Hej, chciałam zapytać o coś, co mnie ostatnio nurtuje. Mam bliską osobę, przechodzi przez naprawdę ciężki okres - taki totalny kryzys, nie wie czym jest, co chce robić, po co wstaje rano. Nie mówię o chwilowym dołku, tylko o czymś głębszym. Pomyślałam o runach jako formie wsparcia, może jakieś rozłożenie, które mogłoby jej dać jakiś kierunek? Ale tu pojawia się moje pytanie, bo sama nie wiem - czy to w ogóle etyczne robić komuś wróżbę bez jego wiedzy? I czy runy w ogóle mogą coś pokazać w takiej sytuacji? Nie szukam gwarancji, raczej waszego zdania jak to widzicie.
To jest dobre pytanie i dobrze ze je zadajesz zanim zaczniesz działać. Runy mogą dać pewien wgląd, owszem, ale mam wątpliwość czy robieniu czegokolwiek dla kogoś bez jego wiedzy to dobry pomysł. I to niezależnie od systemu - czy to tarot, runy, cokolwiek. Pytanie nr 1 które zawsze sobie zadaję: czemu ta osoba sama nie pyta? Nie mówię ze jest to niemożliwe ani zakazane, po prostu zanim pójdziemy w metodę to warto się zastanowić co chcemy tym osiągnąć. Czy chcemy jej pomóc - czy może sami potrzebujemy czuć że robimy coś pożytecznego?
No właśnie, Andromeda porusza ważną kwestię. Ja miałam podobną sytuację, robiłam tarota dla siostry bez jej wiedzy, bo bardzo się o nią martwiłam. I kwestia etyki mnie nurtowała długo potem. Bo jedno to czy interpretacja była trafna - a drugie to czy w ogóle miałam prawo. Przy runach to jeszcze ciekawsze bo one są bardziej, hmm, bezpośrednie? Mam na myśli że tarot daje obrazy, a runa często jakby uderza prosto w sedno. Ale to moje wrażenie, nie mam dużo doświadczenia z runami. Czy ktoś tutaj robi runy dla innych bez ich zgody regularnie i co o tym myśli?
ja sie tego troche boje szczerze mowiac. Nie runami dla obcych, ale w ogole mieszania sie w czyjis kryzys przez runy czy cokolwiek. Bo co jesli wywolamy cos, no nie wiem jak to powiedziec, jakis ruch w jej zyciu, a ona nie jest na to gotowa? Nie wiem czy to ma sens ale wydaje mi sie ze w tak glebokiej sytuacji egzystencjalnej czlowiek powinien sam chciec szukac odpowiedzi. Moze sie myle, dopiero zaczynam z runami i naprawde nie mam doswiadczenia.
Oj dużo tu wątków naraz. Ja ze swojej strony przeczytałam gdzieś o układzie trzech run na 'gdzie jestem, co mnie blokuje, dokąd idę' i wydaje mi sie ze do kryzysu egzystencjalnego mógłby pasować. Ale przyznam ze sama go nie robiłam dla kogoś w takim stanie, bo sie troche boję jak to wyjdzie. Co jeśli wypadną trudne runy? Jak to przekazać?
Trudne runy to nie jest problem sama w sobie. Problem jest kiedy czytający nie umie ich postawić w kontekście. Hagalaz czy Nauthiz to nie wyrok, to informacja. Ale żeby to powiedzieć osobie w kryzysie trzeba wiedzieć co się robi. I to jest właśnie ta etyka o której mówi Andromeda - nie tyle zgoda czy brak zgody, ale czy jesteś gotowa na to żeby te runy naprawdę zinterpretować, a nie tylko powiedzieć to co ta osoba chce usłyszeć.
Mam inne podejście do kwestii zgody. Słuchajcie, jeśli ktoś robi układ dla kogoś i traktuje to jako medytację, spojrzenie z boku na sytuację - to jest w porządku. Problem zaczyna się kiedy idziesz do tej osoby i mówisz: 'zrobiłam ci runy i mówią że masz zrobić X'. To już jest ingerencja. Samo ułożenie i kontemplacja? Nie widzę tu dramatu etycznego. Choć rozumiem różne podejścia i nie mówię że mam rację.
przepraszam ale nie zgodze sie. To rozroznienie ze robisz dla siebie vs idziesz i mowisz jej wyniki jest dosc naciagane. Jesli robisz uklad dla kogoś to juz w jakis sposob kierujesz swoja uwage na ta osobe, prawda? I po co ci wyniki jesli nie zamierzasz nic z nimi zrobic? Poza tym - i tu jest moje wlasciwe pytanie - jak runy miałyby pomoc w kryzysie egzystencjalnym lepiej niz zwykla rozmowa z ta osoba albo sugestia ze moze potrzebuje pomocy specjalisty?
no ale Dionizy.2, rozumiem sceptycyzm ale chyba pomijasz to ze nie każdy w kryzysie chce od razu iść do specjalisty, tak? Niektórzy ludzie inaczej dochodzą do refleksji. I runy mogą być takim mostem - nie zamiast pomocy, ale obok. Przynajmniej tak to rozumiem z tego co czytam. Chociaż sam nie mam doświadczenia z runami więc może się mylę co do ich działania.
To uczciwe pytanie i nie powinno być zbywane. Runy nie działają jak przepowiednia w sensie dosłownym. To bardziej jak projekcja - wyciągasz zestaw symboli które zmuszają cię do patrzenia na sytuację z innego kąta. Runa Isa mówi ci o zastoju, o zamrożeniu, o konieczności czekania. To może pomóc komuś kto nie rozumie dlaczego czuje się zablokowany - nie dlatego ze runa ma magiczną moc ale dlatego ze symbol uruchamia refleksję. Ale to wymaga że czytający rozumie co robi.
Andromeda mówi rozsądnie i zgadzam się z tym mechanizmem projekcji. Tylko mam inną wątpliwość - jeśli ktoś jest w naprawdę głębokim kryzysie egzystencjalnym, to czy symbol który 'uruchamia refleksję' to wystarczy? Albo inaczej: czy nie jest ryzyko że ktoś weźmie to dosłownie i powie sobie, mam Nauthiz wiec moje cierpienie jest konieczne i muszę je przejść? Bez kontekstu taka interpretacja może być wręcz szkodliwa.
Tu mam pytanie do was bardziej doświadczonych - czy jest w ogóle jakiś układ który specjalnie nadaje się do kryzysu egzystencjalnego? Bo jak robiłam badania do swoich notatek to trafiałam na różne układy, trzy runy, pięć run, krzyż norweski. Czy któryś jest lepszy do pytań głębszych a nie konkretnych, w stylu 'co z moją pracą'?
wcinam się, bo nie znam się za bardzo na runach, ale czytając tę dyskusję mam takie odczucie - i powiedzcie mi czy to głupie - że to co opisujecie to trochę jak kiedy ktoś w kryzysie czerpie z medytacji albo czakr żeby zobaczyć co w sobie blokuje. Inny język, podobny cel? Czy to kompletnie inne rzeczy i nie powinnam porównywać?
Czytam Was i czytam, a teraz chcę zapytać o coś praktycznego. Powiedzmy że ta osoba sama by chciała zrobić sobie runy w kryzysie. Od czego w ogóle zacząć żeby nie wyjść z jeszcze większym chaosem w głowie? Bo jak myślę o kimś kto już jest pogubiony i dostaje garść run z trudnymi symbolami, to trochę mnie to niepokoi. Czy jest jakiś sposób na przygotowanie się do takiego odczytu?
To jest może ważniejsze pytanie niż cały spór o zgodę. Powiem tak: jeśli ktoś jest w bardzo ostrym kryzysie, to nie jest dobry moment na samodzielny odczyt. Nie dlatego ze runy zaszkodzą, ale dlatego ze interpretacja wymaga pewnej stabilności żeby symbole pracowały konstruktywnie, a nie nakręcały spiralę. Najpierw jakiś grunt pod nogami, potem runy. To moje zdanie.
To co Andromeda napisała o stabilności - bardzo ważne i muszę to zanotować do swoich porównań. Bo widzę tu pewien wzorzec, zarówno w runach jak i w tarocie: im bardziej rozbita osoba, tym mniej czytelny układ. Jakby chaos wewnętrzny przechodził na rzut albo wyciąganie kart. Czy to wy też obserwujecie, czy to tylko moje wrażenie po lekturze różnych materiałów?
to co powiedziała Andromeda o tym ze trzeba miec 'pewna stabilnosc' zeby dobrze interpretowac, no to mnie troche zkonsternowalo bo... jak ktos jest w kryzysie to wlasnie nie ma tej stabilnosci, prawda? i wychodzi na to ze runy sa dla tych co juz niepotrzebuja pomocy? przepraszam ze tak to przeformulowuje ale cos mi tu nie gra
ale właśnie - 'z tą osobą' to brzmi ciekawie. Czyli sugerujesz że najlepiej to zrobić razem, nie zaocznie? Bo przez całą tę dyskusję kręcimy się wokół tego czy robić dla kogoś bez wiedzy tej osoby, a może odpowiedź jest prosta: po prostu zapytać czy chce?
no to wychodzi ze chcesz jej pomoc ale na swoich warunkach i swoimi metodami, nie jej. to brzmi troche jak 'wiem lepiej co ci potrzeba'. bez obrazy, naprawde, ale czy to nie jest wlasnie ta sytuacja o ktorej mowiliscie wczesniej ze jest problematyczna?
wracając do tego układu Norny który ktoś wspomniał - czy on jest rzeczywiście lepszy przy kryzysie niż zwykłe trzy runy? Bo intuicyjnie myślę że patrzenie na cykle (Urd-Verdandi-Skuld) mogłoby dać więcej niż liniowe 'co było co jest co będzie', ale nie wiem czy to moje myślenie jest w ogole uzasadnione
a tak w ogóle to czy jest jakaś runa która szczególnie pasuje do kryzysu egzystencjalnego? Nie układ, tylko jedna konkretna? Bo słyszałem że Perth albo Raidho mogą wskazywać na potrzebę zmiany drogi, ale przyznam ze nie mam pojęcia czy dobrze to kojarze
Perth jest mocna runa do takich sytuacji, tak. Ale tutaj jest haczyk - ona często mówi o ukrytym, o tym co nie jest jeszcze jawne, i dla kogoś kto jest w dołku może to przełożyć na 'coś się przede mną ukrywa' albo 'nie wiem co mnie czeka' co tylko nakręca lęk. Raidho bardziej bym widziała jako rune podróży przez trudny czas, nie wyjścia z niego.
dobra, chce zapytac o cos bardzo konkretnego bo troche sie tu gubie. Zalozmy ze ta znajoma Arkany sama by przyszla i powiedziala 'chce zrobic sobie runy'. Od jakiej runy w ogole zaczac gdy ktos jest poczatkujacy i w slabej kondycji psychicznej? Czy jest sens robic pelen uklad czy moze lepsza jedna runa medytacyjna?
jedna runa medytacyjna to brzmi dla mnie sensowniej niż cały układ w takiej sytuacji. Mniej do interpretowania, mniejsze ryzyko że coś zostanie wyrwane z kontekstu. I można z tą jedną runą posiedzieć, poczuć ją, zamiast od razu składać pięć symboli w historię której się nie rozumie.
a jaką konkretnie polecacie tę jedną runę? bo przydałoby się coś konkretnego, nie tylko teoria 🙂 Algiz? Ingwaz? mam je gdzieś zapisane i zawsze mi sie wydawały 'spokojne' ale nie wiem czy to właściwe określenie w ogole
jest coś w tym co Granacik mówi, ale ja dodam jeszcze że runa Sowulo, ta słoneczna, jest traktowana jako przewodnik w ciemności i dla mnie osobiście zadziałała kiedy byłam w trudnym miejscu. Oczywiście mówię o własnym doświadczeniu, nie twierdzę że tak będzie dla każdego. Ale jest w niej coś ciepłego.
dobra ale słuchajcie, wracam do tego co wisi w powietrzu od początku tej dyskusji i nikt nie powiedział wprost: jeśli ta osoba jest naprawdę w kryzysie egzystencjalnym, to czy runy w ogóle powinny być pierwszą odpowiedzią na to? Pytam bez złośliwości. Czy ktokolwiek tu mówił jej żeby porozmawiała z kimś profesjonalnym?
