Chyba większość tak to odebrała, bo dyskusja poszła w stronę galdr i energii. Ale jak tak patrzę na twoje doprecyzowanie, to właściwie pytasz czy wypowiedzenie słowa z alfabetu ma znaczenie. I to jest naprawdę banalne pytanie w najlepszym sensie.
Albo nie takie banalne, bo zależy co się w to słowo wkłada. Samo słowo to dźwięk. Ale jeśli ktoś je wypowiada i jednocześnie ma w głowie obraz runi, jej znaczenie, jakieś skojarzenie - to już jest trochę coś innego, prawda?
Mam wrażenie że ta rozmowa kręci się w kółko właśnie dlatego że mieszamy dwa różne pytania. Jedno to czy słowo ma moc samo w sobie z natury. Drugie to czy świadomość użytkownika aktywuje coś w słowie. To są naprawdę różne rzeczy i chyba w tej dyskusji nigdy nie ustaliliśmy o którą chodzi.
I chyba większość ludzi intuicyjnie skłania się ku tej drugiej opcji, że to intencja robi robotę. Bo inaczej każde słowo w każdym języku byłoby ładunkiem samym w sobie, co jakoś trudno przełknąć.
Galdr, czyli śpiewane lub skandowane nazwy run, ma pewne podobieństwo do mantr w sensie użycia dźwięku jako działania. Ale tradycje są od siebie odległe i porównanie jest nieco na wyrost. Pytanie Danusi jest sensowne - bo przeniesienie logiki jednego systemu na drugi to ryzykowny ruch.
Hej ale wracajac do Genka - on pyta o codziennosc, nie o galdr ani mantry. Ja uwazam ze jesli ktos wymawia nazwe runi tlumaczac komus co to jest, to jest to zwykla rozmowa. Tak jak mowisz 'pentagram' i nie rysujesz nic na niebie. Slowo opisuje symbol, nie jest symbolem.
A mnie zostaje pytanie które w sumie nikt nie podjął - czy jest jakaś runa której nazwy nie powinno się wymawiać swobodnie, bo niesie ze sobą coś wyjątkowego? Słyszałam kiedyś coś takiego w kontekście Hagalaz ale nie pamiętam skąd.
A skąd w ogóle wiadomo które runy mają 'ostrzejsze energie'? Ktoś to zbadał, opisał, czy to po prostu opinia do opinii?
No i widzę że moje banalne pytanie zaprowadziło nas do czegos naprawde nieoczywistego. Czyli są runy których nazw się unika? To wróćmy do mojego pierwotnego pytania - jak mam komuś powiedzieć co to jest Thurisaz jeśli podobno samej nazwy nie wypada wymawiać swobodnie?
Genek, mysle ze to troche jak z nozem - nie nosisz go dla zabawy ale w razie potrzeby uzywasz. Jesli tlumaczysz komus rune, to jest kontekst. Nie siedzisz i nie powtarzasz 'Thurisaz Thurisaz Thurisaz' bez powodu. To chyba robi roznice.
Ale chwilę, bo się trochę gubię. Wcześniej była mowa że intencja robi robotę, a teraz nagle sama nazwa mogłaby coś przyciągnąć nawet bez intencji? To jest sprzeczne chyba?
A może to zależy od samej runy? Bo skoro Hagalaz i Thurisaz mają tę opinię, a na przykład Fehu chyba jej nie ma, to może nie ma jednej reguły dla całego alfabetu?
Tylko że jak zaczniemy tak patrzeć na każdą runę osobno, to dyskusja o używaniu ich nazw w rozmowie staje się nie do zamknięcia. Bo każdą trzeba by oceniać indywidualnie?
Mam wrażenie że ta cała dyskusja od początku zakłada że słowa mają jakąś moc i teraz szukamy granic tej mocy. Ale może warto było zacząć od pytania czy w ogóle ją mają, zamiast to przyjmować za pewnik?
Mnie ta rozmowa nauczyła głównie tego że nie ma prostej odpowiedzi, co zresztą podejrzewałem. Ale zostanę przy tym co powiedział Bogumil wcześniej - kontekst rozmowy jest inny niż rytuał. Jeśli ktoś pyta mnie co to Hagalaz i ja tłumaczę, to nie siedzę nad stołem z kamieniami i świecami. To chyba wystarczające rozróżnienie.
A czy ktoś z was miał kiedyś sytuację że powiedział nazwę runy w codziennej rozmowie i coś się potem wydarzyło? Niekoniecznie czegoś dramatycznego, ale żeby poczuć że to nie było przypadkowe?
Mialem kiedys taka sytuacje ze rozmawiałem ze znajomym o runach, tłumaczyłem mu cos o Hagalaz, mowiłem te nazwe kilka razy spokojnie, i tego samego wieczoru mi sie wysypał cały system na komputerze. Przypadek? Pewnie tak. Ale pamiętam ze sie zatrzymałem i pomyslałem.
Bogumil, no ale to mogło być wszystko inne. Komputer się wysypuje bez żadnych run. Jak odróżnisz zbieżność od czegoś nieprzypadkowego? Serio pytam, bo to chyba jest sedno całej tej dyskusji.
Genek, nie mowię ze to była runa. Mówię ze pamiętam ten moment. I właśnie o to chodzi - że nie da sie odróżnic. I może dlatego niektórzy wolą nie ryzykowac, nawet jeśli to tylko zbieganie sie okolicznosci.
Mam pytanie do wszystkich którzy coś przeżyli - czy to zawsze było coś nieprzyjemnego? Bo Honorata pytała ogólnie, ale Bogumil podał przykład czegoś złego. Czy ktoś miał coś pozytywnego po wymówieniu nazwy runy?
A co z Fehu? Ktoś wcześniej mówił że to runa dostatku i nikt się przed nią nie wzbrania. Czy ktoś miał coś pozytywnego po pracy z tą runą albo po jej wymawianiu? Może to by odpowiedziało trochę na pytanie Mirki.
Czyli żeby sprawdzić czy runy działają, trzeba by właściwie powtórzyć to kilkadziesiąt razy w różnych warunkach i porównywać. A wtedy już z ciekawości staje się eksperymentem. Ktoś to kiedyś tak podchodził do tematu czy raczej każdy działa intuicyjnie?
Ale właśnie to 'albo czujesz albo nie' jest dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania jako argument. Skąd wiadomo że to czucie pochodzi z runy, a nie z tego że o niej myślisz i sam sobie coś sugerujesz? To nie jest zarzut, to szczere pytanie.
No to mam chyba tyle ile mogłem dostać z tej dyskusji. Nie ma jednej zasady, każdy podchodzi inaczej, a kontekst i intencja są ważniejsze niż sama nazwa. Ale zastanawiam mnie jeszcze jedno - czy jest jakaś runa co do której wszyscy by się zgodzili, że jej nazwy lepiej używać ostrożnie? Czy nawet tu nie ma zgody?
Thurisaz i Hagalaz wracają w takich rozmowach najczęściej, ale to nie znaczy że wszyscy się zgadzają. Są osoby które pracują z nimi regularnie i nie widzą problemu. Zgoda jest chyba taka, że wymagają więcej uwagi niż inne - ale to nie to samo co zakaz wymawiania nazwy w zwykłej rozmowie.
