kurcze. tak. to uczciwe. ona jest w bardzo ciężkim miejscu, ale nie mam sygnałów że jest zagrożona w sensie... no wiecie co mam na myśli. raczej jest w tym takim zamknięciu, jakby ściany się zwęziły i nie widzi wyjścia z codzienności. ale dziękuję że pytacie, bo mi przypomina że nie powinnam się skupiać na runach tylko na tym żeby po prostu być z nią
no i to jest ta odpowiedź, której chyba wszyscy tu szukaliśmy przez ostatnie kilkanaście postów. Arkana sama do tego doszła i to chyba najlepsza rzecz jaka mogła się tu wydarzyć. runa mogłaby jej powiedzieć to samo co ona właśnie napisała, ale dojście do tego samodzielnie ma zupełnie inną wagę
okej ale nie wyciągajmy za szybko wniosku ze runa jest w tej sytuacji zbedna. to ze Arkana doszla do czegos sama nie znaczy ze runa nie mogla byc droga do tego. moze w innych przypadkach wlasnie odczyt jest tym co otwiera jakas przestrzen do myslenia
a ja wróciłabym do tego co mówiła Andromeda wcześniej - że odczyt mówi bardziej o osobie pytającej niż o tej trzeciej. to mi dało do myślenia. bo może Arkana powinna zapytać runi nie 'co z moją znajomą' tylko 'co ja czuję w tej relacji i czego się boję'. i to byłby uczciwy odczyt dla siebie
śledziłem tę dyskusję i mam jedno spostrzeżenie - dużo tu mówicie o etyce i o intencji, ale mało o samym procesie. bo pytanie 'jak zadać pytanie runie żeby dostać coś użytecznego' to osobna sprawa. czy ktoś tu w ogóle pracuje regularnie z runami i mógłby powiedzieć jak formułuje pytania w takich trudnych sytuacjach? nie w teorii, w praktyce
ok, odpowiem konkretnie bo Tytus pyta o coś rzeczowego. jak siadam do rzutu w sytuacji gdzie jest jakiś ładunek emocjonalny - czyjś kryzys, moja własna niepewność - to najpierw staram się zapisać na kartce co naprawdę chcę wiedzieć. nie to co chcę usłyszeć, nie to czego się boję, tylko co chcę wiedzieć. i bardzo często już samo to ćwiczenie pokazuje że pytanie które miałam to nie było właściwe pytanie
to jest ciekawe co Andromeda mówi, bo ja tak samo robię przy tarota i to działa podobnie. to pisanie przed rozkładem jest jak taki filtr. ale mam pytanie - czy to znaczy że jeśli ktoś nie potrafi sformułować pytania to w ogóle nie powinien siadać do rzutu? bo może właśnie chaos w głowie jest momentem kiedy potrzeba jakiegoś odczytu najbardziej
to co mówi Andromeda brzmi rozsądnie, ale trochę idealistycznie. bo w kryzysie po prostu nie jesteś w stanie usiąść i spokojnie zapisać 'czego chcę wiedzieć'. głowa się kręci. i właśnie wtedy ludzie sięgają po runy albo tarot. więc co wtedy - odpuszczamy? czy może w takim razie warto mieć kogoś kto zrobi ten odczyt za nas i z dystansem?
o, i to jest ciekawy punkt - odczyt od kogoś z zewnątrz kiedy sami nie możemy. tylko wtedy wracamy do początku dyskusji, bo Arkana chciała być tą osobą z zewnątrz dla znajomej. ale znajoma tego nie chce. więc koło się zamknęło 🙂
no i właśnie o to mi chodziło - koło się zamknęło, ale to nie znaczy że rozmowa się skończyła 🙂 bo teraz mam pytanie do wszystkich - skoro znajoma Arkany nie chce odczytu, to czy w ogóle jest jakaś etyczna forma wsparcia przez runy która NIE wymaga jej zgody ani wiedzy? i nie mówię o zaocznym rzucie, bo to już omówiłyśmy. mówię o czymś innym. np. Arkana mogłaby zapytać runy o SIEBIE w tej relacji, prawda? co ja mogę zrobić, jak się zachować, czego mi brakuje żeby pomóc. to już nie jest naruszanie czyjejś przestrzeni
to jest właśnie to rozróżnienie które staram się zawsze robić. pytanie o siebie w relacji z kimś - ok. pytanie o kogoś innego - już wchodzisz na cudzy teren. i Lubczyk.2 to ładnie nazwała. 'co ja mogę zrobić' to jest inne pytanie niż 'co z nią'. i dostaniesz inne runy, inne energie, inne wskazówki. szczerze polecam to podejście
brzmi pięknie ale mam wątpliwość - jeśli siedzisz z pytaniem 'co ja mogę zrobić dla X' to i tak myślisz o X i X wchodzi do tej przestrzeni rzutu. nie wiem czy to rozróżnienie jest aż tak czyste jak Andromeda mówi. bo intencja dotyczy drugiej osoby nawet jeśli pytanie jest o siebie
wchodzę tu bo przy tarota mam podobny dylemat i nigdy go do końca nie rozwiązałam. robiłam kiedyś rozkłady o relacjach gdzie siłą rzeczy jedna karta opisywała drugą osobę - i zawsze czułam lekki dyskomfort. ale wiesz co, chyba różnica jest taka - czy ta druga osoba jest punktem centralnym rozkładu, czy tylko tłem. u Arkany ta znajoma jest centrum, nie tłem. i to chyba jest ta granica o którą Halineczka pyta
dobra ale to jest filozofowanie bez końca. czy ktoś ma jakis bardziej praktyczny punkt widzenia? bo Arkana ma konkretna sytuacje - znajoma w kryzysie, nie chce pomocy, Arkana chce cos zrobic. co konkretnie moze zrobic Z runami albo BEZ run? bo mi sie wydaje ze dyskusja uciekla od pytania z tytulu watku
hej, Dionizy ma rację że trochę uciekłyśmy w abstrakcje, ale dla mnie ta filozofia była ważna bo... no właśnie tę dyskusję sama sobie musiałam przeprowadzić w głowie zanim zdecydowałam co zrobię. i chyba właśnie zdecydowałam - nie robię odczytu o niej. mogę zrobić dla siebie, tak jak Lubczyk mówiła. i chyba to zrobię. ale z innym pytaniem niż myślałam na początku
a jakie pytanie? to znaczy jeśli chcesz powiedzieć, bo rozumiem że to intymne. bo jestem ciekawa jak to pytanie wygląda teraz vs jak wyglądało kiedy zaczynałaś ten wątek
to jest... naprawdę piękna zmiana. i właśnie o to chyba chodzi w tej całej etyce - że dobry odczyt często zaczyna się od tego żebyś zapytała siebie o siebie, a nie o kogoś innego. mam nadzieję że podzielisz się czymś potem, nawet ogólnie
to co Arkana napisała to jest bardzo dojrzałe. i szczere. ta zmiana pytania to nie jest mała rzecz - to jest właśnie moment kiedy runy przestają być wyrocznią o czymś zewnętrznym a stają się lustrem. nie każdy potrafi do tego dojść
okej ale wracając do pytania z tytułu bo mam wrażenie że nadal nie odpowiedziałyśmy na nie wprost - czy runy MOGĄ dać kierunek osobie w kryzysie egzystencjalnym? nie komuś obok niej, tylko jej samej. bo całą dyskusję mówiłyśmy o tym czy Arkana może robić odczyt O znajomej, ale nie rozmawiałyśmy o tym czy sama znajoma mogłaby skorzystać z run. a to chyba inne pytanie nie?
Emilek pyta o coś ważnego i Zawilec odpowiedziała sensownie, ale dodam od siebie - jest też kwestia stabilizacji emocjonalnej. żeby praca z symbolem w ogóle coś dała, musisz być w stanie go 'utrzymać', tzn. siedzieć z nim, pytać się co do ciebie mówi, wracać do niego. w głębokim kryzysie ta zdolność jest często zaburzona. dlatego nie chodzi o to że runy 'nie działają' w kryzysie, ale że mogą nie dotrzeć
Celeste to świetnie ujęła. ja bym dodał - i to z innej beczki - że jest różnica między kryzysem jako momentem przełomu a kryzysem jako stanem chronicznym. jeśli ktoś jest w ostrym przełomie, to runy mogą być bardzo mocnym zwierciadłem. jeśli ktoś tkwi w chronicznym wyczerpaniu od miesięcy, to może potrzebuje najpierw czegoś co go fizycznie wyciągnie z łóżka. i żadna runa tego nie zrobi
słuchajcie, ja tu jestem bardziej z boku jeśli chodzi o runy, ale mam pytanie bo nie rozumiem jednej rzeczy - czy wy mówicie że runy to takie sposób do myślenia, tak jak np. pisanie dziennika? bo jakbym tak to rozumiał to wszystko co tu piszecie nagle by mi się ułożyło. ale jeśli mówicie że runy MAJą jakąś moc same przez się, to wtedy nie rozumiem granicy o której mówicie
a ja mam głupie pytanie - bo jestem tu raczej z wierzeniowego kąta - czy są jakieś historyczne źródła o tym jak Germanie faktycznie używali run do wróżenia? bo dużo tu mówicie o etyce, ale zastanawiam się czy ta etyka to jest coś co sami tworzycie jako społeczność, czy to jest zakorzenione w jakiejś tradycji
Dionizy dobrze powiedział. i myślę że to ważna uczciwosc - nie udawać że mamy dostęp do jakiegoś starożytnego kodeksu. to co tu budujecie jako etykę to jest wasza etyka, nie 'etyka nordyckich magów'
ale wiesz co Hipolit, to samo dotyczy tarota - karty pojawiły się jako gra i etykę ich stosowania jako narzędzia do wróżenia też sami sobie wypracowaliśmy przez lata. i jakoś to nie czyni tej etyki mniej wartościową. coś zbudowanego wspólnie przez praktyków to nie jest coś gorszego niż starożytny kodeks
no właśnie, i to jest może ważniejsze - etyka która żyje i jest dyskutowana jak tutaj jest zdrowsza niż etyka zamrożona w tekście sprzed tysiąca lat. bo reaguje na realne sytuacje. jak ta Arkany
wiem że z trochę innej strony, ale czytałam cały wątek i mam pytanei (literówka, zostaje ;)) - czy Arkana wie już kiedy siądzie do tego rzutu? i czy robi to sama czy z kimś? bo czytałam wcześniej że ładunek emocjonalny przy rzucie to problem, a tu ładunek jest spory
