Tak, prowadzę dziennik od jakichś czterech miesięcy i powiem że to zmienia perspektywę bardziej niż sama praktyka. Mam notatki z każdego dnia kiedy pracowałam z Tiwaz i widać wyraźnie że są dni kiedy ten kontakt coś otwiera, a są dni kiedy to tylko mechaniczny rytuał bez żadnego śladu. I właśnie te wzorce zaczęłam dostrzegać dopiero jak to zapisałam.
Pytanie o dziennik mnie też uderzyło, bo szczerze to nigdy tego nie robiłam systematycznie. Zapisywałam czasem jak coś było bardzo wyraźne, ale bez ciągłości. I teraz sobie myślę że może właśnie dlatego nie wiem tak naprawdę czy to cokolwiek zmienia czy nie, bo nie mam żadnego punktu odniesienia poza własnym wrażeniem. Może przy tej depresji lękowej to szczególnie ważne, bo nastrój skacze i bez notatek wszystko zlewa się w jedno.
Dokładnie to samo mam z tarotem. Jak zaczęłam zapisywać, okazało się że moje 'intuicyjne' odczucia są znacznie mniej spójne niż mi się wydawało. Ale z drugiej strony to też nie jest tak, że dziennik zastąpi terapię - chcę być tu szczera. Przy depresji lękowej to jest wsparcie, nie leczenie. Wiem że wszyscy tu to wiedzą ale wolę to powiedzieć wprost.
Wieszczbiarz ma rację co do kontekstu i Julisia też ma rację że nikt tu tego nie sugeruje. Te dwie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie. Wracając do meritum - ten dziennik o którym mówi Nekromantka jest naprawdę dobrym pomysłem przy pracy z depresją lękową właśnie dlatego, że lęk zniekształca pamięć. Dosłownie. Jak jest zły dzień, mózg 'pamięta' że zawsze było źle. Notatka z trzech dni wcześniej może pokazać inaczej.
To co mówi Almandynka o zniekształcaniu pamięci przez lęk, to jest coś z czym ja się mierzę codziennie. I właśnie dlatego te symbole, te zewnętrzne punkty, mają dla mnie wartość której czysto wewnętrzna medytacja nie daje. Mam coś poza sobą na co mogę spojrzeć i powiedzieć: okej, siedziałam z tą runą, to był konkretny moment. to nie było złudzenie.
dobry watek ale mam tez pytanie praktyczne do Kasjopei, bo ona wciaz sie waha. Wazne jest to co CZUJESZ patrzac na ksztalt, nie co ci piszą na stronach. Ja jak pierwszy raz zobaczyłam Berkanan to mi sie skojarzyła ze skrzydłami i stąd mi poszło. Algiz też ma skrzydła trochę, ale jest ostrzejsza. jakie masz pierwsze skojarzenie zanim pomyślisz o znaczeniu?
No i mamy odpowiedź 🙂 I powiem szczerze, Kasjopejo, że to jeden z tych momentów gdzie ta praca z runami naprawdę ma sens. Nie dlatego że Berkanan jest magiczna i coś zrobi, ale dlatego że zadanie pytania o skojarzenie wyciągnęło z ciebie to co już wiedziałaś. To jest właśnie to poszerzenie percepcji o którym mówi tytuł wątku, moim zdaniem. Nie szamanizm, nie cuda, tylko własna odpowiedź przez inny kanał.
To co opisuje Perzyna jest bardzo bliskie temu jak działają symbole projekcyjne w psychologii, testy Rorschacha i podobne. Nie mówię że runy to test Rorschacha, ale mechanizm wydobywania ukrytych treści przez obraz jest podobny. Mózg przetwarza inaczej kiedy nie pyta wprost.
hm, ciekawy kąt. Leokadia, a czy ty to gdzieś czytałaś konkretnie, to połączenie symbole-projekcja, czy to twoje własne skojarzenie? pytam bo chętnie bym poszukał czegoś więcej na ten temat
Jung i runy to się w ogóle ciekawie przenika, bo on sam interesował się symboliką germańską, chociaż przez pryzmat archetypów. Ale nie chcę odpływać za daleko od Kasjopei, bo tu jest konkretny człowiek z konkretnym problemem. Kasjopejo, jak już zdecydowałaś na Berkanan, to masz jakiś plan jak zacząć? Bo to ważne żeby to nie było jednorazowe.
Szczerze to nie mam planu poza 'trzymać przy sobie i patrzeć na nią rano'. Nie wiem czy to wystarczy. Perzyna mówiła wcześniej o takiej pracy z jedną runą ale nie wiem od czego konkretnie zacząć, czy jest jakaś minimalna forma tej praktyki dla kogoś kto nie ma jeszcze rutyny.
Minimalna forma? Serio pięć minut dziennie wystarczy na start. Trzymasz runę w ręce, patrzysz na kształt przez chwilę, albo wizualizujesz go za zamkniętymi oczami, i tyle. Nie ma tu żadnych wymagań co do czasu ani specjalnych warunków. To potem samo zaczyna się rozrastać jeśli chcesz, ale nie musisz od razu budować całego systemu.
ja bym tylko dodała żeby nie zmieniać runy co tydzień bo nic z tego nie wyjdzie. widziałam na innych wątkach że ludzie skacą po symbolach i potem mowią że nie działają. jeden symbol, regularnie, przynajmniej miesiąc. wtedy mozna oceniac czy cos daje czy nie
Ok, to ja mam pytanie do Ewelinka i w ogóle do wszystkich co już to robili. Ten miesiąc który ona mówi, to miesiąc pracy dziennej czy chodzi o to żeby poczuć jakiś shift w sobie? Bo różnica moim zdaniem jest duża. Jeden miesiąc patrzenia na runę to jedno, a miesiąc rzeczywistej zmiany postrzegania to drugie.
Ale ja mam pytanie bo trochę tu zgubiłam watek. Kasjopeja zdecydowała już że bierze Berkanan tak? Bo to mi umknęło gdzies po drodze. Pytam bo sama mam to samo i nie wiem czy dobra runa dla kogoś z lękiem to koniecznie ta związana ze wzrostem, nie lepiej zacząć od czegoś co daje poczucie bezpieczeństwa, np. Algiz właśnie?
Tak, zdecydowałam na Berkanan, ale Nashira podnosisz coś ciekawego. Algiz miałam gdzieś z tyłu głowy właśnie z tego powodu co piszesz, że daje poczucie ochrony. Berkanan to wzrost, a mnie czasem brakuje gruntu pod nogami żeby w ogóle myśleć o wzroście. Może to jest właśnie problem w moim myśleniu?
Kasjopejo, słuchaj, ja pracowałam z wieloma osobami i szczerze? To nie jest tak zero-jedynkowo, że albo ochrona albo wzrost. Berkanan nosi w sobie oboje, jest tym opiekuńczym aspektem - matka, ziemia, korzenie. Nie jest jak Algiz, która stoi i broni, ale też nie jest tylko 'idziemy do przodu'. Twoje pierwsze skojarzenie o wzroście w górę było dobre, ale możesz je rozszerzyć.
Chcę tylko dorzucić że Berkanan to po pierwsze brzoза, a brzoza jest pierwszym drzewem które wchodzi na ziemię po kataklizmie. Pionierka. Więc ten wzrost co Kasjopeja poczuła patrząc na kształt, to nie jest wzrost z dobrobytu, tylko z trudnego gruntu. To może być dużo trafniejsze niż na pierwszy rzut oka.
Dla mnie to co Almandynka napisała o brzozie to jest właśnie to, czego szukam kiedy pracuję z symbolami. Nie abstrakcyjna wykładnia ze słownika run, tylko ta warstwa która mówi coś o tym jak rzeczy wyglądają naprawdę. Brzoza na zdewastowanej ziemi. Tak działa depresja lękowa, wyburzasz wszystko i potem pytanie czy cokolwiek tam wróci.
No tak, ale Ircia, uwazaj żeby nie budować za dużo znaczenia na jednej metaforze. Bo za chwilę ktoś napisze że skoro brzoza jest na zdewastowanej ziemi to Berkanan odpowiednia dla każdego kto czuje się wypalony, a to już jest nadinterpretacja. Symbol ma działać na ciebie konkretnie, nie jako gotowa diagnoza.
wybaczcie że tak z boku ale czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie - jak wy w ogóle odróżniacie kiedy symbol na was 'działa' a kiedy po prostu wam się podoba i to sprawia że się lepiej czujecie? pytam szczerze bez złośliwości, bo mnie to zawsze myli
Mam tak samo jak Nekromantka jeśli chodzi o ten szum. Z tarotem przez długi czas myślałam że coś czuję, a potem jak zaczęłam porównywać notatki to zobaczyłam że to co 'czuję' zmienia się zależnie od dnia tygodnia i czy miałam kawę rano. No i co z tym zrobić.
To co Piwoniowa i Nekromantka opisują to jest w zasadzie problem wiarygodności samoobserwacji, a nie problem z samą metodą. Każda praktyka introspektywna ma ten kłopot. Zresztą terapia poznawcza opiera się na podobnej zasadzie, notuj myśli żeby zobaczyć wzorzec zamiast wierzyć że twoje bieżące odczucie jest prawdą absolutną.
Leokadia, masz rację ale chcę zapytać, bo naprawdę nie wiem czy to jest istotne w kontekście Kasjopei, czy ona potrzebuje teraz naukowej analizy swojej praktyki czy bardziej po prostu zaczęcia robienia czegokolwiek regularnie. Bo mam wrażenie że za dużo tu rozmawiamy o metodologii a mniej o tym jak zacząć.
Czeslawa, powiem szczerze, oba są dla mnie ważne. Trochę mam taką naturę że muszę rozumieć dlaczego coś robię żeby to robić, inaczej porzucam po tygodniu. Ale też wiem że teraz mogę to rozkminiać w nieskończoność zamiast po prostu wziąć kamyczek do ręki rano. To jest w ogóle mój typowy pattern.
Kasjopejo słuchaj, to co opisujesz to znam doskonale, bo sama byłam w tym samym miejscu z tarotem, zanim zaczęłam z runami. Analizowałam, szukałam uzasadnień, porównywałam systemy. I w pewnym momencie znajoma mi powiedziała, zacznij od najgłupszego możliwego działania. Nie od rytuału, nie od intencji, tylko od wzięcia przedmiotu do ręki i siedzenia z nim przez minutę. Naprawdę minutę. I to odblokało wszystko.
O, Astrolożkaa, dziękuję za to bo ja mam dokładnie ten sam problem co Kasjopeja i to jest super konkretna rada. Wzięć do ręki i siedzieć minutę. To ja jestem w stanie zrobić. Zawsze myślałam że jak coś robię to musi być pełny rytuał i wiele razy odpuszczałam przez to że nie miałam czasu na całość.
