Siedziałam ostatnio nad rozkładem i wyciągnęłam Hagalaz, Naudhiz i Isa w jednym rzucie. Trzy runy z rzędu, które mówią o zatrzymaniu, przymusie i destrukcji. I zaczęłam się zastanawiać - bo to nie pierwszy raz, kiedy runy pokazują mi coś złego, ale ja i tak nic z tym nie robię. Czy to znaczy, że one po prostu opisują to, co jest? Czy może jednak jest w tym jakieś wezwanie do działania? Bo jeśli widzę Thurisaz i wiem, że coś niebezpiecznego się zbliża, to czy runa mnie ostrzega, żebym działała - czy tylko mówi: tak będzie, bez wyjścia? To mnie męczy od jakiegoś czasu i ciekawa jestem, co wy na ten temat myślicie.
To jest jedno z najważniejszych pytań, jakie można zadać przy pracy z runami, szczerze mówiąc. Bo jest duże nieporozumienie - wiele osób traktuje odczyt runiczny jak wyrok, a to nie jest właściwe podejście, przynajmniej nie wobec całej tradycji. Historycznie runy były związane zarówno z opisem losu, jak i z jego kształtowaniem - stąd galdr, stąd praktyki bindruniczne. Samo słowo 'run' ma w językach germańskich konotacje tajemnicy, ale też szeptu - czegoś, co się mówi po cichu, żeby zmienić bieg rzeczy. Więc ta bierność, o której piszesz, to według mnie błąd interpretacyjny, nie odpowiedź na to, czym runy są.
Znam to co opisujesz, Tarninka. Sama runa nie jest kategoryczna - to my często jesteśmy kategoryczni w odczytaniu. Hagalaz na przykład może oznaczać destrukcję, ale też oczyszczenie przez burzę. Thurisaz to nie tylko zagrożenie, to też potencjalna siła ochronna jeśli wiesz jak ją skierować. Pytanie brzmi: w jakim układzie ciągniesz te runy? Czy dajesz sobie pozycję, która pyta 'co mogę zrobić' - czy tylko 'co jest'?
Ja to rozumiem trochę inaczej, powiem wam ze swojego doświadczenia. Miałem okres, kiedy regularnie wyciągałem Isa i Nauthiz jedną za drugą, przez kilka tygodni z rzędu. I zamiast coś zmienić, mówiłem sobie: no tak, los, zatrzymanie, trudności. A potem znajomy mi powiedział: słuchaj, może to nie jest opis, może to sygnał, żebyś przestał czekać. I to mnie ruszyło. Nie wiem, czy runy mnie 'ostrzegły' w sensie magicznym, ale sam fakt, że coraz głębiej wchodziłem w odczyt, zmusił mnie do refleksji. Może to jest właśnie ta funkcja ostrzegawcza?
To jest pytanie, które pojawia się w każdej tradycji wróżebnej i nie sądzę, żeby miało jedną odpowiedź. Ale chcę wrócić do tematu wątku, bo zaczyna nam odpływać w stronę psychologii, co też jest wartościowe, ale. Tytuł mówi o bierności wobec zła. I to jest mocniejsze słowo niż 'trudności'. Czy masz na myśli konkretnie sytuacje, w których runa pokazuje coś etycznie złego - krzywdę, zagrożenie ze strony innej osoby - i pytasz, czy runa może nas wtedy wezwać do interwencji? Bo to jest inne pytanie niż to o los w ogóle.
Właśnie to mnie zainteresowało w tym wątku. Sama nie pracuję z runami, ale czytam i chciałam zapytać - co to znaczy w praktyce, że runa 'wzywa do działania'? Czy chodzi o to, że np. po wyciągnięciu Thurisaz powinnaś kogoś ostrzec, powiedzieć mu coś, czy zrobić jakiś rytuał ochronny? Bo z zewnątrz nie jestem pewna, jak to wygląda.
No właśnie! Mnie też to frustruje, jak czytam o runach - wszystko jest takie 'to zależy', 'może tak, może nie', a jak chcesz konkretów, to cisza. Jeśli runa ostrzega, to powinna dać jakąś konkretną wskazówkę, co robić, nie? Po co w ogóle wróżyć, jak potem i tak nie wiadomo co zrobić z tym, co się dostało?
Ale to jest trochę bez sensu, nie? Idę do lekarza, on mówi mi: coś jest nie tak, ale nie wiem co i nie wiem jak leczyć - to co mi z takiej wizyty? Runy chyba powinny być bardziej precyzyjne jeśli mają cokolwiek znaczyć. Albo są systemem, który działa, albo nie.
przepraszam za wjechanie, ale mam pytanie. Czy jest jakas runa ktora konkretnie mowi ze trzeba sie 'obudzic' i dzialac? bo czytalam ze Sowulo albo Tiwaz moga byc takie... mobilizujace? czy dobrze rozumiem?
Słuchajcie, weszłam tu przypadkowo, bo szukałam czegoś o kamykach i biżuterii, i teraz czytam tę dyskusję i zastanawiam się - a co z przedmiotami? Znaczy, mam naszyjnik, który dostałam od mamy, i czasem jak go zakładam to czuję się jakoś inaczej. To może mieć coś wspólnego z tymi runami? Czy runa wyryta na biżuterii coś zmienia?
Basieńka, to nie jest przypadkowe pytanie, bo właściwie dotknęłaś czegoś, co może łączyć się z tematem wątku. Runa na przedmiocie, albo sam przedmiot z ładunkiem emocjonalnym - to może działać jak rodzaj ostrzeżenia albo potwierdzenia. Tylko mam pytanie do was - czy ktoś z was pracował z runą wyrytą na biżuterii? Bo to trochę inna sprawa niż rzucanie runami w woreczku.
No właśnie to chciałam zapytać, bo sama nie wiem czy to 'energia' w jakimś duchowym sensie, czy po prostu sentyment do mamy i dlatego tak czuję. Ale słyszałam gdzieś, że srebro inaczej przewodzi tę energię niż złoto, czy to prawda? Przepraszam jak to banalne pytanie na tym wątku.
To jak w takim razie ma wyglądać ta weryfikacja? Bo Magicystka mówi, że istnieje, ale nie powiedziała jak. Serio pytam, bo chcę to zrozumieć, nie czepiać się.
a ja mam pytanie bo troche gubie watek - jesli mam rune na naszyjniku np. Algiz, to ona 'dziala' caly czas jak go niosze czy tylko jak o niej mysle? bo to by bylo wazne dla tego co pyta Basienka chyba?
Gabrysia, to jest dobra myśl, bo Algiz to akurat runa ochrony i ta na biżuterii ma trochę sens właśnie z tej perspektywy. Ale mam wrażenie, że nie ma jednej odpowiedzi na to, czy 'działa cały czas' - to zależy od tego, jak rozumiesz samą pracę z runą. Czy to symbol, który aktywujesz intencją, czy coś, co ma własne życie niezależnie od ciebie?
No właśnie! Mój naszyjnik nie ma żadnej runy, to po prostu wisiorek w kształcie serca po mamie. Ale czuję go różnie w różne dni. Czy to może znaczyć, że wchłonął coś z jej energii? To brzmi dziwnie jak to piszę, ale inaczej nie umiem tego opisać.
Ciekawi mnie, jak to się ma do tematu tego wątku, bo zaczęliśmy od pytania o bierność wobec zła. I teraz mam myśl - jeśli masz przedmiot, który regularnie daje ci nieprzyjemne odczucia, i ignorujesz to, to czy to nie jest właśnie ta bierność, o której mówi Tarninka? Tzn. sygnał istnieje, tylko przychodzi nie przez rzucone runy, ale przez coś, co nosisz na sobie.
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i chcę powiedzieć, że naprawdę dużo mi to dało, szczególnie ta część o dzienniku. Ale mam pytanie do całej grupy - czy wystarczy zwykły notatnik do zapisywania odczytów, czy powinnam jakoś specjalnie go przygotować? Słyszałam o księgach cieni, ale nie wiem, czy to potrzebne przy runach.
Wracając do tego, co mówiła Magicystka kilka postów wyżej - że ostrzeżenie runiczne powinno najpierw prowadzić do normalnego, przyziemnego działania. Czy to nie trochę zaprzecza sensowi wróżenia? Bo jeśli i tak mam zadzwonić do kogoś bliskiego i zapytać, co u niego, to po co mi runy? Czy nie robię tego instynktownie, bez żadnych odczytów?
Ale wróćmy do tego, co powiedziała Strzaska - bo mnie to bardziej interesuje niż filozofia. Mówisz, że runa może ostrzec. To jak konkretnie wygląda takie ostrzeżenie? Bo ja sobie wyobrażam, że coś cię 'trafia' w środku, ale może to jest zupełnie inaczej?
Właśnie ta kwestia z projekcją mnie blokuje. Jak czytam o tym, że coś 'czujesz w rękach' albo 'coś cię trafia', to zaczynam się zastanawiać, czy ja w ogóle cokolwiek czuję, czy tylko chcę czuć. Jak wy na początku odróżniałyście jedno od drugiego?
O, właśnie zaczęłam prowadzić ten dziennik o którym mówiła Eugenka i już po kilku wpisach widzę, że moje odczucia przy różnych runach są zupełnie inne o różnych porach dnia. Czy to normalne? Bo rano Hagalaz wydaje mi się mniej straszna niż wieczorem 🙂
Ale tu wychodzi coś ważnego - skoro pora dnia, zmęczenie i nastrój zmieniają odbiór runy, to jak w ogóle można traktować odczyt jako coś obiektywnego? Mogę wyciągnąć Hagalaz rano i poczuć 'trudna zmiana, ale dam radę', a wieczorem tę samą runę i poczuć 'katastrofa'. To dwa zupełnie różne sygnały.
Wróćmy na chwilę do tytułu wątku, bo mi się wydaje, że to co teraz dyskutujemy, jest z nim ściśle związane. Jeśli ten sam symbol daje różny sygnał w zależności od twojego stanu, to bierność wobec zła może wynikać właśnie z tego, że odczytujesz w złym momencie i dostajemy fałszywe 'wszystko ok'. Czy ktoś miał takie doświadczenie, że poczuł się uspokojony przez odczyt, a potem okazało się, że problem był realny?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam podobne doświadczenie, tylko nie z runą, ale z ogólnym 'przeczuciem'. Ignorowałam coś, co mnie niepokoiło, bo powiedziałam sobie, że to moja nadwrażliwość. I żałuję. Więc to pytanie o bierność wobec zła wydaje mi się bardzo ważne, nie tylko w kontekście run. Jak wy odróżniacie, kiedy mamy działać na podstawie sygnału, a kiedy to naprawdę jest tylko lęk?
I właśnie to mnie zastanawia po tym co napisała Tarninka - ona wyciągnęła Sowulo i zinterpretowała jako potwierdzenie. Ja zignorowałam niepokój bez żadnych run. Efekt ten sam: bierność. Więc może pytanie nie brzmi 'czy runy ostrzegają', tylko 'czy my w ogóle chcemy być ostrzeżeni w danym momencie'?
To jest bardzo dobre pytanie, Fasolko. Bo sugerujesz, że problem nie leży w systemie, tylko w nas samych. Ale wtedy runy nie mają żadnej przewagi nad zwykłą intuicją, którą też możemy zagłuszyć, kiedy nam niewygodna.
