Ostatnio zaczęłam poważniej zajmować się runami i coraz częściej robię sobie odczyty. Problem jest taki, że zaczęłam porównywać wyniki moich odczytów z koleżanką, która też to robi, i jakoś zawsze u niej wychodzi coś lepszego. U mnie ciągle Hagalaz, Nauthiz, różne trudne runy, a u niej Fehu, Wunjo, same pozytywne. Czy to możliwe, że runy po prostu pokazują, że czyjeś życie jest lepsze? Bo zaczynam mieć przez to gorsze zdanie o sobie i zastanawiam się, czy w ogóle ma sens dalej ciągać te kamyki, skoro i tak zawsze wyjdzie coś ciężkiego.
Powiem ci szczerze, że to bardzo częsty błąd przy odczytach. Runy nie pokazują, że czyjeś życie jest lepsze albo gorsze. Hagalaz czy Nauthiz to nie jest wyrok, tylko wskazówka na jakiś proces, który się właśnie u ciebie dzieje. Ale mam pytanie: czy porównujecie te same pytania, ten sam układ? Bo jeśli ty pytasz o relacje, a ona o pracę, to te wyniki nawet nie powinny być ze sobą zestawiane.
Też przez to przechodziłam i wiem, że boli. Pamiętam, jak na warsztatach ktoś wyciągał same jasne runy, a ja miałam trzy trudne z rzędu i poczułam się jak ta gorsza. Ale prowadząca mi wtedy powiedziała coś, co do tej pory pamiętam: trudne runy to nie kara, tylko mapa terenu, przez który idziesz. Twoja koleżanka może akurat mieć spokojny etap, ale to nie znaczy, że jej całe życie jest łatwiejsze.
Dziękuję, że w ogóle poruszyłaś ten temat, bo ja sam miałem podobnie i nie wiedziałem, czy to normalne. Bardzo mi to wyjaśnia pewne rzeczy. Mam tylko pytanie do Tajemniczki: a co jeśli ktoś robi ten sam typ układu, na to samo pytanie, i nadal wychodzą inne wyniki? To znaczy po prostu, że sytuacje są inne, czy może to kwestia sposobu ciągania?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś. Moja córka mi ostatnio mówiła o runach i trochę to obserwuję z boku. Ale właśnie to porównywanie mi się tu rzuca w oczy. Czy to nie jest tak, że jak ktoś idzie do wróżki, to też porównuje swój odczyt z tym, co słyszał od innych? I to też robi ludziom krzywdę psychicznie? Trochę mi to przypomina czytanie horoskopów w gazecie i sprawdzanie, czy sąsiad ma lepiej.
Chcę tu wejść z innej strony. Zanim zaczniemy mówić o kompleksach i psychologii, czy ktoś zapytał, jak ta osoba interpretuje te trudne runy? Bo Hagalaz na przykład to zmiana, transformacja, coś co rozbija stary porządek. To wcale nie jest runa pechowa. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś patrzy na rune i widzi tylko jej dosłowną nazwę albo kolor na kijance, a nie czyta całego kontekstu układu.
Tak, dokładnie o to chodzi. Przy trzech runach każda modyfikuje znaczenie pozostałych. Hagalaz otoczone Isą i Berkano to zupełnie co innego niż Hagalaz przy Thurisaz i Tiwazie. Ale mam do ciebie pytanie: czy twoja koleżanka sama sobie robi te odczyty, czy ktoś jej to czyta? Bo to też ma znaczenie, jeśli chodzi o interpretację.
Powiem szczerze, że słucham i trochę mi to wszystko brzmi jak tłumaczenie za wszelką cenę czegoś, żeby wyglądało dobrze. Czyli jak wyjdzie dobra runa, to dobrze, jak zła, to też dobrze, bo znaczy transformacja. To po co w ogóle ciągać, skoro zawsze wyjdzie dobrze? Nie przesadzam, szczerze pytam, bo nie rozumiem tej logiki.
To jest dobre pytanie, Dobrusia, bo ja sama się nad tym zastanawiałam, zanim zaczęłam się tym interesować. Runy mają historyczne znaczenia, które wynikają z poematów runicznych i staronordyckich tekstów. Więc to nie jest tak, że ktoś to sobie wymyślił ostatnio. Ale interpreatcja jest rzeczywiście płynna i różne szkoły trochę inaczej to czytają. Mnie bardziej tu zastanawia coś innego: czy ta dziewczyna, która zaczęła temat, robi odczyty dla siebie codziennie, czy rzadziej? Bo codzienne ciąganie może właśnie nasilać te porównania.
To co opisujesz brzmi bardziej jak lęk niż praktyka. Runy mogą być pomocne w refleksji, ale jeśli robisz odczyt kilka razy w tygodniu i od razu porównujesz z cudzym, to pytanie nie brzmi: co runy ci mówią, tylko co ty sama sobie mówisz przez te runy. Zastanów się, czy gdybyś nie miała z kim porównać, to te same wyniki by cię niepokoiły?
Dopiero zaczynam z runami i ten wątek bardzo dużo mi daje. Mam pytanie, może naiwne: czy w ogóle powinno się komuś pokazywać swoje odczyty? Wydawało mi się, że to jest coś osobistego, ale może się mylę. Bo jeśli nie pokazujesz, to nie ma z czym porównywać.
Prowadzę notatki z odczytów od dłuższego czasu i zauważyłem jedną rzecz, którą może tu warto rzucić. Kiedy zacząłem zapisywać swoje runy i patrzeć na nie po kilku tygodniach, okazało się, że to, co wyglądało na zły ciąg run, często pokrywało się z trudnym etapem, który potem się kończył. Nauthiz wyszedł mi kilka razy z rzędu, kiedy byłem pod dużą presją w pracy. Nie zinterpretowałbym tego tak dobrze, gdybym patrzył na każdy odczyt osobno. Czy ta koleżanka, z którą porównujesz, też tak na to patrzy długofalowo?
Nie znam się na runach, ale czytam ten wątek i myślę sobie: to jest dokładnie to samo, co ludzie robią z mediami społecznościowymi. Porównują swoje trudne życie z cudzymi dobrymi chwilami. Tu porównujesz swoje trudne runy z cudzymi dobrymi runami. Tylko że w mediach przynajmniej wiadomo, że to jest wycinane. A tu chyba każdy wierzy, że wynik jest prawdziwy, więc może boleć bardziej?
Bo widzieć problem i zmienić zachowanie to dwie różne rzeczy. To nie jest kwestia słabej woli, tylko nawyku, który buduje się przez powtarzanie. Skoro robisz to kilka razy w tygodniu od dłuższego czasu, to zmiana nie przyjdzie przez samo postanowienie. Zastanawiam się, czy próbowałaś choć przez tydzień całkowicie nie zaglądać do cudzych odczytów?
Właśnie sobie myślę, że może sam pomysł wrzucania odczytów na grupę albo pokazywania ich znajomym prowadzi do takich pułapek. Rozumiem, że chce się pogadać, podzielić, ale czy nie lepiej byłoby najpierw samemu posiedzieć ze swoim wynikiem zanim ktoś inny coś powie?
Ale właśnie, Wandka_61, to zależy komu pokazujesz, nie? Bo jeśli pokazujesz komuś, kto też ciągnie i porównuje, to robisz dokładnie to, o czym pisze Agnese. A jeśli pokazujesz komuś, kto po prostu pomaga zinterpretować, to to inna sprawa. Mam wrażenie, że problem nie jest w tym, że się pokazuje odczyty, tylko z jakim nastawieniem.
To co Dobrusia mówi o nastawieniu brzmi słusznie. Ja przez długi czas myślałem, że prowadzenie notatek mnie ustrzeże przed takim nakręcaniem, bo miałem czarno na białym, co wychodziło. Ale paradoksalnie przez pewien czas jeszcze bardziej szukałem wzorców: czemu tamten miesiąc był lepszy, czemu teraz gorzej. Dopiero jak przestałem oceniać runy w kategoriach dobry i zły wynik, notatki zaczęły mi naprawdę służyć.
To co Tytus opisuje to dobra metoda, ale mam jedno ale. Jeśli ktoś zaczyna szukać wzorców w runach i dopasowuje do nich zdarzenia, to jest ryzyko efektu potwierdzenia. Wyciągasz Hagalaz i szukasz, co trudnego się tego dnia działo. A gdybyś wyciągnął inną, też byś znalazł coś do niej pasującego. Czy ktoś z was to testował na odwrót, tzn. próbował sprawdzić, czy wynik nie pasuje do dnia?
Okej, to mnie trochę zatrzymało. Nigdy tak o tym nie myślałam, że ja sama szukam potwierdzenia dla złej runy, i dlatego wydaje mi się, że moje życie idzie gorzej. Ale jednocześnie mam wrażenie, że u mnie naprawdę częściej wychodzą trudne runy niż jej. Nie wydaje mi się, po prostu statystycznie. Czy to w ogóle możliwe, że ktoś ma taką energię, że runy zawsze reagują trudno?
To jest pytanie, które słyszę często i zawsze odpowiadam tak samo: jeśli masz zestaw dobrze zbalansowanych run i ciągniesz losowo, to statystycznie nie ma możliwości, żeby jedna osoba 'dostawała' trudniejsze runy niż inna w długim czasie. Ale masz rację, że krótkoterminowo można mieć taki ciąg. Inne pytanie jest takie: czy twoja koleżanka naprawdę pokazuje ci wszystkie swoje odczyty, czy tylko te dobre?
Weszłam tu przypadkiem, bo szukałam czegoś innego, ale ten wątek mnie wciągnął. Bo ja mam dokładnie podobnie i to nie z koleżanką, tylko z grupą na WhatsApp. Tam ciągle ktoś wrzuca odczyt i zawsze to jest coś pozytywnego albo przynajmniej neutralnego. Jak u mnie wychodziło coś trudnego, to milczałam i nie wrzucałam. I teraz myślę, że może wszyscy tak robią i dlatego te grupy wyglądają jak festiwal dobrych run.
Czytam od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy w ogóle runy mają sens dla kogoś, kto jest w takim miejscu jak Agnese teraz? Znaczy pytam bez złośliwości, bo sama też przez to przechodziłam. Miałam moment, że każdy odczyt zamiast dawać mi jakiś spokój, to nakręcał lęk. I w końcu na jakiś czas po prostu odłożyłam runy i wróciłam do nich dopiero jak byłam w lepszym miejscu.
Ten lęk przed przeoczeniem czegoś to jest sedno całej sprawy, nie runy. Runy są tu tylko powierzchnią. Sama sformułowałaś to bardzo dokładnie: boisz się, że jak nie zajrzysz, to coś cię ominie. To jest lęk, który będzie szukał nowego kanału, nawet jeśli odłożysz runy. Warto zapytać siebie, skąd on w ogóle pochodzi.
Słuchajcie, wtrącę się z boku, bo tu pojawił się wątek, który mnie interesuje z zupełnie innej strony. Mówicie o energii osoby, o tym że runy na nią reagują. Czy to oznacza, że jeśli ktoś jest w złym stanie psychicznie, to runy automatycznie to pokażą? Bo to by znaczyło, że odczyt odzwierciedla stan wewnętrzny, a nie jakąś zewnętrzną przyszłość.
Szczerze? Nie pamiętam, co było pierwsze. Wydaje mi się, że najpierw zobaczyłam jej odczyt i coś we mnie kliknęło, że mój jest gorszy. I od tamtej pory jakby bardziej zwracam uwagę na to, co wychodzi. Ale może faktycznie zawsze tak wychodziło, tylko wcześniej mi to nie przeszkadzało.
To jest kluczowe, co właśnie napisałaś. Zmienił się nie odczyt, zmienił się twój stosunek do niego. To jest dokładnie ten mechanizm, o którym mówiłem wcześniej. Runy nie stały się trudniejsze, ty stałaś się na nie czulejsza w nieprzyjemny sposób.
Chcę tu wtrącić coś, bo ta rozmowa zaczyna mi iść w stronę, która mnie lekko niepokoi. Mówimy o tym, czy runy reagują na stan emocjonalny, czy nie, ale to jest pytanie, które nie ma jednej odpowiedzi i żadne z nas tu na forum jej nie zna. Natomiast to, co widzę wyraźnie, to że Agnese opisuje coś, co wygląda jak pętla porównywania i nakręcania się. I to jest coś, co można adresować niezależnie od tego, jak działa mechanizm samych run.
