Chciałem poruszyć temat, który mnie ostatnio trochę niepokoi, bo sam się w tym łapię. Zaczynam każdy dzień od rzutu runami, potem jeszcze jeden rzut przed wyjściem z domu, wieczorem podsumowanie, a jak coś się nie zgadza z tym co chciałem zobaczyć, to rzucam jeszcze raz 'żeby się upewnić'. I tak w kółko. Czy to jeszcze praktyka, czy już coś innego? Ktoś miał podobnie?
To się nazywa kompulsywne czytanie i znam to doskonale. Runy same w sobie nie są winne, problem leży w tym, jak się do nich podchodzi. Jak zaczyna się robić kilka rzutów żeby dostać 'dobry wynik', to już jest sygnał. Runy nie działają jak loteria, gdzie jak rzucasz wystarczająco dużo razy to w końcu wypadnie to co chcesz.
Albinek, a ile razy dziennie średnio rzucasz? Bo jedno poranne ciągnięcie to jeszcze normalna praktyka, wielu ludzi to robi. Ale jak mówisz o wielokrotnym powtarzaniu bo wynik nie ten co chciałeś, to faktycznie brzmi jakbyś szukał potwierdzenia, a nie odpowiedzi.
To co opisujesz Albinek to brzmi bardzo podobnie do tego co znam z tarota. Wielokrotne ciągnięcie kart w tej samej sprawie, bo odpowiedź nie pasuje. I wiesz co? To zazwyczaj nie jest problem z sposóbm odczytu, tylko z tym że mamy z góry ustawioną odpowiedź, którą chcemy dostać. Runy czy karty wtedy stają się tylko polem do przekonania siebie.
Warto tu zauważyć, że w historycznych praktykach germańskich wróżenie runami nie było codzienną czynnością. Tacyt w Germanii opisuje ceremonialne użycie losowania przy ważnych decyzjach plemiennych, nie przy każdym dniu. To dość znacząca różnica w stosunku do tego co opisuje Albinek.
A mnie ciekawi co się dzieje z tym lękiem kiedy NIE rzucasz? Albinek, pisałeś że chodzi za tobą przez cały dzień - to jest lęk przed tym co może się zdarzyć czy raczej takie poczucie że coś pominęłeś?
Nie brzmi głupio, brzmi jak bardzo ludzki mechanizm. Człowiek szuka kontroli nad tym co nieprzewidywalne. Runy dają złudzenie tej kontroli i to jest akurat ich psychologicznie 'niebezpieczna' strona. Im więcej rzutujesz, tym bardziej wzmacniasz przekonanie że bez rzutu nie dasz sobie rady. To się napędza samo. Julisia wspomniała o kompulsywności i to chyba właściwe słowo.
Słucham tego i muszę zapytać szczerze - czy runy w ogóle mają 'obiektywną' treść którą można odczytać? Bo jeśli interpretacja jest subiektywna, to jak w ogóle rozróżnić że dany rzut to rzetelna odpowiedź, a nie po prostu to co my w danej chwili chcemy widzieć? Nie próbuję burzyć dyskusji, naprawdę mnie to ciekawi.
I tutaj wracamy do Albinka, bo to jest sedno. Robienie siódmego rzutu bo poprzednie sześć nie dało 'dobrego' wyniku to jest właśnie odpowiedź na pytanie Wolchwa. Sam sobie pokazujesz że nie patrzysz uczciwie, tylko szukasz konkretnej odpowiedzi. Nie oceniam, sama tak robiłam z kartami.
U mnie pomogło narzucenie sobie zasady: jeden rzut w sprawie, jedna interpretacja, koniec. Żadnego powtarzania. Przez pierwsze dni byłam jak na odwyku serio, ale potem poczucie 'muszę sprawdzić jeszcze raz' zaczęło słabnąć. Kluczowe było zapisywanie każdego odczytu i potem patrzenie po czasie czy cokolwiek się sprawdziło. To daje perspektywę.
A nie myśleliście o tym że może chodzi też o to do czego służą te konsultacje? Albinek pytasz runy przed rozmową z szefem, przed wyjściem z domu... to raczej nie są sprawy do których normalnie używa się wróżbiarstwa. To jakbyś używał mapy do sprawdzenia czy w lodówce jest mleko.
Poczekajcie chwilę, bo chyba zeszliśmy trochę z tematu. To jest ciekawe, to z runami jako świadkiem, ale Albinek zaczął ten wątek od czegoś zupełnie innego i nie chcę żeby mu ta rozmowa uciekła. Albinek, wróćmy na chwilę, bo Halineczka napisała o zasadzie jeden rzut na sprawę. Próbowałeś kiedyś czegoś takiego? Choćby przez jeden dzień?
Właśnie, to szukanie uzasadnienia to jest clue. U mnie było identycznie. Świeca była złego koloru, pokój za głośny, nieodpowiednia faza księżyca, cokolwiek. Mam wrażenie że im bardziej znasz tradycję, tym więcej powodów możesz znaleźć żeby unieważnić rzut. Czy masz jakiś rytuał przed rzutem, jakieś stałe przygotowanie?
To jest bardzo ciekawy mechanizm który właśnie opisał Albinek. Rytuał miał dawać wagę i powagę odczytowi, a stał się sposóbm do jego podważania. To trochę jak z przepisami w kuchni, jeśli znasz ich za dużo, zawsze możesz stwierdzić że coś zrobiłeś nie tak. Ale pytanie jest głębsze: czemu w ogóle potrzebujesz uzasadnienia żeby rzucić po raz drugi? Skoro wynik już masz.
A czy próbowałeś kiedyś rzucić z intencją że akceptujesz wynik bez względu na to jaki będzie? Nie wiem czy to działa przy runach tak samo jak przy kartach, ale słyszałam że samo to postanowienie przed rzutem zmienia jakoś te odczyty. Może brzmi banalnie ale pytam poważnie.
Albinek, a kiedy zacząłeś tak rzucać? Bo to ważne, czy runy były od początku używane przez ciebie w ten sposób, czy to narastało stopniowo?
No to właśnie widać że to pełni funkcję regulacji lęku, a nie wróżbiarstwa. I mam wrażenie że w ogóle wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy że robi to samo. Ja sama przez jakiś czas wchodziłam rano na horoskopy zanim wstałam z łóżka, nie dlatego że wierzę w każde słowo, ale dlatego że to jakoś uspokajało. To chyba dość powszechne.
Mnie tu jednak nadal siedzi to pytanie czy można w ogóle mówić o uzależnieniu od czegoś co samo w sobie jest subiektywne. Tzn. gdyby ktoś siedem razy dziennie sprawdzał pogodę, nikt by nie mówił że jest uzależniony od meteorologii. Czym się to różni? Serio pytam, bo nie próbuję umniejszać Albinkowi, tylko zastanawiam się gdzie jest ta granica.
Wracam jeszcze na chwilę do wątku świadka, bo Geomantka zadała dobre pytanie, a potem zeszliśmy z tematu. Czy ktoś naprawdę próbował używać run jako świadka przy mapie radiestezyjnej? Pytam praktycznie, bo mam kamienie runiczne i zastanawiam się czy Algiz albo Raidho jako świadek przy szukaniu miejsca miałyby jakikolwiek sens, czy to już naciąganie.
Albinek, to co mówisz o uspokojeniu mi się przypomina coś co kiedyś czytałem o mechanizmach radzenia sobie z lękiem. Tam było napisane że każde działanie które przynosi ulgę w krótkim czasie, ale nie rozwiązuje źródła problemu, ma potencjał żeby się pętlić. I tutaj mam pytanie do całej grupy: czy ktoś z was w pewnym momencie celowo sobie ograniczył rzuty i jak to wyszło?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy jest w ogóle jakiś sposób żeby samemu ocenić czy to co robimy jest jeszcze praktyką a kiedy staje się właśnie tym co Albinek opisał? Bo ja nie mam żadnej miary. Wiem że przy tarocie próbowałam sobie powiedzieć 'raz dziennie i koniec', ale to nie jest kryterium jakościowe, tylko ilościowe.
Wracam do tego świadka, bo Geomantka zadała naprawdę konkretne pytanie i nie dostała odpowiedzi. Czy ktoś ma praktyczne doświadczenie z kamieniami runicznymi jako świadkiem przy radiestezji? Bo teoretyzować możemy długo, ale to jest inna sprawa niż faktyczna próba w terenie.
Słucham tego o świadku i mam wrażenie że to może być ciekawe, ale chcę wrócić do swojego problemu bo jeszcze nie wiem co z nim zrobić praktycznie. Wolchw pytał czy ktoś ograniczał rzuty. Halineczka próbowała, ja próbowałem. Ale nikt nie powiedział co zrobić z tym momentem, kiedy ręka sama sięga po woreczek.
Albinek, może to głupio brzmi, ale mnie pomagało fizyczne schowanie rzeczy. Nie wyrzucenie, bo to zbyt gwałtowne, ale schowanie tak żeby dojście do nich wymagało świadomego wysiłku. Wtedy ten odruch sięgania po woreczek miał małą przerwę i w tej przerwie mogłam siebie zapytać czy naprawdę tego teraz potrzebuję. Nie zawsze działało, ale często.
Obserwuję tę rozmowę od dłuższego czasu i chcę powiedzieć jedno. Mnie ten wątek bardzo poruszył bo rozpoznaję w tym co Albinek opisuje pewne rzeczy z własnego doświadczenia, tyle że u mnie to były sny, nie runy. Codziennie rano analizowałam sny szukając znaku że coś się poprawi. I to jest dokładnie ten sam mechanizm.
A właśnie. Albinek, masz wrażenie że 'coś robisz', kiedy rzucasz runy. To zdanie mówi bardzo dużo. Bo co właściwie robisz? Zbierasz informację czy dajesz sobie poczucie sprawstwa w sytuacji gdzie go nie masz?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku. Czy ktoś z was próbował zastąpić rzut czymś innym, kiedy czuł ten impuls? Nie wyrzucić go, ale dać mu ujście w inny sposób? Pytam bo jak odkładałam tarota, to zauważyłam że zaczęłam więcej pisać w dzienniku i nie wiem czy jedno zastępuje drugie, czy to jest inny mechanizm.
