedziała coś ważnego, że możemy mieć dwa poziomy opisu jednocześnie. Ale mam pytanie, czy te dwa poziomy mogą dawać sprzeczne odpowiedzi? Bo jeśli psychologia mówi 'to był twój stres', a interpretacja duchowa mówi 'to był komunikat o nadchodzącym końcu', to jak działasz? Któremu poziomowi ufasz bardziej w praktyce?
Guslarz trafił w sedno mojego sceptycyzmu. Byłem tutaj głównie z ciekawości bo astrologia to moja działka i tam mam podobne wątpliwości. Ale przy runach we śnie to jeszcze bardziej rozmyte, bo nie ma nawet punktu wyjścia jak przy horoskopie urodzeniowym.
Wróćmy na chwilę do Majki, bo ona powiedziała że jej sen z Ingwaz nie pasował do niczego co przeżywała wprost. Majka, czy potem coś się jednak wydarzyło co to wyjaśniło? Pytam bo to byłby interesujący test tego o czym rozmawiamy.
dokładnie ten mechanizm mam przy kartach. Ciągnę Śmierć, przez kilka tygodni nic, a potem coś się kończy i myślę 'aha, to to'. Ale te kilka tygodni spokojnie zapominam. Może takie zakończenia i nowe początki to po prostu stała część życia, tylko je etykietujemy po fakcie.
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i zastanawia mnie jedno. Czy ktoś tu w ogóle zapisuje swoje sny runowe systematycznie i potem je weryfikuje? Bo rozmawiamy dużo o teorii, ale nie słyszałem żeby ktoś powiedział że prowadzi dziennik i wraca do niego po czasie.
tak, Perthro wraca u mnie co jakiś czas i prawie zawsze poprzedza okresy kiedy coś ukrytego wychodzi na jaw. Ale uczciwie powiem, że nie wiem czy to mój mózg kojarzy tę runę z niepewnością i dlatego ją generuje, czy coś więcej. Obie opcje są możliwe.
Almandynka powiedziała 'obie opcje są możliwe' i to chyba jest najuczciwsza odpowiedź w tym wątku. Zastanawia mnie tylko czy ta otwartość na obie opcje to nie jest trochę ucieczka od decyzji. Czy ezoteryka w ogóle może działać jeśli się jej do końca nie ufa?
No i właśnie to jest sedno, Fabianek. Zaufanie nie musi być totalne żeby coś działało. Ale wracam do pytania Elfina, bo mnie też zastanawia ten wątek z dziennikiem. Almandynka, jak często wracasz do zapisanych snów? Co tydzień, raz na miesiąc? Bo podejrzewam że częstotliwość weryfikacji dużo zmienia.
To brzmi jak coś co można by przetestować właściwie naukowo. Ślepy test, najpierw zapis snu i runy, potem odczyt sytuacji życiowej przez kogoś innego. Czy ktoś kiedyś słyszał o takim eksperymencie? Nie ironicznie, serio pytam.
Ale czy sen o runie to w ogóle jest coś co można testować statystycznie? Majka na początku wątku mówiła o czymś bardzo osobistym, o poczuciu że symbol pojawił się 'nie z niej'. To jest przeżycie wewnętrzne i chyba nie o przewidywanie przyszłości jej chodziło, bardziej o rozumienie.
Zina ma rację, nie zakładałam że Ingwaz mi przepowie przyszłość. Bardziej chodziło o to poczucie że sen miał strukturę, jakby ktoś coś komunikował, nie tylko mój mózg mieszał obrazy. Choc rozumiem że to trudne do przekazania komuś kto tego nie czuł.
Majka, a czy to poczucie 'struktury' jak to nazywasz pojawiło się już we śnie czy dopiero jak się obudziłaś i zaczęłaś analizować? Bo to dla mnie kluczowe. Wiele snów nabiera sensu dopiero przy rekonstrukcji.
