to co Arkana mówi jest uczciwe i myślę że wiele osób tu to rozumie. Runy jako 'most' to inna rozmowa niż runy zamiast pomocy. Tylko - i tu mam pytanie do tych co mają doświadczenie - czy jest jakiś moment albo jakiś rodzaj kryzysu przy którym powiedzielibyście 'nie, tutaj absolutnie nie', nawet jako ten most?
to pytanie Halineczki zostaje trochę w powietrzu i chcę się do niego odnieść, bo mi się kręci po głowie od jakiegoś czasu. Miałam kiedyś klientkę, nie przy runach, przy tarocie, i ona była w naprawdę złym miejscu. I powiem wam szczerze - był moment kiedy odłożyłam karty i powiedziałam 'słuchaj, nie teraz'. Nie dlatego że odmawiam pomocy, tylko czułam że cokolwiek wyciągnę z talii to ona to przełoży na potwierdzenie najgorszego scenariusza. I ona to sama potem przyznała. Więc moja odpowiedź na pytanie Halineczki brzmi: tak, jest taki moment kiedy powiesz 'stop'. I to wcale nie jest porzucenie osoby.
ale jak w ogóle rozpoznajesz ten moment? bo to jest właśnie to czego ja nie wiem. Niby intucja, ale to trochę za mało żeby na tym opierać decyzję o kimś kto jest w kryzysie. Czy jest jakiś konkretny sygnał który mówi 'nie, teraz nie'?
no i teraz ciekawe - czy to znaczy ze w takiej sytuacji lepiej nic nie robic? bo z jednej strony rozumiem argument Petronelki, z drugiej osobie w kryzysie mowienie 'nie, nie zrobie ci' tez moze byc odebrane jako kolejne odrzucenie. bez sensu jakby sie ustawiac w roli zbawcy ale tez bez sensu zamykac drzwi
właśnie. i dlatego zawsze powtarzam że runa to nie jest wyrok tylko pytanie zadane w inny sposób. Jeśli ktoś pyta runę 'czy wyjdę z tego' to sama runa nie odpowie tak albo nie. Ona pokaże energię, kierunek, coś do przemyślenia. Ale żeby to tak działało to osoba po drugiej stronie musi być choć trochę w stanie słuchać, a nie szukać potwierdzenia. I to jest ta różnica o której mówi Petronelka.
okej ale wracam do samej Arkany i jej sytuacji, bo trochę odpłynęliśmy. Ona mówiła że ta znajoma nie jest w ogóle zainteresowana ezoteryką. Więc nawet gdyby Arkana chciała zaproponować jedną runę medytacyjną, o której mówił Zawilec wcześniej, to jak w ogóle to ugryźć? Nie możesz powiedzieć 'mam dla ciebie runę' komuś kto nie wie co to jest.
no to może w ogóle zmieńmy kąt. jeśli Arkana robi to głównie żeby sama zobaczyć sytuację - to czy musi to być układ dotyczący tamtej osoby? może lepiej zapytać runa co Arkana może zrobić, czego potrzebuje w tej relacji, co widzi a czego nie widzi. to byłoby uczciwe i nie wymagałoby żadnego 'zaocznego' czegokolwiek
o, to ciekawy pomysł. układ skoncentrowany na osobie która robi odczyt, nie na tej trzeciej. wtedy etycznie jest czysto, bo pytasz o siebie. i chyba też może dać więcej, bo Arkana jest w tej sytuacji stroną i jej własna perspektywa może być zaślepiona. a runa może to właśnie pokazać
hmm, ale czy to rozwiązuje problem który Arkana postawiła na początku? ona chciała 'dać kierunek' tej osobie, a nie sobie. przynajmniej tak rozumiałam ten temat. jeśli zrobi odczyt dla siebie to może poczuje się lepiej, ale tamta znajoma nadal jest w kryzysie i nic z tego nie dostaje. nie mówię że to złe, ale to inna rzecz niż to o co pytała
Zawilec ma rację, trochę to inne. ale z drugiej strony jak dobrze myślę to może Halineczka też ma rację - może ja szukam runami czegoś co mi da poczucie że coś robię. a to nie jest uczciwy powód. kurcze, nie spodziewałam się że to forum zmusi mnie do takich przemyśleń 🙂
to co Arkana mówi jest ważne i dojrzałe. ten moment kiedy zadajesz sobie pytanie 'po co właściwie to robię' jest często ważniejszy niż sama runa. bo runa wyciągnie coś z tego czego chcesz albo czego się boisz, i jeśli nie wiesz po co siadasz do rzutu to interpretacja i tak będzie o tobie, nie o tamtej osobie
dobra a ja mam takie może naiwne pytanie ale naprawde jestem ciekaw - czy w ogóle można zadać runie pytanie za kogoś? znaczy czy to w jakimś sensie 'działa' na tamtą osobę czy tylko na osobę która pyta? bo jak słyszę tę dyskusję to mam wrażenie że runy bardziej mówią o tym kto pyta niż o tym o kogo pyta
Granacik to dobrze ujęła. i dlatego właśnie odczyty zaoczne są takie śliskie, nawet jeśli etycznie ktoś je usprawiedliwia. bo i tak interpretujesz przez swój filtr. widzisz to co wnosisz, nie to co jest. to nie jest wada run, to po prostu natura interpretacji - zawsze jest ktoś kto patrzy
okej to mnie trochę uspokaja, bo miałam wyrzuty że kiedyś robiłam odczyt za siostrę bez jej wiedzy i teraz myślę że może to i lepiej że to bardziej o mnie mówiło niż o niej, bo jej bym i tak nie chciała nic narzucać
ale zaraz, to wychodzi ze odczyt zaoczny jest bezużyteczny czy że jest nieetyczny? bo to dwie różne rzeczy i przez całą dyskusję te dwie kwestie się mieszają. mozna cos uznawac za nieetyczne ale skuteczne, albo za bezużyteczne ale nieszkodliwe. co tu jest co?
właśnie, bo ja na przykład uważam że odczyt zaoczny może mieć wartość jako sposób wglądu dla osoby pytającej, ale zupełnie nie nadaje się do tego żeby 'dawać kierunek' osobie trzeciej. czyli - użyteczny dla Arkany, bezużyteczny jako pomoc dla znajomej. i to nie jest sprzeczność, to po prostu dwa różne cele
a wracając na chwilę do tego Algiz i Sowulo co ktoś wcześniej wspomniał - czy można je w jakiś sposób podarować? znaczy wypisać na kartce, zostawić znajomej, nie mówiąc co to jest? czy to głupie? pytam bo szukam jakiegoś gestu który nie wymaga tłumaczenia całej ezoteryki
a wracając do tego co napisałam o Algiz i Sowulo - serio nikt nie ma zdania? bo mi się wydaje że to mogłoby być jakimś wyjściem, takim pośrednim. nie musisz nic tłumaczyć, nie musisz się przyznawać że robiłaś odczyt, po prostu zostawiasz coś ładnego. Arkana, co ty na to w ogóle?
hm, ta myśl z Lubczyk mnie jakoś trzyma. z jednej strony to ładne, bo jest niewinne. z drugiej - trochę to zakrada się tyłem, nie? znaczy, ona by miała jakiś symbol przy sobie i nie wiedziałaby co to. nie wiem czy mi to nie przeszkadza bardziej niż zrobienie odczytu zaocznie
no właśnie i tu jest ten sam problem co z odczytem zaocznym - robisz coś w intencji osoby bez jej zgody. tylko że odczyt zaoczny zostaje w twojej głowie, a kartka z runą idzie fizycznie do niej. to chyba jeszcze bardziej ingerencja, nie mniej
no Halineczka ma racje. podarowanie runy komuś kto nie wie co to jest to nie jest gest - to jest działanie na czyjejś przestrzeni bez pytania. może brzmi ostro, ale tak to widzę
hej, ale czy Algiz na kartce to w ogóle coś 'robi'? bo to nie jest amulet naładowany intencją, to jest po prostu rysunek. może za dużo tu przypisujemy mocy samemu znakowi?
to zależy od tego w co wierzysz. jeśli uważasz że runa działa sama przez się - to tak, kartka coś robi. jeśli uważasz że to ty jesteś nośnikiem intencji i bez twojej pracy znak to tylko kreska - to nie robi nic. oba podejścia mają swoich zwolenników i żadne nie jest głupie. ale Arkana powinna wiedzieć którą opcję wyznaje zanim cokolwiek zrobi
dobra przepraszam że się wbijam z trochę innej beczki, ale mam pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tej dyskusji - czy w ogóle runa może 'dać kierunek' komuś w kryzysie egzystencjalnym? bo kryzys egzystencjalny to nie jest 'którą pracę wybrać'. to jest 'po co w ogóle żyję'. i nie wiem czy runa jest w stanie odpowiedzieć na takie pytanie, nawet dla samej osoby pytającej
to ważne pytanie Emilka. myślę że runa nie odpowie na 'po co żyję' - ale może pokazać gdzie jest energia, co jest zablokowane, co czeka na uwagę. to nie jest ta sama rzecz co sens życia. ale czasem mały krok w jednym kierunku robi różnicę kiedy wszystko stoi w miejscu
ale właśnie - czy 'mały krok' to nie jest za mało w kryzysie egzystencjalnym? bo tu mam wątpliwość. jakby ktoś był np. w depresji czy miał myśli o tym żeby nie żyć, to chyba runa to jest ostatnie czego powinno się mu proponować, prawda? i zastanawiam się czy Arkana wie jak głęboko jest ta znajoma w tym dole
Jasnowidka podnosi coś ważnego i cieszę się że w końcu ktoś to powiedział wprost. przez całą tę dyskusję mówiłyśmy o etyce odczytu zaocznego, o tym czy pytać o siebie czy o nią, o Algiz na kartce - ale nikt nie zapytał: czy ta osoba jest bezpieczna? bo to powinno być pierwsze pytanie, nie ostatnie
