To mnie trochę przeraża, bo myślałam że runy są jakimś rodzajem przewodnika. Jak mam ich używać skoro każda może mnie wprowadzić w błąd kiedy jestem zestresowana? Czy w ogóle ma sens żeby osoba taka jak ja, która dopiero zaczyna, używała run w trudnych momentach?
Ale jak to rozróżnić, który moment jest 'spokojny' a który to już stres? Bo przecież życie ciągnie i rzadko kiedy jesteśmy w pełni spokojni. Czy jest jakiś próg?
Ale co jeśli ktoś w ogóle nie umie ocenić swojego stanu? Bo ja na przykład często nie wiem czy jestem spokojna czy zestresowana, dopóki coś nie wybuchnie. Nie mam jakiegoś wewnętrznego termometru.
Przepraszam że wchodzę do dyskusji, ale słucham od dłuższego czasu i mam pytanie trochę z innej strony. Czy miał ktoś z was sytuację gdzie sesja w stresie dała paradoksalnie dobry wynik? Może nie trafną interpretację, ale jakiś spokój?
