Czarek to opisuje coś czego ja też doświadczałam - taka reakcja przed interpretacją, jakbyś wiedział że to trafne zanim zdążyłeś pomyśleć. Ciekawe że to się pojawia niezależnie od stanu emocjonalnego. Może to bardziej zależy od samej sprawy niż od nas?
Ale czy to nie sugeruje że powinniśmy najpierw ocenić czy sprawa jest w tej 'środkowej fazie' zanim w ogóle sięgniemy po runy? A jak to ocenić bez run? To chyba błędne koło.
Dobra, ale to co Brygida mówi to brzmi jak 'runy potwierdzają to co już czujesz'. I wtedy znowu mam to swoje pytanie - po co runy jeśli i tak już wiesz? Nie zarzucam, naprawdę pytam bo nie rozumiem tej logiki.
O, to mi bardzo pomogło, Perydotka, dziękuję za ten przykład z Gebo bo konkretnie to rozumiem! Mam pytanie - a co jeśli ciągniesz runę i nic nie czujesz wcześniej, żadnego napięcia, po prostu z ciekawości, czy to ma w ogóle sens robić?
Wracając do rytmu bo chyba trochę odpłynęliśmy - Czarek na początku pytał czy częstość wpływa na dokładność. I po tym całym wątku moje rozumienie jest takie: wpływa, ale nie przez jakiś mechaniczny efekt zużycia czy naładowania. Wpływa przez to czy my sami jesteśmy gotowi i czy sprawa jest gotowa. Dwie zmienne, nie jedna.
To co Pyromanta podsumował jest w sumie bliskie temu co myślę, ale chciałabym doprecyzować jeden element. Mówisz że wpływa przez to czy jesteśmy gotowi - ale ja bym to odwróciła. Nie tyle gotowość, co właśnie ta gotowość wynika z czegoś zewnętrznego wobec nas. Sprawa sama w sobie wysyła sygnał, my go łapiemy albo nie. Częstość czytania wpływa na to czy jesteśmy na tyle wyćwiczeni żeby w ogóle sygnał odebrać.
Mam wrażenie że ta dyskusja zaczyna iść w stronę 'czy runy w ogóle działają' a nie 'czy częstość wpływa na dokładność'. Może wróćmy do Czarka? Bo on miał konkretny obserwację że czasem jest wyraźnie a czasem płasko, i to nie zależy od jego stanu. Czy ktoś ma podobne spostrzeżenie?
Ja mam, i to kilka razy. Były momenty kiedy ciągnęłam runę będąc bardzo spokojna, skupiona, idealne warunki - i nic. Zero odczucia. A potem raz wyciągnęłam prawie przypadkowo, byłam zmęczona, i Hagalaz zatrzymała mnie jak uderzenie. Do tej pory pamiętam to dokładnie. Więc tak, mój stan nie był decydujący.
To co Leszczynka opisuje jest ciekawe bo sugeruje że te 'wyraźne' odczyty mogą mieć jakiś wspólny mianownik - może energia sytuacji jest wtedy wystarczająco silna żeby przebić się przez nasz stan. Nie wiemy czy to tak działa, ale jako hipoteza pasuje do tego co kilka osób tutaj opisało.
A co jeśli to nie chodzi o siłę sytuacji, tylko o bliskość czasową? Że runa jest wyraźna kiedy coś jest bliskie, a płaska kiedy jeszcze odległe? Czy ktoś to testował, tzn. czy wyraźne odczyty bardziej dotyczyły rzeczy bliskich w czasie?
Dreamweaver pyta o coś co mnie też zastanawiało. Miałem raz odczyt który interpretowałem jako coś odległego, i przez długo myślałem że się nie sprawdził. Ale potem zdałem sobie sprawę że sprawdził się wcześniej niż myślałem, tylko w innym miejscu niż szukałem. Może kwestia bliskości czasowej i kwestia rozpoznania to dwie różne pułapki.
Czarek, to co mówisz o 'innym miejscu niż szukałem' - możesz rozwinąć? Bo brzmi jakbyś miał jakiś konkretny przykład w głowie i jestem ciekaw jak to wyglądało.
O, bardzo dziękuję Leszczynce i Czarkowi za te przykłady, bo to mi trochę układa całość! Mam pytanie bo jestem tu chyba najbardziej zielona - czy powinno się notować takie odczyty żeby potem móc porównywać? Czy ktoś to robi?
Ale jeśli zawsze można powiedzieć że odczyt dotyczył czegoś innego albo był wcześniej albo później niż myślałaś - to jak w ogóle można stwierdzić że coś jest niecelne? Gdzie jest granica między trafnym a dopasowanym po fakcie?
Bard zadaje pytanie ktore w taroci tez sie pojawia caly czas i nie ma na nie ladnej odpowiedzi. Mozna powiedziec ze jesli czesto interpretujesz post factum to twoj system nie dziala, ale jak to zmierzyc? Ja probowalam pisac co sie stanie i potem sprawdzac ale po pol roku doszlam do wniosku ze nie wiem jak oceniac 'zgodnosc'.
To co Rezedaa opisuje to fundamentalny problem z każdą wróżbą i nie ma co udawać że go nie ma. Ale mnie bardziej interesuje wróćmy do wątku Czarka, bo pytanie o rytm czytania jest konkretne i można na nie odpowiedzieć praktycznie. Zbyt częste ciąganie przy jednej sprawie nie tyle psuje 'dokładność' co burzy twoją własną zdolność do słyszenia pierwszej, zwykle najczystszej odpowiedzi. Każde kolejne ciąganie przy tym samym pytaniu to szum który sam tworzysz.
Bo mi się wydaje że to jest jak z każdą decyzją - pierwsza jest najszybsza, ale niekoniecznie najczyściejsza. Może właśnie w runach to działa odwrotnie niż w intuicji codziennej?
To jest bardzo ciekawe co Kuba pisze, bo ja też nie umiem odróżnić czy mój spokój przy ciąganiu to rzeczywiste skupienie czy po prostu brak doświadczenia i nie wiem co powinnam czuć. Czy jest jakiś sposób żeby to rozpoznać?
Ja mam wrazenie ze to uczucie przed mysleniem zanika jesli za duzo czytasz o runach na raz. Jakbys napelnila glowe teoria to potem tylko szukasz potwierdzenia w tej teorii. Sama przez to przeszlam i przez jakis czas ciagnelam runy mechanicznie, bez zadnego odczucia.
Perydotka trafiła w coś co mnie też dotyczy. Jak zacząłem intensywniej studiować znaczenia run to odczyty zrobiły się bardziej 'książkowe' a mniej... nie wiem jak to nazwać. Osobiste? I właśnie wtedy zacząłem ciągać częściej, jakby szukał potwierdzenia że coś czuję. Może to odpowiedź na moje pierwotne pytanie o rytm.
Czarek zwraca uwagę na coś ważnego - że zwiększona częstotliwość może być objawem, a nie przyczyną. Że ciągamy częściej właśnie wtedy kiedy tracimy kontakt z odczytem, i to błędne koło.
A to jest interesujące odwrócenie pierwotnego pytania. Czarek pytał czy częstość wpływa na dokładność, a okazuje się że może być tak że utrata dokładności wpływa na częstość. Czy ktoś jeszcze to zauważył u siebie?
Ja tak. Jak mi nie wychodzi coś z pierwszego ciągnięcia to ciągnę ponownie i prawie zawsze drugi odczyt jest gorszy, nie lepszy. I jestem z niego mniej zadowolona, ale nie wiem czy dlatego że był zły, czy dlatego że wiedziałam co już wyszło i to mnie rozpraszało.
To co Leszczynka opisuje to w zasadzie problem metodologiczny. Jeśli ciągniesz drugą runę bo pierwsza cię nie satysfakcjonuje, to masz confirmation bias w odwrotną stronę - szukasz czegoś innego. Czy nie lepiej byłoby z góry ustalić sobie że ciągnę jedną i koniec?
Ale może ta dyscyplina jest po prostu nieosiągalna bez zewnętrznej struktury? Tzn. jeśli pytasz o coś co cię bardzo dotyczy, to zawsze będziesz chciał kolejnej runy. Może potrzeba kogoś drugiego żeby ciągnął dla ciebie?
No właśnie to zalecenie żeby nie ciągać jak jesteś emocjonalnie poruszony - sam je widziałem, ale nie wiem skąd pochodzi. Czy ktoś wie czy to jest jakaś konkretna tradycja, czy po prostu ogólna mądrość zbiorowa forumów?
To nie jest zalecenie z jednej tradycji, raczej pojawia się w różnych miejscach niezależnie. Ale mam pytanie do Igorka i do Barda - zakładacie że ktoś drugi ciągający dla ciebie rozwiązuje problem emocjonalnego zaangażowania. Ale ta druga osoba też może być zaangażowana, jeśli cię zna. Skąd pewność że to w ogóle działa?
