Ciekawe co Bogumil mówi o tych gestach zamknięcia. W różnych tradycjach religijnych są podobne rzeczy - przeżegnanie się, ukłon, zdmuchnięcie świecy. Może to jest coś co ludzki umysł po prostu potrzebuje, żeby oznaczyć granice różnych przestrzeni.
No i właśnie to mnie interesuje. Bo po tej całej dyskusji mam wrażenie że odpowiedź brzmi: możesz, ale jakieś tam konsekwencje mogą się pojawić, ale nikt nie wie jakie i kiedy, i zależy od relacji, a relacja buduje się latami. Więc de facto - na razie nie używaj, bo nie wiesz co robisz. Czy dobrze to rozumiem?
No i właśnie to mnie interesuje. Bo po tej całej dyskusji mam wrażenie że odpowiedź brzmi: możesz, ale jakieś tam konsekwencje mogą się pojawić, ale nikt nie wie jakie i kiedy, i zależy od relacji, a relacja buduje się latami. Więc de facto - na razie nie używaj. Czy dobrze rozumiem?
Nie, nie do końca tak to rozumiem. Nie chodzi o zakaz na teraz. Chodzi o to że sama nazwa w rozmowie to jedno, a intencja za nią to drugie. Możesz powiedzieć 'Algiz' i to będzie dźwięk. Możesz powiedzieć 'Algiz' i to będzie coś więcej. I to ty decydujesz co to jest w danym momencie, czy raczej - co w danym momencie jesteś.
Ale właśnie - czy ktoś tu miał moment kiedy nieświadomie powiedział coś z run i poczuł że coś się 'zmieniło'? Pytam serio, bo przez całą tę dyskusję mówimy teoretycznie, a chciałabym usłyszeć konkretny przypadek.
Ja mam pytanie może trochę z boku, ale - czy runy mają jakieś swoje dźwiękowe odpowiedniki? Bo cały czas mówimy o nazwach, ale czy to jak się je wymawia ma znaczenie, czy tylko że się je wypowiada?
To galdr to coś o czym nie słyszałem wcześniej. Czyli runy były śpiewane? Jak to wyglądało, ma ktoś pojęcie?
Czytałam o tym trochę przy okazji szukania o tradycjach przedchrześcijańskich. Galdr to była praktyka wokalna, intonowanie runu często wielokrotnie, w skupieniu. Ale to zupełnie inna liga niż powiedzenie czegoś w żarcie do kumpla, jak chciał Genek.
Mam wrażenie że ta rozmowa kręci się w kółko od jakiegoś czasu. Ustaliliśmy że jest spektrum, że intencja ma znaczenie, że kontekst ma znaczenie. Ale nadal nikt nie powiedział wprost: czy Genek może powiedzieć 'Algiz' do kolegi bez żadnych konsekwencji. Tak czy nie?
Ten argument ze slawistami mnie przekonuje bardziej niż połowa tej dyskusji, szczerze mówiąc.
I to jest chyba najuczciwsza odpowiedź w tym wątku. Bogumił stawia pytanie którego nikt tu nie jest w stanie rozstrzygnąć. A skoro nie można rozstrzygnąć, to może warto to po prostu zostawić jako otwarte.
Okej, galdr to śpiewanie, intonowanie - rozumiem. Ale czy ktoś wie jak to brzmiało? Bo wyobrażam sobie coś w stylu skandynawskiego śpiewu z filmów, ale pewnie to nie to.
Nikt tak naprawdę nie wie jak dokładnie brzmiał galdr, bo nie mamy nagrań z epoki. Są rekonstrukcje, próby odtworzenia na podstawie tekstów ze staroislandzkiego, ale to zawsze będzie interpretacja. Część badaczy mówi o czymś bliższym skandynawskiemu joikowi, inni o prostym intonowaniu jednej sylaby.
Czyli my tu dyskutujemy o tym czy powiedzieć 'Algiz' przy kawie ma znaczenie, a tymczasem oryginalna praktyka była czymś zupełnie innym i nikt nawet nie wie jak. To trochę zmienia perspektywę całej tej rozmowy, nie?
Mam podobne odczucie co Naparstnica. Wszystkie opisy praktyczne które czytałam dotyczą intencjonalnego skupienia na runie - trzymanie kamienia, rysowanie, właśnie galdr. Nikomu nie przyszło do głowy pisać o przypadkowym użyciu słowa, bo to chyba nie jest w ogóle kategoria w tej tradycji.
A to nie jest przypadkiem odpowiedź na pytanie Genka? Bo jeśli tradycja nie wyróżnia przypadkowego użycia nazwy jako osobnej kategorii działania, to może znaczy że po prostu nie ma o czym mówić. Nie ma doktryny która by to opisywała w ten sposób.
No to właściwie wychodzi że zadałem pytanie na które tradycja nie ma odpowiedzi, bo nie zadawała sobie tego pytania. Trochę śmieszne jak się tak patrzy.
Moze nie tyle smieszne co ciekawe. Tradycja miala inny kontekst - tam kazde uzycie runu bylo intencjonalne, bo caly czas zylo sie w pewnym systemie przekonan. Pytanie o 'przypadkowe uzycie' jest pytaniem wspolczesnym, bo my mamy kontekst w ktorym runy sa egzotyczne a nie oczywiste.
Ale czy to nie znaczy że skoro tradycja nie opisuje tego przypadku, to my po prostu nie wiemy i każdy może sobie myśleć co chce? Bo jedni mówią że bezpieczne, drudzy że ostrożnie, a tradycja milczy. Jak to rozstrzygnąć?
Zastanawiam się czy nie wpadamy tu w pułapkę szukania jednej odpowiedzi dla wszystkich. Bo może dla kogoś kto poważnie pracuje z runami ta odpowiedź jest inna niż dla Genka który po prostu chce wiedzieć czy może wspomnieć nazwę symbolu w żarcie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne, ale - jak w ogóle wygląda praca z runą? Słyszę o galdr, o losowaniu, o medytacji, ale nie mam pojęcia jak to wygląda w praktyce. Może gdybym to rozumiała, to lepiej rozumiałabym całą tę dyskusję o użyciu nazw.
Danusiu, można zrobić samemu i wielu praktyków uważa że własnoręcznie zrobiony zestaw ma większe znaczenie, bo wkładasz w to własną energię. Ale kupiony też działa - to kwestia podejścia. Wróćmy może do głównego wątku bo Genek czeka na jakiś wniosek 🙂
Właściwie już nie czekam na wniosek, bo wyszło że wniosku nie ma. Ale paradoksalnie ta rozmowa dała mi więcej do myślenia niż gdyby ktoś po prostu powiedział 'tak możesz' albo 'nie możesz'. Chyba to jest jakiś wynik.
Genek, ale właśnie to jest chyba najciekawsza konkluzja - że pytanie które zadałeś nie ma w tradycji swojego miejsca, bo tamta tradycja w ogóle nie zakładała że ktoś mógłby użyć nazwy runi bez kontekstu. To trochę jak pytać czy można nucić hymn pod prysznicem i czy to coś znaczy. Pytanie jest z innej epoki niż system.
Ale czy to naprawdę zamyka temat? Bo mnie zastanawia co innego - skoro sami praktycy współcześni wypracowują swoje podejście do rzeczy których tradycja nie opisuje, to może właśnie tu leży pole do rozmowy. Co praktycy mówią o codziennym, luźnym kontakcie z runami? Ktoś tu takie doświadczenie ma?
I to jest chyba kluczowa roznica miedzy tym co Genek pytal a prawdziwym udzialem runi w zyciu. Miec rune w glowie bo sie ja nosi to cos innego niz powiedziec slowo przy kawie bez zadnego polaczenia z symbolem. W pierwszym przypadku jest ciaglosc, w drugim tylko dzwiek.
No właśnie, a ja pytałem bardziej o to drugie. Że na przykład ktoś pyta co to jest Isa i ja mówię, wyjaśniam, może żartem wspominam w kontekście jakiejś sytuacji. Bez żadnego kamienia, bez intencji. Myśleliście że chodzi mi o coś poważniejszego?
