Mam takie pytanie, bo ostatnio złapałem się na tym, że sięgam po runy kiedy jestem mocno nakręcony albo zdenerwowany. Zazwyczaj wychodzą mi wtedy bardzo ciężkie zestawy i zastanawiam się czy to runy 'reagują' na moją złość, czy może po prostu źle je odczytuję przez emocje. Czy w ogóle powinno się pracować z runami kiedy człowiek jest poirytowany, czy lepiej poczekać aż się uspokoi?
To zależy co rozumiesz przez 'pracę z runami'. Jeśli masz na myśli wróżenie, to akurat złość może bardzo zniekształcić odczyt, bo projektujesz emocje na symbole. Widzisz to co czujesz, a nie to co jest. Ale z drugiej strony niektóre tradycje mówią, że silna emocja to silna energia i runy mogą ją dobrze 'uchwycić'. Pytanie tylko co chcesz z tym zrobić.
Też mnie to zastanawia, bo sama kilka razy ciągnęłam runy w złości i mam podobne obserwacje jak Hubert - wychodziły Hagalaz, Nauthiz, czasem Thurisaz. Ale czy to naprawdę znaczy coś konkretnego, czy to moje nastawienie? Nie potrafiłam tego rozróżnić.
Kamilka, to co piszesz to klucz do tej dyskusji. Thurisaz akurat jest runą skojarzoną z siłą, gniewem, chaosem - więc jak wyciągasz ją w złości, to czy runa 'mówi ci o tobie samej w tej chwili', czy odpowiada na pytanie które zadałaś? To są zupełnie różne rzeczy. Myślę że wielu ludzi myli te dwa poziomy.
Moim zdaneim nie chodzi o to żeby nie pracować w złosci, tylko żeby wiedzieć po co siegasz po runy. Jak chcesz się wyżyć - to zły powód. Jak chcesz zrozumieć skąd ta złość - to może mieć sens. Sam kiedyś ciągnąłem w mocnym wzburzeniu i wyszła mi Isa. Totalnie mnie zatrzymała, choć w tamtej chwili to ostatnie czego chciałem.
szczerze? Na poczatku zignorowałem. Myślałem że to bez sensu, że się 'zacina'. Dopiero po kilku godzinach jak ochłonałem to do mnie dotarło. Więc może nie tyle chodzi o to żeby nie ciągnąć w złości, co o to żeby nie interpretować od razu. Dać sobie czas.
Hej, a ja mam głupie pytanie - jak runy w ogóle 'czują' nasze emocje? One są kawałkiem drewna albo kamienia, nie? Nie rozumiem tego mechanizmu. Czy to chodzi o to że my sami coś w nie wkładamy?
Kazia, to nie jest głupie pytanie, ale odpowiedź zależy od tego w co wierzysz. Jeśli traktujesz runy jako system symboli do samopoznania, to tak - całkowicie projektujesz. Jeśli wierzysz że mają własną moc, albo że łączą się z czymś zewnętrznym, to sprawa się komplikuje. Tradycja nordycka nie mówiła o 'czuciu emocji' przez runy, ale o runach jako siłach które istnieją niezależnie od nas.
Chciałam tylko dopowiedzieć jedno - w magii generalnie, a nie tylko runach, złość jest uznawana za energię o dużym ładunku. Pytanie nie brzmi 'czy można', tylko 'czy wiesz co robisz'. Ktoś kto umie nią kierować może z niej korzystać. Ktoś kto nie umie, może namieszać sobie bardziej niż myśli.
Irenka, ale to trochę brzmi jak zaproszenie do używania złości w rytuałach, a czy to nie jest ryzykowne? Mam wrażenie że te silne emocje mogą przyciągać coś czego nie chcemy. Czytałam coś takiego przynajmniej.
Marchewka ma rację, mnie chodziło głównie o wróżenie. Ale teraz jak o tym myślę, to mam jeszcze inne pytanie - czy są jakieś runy które szczególnie 'pasują' do pracy ze złością, w sensie że ich znaczenie jest z nią powiązane? Thurisaz juz padła, jakie jeszcze?
Sowulo może? Albo Tiwaz - kojarzy mi się z walką, ale też z honorem i sprawiedliwością. Jak ktoś jest zły bo czuje się niesprawiedliwie potraktowany, to może to ma sens.
Tiwaz tak, choć tam złość musi być 'czysta' jeśli to ma sens. Oparta na zasadach, nie na ego. Ansuz może pojawić się jak ktoś jest zły na komunikację, na kłamstwo. Ale szczerze - nie ma jednej runy-od-złości. To za bardzo upraszcza system. Złość może być w każdej runie zależnie od kontekstu.
Słucham tej rozmowy z boku i mam pytanie może trochę z innej strony - czy ktoś z was kiedyś świadomie usiadł z runami właśnie dlatego żeby przetworzyć złość? Nie żeby wróżyć, ale żeby się jakoś z nią rozliczyć? Ciekawi mnie czy to w ogóle działa praktycznie.
nie losowo, ciągnęłam kolejno ale z wyraźnymi pytaniami w głowie dla każdej pozycji. Najpierw spokojnie, siedziałam chwilę z runami w rękach zanim wyciągnęłam którąkolwiek. To jest dla mnie kluczowe - ta chwila przed. Jak się w niej nie zatrzymam, to cały odczyt jest do niczego.
No właśnie to mnie zastanawia - skąd wiadomo że już 'wystarczająco opadło'? Czy jest jakaś granica, po której można powiedzieć że emocje już nie zniekształcają odczytu? Bo to brzmi trochę subiektywnie.
To jest subiektywne i nie ma co tego ukrywać. Nie istnieje żaden obiektywny próg. Ale to nie jest wada systemu - to jest właśnie jeden z powodów dla których praca z runami wymaga samowiedzy. Jak nie wiesz kiedy jesteś spokojny, to runy ci tego nie powiedzą.
Ja bym dodał że samowiedza to nie jest warunek wstepny, tylko cel. Jakby to był warunek to nikt by nigdy nie zaczął. Popełniasz błedy, ciągniesz w złości, interpretujesz krzywo - i to jest materiał do nauki. Runy nie są dla doskonałych.
Irenka dobrze to ujęła. Problem ze złością przy runach nie leży w samej emocji, tylko w tym że złość bardzo często idzie razem z szukaniem potwierdzenia. Chcesz usłyszeć że masz rację, ktoś inny jest winny, jesteś ofiarą. I runy - albo raczej twoja interpretacja - chętnie ci to dostarczy.
O, cieszę się że ktoś to przypomniał, bo mnie to dalej nurtuje. Nie rozumiem jak odróżnić czy odczyt był trafny bo runy coś przekazały, czy trafny bo podświadomość sama siebie odczytała przez symbole. Czy to w ogóle ma znaczenie jeśli efekt jest ten sam?
Wracając do złości - bo trochę odpłynęliśmy - mam wrażenie że nikt tu nie powiedział jasno czy to jest bezpieczne czy nie. Nie w sensie energetycznym, tylko psychologicznym. Czy siedzenie z runami w złości nie utrwala tego stanu zamiast go przetworzyć?
Miałam raz dokładnie to co opisujesz. Ciągnęłam runy w środku kłótni, dosłownie zaraz po niej, i zamiast mi to pomóc to po prostu każdy symbol interpretowałam przez pryzmat tej sytuacji. Nauthiz czytałam jako 'widzisz, ktoś cię skrzywdził', a to mogło znaczyć cokolwiek innego.
Właśnie zapisałam sobie tę obserwację, bo mam podobne przypadki w notatniku. Ciekawe że zarówno Kamilka jak i Hubert na początku opisywali te same runy - Hagalaz, Nauthiz, Thurisaz. Czy wy macie jakieś wyjaśnienie dlaczego akurat te trzy powtarzają się przy złości? To przypadek czy jakaś prawidłowość?
Mam w notatniku zebranych kilkanaście własnych odczytów z ostatnich miesięcy z adnotacją o stanie emocjonalnym przed ciągnięciem. Nie wiem czy to coś warte metodologicznie, ale jeśli ktoś chciałby porównać wzorce to mogłabym opisać co mi wychodzi. Może gdyby kilka osób zrobiło to samo to byłaby jakaś podstawa do rozmowy.
Wątek z notatkami jest interesujący, ale chcę wrócić do pytania które Marchewka postawiła. Ona ma rację że operujemy na anegdotach. Tylko mam pytanie do niej i do innych - czy w kontekście praktyki duchowej w ogóle oczekujecie weryfikacji empirycznej? Bo to zmienia całą rozmowę o tym co runy 'robią' ze złością.
Słuchajcie, mnie gdzieś umknęło coś co Irenka zaczęła pisać wcześniej i urwała - napisała że jest różnica między ciągnięciem w lekkim rozproszeniu a ciągnięciem w silnej złości z intencją żeby 'dowiedzieć się kto zawinił' i że to drugie to błąd, ale nie dokończyła. Irenka, jaki błąd miałaś na myśli?
To mnie uderza bo sam miałem taką sytuację. Ciągnąłem z pytaniem brzmiącym neutralnie - coś w stylu 'co się dzieje w tej relacji' - ale w środku miałem gotową odpowiedź i szukałem potwierdzenia. Czy takie ukryte założenie w intencji jest do wychwycenia, zanim się zacznie? Bo ja tego nie widziałem dopóki nie dostałem odczytu.
