Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Znam runy głównie z praktyki - mam drewniane i kamienne, rzeźbię je sam. Ale zastanawiam się nad tatuażem z jedną runą, może dwiema. I tu mam wątpliwość: czy runa wytatuowana na skórze działa tak samo jak ta zrobiona ręcznie na kamieniu albo drewnie? Czy intencja i kontakt ze skórą robią jakąś różnicę? Piszę tu, bo czytałem różne opinie i są kompletnie sprzeczne.
Dobre pytanie, bo faktycznie opinie są podzielone. Zanim odpowiem co o tym myślę - powiedz mi, do czego chcesz tę runę. Do ochrony, do przyciągania czegoś, codziennego noszenia jako przypomnienie? Bo to trochę zmienia perspektywę.
To bardzo ciekawy dylemat. Ja miałam podobne rozważania dwa lata temu i ostatecznie nie zrobiłam tatuażu, ale nie dlatego że uważam że nie działa - tylko bałam się permanentności. Runa wyrzeźbiona w drewnie może być spalona, oddana, zamknięta. Tatuaż jest z tobą do końca życia. Czy to nie narzuca jakiegoś zobowiązania wobec tej energii?
Zatrzymajmy się chwilę, bo dyskusja poszła w stronę permanentności, a nie padła jeszcze odpowiedź na podstawowe pytanie: czy tatuaż runiczny w ogóle ma moc porównywalną do fizycznego przedmiotu. Z tego co wiem, część tradycji uważa że runa wyryta w skórze - dosłownie - była praktyką historyczną. Skaryfikacje runiczne to nie jest wymysł nowożytny.
Trzygłow ma rację, że różnica technologiczna istnieje, ale nie sądzę żeby to był decydujący argument. Runa to forma, a forma niesie znaczenie niezależnie od medium. Pytanie jest raczej o to, jak się do tego podchodzi. Tatuaż zrobiony w przypadkowym salonie przez artystę który myśli wyłącznie o linii, a tatuaż poprzedzony intencją, może rytuałem przed zabiegiem - to dwa różne przedmioty.
Zapisuję to, bo mam podobny dylemat. Celeste, a czy masz na myśli konkretny rodzaj rytuału przed tatuażem? Coś w stylu aktywacji jak przy kamieniu, czy raczej chodzi o samą świadomość w trakcie?
Trochę się zagapiłam w ten wątek, bo szukałam info o czymś innym, ale zostałam. Mam pytanie z innej strony: czy ktoś z was miał tatuaż runiczny i poczuł jakąś wyraźną zmianę po zrobieniu go? Niekoniecznie magiczną, może energetyczną, może po prostu w samopoczuciu?
No właśnie, to jest ten problem ze wszystkimi praktykami ezoterycznymi - placebo czy efekt energetyczny? Nie mówię tego złośliwie, sama praktykuję. Ale zastanawiam się czy przy tatuażu ta granica jest bardziej rozmyta, bo tatuaż sam w sobie jest silnym doświadczeniem psychofizycznym.
Mam takie skojarzenie - czytałam gdzieś, że runy 'aktywowane' przez krew mają historyczne podstawy w tekstach nordyckich. Czy tatuaż, który dosłownie przenika skórę i wchodzi pod nią, nie jest jakimś echem tej praktyki? Że substancja ciała uczestniczy w procesie?
O matko, ten wątek otworzył mi oczy na rzeczy o których nie myślałam. Celeste, Jemiolka - dziękuję wam za te wyjaśnienia, serio. Mam teraz pytanie może naiwne, ale: jeżeli tatuaż runiczny rzeczywiście działa, to czy ma znaczenie na którym miejscu ciała jest zrobiony? Słyszałam że różne części ciała odpowiadają różnym energiom.
Słucham tej dyskusji i dużo mi to daje. Mam teraz konkretniejsze pytanie do Celeste albo do kogokolwiek kto ma doświadczenie: czy przed tatuażem runicznym robicie jakiś odczyt, żeby upewnić się że ta konkretna runa jest dla was odpowiednia w tym momencie? Bo może to co jest dobre teraz, za pięć lat będzie zbędne albo wręcz problematyczne.
Tak, i to jest chyba najważniejsza rzecz którą do tej pory padła w tym wątku. Odczyt przed takim decyzją to minimum. Ja bym robiła kilka odczytów w różnych odstępach czasu i dopiero przy spójnych wynikach myślała o permanentnym znaku. Runa która dziś krzyczy 'tak' za rok może być zamknięta. Na kamieniu - odkładasz. Na skórze - nosisz nadal.
Zapisuję to co napisała Celeste o kilku odczytach w różnych odstępach czasu. Ale mam pytanie praktyczne - jakim systemem robisz te odczyty przed taką decyzją? Ciągnięcie jednej runy, rozkład, coś innego?
To bardzo konkretna wskazówka, dziękuję. Ale co jeśli runa, którą chcę - właśnie Algiz - nie pojawia się w odczytach, a ja i tak czuję do niej silne przyciąganie? Czy intuicja przebija wynik odczytu?
To jest chyba jedno z trudniejszych pytań w całej tej praktyce. Bo z jednej strony odczyt ma powiedzieć ci coś czego sam nie wiesz, a z drugiej - ignorowanie silnego wewnętrznego głosu też nie wydaje mi się właściwe. Ktoś tu ma jakieś zdanie?
Ja bym się tu zatrzymała. 'Silne przyciąganie' do runy może być kilka rzeczy na raz - autentyczny sygnał energetyczny, projekcja tego czego chcesz, albo ego które decyduje zamiast głębszej intuicji. I właśnie dlatego odczyt ma te różnice rozdzielać. Jak odróżniasz u siebie jedno od drugiego?
Szczerze? Nie wiem jak odróżnić. Algiz przyciąga mnie od kiedy zacząłem się uczyć run, więc nie wiem czy to 'moja' runa czy po prostu lubię jej formę.
To jest bardzo uczciwa odpowiedź, serio. Mam podobne doświadczenie z Kenaz - od zawsze czułam do niej coś szczególnego, a dopiero po czasie zrozumiałam że to runa która odpowiada temu co w sobie tłumię, nie temu czym jestem. Może warto się zastanowić dlaczego akurat ochrona, a nie na przykład siła czy zmiana?
To co pisze Jemiolka to chyba klucz do całego pytania o tatuaż. Zanim ktoś wyryje sobie runę na stałe, powinien wiedzieć czego szuka - a często nie wiemy. Tatuaż jest permanentny, a nasza sytuacja jest zmienna. Algiz teraz, ale może za rok będziesz potrzebował Tiw albo czegoś zupełnie innego?
Chcę wrócić do pytania które było kilka postów wyżej, bo mi nie daje spokoju. Skoro tatuaż przenika dosłownie pod skórę, to czy nie ma tu jakiegoś bioenergietycznego wymiaru, który kamień czy drewno po prostu nie ma? Że ciało staje się częścią runy, nie tylko nośnikiem?
Powiedziałbym że do różnych rzeczy. Kamień możesz zabrać ze sobą albo zostawić - jest elastyczny. Tatuaż jest z tobą przez sen, przez kąpiel, przez chorobę. Jeśli intencja jest 'stała obecność ochrony', tatuaż ma tu przewagę. Jeśli intencja jest 'ochrona w konkretnej sytuacji' - kamień jest precyzyjniejszy.
To co powiedział Igorek zupełnie zmienia mi sposób myślenia o tym! Czyli nie chodzi o to który nośnik jest 'mocniejszy' tylko który pasuje do intencji - o to chodzi? Alembik, czy to odpowiada na twoje pierwotne pytanie o to czy 'zawsze ze mną' to atut?
Chyba tak, tak naprawdę to odpowiada. Szukam czegoś stałego, bo gubię kamienie, rozpraszam się, zapominam. Tatuaż zmusiłby mnie do konsekwencji. Ale teraz zastanawiam się czy to dobry powód do tatuażu - żeby nie zapomnieć - czy to jest trochę... za mało?
Długo czytałam ten wątek i chcę się tu wtrącić, bo właśnie to pytanie wydaje mi się serce całej sprawy. Robisz tatuaż bo boisz się że zapomnisz o praktyce czy dlatego że jesteś gotowy na stałe związanie się z energią tej runy? To dwie bardzo różne motywacje.
Właśnie - ale gdzie leży granica między 'nie jestem gotowy' a 'przekraczam granicę i robię krok'? Bo w każdej praktyce jest moment kiedy trzeba zdecydować bez pełnej pewności. Zastanawiam się czy przy tatuażu ta zasada też działa czy tu jednak ostrożność jest ważniejsza.
Czytam od początku i jest jedno pytanie które mnie nurtuje a nikt go jeszcze wprost nie zadał: czy ktoś z was ma runiczny tatuaż i żałuje? Nie dlatego że przestał wierzyć, ale dlatego że coś poszło nie tak z energią albo intencją?
Pola zadała właśnie pytanie, które mnie zatrzymało. Ja mogę odpowiedzieć częściowo - nie żałuję swojego tatuażu runicznego, ale był moment kiedy czułam że 'przekrzywiłam' intencję. Zrobiłam Tiwaz w momencie który wydawał mi się przełomowy, a okazało się że to był po prostu trudny okres, nie przełom. I przez jakiś czas miałam z tym tatuażem dziwny stosunek. Nie żal, ale dyskomfort. Czy to coś w rodzaju 'poszło nie tak z intencją'?
