Hej, zakładam ten temat bo ostatnio dużo myślę o tym czy runy mogą jakoś pomóc osobie z depresją lękową. Pytam bo sama zmagam się z lękiem od jakiegoś czasu i szukam różnych sposobów na poszerzenie percepcji, żeby jakoś inaczej spojrzeć na swoje myśli. Nie chodzi mi o zastąpienie terapii ani leków, tylko o to czy praca z runami może dać jakiś wgląd, pokazać skąd te lęki się biorą, może która runa w ogóle wiąże się ze stanem psychicznym? Czy ktoś miał doświadczenia w tym kierunku, bo nie chce żeby to była zwykła wróżba 'co będzie', bardziej interesuje mnie ten aspekt głębszej refleksji.
Temat ważny i cieszę się że ktoś to poruszył. Z runami i stanami lękowymi to jest tak, że przez lata obserwowałam jak różne osoby podchodzą do tego na różne sposoby. Jedne wyciągają runy żeby się dowiedzieć 'kiedy mi przejdzie', a to kompletnie mija się z celem. Ale są i takie, które traktują odczyt jako zwierciadło dla własnych myśli, i tu widzę sens. Mannaz na przykład to runa związana z człowiekiem, jego naturą, relacją z samym sobą. Przy lęku nierzadko wyskakuje Isa, zatrzymanie, zamrożenie, i to nie jest zły znak, bo mówi po prostu: tu jest zator. Pytanie do ciebie Kasjopejo, czy pracujesz z runami samodzielnie czy szukasz kogoś kto ci zrobi odczyt?
Dodam kilka słów żeby nie narosły mity na samym początku. Runy historycznie nie były systemem terapeutycznym, to trzeba zaznaczyć. Ale współczesna praktyka kontemplacyjna z runami, czyli medytowanie nad konkretnym znakiem, noszenie go jako punkt zaczepienia dla refleksji, to co innego niż klasyczna wróżba. Przy depresji lękowej polecam rozejrzeć się za Algiz, która tradycyjnie wiązana jest z ochroną i granicami. Kenaz to runa wglądu, dosłownie ogień wiedzy. Jeśli ktoś pracuje z nimi jako punktem startowym dla medytacji, a nie wyroczni, to może to mieć wartość. Tylko proszę nie traktować odczytu jako diagnozy ani nie rezygnować z profesjonalnej pomocy.
Algiz to absolutnie pierwsza runa na którą bym pomyślała! W zasadzie to taka runa-tarcza, ja sama jak mam gorszy okres to kładę ją na stoliku nocnym i naprawdę czuję różnicę. A Sowilo to jeszcze lepsza według mnie bo to słońce, energia, zwycięstwo nad ciemnością, i przy depresji to chyba idealnie pasuje. Można je połączyć w runosferze albo wyryć na kamieniu. Robiłam tak parę razy i efekty były niesamowite 🙂
Wchodzę do tematu bo mnie to autentycznie ciekawi. Czy jest jakaś logika w tym które runy wybierać przy konkretnych stanach psychicznych, czy to bardziej intuicyjne? Bo czytałem że niektórzy praktykujący ciągną runę losowo i interpretują 'co wyszło', a inni świadomie wybierają konkretny symbol do pracy. Co ma większy sens przy depresji lękowej, ta losowość czy celowy wybór?
Ee no właśnie, ja jak pierwszy raz wyciągnęłam Hagalaz to się dosłownie przestraszyłam, bo gdzieś wyczytałam że to katastrofa i koniec. Dopiero potem ktoś mi wytłumaczył że to raczej chodzi o oczyszczenie przez burzę, ale już miałam przez chwilę czarną wizję, niezbyt to pomocne przy lęku trzeba przyznać. Więc może faktycznie przy takich problemach lepiej nie robić losowych odczytów?
Czytam Was tu od dłuższego czasu i mam mieszane uczucia. Sama pracuję z tarotem i czakrami i widzę jak łatwo wpaść w pułapkę interpretowania symboli jako wyroków. Przy depresji lękowej mózg i tak szuka potwierdzeń najgorszego scenariusza, więc dawanie mu kolejnego systemu symboli do interpretacji może być ryzykowne. Pytanie do osób z doświadczeniem: czy widziałyście przypadki gdzie praca z runami pogorszyła stan psychiczny zamiast pomóc?
Znam przynajmniej dwa takie przypadki z pierwszej ręki. Jedna osoba, nie będę wchodzić w szczegóły, kompletnie obsesyjnie zaczęła ciągać runy po kilka razy dziennie szukając 'właściwej odpowiedzi', jak to zwykle bywa kiedy wynik nie satysfakcjonuje. Drugi przypadek to ktoś kto budował coraz bardziej rozbudowane teorie o własnym przeznaczeniu na podstawie kolejnych odczytów i to nijak nie pomagało, wręcz przeciwnie. Więc pytanie Piwoniowej jest bardzo na miejscu.
Myślę że tu nie chodzi o to czy runy są dobre czy złe przy depresji, tylko o to jak człowiek się z nimi obchodzi. Każdy system wróżebny może stać się pułapką jeśli używamy go jako ucieczki od rzeczywistości albo żeby szukać zewnętrznego potwierdzenia własnych lęków. Ale jeśli ktoś jest na tyle świadomy żeby traktować runy jak lustro, które pokazuje co jest w środku, a nie jako wyrocznię co będzie, to całkiem inna historia. Kasjopejo, napisałaś że zależy ci na wglądzie, i to brzmi dla mnie jak dojrzałe podejście.
Ojej, czytam i myślę że to co mówi Ircia ma dużo sensu. Sama zaczęłam ostatnio medytować i trochę interesuję się afirmacjami i właśnie ta idea lustra, że coś zewnętrznego pomaga zobaczyć co jest w środku, to jest coś co mi pasuje w różnych systemach. Ale nie znam run za dobrze, czy jest jakaś prosta metoda dla kogoś kto dopiero by zaczynał a chciałby to spróbować w kontekście pracy nad sobą a nie klasycznego wróżenia?
Dziękuję za te odpowiedzi, naprawdę. Wieszczbiarz, to co opisujesz z tym ciąganiem po kilka razy dziennie, to jest coś o czym się boję. Znam siebie i wiem że mogłabym tak wpaść. Dlatego właśnie szukam jakiegoś ustrukturyzowanego podejścia, nie codziennej wyroczni. Myślałam o tym żeby wybrać jedną runę na kilka tygodni i po prostu ją kontemplować, nosić ze sobą, zapisywać co przychodzi do głowy. Czy to ma sens w opinii znających się osób?
To podejście które opisujesz, jedna runa na dłuższy czas, ma swoją nazwę w praktyce skandynawskiej, ale po naszemu to po prostu praca z runą. I to jest właśnie coś zupełnie innego od wróżenia. Tu nie pytasz o przyszłość tylko wchodzisz w dialog z archetypem, z energią jaką ta runa reprezentuje. Widziałam jak to pomaga ludziom poukładać myśli. Tylko pytanie jaką runę wybrać na start, i tu bym się chętnie upewniła że wybór jest przemyślany, bo to nie jest obojętne.
Wlasnie chciałam się odezwać bo czytam i mam wrażenie że czegoś tu brakuje w tej rozmowie. Mówicie dużo o symbolice i energiach, ale czy ktoś tu wspomniał że osoba z depresją lękową powinna w ogóle miec oparcie w terapii zanim zacznie bawić się w takie rzeczy? Nie mowie że runy są złe, sama lubię przedmioty magiczne i pracuję z kryształami, ale łączyłam to zawsze z realną pracą nad sobą, nie zamiast niej. Kasjopejo, czy jesteś pod jakąś opieką?
Ja tu wejde z innej strony bo troche to wszystko zabrzmiało jak akademicki wykład a temat jest jednak ludzki. Kasjopejo, jak sie czujesz kiedy pracujesz z jakimis symbolami albo rytuałami, mniejsza o same runy, po prostu takie skupione działanie? Bo u mnie np rytuały magiczne działają nie dlatego że 'magia działa' tylko dlatego że dają mi poczucie sprawczości kiedy wszystko sie sypie. I o to mi chodzi.
No i tu jest właśnie sedno tego czemu w ogóle warto mówić o pracy z runą a nie o ciąganiu. Bo ciąganie to zawsze jest pytanie i oczekiwanie odpowiedzi, a to przy lęku robi z głowy kocioł. Natomiast praca z jedną runą przez dłuższy czas, powiedzmy miesiąc, to zupełnie inny kontakt z tym symbolem. Coś bardziej jak medytacja z konkretnym obrazem. Mam kilka osób z którymi pracowałam przez tarot i które równolegle robiły to z runami i efekt był zbliżony, takie wychodzenie z automatycznej reakcji lękowej. Ale to długi temat.
Wybaczcie, jestem tu zupełnie nowa jeśli chodzi o runy, ale chciałam zapytać, ta praca z runą o której mówi Perzyna, to trzeba znać runy żeby w ogóle zacząć? Bo ja np. kojarzę Sowilo z opisu bo wygląda jak błyskawica ale reszty nazw to nie znam zupełnie
Mam pytanie do Almandynki bo mnie to mocno ciekawi, jakie źródła poleciłabyś do nauki? Bo faktycznie jak szukam w necie to wyskakują mi te same kilkuzdaniowe opisy i mam wrażenie że to jedna strona kopiuje od drugiej. Są jakieś konkretne książki po polsku albo przynajmniej po angielsku do których warto sięgnąć przy takim pogłębionym podejściu?
Wracając do tego co powiedziała Kasjopeja o zatrzymaniu się, to myślę że masz coś bardzo ważnego, może nawet nie zdając sobie sprawy. Przy lęku problem jest taki że umysł cały czas skacze między przeszłością i przyszłością i nie ma nigdy teraźniejszości. Każdy system symboliczny, runa, karta, kamień, cokolwiek, który każe ci usiąść i skupić się na JEDNYM znaku przez choćby kilka minut, to jest pewna forma zakotwiczenia. Nie wiem czy to magia, ale funkcjonalnie robi coś realnego.
Całkowicie się zgadzam z Ircią, i właśnie dlatego sama nie odrzucam tych praktyk mimo że jestem dość sceptyczna co do ich magicznego wymiaru. Prowadzę notatki od jakiegoś czasu i widzę że medytacja z kartą tarota albo po prostu z konkretnym symbolem daje mi podobny efekt co krótka sesja mindfulness, to skupienie na tu i teraz. Ale mam inne pytanie, czy Kasjopeja próbowała kiedyś samej medytacji bez symboli? Bo zastanawiam się czy runa jest tu potrzebna czy to bardziej kwestia samego zatrzymania.
To co opisuje Kasjopeja z tą potrzebą punktu skupienia jest bardzo zbliżone do tego czym jest trataka w tradycji jogi, wpatrywanie się w punkt, świecę albo symbol żeby okiełznać umysł. To nie jest nowe odkrycie, każda tradycja miała swoje sposoby na to. Runa jako obiekt medytacji ma sens z tego powodu nawet jeśli ktoś nie wierzy w żadne magiczne działanie.
Ojej, nie wiedziałam że to ma taką nazwę! To ciekawe że różne tradycje wpadły na to samo niezależnie. A powiedzcie mi, bo jestem ciekawa, ta runa którą się 'pracuje' w tej dłuższej pracy, trzyma się ją fizycznie przy sobie czy chodzi tylko o wizualizację?
Hm, to co mówi Perzyna o kotwicy i regularnym kontakcie, to mi trochę przypomina jak pracuje się z kamieniami przy intencji. Labradoryt na którym skupiasz uwagę codziennie przez tydzień zaczyna być skojarzony z konkretnym stanem i sam widok go wywołuje coś w środku. Czy z runami jest podobny mechanizm, czy to jednak coś innego?
Czeslawa ma racje moim zdaniem, mechanizm jest podobny i to nie jest magia tylko zwykłe warunkowanie, tak jak Pawłow z psem tyle ze zamiast dzwonka masz runę. ale to nie umniejsza efektowi, bo efekt jest realny nawet jesli nie magiczny. kasjopejo czy juz wybrałas która runę chcesz sprobowac jako pierwsza czy dalej się wahasz?
Wciąż się waham między Algiz a Berkanan. Algiz bo to ta ochrona, Berkanan bo symbolizuje odrodzenie i wzrost, a ja potrzebuję poczucia że coś we mnie rośnie a nie tylko stoi w miejscu. Algiz trochę mnie przyciąga fizycznie jak patrzę na kształt, ale Berkanan przemawia do mnie bardziej znaczeniowo. Nie wiem czy mam kierować się tym co widzę czy tym co rozumiem.
Oba wybory są super szczerze! Ale wiesz co, jak mnie naprawdę pytasz, to wzięłabym Berkanan bez wahania przy depresji, bo Algiz jest bardziej defensywna, to tarcza, chroni przed czymś. A Berkanan to jest energia wzrostu, coś co ROŚNIE pomimo wszystkiego, brzozy rosną nawet po pożarze lasu, mam rację? To mi się wydaje bardziej odpowiednie kiedy ktoś potrzebuje siły do wyjścia a nie tylko ochrony.
To ciekawe co Almandynka mówi o tym żeby sprawdzić fizyczną reakcję, bo u mnie tak właśnie działało jak zaczynałem pracę z symbolami. Ale mam inne zastrzeżenie dotyczące całej dyskusji. Mówimy o tym co wybrać, jak pracować, jakie źródła, ale prawie nikt nie powiedział wprost, Kasjopejo jak długo trwa ten gorszy okres? Bo to nie zmienia nic co do techniki, ale zmienia trochę perspektywę tego czego w ogóle szukasz.
No właśnie, wchodzę tu bo ta dyskusja jest naprawdę konkretna, rzadko się zdarza na tym forum. Ale mam pytanie do całej grupy, nie tylko do Kasjopei. Czy ktoś tutaj próbował prowadzić dziennik przy pracy z runą? Mam na myśli codzienne krótkie notatki, co czułam, jakie obrazy, myśli. Bo moim zdaniem bez tego ta praca jest trochę ślepa, nie wiesz czy cokolwiek się zmienia.
