Leokadia, nie za szybko. Idź po te runy. Możesz je mieć i nie używać, możesz trzymać w szufladzie miesiąc. Ale przynajmniej będą. Ta rozmowa trwa długo i odnoszę wrażenie że kupno run to jedyny krok który możesz zrobić fizycznie, a nie tylko w głowie.
Czytam tę rozmowę od początku i jest jedno zdanie które zostało mi w głowie - to o pytaniu do siebie zamiast do osoby która odeszła. Myślę że to jest clue całej tej rozmowy i tego czy runy w żałobie mają w ogóle sens. Nie jako kontakt, ale jako zwierciadło.
Przepraszam że wchodzę, bo pewnie czegoś nie rozumiem - ale jak się wyciąga jedną runę to skąd się wie że to ta 'właściwa', a nie przypadkowa? To znaczy, co sprawia że to nie jest zwykłe losowanie?
Dobra, to ja może zapytam wprost bo Gebda i Roch trochę mnie zbyli - nawet jeśli nie ma gwarancji że runa jest 'właściwa', to w czym to w ogóle różni się od zwykłego losowania? Serio pytam, nie złośliwie.
To jest dobre pytanie i nie ma prostej odpowiedzi. Ale powiem tak - to czym to się różni od losowania zależy głównie od tego co ty w to wkładasz. Intencja, stan skupienia, pytanie które zadajesz zanim sięgniesz. Losowanie to gest. Praca z runą to coś więcej, bo to co się potem z tym robi jest inne.
Wracam do Leokadii na chwilę bo trochę zeszliśmy. Leokadia, napisałaś że jutro idziesz po te drewniane zestawy - czy już wiesz coś więcej o tym z czego mają być zrobione? Bo to ma znaczenie, przynajmniej dla mnie miało przy moim pierwszym zestawie.
Wiciokrzew, szczerze - nie wiem nic o materiałach. Myślałam że po prostu wezmę coś co dobrze leży w ręku. Czy to nie wystarczy? A czy ty jak wybierałaś swój pierwszy zestaw to kierowałaś się czymś konkretnym?
u mnie to było zupełnie nieplanowane, wzięłam coś z lipy bo sprzedający powiedział że lipa jest spokojniejsza w energii. Nie wiem czy to prawda czy marketingowe gadanie, ale jakoś mi to pasowało. Przy żałobie instynkt jest ważniejszy niż wiedza o materiałach, myślę.
Przy materiałach run jest taka tradycja że drewno powinno być z drzew które mają jakieś znaczenie w mitologii nordyckiej - jesion, dąb, cis. Ale szczerze, nie wiem czy dla kogoś zaczynającego to ma pierwszorzędne znaczenie. Ważniejsze żeby były porządnie wyryte a nie tylko nadrukowane.
Zatrzymuję się przy tym co Symeon powiedział o odręcznym liście bo to ładne porównanie, ale mam pytanie do Leokadii - czy ty w ogóle chcesz mieć runy które zrobiłaś albo kupione od kogoś rękodzielnie, czy sklep w zupełności ci wystarczy? Mam wrażenie że to pytanie jest ważniejsze niż materiał.
Baska, to dobre pytanie. Chyba sklep wystarczy na początek. Nie wiem czy jestem gotowa na robienie czegokolwiek własnymi rękami, teraz - wszystko mi się trzęsie gdzieś w środku. Sklep wydaje się bezpieczny i konkrety.
To idź, Leokadia. Po prostu idź i nie myśl za dużo. Wszyscy tu gadamy o materiałach i tradycji i intencji a ty wciąż stoisz w miejscu. Kup, trzymaj w domu, poczuj.
Obie macie rację i obie trochę nie. Leokadia sama poczuje kiedy. To nie jest nasze do zdecydowania. Mam jedno pytanie do niej - jak śpisz ostatnio? Bo to znam z własnego doświadczenia, że kiedy sen jest rozwalony, kontakt z czymkolwiek co wymaga skupienia po prostu nie działa.
To co Leokadia mówi o snach jest ważne. W takim stanie wyciąganie run z pytaniem o żałobę może po prostu dołożyć do chaosu a nie pomóc. Nie mówię żeby rezygnować - mówię żeby może na razie trzymać te runy kiedy je kupisz, bez żadnej pracy. Oswoić je ręką, ciężarem, dotykiem. Bez pytań.
To co Czarek mówi o dotyku przypomniało mi że gdzieś czytałem o czymś takim jak 'noszenie runy' - po prostu jedną, wybraną albo losową, w kieszeni przez dzień. Bez intencji, bez pytania. Czy ktoś z was to robił i czy to coś daje?
Leokadia, bez pytania. Przynajmniej na tym etapie. To nie jest wróżba, to jest oswajanie. Jakbyś wzięła kamień do ręki żeby poczuć jego ciężar, nie żeby coś nim zrobić.
Dokładnie to. I dodałbym - jak kupisz ten zestaw, to pierwszego dnia po prostu je rozsyp na stole i patrz. Nie losuj, nie pytaj. Tylko patrz na kształty.
Leokadia, wracam do tych snów które opisałaś. Napisałaś że są chaotyczne i że wstajesz zmęczona. Mam pytanie z innej strony - czy śnisz kogoś kogo straciłaś? Pytam bo z mojego doświadczenia to robi różnicę przy pytaniu czy runy w ogóle teraz pomagają czy dokładają.
To co napisałaś o przebudzeniu i tym jak dociera - to jest coś czego nie da się opisać komuś kto tego nie przeżył. Mam wrażenie że ten wątek z runami jest ważny właśnie dlatego że szukasz czegoś co by pomogło przeżyć te poranki. Czy tak?
Wiciokrzew, chyba tak. Nie myślałam o tym tak konkretnie ale tak - te poranki są najcięższe. Potrzebuję czegoś co by mi dało zajęcie dla rąk i dla głowy zanim zdążę w pełni dojść do siebie.
To jest bardzo konkretna informacja i myślę że Czarek i Gebda dobrze to trafiają z tym noszeniem jednej runy. Ale mam pytanie - czy to nie powinno być coś co robisz wieczorem, a nie rano, właśnie po to żeby rano mieć już coś co jest 'twoje' i gotowe?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że zbliżacie się do czegoś ważnego. Leokadia, czy jak myślisz o runach to myślisz o nich jako o czymś co ma ci odpowiedzieć na pytania, czy bardziej jako o czymś co ma ci towarzyszyć? Bo mam wrażenie że to drugie jest teraz ważniejsze.
Arktura, to jest bardzo dobre pytanie i nie wiem czy mam na nie odpowiedź. Na początku chyba chciałam odpowiedzi. Teraz, po tej rozmowie, chyba bardziej towarzyszenia. Czy to zmienia sposób w jaki mam się do nich zbliżyć?
Zmienia i to sporo. Jeśli szukasz towarzyszenia, to warto żebyś po cichu przy pierwszym kontakcie powiedziała im po prostu kim jesteś i co przeżywasz. Nie pytanie, nie prośba o wróżbę. Takie przedstawienie się.
Są tradycje w których aktywacja zestawu run wymaga konkretnego rytuału, nie tylko rozmowy. Krwi, oddechu, czegoś fizycznego. Nie mówię że Leokadia powinna to robić, ale warto wiedzieć że 'przedstawienie się' to jedna z łagodniejszych form inicjacji.
Przepraszam że wchodzę, czytałem ten wątek od jakiegoś czasu. Mam pytanie bo jestem ciekaw - skąd wiadomo że runy są odpowiednie przy żałobie a nie na przykład tarot? Pytam szczerze, bez podtekstu.
Leokadia, ma sens. Pytam bo sam kiedyś szukałem czegoś po stracie i trafiałem na różne rzeczy, żadna nie 'chwyciła'. Ciekawe czy to jest kwestia formy - że runy są fizyczne, trzymasz je w ręku - czy tej ciszy o której piszesz.
