Wracając do tego, co Wozka mówiła o zestawie z historią, bo to mnie bardziej zajmuje niż kwestia testowania. Czy ktoś ma doświadczenie z zestawem, który był używany przez kogoś o trudnym życiu lub w trudnym czasie? Zastanawiam się, czy rodzaj historii, nie tylko jej obecność, ma znaczenie.
Mam trochę inne doświadczenie z tym. Dostałam runy od osoby, o której wiem, że przez długi czas była w bardzo złym miejscu emocjonalnie. Czyściłam je, ale i tak miałam opór przed używaniem. Nie wiem, czy to był mój lęk, czy coś realnego, ale odczyty były dziwne przez jakiś czas.
To trochę smutne, że zamiast po prostu używać run, tyle czasu idzie na zastanawianie się, skąd są, kto je dotykał, jaką mają historię. Może to blokuje bardziej niż jakakolwiek energia poprzedniego właściciela?
Przepraszam, że wejdę z głupim pytaniem, ale czy runy własnoręczne też mogą 'mieć złą historię'? Tzn. jeśli je robiłam w bardzo złym momencie życia, to czy przenoszę na nie ten stan?
Tradycyjnie runy tworzono w odpowiednim stanie skupienia, w pewnym sensie to był już sam w sobie rytuał. Więc jeśli robiłaś je podczas depresji czy kryzysu, to odpowiedź brzmi tak, może to mieć znaczenie. Dlatego dobry moment na tworzenie jest ważny.
Właśnie o to mi chodziło na początku, kiedy zaczęłam ten wątek. Bo sama robiłam runy raz w dość spokojnym czasie i raz podczas dużego stresu. I subiektywnie te drugie czuję inaczej. Ale nie wiem, czy to dlatego, że tak jest, czy dlatego, że o tym wiem.
To jest chyba najuczciwsze podsumowanie tego problemu, jakie tu padło. Dziękuję, że to powiedziałaś wprost. Podwójnie ślepa próba w run nie wchodzi, bo zawsze wiemy, co skąd pochodzi. Czyli właściwie nie możemy tego rozdzielić.
Ale czy to w ogóle jest problem? Mam wrażenie, że dyskutujemy, jakbyśmy chcieli udowodnić coś zewnętrznemu obserwatorowi. Jeśli praktykujesz dla siebie, to czy ważne jest, żeby wiedzieć, 'czy naprawdę', czy wystarczy, że twój zestaw działa dla ciebie? Pytam serio, nie retorycznie.
To, co napisała Lunella, naprawdę mi dało do myślenia. Bo może faktycznie zadajemy złe pytanie? Zamiast 'czy to działa naprawdę' pyta się 'czy to działa dla mnie' i to jest zupełnie inna rozmowa. Dziękuję za to ujęcie, serio.
A wracając do tego, co mówiłam wcześniej o robieniu run w złym momencie, to zastanawiam się teraz czegoś innego. Jeśli zrobiłam je w depresji, ale potem je intensywnie czyściłam i pracowałam z nimi długo, to czy ten początkowo zły stan może być 'nadpisany' przez późniejszą pracę? Czy pierwsza intencja zostaje?
Mam wrażenie, że dyskusja o oczyszczaniu trochę ucieka od oryginalnego tematu, czyli zestawy ręczne kontra kupione. Wikusia pyta o coś specyficznego dla run robionych samemu, a to jest akurat świetny punkt do tematu. Bo kupionego zestawu przecież nie tworzyłaś w żadnym stanie, więc ten dylemat w ogóle nie istnieje.
To zestawienie, które zrobiła Wikusia, jest właściwie niezłym podsumowaniem jednego wymiaru tej dyskusji. Ręcznie robione: ryzyko, ale i osobisty ślad. Kupione: neutralność, ale i obcość. Chociaż to 'neutralne na starcie' też jest założeniem, prawda? Nie wiemy przecież, w jakim stanie były osoby, które je produkowały masowo.
No właśnie, skoro masowa produkcja, to przy taśmie siedziało pewnie kilkanaście osób w różnych nastrojach. To by znaczyło, że każda kupiona runa z fabryki to misz-masz energetyczny. Chyba wolę wtedy własnoręczne, przynajmniej wiem, skąd pochodzi ten misz-masz.
To ciekawa myśl, ale nie do końca tak to czuję z własnej praktyki. Miałam w rękach stare kamienie po wielu właścicielach i wcale nie były neutralne, raczej gęste. Może sumowanie się energii nie polega na wyzerowaniu, tylko na warstwowaniu?
Przepraszam, że się wtrącę, ale mam pytanie trochę z boku. Czy w przypadku run tę całą dyskusję o energii prowadzi się tak samo jak przy kamieniach? Bo czytam ten wątek i zastanawiam się, czy runy jako pismo mają coś specyficznego, czego kamień nie ma.
Ale chwila, bo to, co piszą Dewanna i Zaklinacz, sugeruje, że sama znajomość symbolu i jego znaczenia jest częścią energii runy. Czyli runa zrobiona przez kogoś, kto nie wie, co robi, miałaby inny 'ładunek' niż zrobiona przez praktykującego? To by było ciekawe rozróżnienie.
Nie chcę przerywać, ale mam może naiwne pytanie. Jeśli i tak aktywujemy runy własną intencją przed pracą, to czy historia zestawu i kto go zrobił, jest w ogóle aż tak ważna? Czy ta aktywacja nie jest właśnie tym momentem, który wszystko poprzednie zastępuje?
Wracając na chwilę do pytania Poludnicy o aktywację, bo ono jest naprawdę ciekawe w kontekście tematu. Jeśli aktywacja zastępuje wszystko poprzednie, to cała dyskusja o runach robionych ręcznie kontra kupnych sprowadza się właściwie do jednego: czy lepiej ci psychologicznie pracować z zestawem, który sam zrobiłaś. I to jest uczciwa odpowiedź.
Florka dotknęła czegoś ważnego. Może nie da się rozdzielić efektu psychologicznego od energetycznego, bo dla praktykującego to jest ta sama rzecz? Jeśli czujesz silniejszą więź z runami, które sama zrobiłaś, to ta więź jest realna, niezależnie od tego, jak ją nazwiemy.
Ale czy to nie znaczy, że ta cała rozmowa o energii run to w gruncie rzeczy rozmowa o naszym własnym nastawieniu? Bo jeśli efekt pochodzi z naszej wiary i więzi, to może runa jako fizyczny przedmiot nie ma znaczenia, a ważna jest tylko nasza relacja z nią?
Słucham tej rozmowy i mam szczere pytanie: czy ktoś z was faktycznie miał sytuację, gdzie zestaw kupiony dawał wyraźnie inne odczyty niż zestaw ręcznie robiony? Nie teorię, tylko konkretne doświadczenie. Bo to by dało coś do porównania.
Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się trochę w kółko, ale w dobrym sensie, bo za każdym okrążeniem jesteśmy jakby o milimetr dalej. Jedna rzecz, której nie poruszyliśmy: czy materiał, z którego zrobione są runy, ma znaczenie niezależnie od tego, czy są kupne czy ręcznie robione? Bo może ważniejsze jest drewno kontra kamień niż kto je zrobił?
Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się trochę w kółko, ale w dobrym sensie, bo za każdym okrążeniem jesteśmy jakby o milimetr dalej. Jedna rzecz, której nie poruszyliśmy: czy materiał, z którego zrobione są runy, ma znaczenie niezależnie od tego, czy są kupne czy ręcznie robione? Bo może ważniejsze od 'kto zrobił' jest 'z czego zrobił'?
Dobra, ale odchodzimy trochę od tego, co mnie tu interesuje. Bo ja patrzę na to bardzo praktycznie: chcę zacząć pracować z runami i muszę zdecydować, czy kupić zestaw, czy robić sama. I z tej całej dyskusji wynika... co właściwie? Bo czuję, że nie ma jednej odpowiedzi.
Wracając do kwestii materiału, bo to mnie zaciekawiło. Czy ktoś pracował z runami metalowymi? Bo widzę dużo dyskusji o drewnie i kamieniu, a metal to przecież bardzo stara forma, wikingowie używali żelaza i brązu. Ciekawa jestem, czy to robi jakąś odczuwalną różnicę w wróżeniu.
A czy to nie jest tak, że różne materiały działają lepiej w zależności od tego, co chcemy wróżyć? Słyszałam, że kamień jest lepszy do pytań o sprawy długoterminowe, a drewno do codziennych. Czy to ma jakieś podstawy, czy to znowu jeden z tych podziałów, które ktoś gdzieś wymyślił?
Zatrzymuję się tutaj, bo dyskusja o materiale jest dobra, ale zauważam, że odeszłyśmy od pytania, które jest w tytule. Materiał to jeden aspekt, ale główne pytanie brzmiało: czy energia się różni między ręcznie zrobionymi a kupnymi. I myślę, że po tych wszystkich postach mamy kilka naprawdę wartościowych obserwacji, tylko porozrzucanych. Czy ktoś chce spróbować to zebrać, albo powiedzieć, co dla siebie wyniosła z tej rozmowy?
