Mam dość niecodzienny problem i zastanawiam się, czy ktoś miał podobnie. Od kilku tygodni regularnie pracuję z runami - głównie ciągam pojedyncze runy rano jako rodzaj pytania do dnia. Wszystko szło dobrze, dopóki nie zaczęłam głębiej wchodzić w Hagalaz i Thurisaz. Po sesjach z tymi dwiema runam zaczęłam dostawać silnych bólów karku i szyi, które ustępują po kilku godzinach. Na początku myślałam, że to zbieżność, ale powtórzyło się kilka razy. Neurolog nic niepokojącego nie znalazł. Czy runy mogą w jakiś sposób wyzwalać takie reakcje fizyczne? I czy ktoś w ogóle słyszał o takim mechanizmie?
To nie jest tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Hagalaz i Thurisaz to runy o bardzo silnym, przełamującym charakterze - jedna rozbija stare struktury, druga uderza jak młot. Ale zanim powiem cokolwiek więcej, chcę się upewnić, że dobrze rozumiem sytuację. Czy pracujesz z nimi tylko wzrokowo, trzymasz je w dłoni, czy też robisz coś z wizualizacją albo medytacją nad nimi? Bo to dosyć mocno zmienia obraz.
Wizualizacja 'wchodzenia' runy w ciało to już całkiem konkretna praca energetyczna, nie tylko wróżbiarstwo. Thurisaz skierowana w obręb ciała - szczególnie bez przygotowania i uziemienia - może rzeczywiście wywołać silne reakcje. Kark i szyja to okolice, które w wielu tradycjach wiąże się z blokami komunikacyjnymi i nagromadzonym napięciem. Nie mówię, że to jedyna interpretacja, ale ten związek mi się narzuca. Czy robiłaś cokolwiek po sesji, żeby zamknąć pracę? Jakieś uziemienie, wypicie wody, cokolwiek?
Uziemienie po pracy z runami to podstawa, szczególnie przy runach z Aettu Hagalaz. To nie jest zbiór 'spokojnych' symboli - to runy przemian, często gwałtownych. Brak zamknięcia sesji to trochę jak wyjście z sauny i stanie boso na zimnym betonie bez schłodzenia się stopniowo. Ciało i psychika potrzebują sygnału, że praca się skończyła.
Ale zaraz - czy to znaczy, że runy same z siebie mogą 'robić coś' bez naszej intencji? Bo rozumiem, że wizualizacja to świadoma praca, ale trzymanie kamienia w dłoni brzmi dość niewinnie. Czy sam kontakt fizyczny wystarczy, żeby coś uruchomić?
Moim zdaniem gra tu rolę też numerologia imienia i daty - Thurisaz odpowiada wibracji 3, a jeśli ktoś ma w swoim numerologicznym profilu dominujące 3 lub 6, to kontakt z tą runą może być szczególnie intensywny. Wzmocnienie przez rezonans, powiedzmy. Andromedka, znasz swoje liczby?
To dość luźne połączenie, uczciwie mówiąc. Kolejność runy w futharku to jej miejsce w alfabecie, a nie jej wibracja numerologiczna - to dwie różne tradycje i mieszanie ich bez solidnego uzasadnienia może prowadzić do mylnych wniosków. Ale wracając do pytania Andromedki - wspomniałaś o karku i szyi. Czy bóle są jednostronne, symetryczne, pulsujące?
Ja miałam coś podobnego, ale przy bioenergoterapii - po jednej sesji dostałam takiego samego napięcia po lewej stronie karku. Terapeuta powiedział mi wtedy, że lewa strona ciała to strona odbiorcza, bardziej podatna na 'wejście' energii z zewnątrz. Nie wiem, czy to ma sens w kontekście run, ale może być powiązane?
Tu jest coś do przemyślenia. Lewa ręka jako odbiorcza to koncept z tradycji dość różnych od nordyckiej - więcej wchodzi to z hermetyzmu i New Age. W praktyce runicznej Hávamál mówi o runach jako o czymś, co się zdobywa, a nie tylko przyjmuje. Ale praktycznie - jeśli twoje ciało reaguje na tę asymetrię, może warto spróbować raz z prawą ręką i porównać. Nie jako dogmat, ale jako obserwację.
Bardzo ciekawa dyskusja, dziękuję wszystkim za wkład. Mam jedno pytanie z boku - wspomniałaś na początku o miejscu, gdzie pracujesz z runami. Czy to zawsze to samo miejsce w domu? Bo czytałem o geopatogennym promieniowaniu i zastanawiam się, czy to nie może nakładać się na pracę z runami i wzmacniać te reakcje.
Geopatia to osobny temat, ale wchodzi w grę, kiedy objawy są stale związane z konkretnym miejscem. Klasyczne sygnały to m.in. gorsza jakość snu właśnie w tej lokalizacji, chroniczne napięcia mięśniowe niezależnie od aktywności, a u osób wrażliwych - niepokój lub rozdrażnienie, które 'robi się' w tym miejscu bez wyraźnego powodu. Radiestetyk z wahadłem może zmapować siatki Hartmanna w mieszkaniu. Nie twierdzę, że to jedyne wytłumaczenie, ale nakładanie się geopatii na intensywną pracę energetyczną mogłoby tłumaczyć, dlaczego reakcje są tak wyraźne właśnie przy biurku.
Przepraszam, że wchodzę, bo z runami mam niewiele wspólnego, ale geopatia mnie interesuje. Czy to znaczy, że takie miejsce trzeba po prostu omijać, czy da się je jakoś 'oczyścić' albo zneutralizować? I jak wahadło wskazuje to promieniowanie - czy chodzi o ruch wahadła nad konkretnym punktem na podłodze?
Wracając do Andromedki i jej biurka - mam konkretne pytanie. Czy ten ból karku pojawia się wyłącznie po pracy z runami, czy też zdarza się, że budzisz się z nim rano, bez żadnej poprzedniej sesji? To by dużo mówiło o tym, czy winowajcą jest sama praca energetyczna, czy jednak miejsce.
To byłby prosty i sensowny eksperyment. Ale zanim to zrobisz - zmień też jeden element na raz. Jeśli jednocześnie zmienisz miejsce i zaczniesz właściwie zamykać sesję, to nie będziesz wiedziała, co pomogło. Najpierw może samo zamknięcie sesji, w tym samym miejscu, przez tydzień. Potem ewentualnie zmiana lokalizacji.
A jak w ogóle wygląda takie zamknięcie? Pytam, bo po bioenergoterapii terapeuta zawsze robił coś na zakończenie, ale nigdy nie wyjaśnił po co. Czy przy runach jest jakaś ustalona forma, czy każdy robi po swojemu?
A te siatki geopatyczne - to jest coś, co można po prostu wygooglować i sprawdzić na mapie, czy trzeba kogoś zaprosić do domu? Bo zaczynam rozumieć, że może mieć wpływ na samopoczucie w konkretnym miejscu, ale nie mam pojęcia, jak to się w ogóle bada.
Intensywniejsze sny po pracy energetycznej to dość typowe - to nie musi być oznaka geopatii, ale może sygnalizować, że coś zostało 'otwarte' i działa dalej podczas snu. Jakie to sny? Chaotyczne, symboliczne, może powtarzające się obrazy?
Burza i błyskawice po Thurisaz - to ma spójność symboliczną. Tunele i przejścia mogą się łączyć z Raidho albo Hagalaz. Ale z perspektywy śnienia: czy te sny kończą się, czy masz wrażenie, że się urywają bez rozwiązania? To by mówiło, czy to przetwarzanie kompletne, czy właśnie niezamknięte.
Ciekawe, bo jeśli dobrze pamiętam numer sesji, przy której był ból - a Thurisaz to trzecia runa, jak mówiłam - to może warto sprawdzić, czy te intensywne sny nie pojawiają się regularnie po danym dniu tygodnia albo w określonym rytmie. Numerologicznie cykl trójki ma swoje węzłowe punkty w tygodniu i miesiącu.
Synteza jest ok, jeśli jest świadoma i uzasadniona. Ale tu mamy konkretną osobę z konkretnym bólem fizycznym - i mieszanie systemów bez podstaw może po prostu rozmyć to, co jest naprawdę ważne do sprawdzenia. Andromedka, wracając do meritum: kiedy odkładałaś kamień po sesji, czy miałaś jakiś gest, słowo, cokolwiek, co oznaczało dla ciebie koniec? Czy to było mechaniczne odłożenie?
A ten woreczek - trzymasz go w tym samym miejscu co biurko? Bo zastanawiam się, czy samo przechowywanie w pobliżu miejsca pracy robi różnicę, czy chodzi tylko o moment odłożenia.
Ale czy to nie jest trochę tak, że nakładamy znaczenie na gest, który sam w sobie jest neutralny? Mam na myśli - skąd wiadomo, że intencja cokolwiek zmienia w samym kamieniu, a nie tylko w naszym podejściu psychologicznym?
To rozumowanie jest ok, ale ma jedną słabość - zakłada, że ból jest powiązany z pracą z runami, a to jeszcze nie jest ustalone. Andromedka, powiedz mi jedno: czy ból pojawia się zawsze po pracy z runami, czy zdarzył się też w dniach, kiedy w ogóle nie pracowałaś?
Dziennik to naprawdę dobry pomysł, ale w tej chwili możesz spróbować czegoś prostszego - przez kilka tygodni notuj po każdej sesji krótko: co robiłaś, jak długo, czy zamknęłaś świadomie, i czy następnego dnia ból wystąpił. Bez teorii, same dane.
Sama prowadzę taki dziennik i wiem, że regularność zapisów pozwala zobaczyć wzorce, których inaczej nie widzisz. Ale też dorzuciłabym datę - bo cykl księżycowy może wchodzić w grę i wtedy sam dzień tygodnia nie wystarczy.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół tego samego pytania - czy ból jest od runy, od miejsca, czy od czegoś innego. Czy ktokolwiek tutaj miał podobny objaw i faktycznie go rozwiązał? Nie teorię, tylko coś z własnego doświadczenia.
To akurat mnie zastanawia najbardziej - czy to kwestia długości sesji, czy tego, że wchodzę w kontakt z tą samą energią zbyt często. Ostatnio miałam taki okres, że przez kilka wieczorów z rzędu pracowałam z Thurisaz właśnie dlatego, że coś mi nie dawało spokoju w odczycie.
