Ostatnio mam bardzo ciężki okres w pracy i w domu, stres dosłownie mnie przytłacza. Sięgnęłam po runy, bo słyszałam, że mogą pomóc, ale po kilku sesjach czuję się jeszcze gorzej. Wyciągam same trudne runy - Hagalaz, Nauthiz, Isa - i zamiast spokoju mam jeszcze większy lęk. Zastanawiam się, czy runy w stanie silnego stresu mogą w ogóle działać na niekorzyść? Czy może po prostu pokazują mi to, co jest, i to mnie dobija? Ktoś miał coś podobnego?
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się, że je zadajesz, bo wiele osób tego nie robi, tylko milczy i dalej się męczy. Moim zdaniem runy nigdy nie 'pogarszają' sytuacji same w sobie - one są jak lustro. Ale właśnie to lustro w momencie kryzysu może pokazać rzeczy, na które nie jesteś gotowa. I to potrafi mocno uderzyć. Hagalaz plus Nauthiz w jednym rzucie to naprawdę twardy zestaw, który mówi o transformacji przez ból. Pytanie brzmi - jak ty to interpretujesz? Bo to ma ogromne znaczenie.
Właśnie to mnie ciekawi - czy interpretowałaś je sama, czy ktoś ci pomagał? Bo sama z siebie, pod wpływem stresu, możesz nieświadomie czytać je pesymistycznie. Ja kiedyś miałam podobnie ze snami - w złym okresie śniłam same koszmary i interpretowałam je jak najgorzej, a potem okazało się, że to był sygnał do zmiany, nie zapowiedź katastrofy.
Muszę tutaj powiedzieć wprost: to, co opisujesz, to bardzo częsty błąd. Nie błąd w sensie winy, ale błąd praktyczny. Kiedy jesteś w silnym stresie, twój odbiór energetyczny jest zaburzony. Nie chodzi o to, że runy kłamią - one naprawdę mogą pokazywać aktualny stan. Ale problem jest w tym, że silny lęk przyciąga właśnie takie runy i jednocześnie sprawia, że nie jesteś w stanie zobaczyć ich konstruktywnego wymiaru. Hagalaz to destrukcja, tak - ale po niej jest odbudowa. Czy w interpretacji w ogóle do tego docierasz, czy zatrzymujesz się na tym pierwszym, trudnym znaczeniu?
No i tu leży pies pogrzebany. Czytanie run z internetu to jak diagnozowanie się z objawów na forach medycznych - zawsze wychodzi rak. Runy mają warstwę dosłowną i przenośną, i trzeba umieć przejść między nimi. Ja uczyłem się rok zanim w ogóle zacząłem poważniej rozkładać układy i nadal zdarza mi się pomylić kontekst.
Ale czy to znaczy, że nie powinno się w ogóle samemu używać run bez nauczyciela? Bo ja też myślałam o spróbowaniu, ale teraz trochę się boję po tym co piszecie. Horoskopy to jedno, ale runy brzmią poważniej.
I to jest sedno całej sprawy. Runy używane jako 'ratownicze koło' w środku kryzysu działają jak wzmacniacz, nie jak uspokajacz. Pokazują to, co aktualnie dominuje w twojej energii - a w stresie dominuje chaos i lęk. Ja zawsze swoim uczniom mówię: zanim sięgniesz po runy, usiądź 10 minut w ciszy, pooddychaj, poczuj się w miarę neutralna. Dopiero potem pytaj. Inaczej zadajesz pytanie z pozycji paniki i dostajesz odpowiedź skrojoną pod tę panikę.
Słucham was i zastanawiam się - to znaczy, że stan osoby wróżącej realnie wpływa na to jakie runy 'wychodzą'? To mnie trochę sceptycznie nastawia, bo skoro tak łatwo można dostać 'złe' runy przez zły nastrój, to jak w ogóle wierzyć w rzetelność takiego wróżenia? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę mnie to zastanawia.
Ale jak to możliwe, żeby losowy dobór run zależał od nastroju? Przecież tasujemy je mechanicznie, ręką, bez żadnej kontroli. Zawsze mi to wyglądało jak czysty przypadek i albo człowiek sam pasuje odpowiedź do sytuacji, albo coś rzeczywiście jest na rzeczy, ale wtedy chciałbym wiedzieć - jak to działa?
Z perspektywy energetycznej jest jeszcze jeden aspekt, o którym nikt nie wspomniał. Silny stres działa na chakrę podstawy i solarną - czyli dokładnie te centra, które wiążą się z poczuciem bezpieczeństwa i kontroli. Kiedy te obszary są mocno zaburzone, cały system percepcji jest przesunięty. Nie twierdzę, że runy nie działają - twierdzę, że odczyt jest wówczas sfiltowany przez strach i trudno go potem odkleić od rzeczywistego przekazu.
Szczerze? Nigdy tak na to nie patrzyłam. Dla mnie zatrzymanie zawsze znaczyło przegraną. Ale jak tak mówisz, to zaczynam się zastanawiać czy może właśnie dlatego tak bardzo się bałam tej runy. Czy to znaczy, że mój stosunek do niej pogarszał całą sesję?
Pięć rzutów pod rząd w środku kryzysu. To już naprawdę nie jest wróżba, tylko spirala lękowa z runami w tle. I tu wracam do pytania które tu się przewija od początku - czy runy pogorszyły sytuację? W tym konkretnym przypadku nie runy, tylko sposób użycia. Czy ktoś z was widział podobne sytuacje u znajomych albo w pracy z klientami?
Zaczekaj, bo mnie to zastanawia. Mówisz że bałaś się zapytać żeby nie zepsuć - ale to przecież nie ma sensu, nie? Runa nic nie wie o tym jakie pytanie zadajesz. Skąd ten lęk przed samym pytaniem?
Coraz bardziej widzę tutaj temat psychologiczny a nie energetyczny. Bo zarówno Gosia jak i Jaspisowa opisują coś co wygląda bardziej jak magiczne myślenie o nieświadomej kontroli, niż o realnym działaniu run czy horoskopu. Nie mówię, że jedno wyklucza drugie, ale zastanawiam się czy sama praca z runami w takim stanie jest w ogóle sensowna.
Czekajcie, bo trochę gubie wątek. Czy to co mówicie oznacza, że runy mogą aktywnie pogorszyć sytuację osoby w stresie, czy tylko że dają błędny odczyt? Bo to są dwie różne sprawy. Mnie interesuje ta pierwsza opcja - czy sama runa np. Hagalaz 'wyciągnięta' może coś sprowadzić?
Słyszę i powiem wam, że siedze tu z tym od kilku minut. Trochę mi ulżyło, ale też czuję, że muszę dużo przepracować ze swoim podejściem zanim znowu sięgnę po runy. Czyli rozumiem że odpowiedź na tytuł tego wątku brzmi mniej więcej: runy same w sobie nie pogarszają, ale mogą nakręcić kogoś kto jest już w złym miejscu?
Właśnie tak to rozumiem - że to ja byłam problemem, nie runy. Ale powiem szczerze, że nadal mam jedno pytanie bez odpowiedzi. Bo dobrze, lęk przekłamuje odczyt. Ale co z sytuacją kiedy ktoś NIE jest w panice, robi sesję spokojnie i też wychodzą mu same ciężkie runy? Czy wtedy też można powiedzieć że to 'tylko głowa'?
To jest inne pytanie i ważne. Kiedy ktoś jest spokojny i wychodzą ciężkie runy, to według mnie system działa tak jak powinien - pokazuje realne napięcia w sytuacji, niekoniecznie katastrofę. Hagalaz u spokojnej osoby to informacja. Hagalaz u osoby w spirali lękowej to zaproszenie do katastrofizowania. Różnica jest właśnie w tym, co z tym robisz po.
Mam pytanie trochę z innej strony. Wszyscy tu mówią o tym żeby robić sesje spokojnie, odczekać, sprawdzić stan emocjonalny. Ale co jeśli ktoś jest w takim permanentnym stresie, że on jest niejako normalnym stanem? Bo znam osoby które od miesięcy są pod ciągłym napięciem - czy one mają po prostu w ogóle nie sięgać po runy przez cały ten czas?
Przepraszam, że wchodzę, bo pewnie to podstawowe pytanie, ale nie bardzo rozumiem. Skoro jedna runa może znaczyć kilka rzeczy jednocześnie, to skąd w ogóle wiadomo jak ją odczytać? Czy to zależy od intuicji osoby która ciągnie, od kontekstu pytania, od pozycji w rzucie? Nie wiem jak to działa w praktyce.
Słysząc to wszystko zaczynam rozumieć że mój błąd był chyba nawet wcześniejszy niż myślałam. Nie tylko robiłam rzuty w złym stanie, ale też nigdy nie rozumiałam run szerzej niż jedno słowo-klucz. Hagalaz to zniszczenie, koniec. Żadnego oczyszczenia, żadnej transformacji. To nie były runy które mnie straszyły, tylko moje własne uproszczone słowniki.
I właściwie to jest pytanie do całego wątku, nie tylko do Gosi. Bo to co tu opisujemy to wzorzec który pewnie nie jest odosobniony. Czy ktoś z was przechodził przez podobny reset w podejściu do run albo do jakiejkolwiek innej praktyki wróżebnej? Że zaczynałeś źle, nakręcałeś się, a potem wróciłeś z zupełnie inną głową?
Ja miałem podobnie z tarotem, nie z runami, ale zasada ta sama chyba. Ciągnąłem karty codziennie w sumie po kilka razy bo nie podobał mi się wynik. Dopiero jak znajomy powiedział mi żebym przestał to zrozumiałem że szukam konkretnej odpowiedzi a nie wróżby. Czy tu nie jest to samo?
Mam wrażenie że wyłania się tu jakiś wzorzec. I chciałam zapytać - czy ktoś z bardziej doświadczonych widzi różnicę między tym co robi osoba uzależniona od potwierdzenia przez wróżbę, a osobą która po prostu regularnie praktykuje? Bo z zewnątrz oboje siedzą codziennie z runami albo kartami.
Ale zaraz, czy to nie jest trochę za surowe podejście? Bo jak ktoś wyciągnie dobrą runę i poczuje ulgę, to po ludzku to rozumiem. Chyba nie musimy od każdego wymagać żeby był buddystą i był obojętny na wynik?
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale nie rozumiem - jeśli runy mają tak różne znaczenia i zależy od kontekstu i układu i pytania i stanu osoby, to jak w ogóle uczyć się ich znaczeń? Od czego zacząć, żeby nie wpaść w tę spiralę o której tu mówicie?
O, to jest konkretna metoda i bardzo mi się podoba. Czy jest jakaś kolejność w której powinno się uczyć run, czy można brać losowo? Słyszałam że Futhark ma swoją kolejność i że ona coś znaczy, ale nie wiem czy to ma znaczenie przy nauce.
