Powiem szczerze że ta dyskusja o nauce run trochę mnie zaskakuje, bo zawsze myślałem że po prostu kupuje się zestaw, czyta znaczenia i gotowe. Że to nie jest bardziej skomplikowane niż nauka tarota. Ale słysząc to co tu mówicie, to chyba jednak jest jakiś głębszy grunt pod tym?
Czytam to wszystko i naprawdę chyba po raz pierwszy w tej dyskusji czuję że wiem co zrobiłam źle i co chciałabym zrobić inaczej. Zaczęłam od rzucania, zamiast od słuchania. Dziękuję wam za cierpliwość z tym wątkiem, bo zaczął się od mojego strachu, a skończył na czymś o wiele bardziej użytecznym.
Trochę inaczej na to patrzę. Nie każdy potrzebuje mentora, niektórzy uczą się dobrze samodzielnie przez próby i błędy. Poza tym runy to nie jest jakaś wiedza tajemna dostępna tylko dla wybranych. Są książki, są kursy online, można to ogarnąć bez mistrza.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie może trochę z boku - czy wróżenie runami w momencie silnego stresu to w ogóle jest coś innego niż np. wróżenie z horoskopu dziennego? Bo ja czasem sprawdzam horoskop właśnie wtedy kiedy coś się dzieje i zastanawiam się czy to jest ten sam mechanizm.
A ja mam takie pytanie które mnie nurtuje od jakichś kilkudziesięciu postów w tym wątku - jak w ogóle sprawdzić czy to jest intuicja czy projekcja? Bo z zewnątrz wyglądają tak samo, przynajmniej dla mnie.
Właśnie o tym była moja pierwotna obawa. Czy runy mogą pogorszyć sytuację. I po tym wszystkim co tu powiedzieliście rozumiem że same runy nie pogarszają - ale mój własny stan przed sesją może sprawić że wyciągnę z nich coś co mnie jeszcze bardziej nakręci. To nie runa jest problemem. To ja w złym momencie.
Ale jak to odróżnić w praktyce? Że runa opisuje a nie przepowiada? Bo jak dla mnie jak coś wyciągam z woreczka to nie wiem czy to 'teraz' czy 'za tydzień'.
Dobre pytanie Gosiu i pozwolę sobie wejść, bo to jest serce całego problemu. Zmiana pytania to pierwszy krok ale nie wystarczy jeśli środek - czyli ty w tym momencie - jest w panice. Możesz zapytać 'co teraz widzę' a i tak przeczytasz odpowiedź przez filtr lęku. Dlatego ja zawsze mówię: najpierw dwie minuty spokojnego oddechu, potem pytanie, dopiero potem rzut.
Słucham tego i mam wrażenie że praca z runami wymaga większej samoświadomości niż myślałam. Szczerze mówiąc zaczęłam od kupienia zestawu bo był ładny, a tu się okazuje że to jest bardziej skomplikowane. Czy ktoś może mi powiedzieć - od czego w ogóle zacząć jeśli chcę to robić w miarę porządnie? Pytam bo temat Gosi jest o stresie, ale to chyba jest powiązane.
Trzy minuty bez telefonu to naprawdę jest trudniejsze niż brzmi 🙂 Ale wracając do meritum - mam pytanie które mi chodzi po głowie od kilku postów. Czy jest w ogóle jakiś stan w którym bezwzględnie nie powinno się rzucać run? Jak zupełnie twarda granica?
A co jeśli ktoś jest w tym stanie permanentnie? Bo ja ostatnio mam taki okres że stres jest raczej tłem a nie wyjątkiem. Czy to znaczy że w ogóle nie powinnam siadać do run przez kolejne tygodnie?
Obserwuję ten wątek od dłuższego czasu i chcę zadać pytanie które chyba jeszcze nie padło wprost: czy ktoś z was miał konkretną sytuację w której rzucił runy w stresie i żałował? Nie teorię, tylko własne doświadczenie. Bo dużo tu mówimy o mechanizmach, a ciekawi mnie jak to wygląda naprawdę.
Obserwuję ten wątek od dłuższego czasu i chcę zadać pytanie które chyba jeszcze nie padło wprost: czy ktoś z was miał konkretną sytuację w której rzucił runy w stresie i żałował? Nie teorię, tylko własne doświadczenie. Bo dużo tu mówimy o mechanizmach, a ciekawi mnie jak to wygląda w praktyce.
No to chyba ja powinnam odpowiedzieć, skoro zaczęłam ten wątek. Miałam taki moment jakieś pół roku temu, problemy w pracy, bałam się że stracę stanowisko. Rzuciłam runy trzy razy tego samego wieczoru bo za każdym razem wychodziło coś co mi się nie podobało. Skończyłam na tym że byłam bardziej roztrzęsiona niż przed pierwszym rzutem. Technicznie nic złego się nie stało, ale przez kilka dni miałam w głowie tę Hagalaz i nie mogłam jej wypuścić. Żałowałam? Tak. Nie dlatego że runa coś zrobiła, tylko dlatego że ja z tym co dostałam zrobiłam sobie krzywdę.
Hagalaz trzy razy pod rząd to musiało być ciężkie. Ale mam pytanie - czy jak wychodziła po raz drugi i trzeci to naprawdę wychodziła ta sama, czy może ty ją w tym momencie widziałaś wszędzie?
Słucham i zastanawiam się - a co z ludźmi którzy naprawdę wierzą że runa ma sprawczość? Bo ja na przykład dopiero zaczynam i nie do końca wiem co o tym myśleć. Czy to jest ważne żeby mieć takie a nie inne przekonanie zanim zacznę?
Wracając do historii Gosi - ten szczegół z trzema rzutami tego samego wieczoru jest dla mnie kluczowy. Jeden rzut w stresie to ryzyko. Trzy z rzędu bo pierwszy się nie spodobał - to już jest sygnał że nie pracujesz z runami, tylko szukasz u nich zatwierdzonej odpowiedzi. Czy ktoś jeszcze miał coś podobnego, ten odruch żeby rzucić jeszcze raz?
Ja miałam dokładnie to samo przy numerologii, nie przy runach, ale mechanizm identyczny. Liczyłam ścieżkę życia chyba cztery razy bo raz mi wyszła nie ta liczba co chciałam i myślałam że się pomyliłam w obliczeniach. Ostatecznie i tak zostałam przy tym pierwszym wyniku ale zmarnowałam wieczór na szukanie pomyłki której nie było.
Ale czy to nie jest właśnie zaleta run, że są wieloznaczne? Że dają przestrzeń? Chyba właśnie o to chodzi, żeby każdy odczytał to po swojemu?
I przez te kilka dni to zamrożenie tylko się pogłębiało, bo każdą kolejną myśl filtrowałam przez tę runę. Pytanie czy to Thurisaz naprawdę coś przepowiedziała, czy ja sama stworzyłam w głowie taki klimat że wszystko zaczęło wyglądać jak potwierdzenie? Do dziś nie wiem.
Przepraszam że może pytanie podstawowe, ale skąd wiadomo jakie jest 'bazowe' znaczenie runy, a co jest już naszą interpretacją? Czy jest jakaś jedna lista znaczeń na której można polegać?
Ja mam pytanie trochę z boku tego wątku, ale myślę że pasuje. Czy są jakieś runy które szczególnie często są źle interpretowane przy stresie? Bo Thurisaz padło kilka razy, wcześniej Hagalaz. Czy te runy mają coś wspólnego?
Właśnie o tym myślałam słuchając tej rozmowy. Jak zaczynałam z numerologią, każda liczba była dla mnie albo dobra albo zła, nie widziałam odcieni. Dopiero po jakimś czasie zobaczyłam że ta sama liczba może oznaczać coś zupełnie innego w zależności od pytania. Wyobrażam sobie że z runami jest tak samo tylko bardziej intensywnie bo to symbol a nie cyfra.
Słuchajcie, mam pytanie do całej dyskusji bo trochę mi się to wszystko kręci w głowie. Powiedzieliście że runy przy stresie mogą wzmocnić zły stan. Ale czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić przed sesją, że jesteś zbyt zestresowany żeby rzucać? Taki konkretny test na siebie?
Właśnie to chciałam doprecyzować, bo sama nie byłam do końca precyzyjna. Nie uważam że runa jako przedmiot coś robi. Chodzi o mechanizm psychologiczny - wyciągasz Hagalaz w panice, twój umysł szuka potwierdzenia że jest źle, i je dostaje. Potem działasz z założeniem że będzie gorzej, i ta samospełniająca przepowiednia zaczyna działać na twoje decyzje.
Nie zgodziłbym się do końca z takim podejściem. Bo jeśli ktoś jest w stresie i wyciąga Sowulo, czyli runę sukcesu i energii słonecznej, to nawet przy złym stanie psychicznym ta runa podziała pozytywnie na nastrój. Nie wszystkie runy przy stresie prowadzą do katastrofy.
Czyli chyba każda runa ma potencjał do złej interpretacji przy stresie, nie tylko te z drugiego aettu? To trochę zmienia to co rozumiałem z wcześniejszej dyskusji.
