A propos narzędzi - właśnie o to mi chodzi, że nie wiem czy czas spędzony nad rytem cokolwiek zmienia, czy to tylko romantyczne myślenie. Dobrusia_60, ty też będziesz ryć ręcznie, skoro jabłoń ma dla ciebie takie znaczenie?
Jabłoń jest jak najbardziej w porządku, gęste drewno, dobrze trzyma rzeźbę. Ale mam pytanie do ciebie, Dobrusia - jak gruby jest pień tej jabłoni? Bo jabłonie potrafią być bardzo skręcone w środku i to już na etapie cięcia może sprawiać kłopot.
To co mówisz Edek_60 ma odpowiedniki w innych tradycjach - drzewo rosnące na rozstaju dróg, albo skręcone przez wiatr, traktowano inaczej. Ale żeby nie odchodzić za daleko - Dobrusia, ty pisałeś że jabłoń wypadła. Czy była chora wcześniej, czy po prostu wichura?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie które może być głupie - skąd w ogóle bierze się założenie, że drewno z drzewa które upadło ma inną energię niż z żywego? Czy to jest gdzieś zapisane, czy to jest bardziej intuicja zbiorowa?
Właśnie, i tu mam wątpliwość. Czy my nie nakładamy na runy nordyckie warstwy z zupełnie innych tradycji? Jabłoń w mitologii nordyckiej ma znaczenie - to drzewo Idun, jabłka nieśmiertelności. Ale czy to automatycznie przenosi się na pracę z drewnem jabłoniowym?
Zgadzam się z Edek_60 co do źródeł, ale mam inne podejście do wniosku. To że coś jest współczesną interpretacją nie odbiera tej interpretacji wartości w praktyce. Kamienie też nie mają 'oryginalnego' przypisania do czakr w żadnym starożytnym tekście, a litoterapia działa dla wielu osób.
Może źle sformułowałem pytanie na początku. Nie chodzi mi o to czy naukowcy potwierdzą że jabłoń ma inną energię. Mnie interesuje to co czujecie w pracy - czy materiał który ma dla was historię osobistą działa inaczej. I czy wypadnięcie drzewa, ta nagłość, coś dodaje.
To jest dobre doprecyzowanie. I tak postawione pytanie mam odpowiedź - tak, czuję różnicę. Mój brzozowy zestaw który sama zrobiłam z gałęzi znalezionych po wichurze jest dla mnie inny niż kupiony. Ale nie wiem czy to drewno, historia, czy moja praca włożona w ten zestaw.
Właściwie nie mam innego powodu poza tym że to ta konkretna jabłoń. Rozumiem argument o punkcie odniesienia, Wrozanka też coś podobnego mówiła wcześniej. Ale mam pytanie - czy ktoś tutaj w ogóle kiedyś zrobił porównanie własny zestaw versus kupiony i wyciągnął z tego coś konkretnego?
Ja nie z runami, ale z innymi przedmiotami - tak. I moje doświadczenie jest takie że własnoręcznie zrobiony czy zebrany materiał inaczej 'wchodzi' w sesję. Ale nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. Przyszło mi do głowy pytanie z innej strony - czy ktoś próbował robić runy z korzenia a nie z pnia albo gałęzi?
Mam dostęp do korzeni, ale nie wiem czy to ma sens praktyczny. Pień jest grubszy niż moje ramiona, więc korzenie też muszą być poważne. Ale właściwie - dlaczego korzeń miałby być lepszy lub gorszy niż pień? Kornelia, co cię skierowało na tę myśl?
Nie wiem czy 'lepszy', ale inne. Korzeń jest tą częścią która przez całe życie drzewa miała kontakt z ziemią, ciemności, wodą gruntową. Pień rósł ku górze, korzeń w dół. Nie twierdzę że jedno jest wartościowsze - raczej zastanawiam się czy do runów ta kierunkowość coś znaczy. Albo czy w ogóle ktoś o tym myślał.
To jest ciekawe pytanie, ale chcę zaznaczyć - nie znam żadnego historycznego źródła które by różnicowało część drzewa przy wyrobie runicznym. Mamy przekazy o wyborze gatunku, ale nie o tym czy brać z gałęzi, pnia czy korzenia. Więc to co mówi Kornelia to współczesna interpretacja, nie tradycja. I nie mówię że zła, mówię że to trzeba odróżniać.
I właśnie dlatego mnie to pyta do Dobrusi przez cały czas - bo jego jabłoń to nie jest kwestia 'czy tradycja to potwierdza', tylko kwestia intencji i relacji z materiałem. Dobrusia, wróćmy do podstaw: co chcesz żeby ten zestaw dla ciebie robił? Bo od tego zależy czy w ogóle ma sens myśleć o korzeniu kontra pniu.
Chcę żeby ten zestaw był mój. To brzmi banalnie, ale to jest główne. Kupiłem kiedyś gotowe runy, drewniane, nie wiem nawet z czego, i jakoś nigdy się z nimi nie 'zaprzyjaźniłem'. Myślałem że może problem jest w materiałe, a może w tym że nie ma historii. Ta jabłoń ma historię - rosła tu od zawsze.
To co napisałeś to jest właściwie odpowiedź na twoje własne pytanie o energię. Różnica którą czujesz między kupionym a własnym zestawem nie pochodzi z drewna samego w sobie - pochodzi z relacji. A jabłoń która 'rosła tu od zawsze' to jest relacja zanim jeszcze dotknąłeś materiału. Klimcia ma rację że to jest pytanie o intencję.
Wtrącę się bo mam pytanie techniczne do Dobrusi - ile masz materiału? Bo pień grubości ramion to dużo drewna, ale pytanie czy masz kogoś kto ci go przetnie, wysuszyłeś cokolwiek, masz narzędzia do rzeźbienia? Bo czasem ten wątek umiera właśnie na etapie praktycznym, nie energetycznym.
Kilka tygodni na dworze to za krótko na pień tej grubości, to może trwać rok albo i dłużej zanim będzie stabilne do rzeźbienia. Pytanie czy masz czas czekać, czy wolisz teraz ciąć i ryzykować pęknięcia w materiale. Edek_60, ty rzeźbiłaś - jak długo suszyłaś swoje drewno?
Właściwie to mi się skojarzyło z całą tą rozmową o energii - czy suszenie zmienia coś według was? Tzn. długi czas leżenia, schnięcia, może ktoś uważa że to jest etap 'oczyszczania' albo 'dojrzewania' materiału? Czy to jest zupełnie mechaniczny proces?
Znam osoby które intencjonalnie zostawiają materiał na określony czas - przez okrąg księżyca, przez sezon. Nie wiem czy to ma podstawy w tradycji nordyckiej, ale sam gest czekania wydaje mi się ważny. Dobrusia, czy coś robiłeś z tym pniem przez te kilka tygodni, czy po prostu leżał?
Po prostu leżał. Nie myślałem żeby cokolwiek z nim robić poza tym że chciałem żeby schnął. Ale teraz kiedy pytasz - może powinienem? Nie wiem co miałbym robić, uczciwie mówiąc.
Nie ma jednej odpowiedzi co 'powineneś' robić, bo to zależy od twojej praktyki. Ale jeśli chcesz żeby ten materiał był twój od początku do końca - to może sam akt decyzji kiedy ciąć, jak ciąć, jest już częścią procesu. Nie musi to być rytuał z ceremonią. Może wystarczy że zanim sięgniesz po piłę, będziesz wiedział po co to robisz.
To co napisała Wrozanka dało mi do myślenia. Tzn. że sam moment decyzji jest już czymś. Ale wracając do pytania Kornelii - czy przez te kilka tygodni coś robiłem... nic specjalnego. Zaglądałem do niego, dotykałem raz na jakiś czas. Może to się liczy, nie wiem.
A jakie miałeś odczucia kiedy dotykałeś? Bo to nie jest bez znaczenia. Piszesz o tym jakby to była obserwacja zewnętrzna, ale to jest właśnie kontakt który budujesz bez ceremonii, bez intencji - po prostu przez obecność.
'Ciągłość' to jest bardzo dobre słowo. Nie próbuj tego analizować bardziej niż potrzebujesz. Mam pytanie inaczej - czy jabłoń miała dla ciebie jakieś znaczenie zanim upadła? Znałeś ją, widziałeś przez okno, zbierałeś owoce?
To jest coś o czym nie mówiłyśmy - że to nie jest drzewo które Dobrusia posadził ani wybrał. Więc ta relacja jest trochę jak z miejscem które się dziedziczy po kimś. Ciekawa jestem czy to zmienia coś w tej energetycznej narracji dla osób które to rozumieją.
Chwilę poczekajcie, bo pytanie z tytułu wątku dotyczyło materiału po wypadku drzewa, a teraz rozmawiamy o historiach rodzinnych. Czy to nie jest trochę obok? Pytam bo mi zależy żeby Dobrusia miał konkretną odpowiedź: drewno z tej jabłoni jest do użycia praktycznie, i historycznie nie ma wskazań żeby wypadnięcie drzewa je dyskwalifikowało.
