Leokadia, i czy to jest powód żeby nie ciągnąć, czy może właśnie powód żeby spróbować małego kroku? Nie pytam co powinna, pytam co ty czujesz kiedy to tak widzisz.
Mam jeszcze jedno - czy ktoś tu zna jakiś konkretny rozkład albo sposób pracy z jedną runą, który jest spokojniejszy? Nie wiem jak to nazwać, może mniej ekspansywny. Dla Leokadii, żeby to nie było od razu trzy runy i wielka interpretacja.
Leokadia, to zdanie o 'czego teraz potrzebuję' - czy to już coś, co chciałabyś zrobić sama, czy nadal szukasz kogoś, kto by przy tym był? Bo Gebda wspomniała wcześniej o towarzyszeniu i zastanawiam się, czy dla ciebie to wciąż ważne, skoro forma pytania już mniej przeraża.
Novella, szczerze? Nie wiem. Chyba chciałabym spróbować sama, ale mam w głowie ten strach, że jak wyciągnę coś 'złego' - cokolwiek to znaczy - to zostanę z tym bez nikogo. Z drugiej strony może właśnie to jest moment kiedy powinnam być sama z tym.
Leokadia, a skąd w ogóle bierze się u ciebie to pojęcie 'złej' runy? Bo to jest założenie, które warto by rozłożyć zanim sięgniesz po cokolwiek. Czy ktoś ci powiedział, że są runy złe, czy to intuicja?
Leokadia, nie brzmi głupio. Ale powiedz mi - czy ty szukasz w runach połączenia z tą osobą, która odeszła? Bo to jest zupełnie inne pytanie niż 'czego teraz potrzebuję' i chyba warto wiedzieć co tak naprawdę chcesz od tego ciągnięcia.
Hagalaz wcale nie jest taką złą runą jak się wydaje. Tak, jest związana z burzą i nagłą zmianą, ale po każdej burzy coś się oczyszcza. Ja bym się Hagalaz nie bał, szczególnie w kontekście żałoby - to by nawet miało sens tematycznie.
Wróćmy do tego co Wiciokrzew powiedział, bo to mnie uderzyło. Czy runy mogą w ogóle być kanałem do kogoś kto odszedł? Serio pytam, bo nie wiem jak to rozumieć - czy to jest jakaś ugruntowana praktyka w tej tradycji, czy raczej projekcja?
Słucham i myślę sobie, że ta rozmowa o oczekiwaniach jest ważniejsza niż sama runa. Leokadia, zanim cokolwiek wyciągniesz - czy ty wiesz czego od tego chcesz? Nie mówię żebyś miała gotową odpowiedź, ale czy kiedykolwiek siadałaś i to sobie na spokojnie zadałaś?
To co teraz napisałaś brzmi jak coś, z czym żadna runa nie da rady - bo to jest pytanie o kogoś innego, nie o ciebie. Czy ktoś tu kiedykolwiek próbował ciągnąć runy z takim zamiarem i co z tego wyszło?
Leokadia, wróćmy do ciebie - bo chcę zapytać wprost. Teraz, po tej rozmowie, czy jesteś bliżej czy dalej od sięgnięcia po runy? Nie oceniam, serio pytam jak się teraz z tym masz.
Wiciokrzew, bliżej. Chyba. Ale zmieniło się to, czego szukam. Albo raczej - zrozumiałam, że szukałam czegoś od niej, a może powinnam zacząć od pytania o siebie. To jest inne. To jest może do zniesienia.
To co Leokadia teraz mówi - ta zmiana w kierunku pytania - jest chyba ważniejsza niż jakikolwiek konkretny rozkład. I to może być dobry moment żeby naprawdę usiąść z jedną runą i tym jednym pytaniem które Gebda zaproponowała. Nie jutro, nie z presją. Ale teraz już wiesz przynajmniej, dokąd idziesz.
Leokadia, mam jeszcze jedno pytanie zanim faktycznie usiądziesz z tymi runami. Czy masz jakieś miejsce, w którym czujesz się bezpiecznie? Nie chodzi mi o coś magicznego - po prostu fizyczne miejsce gdzie możesz siedzieć i nie czuć presji. Bo to może być ważniejsze niż to jaką runę wyciągniesz.
To co Gebda pyta ma sens, ale ja bym doprecyzowała - czy to miejsce ma być gdzieś gdzie byłaś z tą osobą, czy właśnie gdzieś neutralnym? Bo intuicja podpowiada mi, że to może mieć znaczenie dla tego jak zaintepretujesz to co dostaniesz.
Kuchnia brzmi dobrze. Serio. Nie potrzebujesz ołtarza ani świec żeby coś miało znaczenie. Ale mam pytanie - czy ty masz własne runy, czy planujesz pożyczyć, kupić, coś innego? Bo to też może mieć wpływ na to jak się z tym poczujesz.
Ja bym powiedział żeby Leokadia kupiła drewniane, nie plastikowe. Drewno inaczej leży w ręce i jakoś lepiej się z tym pracuje. Szczególnie przy ciągnieniu pojedynczej runy - czujesz materiał i to pomaga skupić się na pytaniu.
Leokadia, słucham i zastanawiam się nad czymś. Mówiłaś wcześniej o strachu przed interpretacją - a co jeśli w ogóle nie będziesz jej interpretować od razu? Wyciągnąć, położyć, popatrzeć, odejść. Bez czytania co znaczy. Czy to w ogóle coś dla ciebie mówi czy to bez sensu?
Nie z runami, ale z kartami - raz, dawno temu. Wyciągnęłam jedną kartę i po prostu ją postawiłam na kominku i przez kilka dni na nią patrzyłam nie szukając co znaczy. To było dziwne doświadczenie. Nie wiem czy mogłabym powiedzieć że mi 'pomogło' w jakimś konkretnym sensie, ale coś w tym było.
To co Pola opisuje brzmi bardziej jak medytacja niż wróżba. I zastanawiam się - czy to jest nadal praca z runami w jakimkolwiek sensie tradycyjnym? Nie podważam, po prostu naprawdę nie wiem gdzie jest granica między użyciem runy jako symbolu a użyciem jej jako systemu wróżebnego.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale mam poczucie że ta rozmowa kręci się w kółko od jakiegoś czasu. Leokadia już powiedziała że jest bliżej, że rozumie czego szuka - to może po prostu trzeba spróbować? Nie mówię żeby biec do run teraz, ale ile można analizować zanim się zrobi krok?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku. Czy ktoś z was wie czy do pracy w żałobie są jakieś runy, których lepiej nie używać wcale? Nie mówię o złych i dobrych, ale o energiach które mogą być po prostu nieodpowiednie na ten czas? Pytam bo mam podobną sytuację i też się nad tym zastanawiam.
Leokadia, to co napisałaś na końcu - kuchnia, jedna runa, pytanie o siebie - to brzmi tak prosto i tak dobrze jednocześnie. Dziękuję że w ogóle piszesz tu o tym, bo ta rozmowa dała mi dużo do myślenia też o sobie. Trzymam kciuki za ten moment kiedy zdecydujesz że pora.
Mam pytanie, może trochę nie na miejscu, ale nie daję rady go nie zadać - czy kiedy pracuje się z runami w żałobie, to pytanie do runy powinno dotyczyć tej osoby która odeszła, czy raczej siebie? Bo przez całą tę rozmowę rozumiem że chodzi o siebie, ale nie jestem pewien czy to jest zasada czy założenie.
Leokadia, mam jedno praktyczne pytanie zanim pójdziesz w to - czy masz już konkretne pytanie do siebie? Nie naciskam, ale wiem z doświadczenia że wejście do tego momentu bez żadnego pytania to jedno, a wejście z pytaniem które krąży ci gdzieś w głowie od tygodni to zupełnie inne przeżycie.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś innym - czy w ogóle jest moment który jest 'właściwy' na pierwsze podejście do run w żałobie? Czy to nie jest tak że każdy moment jest inny i nie ma tu żadnej reguły?
To co Symeon mówi gdzieś się zgadza z tym co próbowałam powiedzieć wcześniej o nieinterpretowaniu. Czasem sam fakt wyjęcia i odłożenia jest ważniejszy niż szukanie odpowiedzi. Leokadia, mam pytanie - czy ty masz już runy czy wciąż planujesz?
