Wtrącę się, bo ta rozmowa poszła w ciekawą stronę. Ja na to patrzę inaczej niż większość - mam wrażenie że ten 'filtr' o którym mówi Dagmarka to nie jest coś co można po prostu zdjąć. My zawsze interpretujemy przez coś. I może zamiast pytać 'czy mój filtr przeszkadza' lepiej pytać 'co mi ten filtr pokazuje i czy to mi służy'. To inne pytanie, ale chyba bardziej uczciwe.
Dobra, ale wróćmy na sekundę do tytułu wątku, bo trochę odeszliśmy. Zmiana wiary i runy. Czy ktoś z was faktycznie przeszedł przez zmianę wiary - niekoniecznie z katolicyzmu, obojętnie skąd dokąd - i może powiedzieć jak to wyglądało od środka? Nie teoretycznie, tylko: co się stało z runam w tym czasie?
To co opisujesz Bard85 jest interesujące, bo sugerujesz że runy zaczęły 'więcej znaczyć' gdy pojawiły się za nimi byty. Ale czy to nie jest przypadkiem pułapka? To znaczy - czy nie zaczęłeś wtedy odczytywać run przez pryzmat tych konkretnych bytów i ich narracji, zamiast słuchać co runa sama mówi? Mam wrażenie że to może być inna wersja tego samego problemu z filtrem.
Właśnie o to chodzi - to że wiara zmienia intensywność praktyki to jedno, a to że zmienia treść odczytów to drugie. I mam wrażenie że mieszamy te dwa poziomy w tej rozmowie. Ktoś może praktykować run częściej po zmianie wiary i jednocześnie nie zmieniać tego co widzi w odczycie. Albo odwrotnie.
To rozróżnienie które robi Dagmarka bardzo mi pomogło to poukładać w głowie, naprawdę. Bo ja chyba mieszałam właśnie te dwa poziomy i dlatego czułam taki chaos. Ale mam pytanie do was obu - czy ktoś z was miał moment gdy odczyt run był w wyraźnej sprzeczności z tym w co wierzycie? Nie tyle przez filtr, ile dosłownie powiedział coś czego wasza wiara by nie zaakceptowała?
Ja nie pracuję z runami na co dzień, ale to pytanie Aurelindki mnie zatrzymało. Bo rozumiem je szerzej - nie tylko o runy, ale o każdą wróżbę. I z mojego doświadczenia powiem tyle: jeśli kiedykolwiek dostałam odpowiedź której nie chciałam, to nie dlatego że była sprzeczna z moją wiarą, tylko że była sprzeczna z moimi pragnieniami. I to jest chyba ważniejszy problem niż teologia.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś praktycznym. Jeśli masz moment sprzeczności między odczytem a wiarą, to co robisz? Odrzucasz odczyt jako błędny, reinterpretujesz runę, czy kwestionujesz przekonanie? Bo każda z tych opcji to inny stosunek do tego co runy w ogóle są.
Mam takie odczucie że ta rozmowa krąży wokół założenia że runa ma jedną prawdziwą odpowiedź do odkrycia. A co jeśli tak nie jest? Co jeśli to my współtworzymy znaczenie i wtedy ta sprzeczność z wiarą jest po prostu punktem gdzie dwie narracje się ścierają, bez jednej 'właściwej'?
a propos pozycji - bo mnie interesuje ta wersja z losowoscią, sam tak trochę myslę o kartach - to jest trochę podobne do tego co mowil Bard85 o bytach jako paliwie, nie? Jeden mowi ze runa to byt który przemawia, drugi że to losowość która wymusza refleksję, ale efekt może byc podobny - wychodzisz z odczytu z czymś czego nie miałeś przed.
Tylko że to 'coś czego nie miałeś przed' jest zupełnie inaczej zakorzenione. W jednym modelu możesz to sprawdzać, pytać, wracać do bóstwa. W drugim jesteś sam z własną refleksją. I gdy przychodzi zmiana wiary, to właśnie ten poziom jest trudny - bo twój partner w praktyce nagle się zmienia albo znika.
Dagmarko, to zdanie o partnerze który znika - to mnie trafiło bardzo mocno. Właśnie tak to czuję. Nie tyle że praktyka zanika, ile że rozmawiam z czymś innym niż przed, i nie do końca wiem z czym. Czy ty przez to przeszłaś? Jak wróciłaś do praktyki po takim momencie?
Wróciłam przez cierpliwość, szczerze mówiąc. Przestałam oczekiwać że od razu będę wiedzieć z czym rozmawiam. Przez jakiś czas ciągnęłam runy bez nastawiania się na konkretne źródło znaczenia i to dało mi przestrzeń żeby zobaczyć co naprawdę zostało a co było tylko systemem który zbudowałam wokół.
To co opisujesz brzmi jak pewnego rodzaju reset praktyki. Ale czy to nie jest po prostu powrót do punktu gdzie runa jest pustym symbolem? Nie oceniam, pytam serio - czy po tym resecie wróciło coś konkretnego, czy pozostało bardziej otwarte?
Mnie ciekawi co się wtedy stało z pytaniami które zadawałaś runom. Bo przez zmianę wiary pewnie część pytań traci sens albo zaczyna brzmieć inaczej. Czy zauważyłaś że pytasz o inne rzeczy niż wcześniej?
To co mówi Dagmarka o zmianie pytań jest dla mnie kluczem do całego tematu wątku. Może zmiana wiary nie wymaga porzucenia run, ale prawie na pewno zmienia to co do nich przyniesiesz. I może właśnie o to chodzi w tym tytułowym pytaniu - nie czy porzucić, ale czy jesteś gotów na to że praktyka stanie się inna.
To jest chyba najlepsze podsumowanie tej części rozmowy jakie mogłam dostać, dziękuję wam za to naprawdę. Mam jednak wrażenie że zostało coś niedomówionego - bo my mówimy dużo o tym jak wiara zmienia praktykę run, ale jeszcze nie dotknęłyśmy tego czy sama zmiana wiary może być w jakiś sposób uruchamiana przez pracę z runami. Czy ktoś to rozważał od tej strony?
To pytanie Aurelindki na końcu to jest chyba sedno całego tematu. Bo my gadaliśmy o tym jak wiara zmienia praktykę run, ale teraz pytanie idzie w drugą stronę - czy runy mogą zmienić wiarę. I to mnie szczerze zastanawia. Czy ktoś z was przez pracę z runami zmienił coś w swoim podejściu do religii, niekoniecznie całą wiarę, ale jakiś fragment?
Ja mogę powiedzieć że tak - choć nie było to nagłe. Pracując z runami przez dłuższy czas zacząłem inaczej myśleć o tym czym jest sacrum w ogóle. Nie zmieniłem wiary z dnia na dzień, ale pewne przekonania powoli traciły na ostrości. Nie wiem czy to zasługa run, czy po prostu równoległego dojrzewania. Ale czasem miałem wrażenie że jakiś odczyt wypchnął mnie trochę dalej niż byłem gotowy iść.
To co Bard opisuje jest dla mnie bardzo bliskie. I myślę że tu jest odpowiedź na pytanie Aurelindki - runy nie zmieniają wiary bezpośrednio, ale mogą oświetlać miejsca gdzie wiara już zaczęła się kruszyć. Pytanie czy to jest funkcja run jako takich, czy każda praktyka refleksyjna by to zrobiła.
Mam wrażenie że to jest trochę fałszywa alternatywa - albo runy są wyjątkowe albo są jedną z wielu metod. Może być tak że są jedną z wielu, ale dla konkretnej osoby właśnie ona działa bo przemawia do czegoś osobistego. Aurelinda na pewno coś czuje w tej praktyce skoro tu jesteśmy.
Mnie to pytanie Aurelindki kieruje ku czemuś co chcę powiedzieć od jakiegoś czasu. Czy wiara zmienia się dlatego że runy coś ujawniają, czy może po prostu dlatego że zaczynasz inaczej spędzać czas i uwagę? Bo siedzenie z runami, z ich historią, z ich mitologią, to jest kontakt z konkretną tradycją duchową. I to musi zostawiać ślad niezależnie od odczytów.
Słucham i mam pytanie które trochę cofa do tytułu wątku. Bo jeśli sama praktyka formuje wiarę przez kontakt z mitologią nordycką, to co robić gdy nowa wiara jest z tą mitologią w konflikcie? Czy można pracować z runami traktując je czysto symbolicznie, bez wchodzenia w tamten świat duchowy?
Tu bym dodała że znam osoby chrześcijańskie które pracują z runami i nie traktują ich jak kontaktu z nordyckim panteonem tylko jak sposób do wglądu w naturalny porządek świata. I mówią że nie ma konfliktu z wiarą. Ale to wymaga dość konkretnego zdefiniowania czym dla ciebie runa jest - i ta praca definicyjna chyba nigdy nie jest raz na zawsze.
Ale czy to rozmycie jest problemem albo może częścią procesu? Pytam poważnie, bo Aurelinda traktuje to jak coś do rozwiązania, a może to jest właśnie moment kiedy praktyka działa najgłębiej - kiedy nie masz gotowej odpowiedzi na czym stoisz.
Może po tym czy coś z tego ruchu wynika. Jakbyś po czasie rozmycia wracała do pytań z nowym kątem, to chyba było coś. Jak zostaje sama dezorientacja przez długi czas bez żadnego przesunięcia, to może właśnie wtedy warto zrobić pauzę w praktyce zamiast ją intensyfikować.
Mnie nurtuje jeszcze jedno. Aurelinda pytała czy zmiana wiary może sprawić że runy zaczną mówić inaczej. I w tej rozmowie wszyscy mówimy raczej o tym co wnosi człowiek do run. Ale czy ktoś miał doświadczenie że runy wyraźnie zareagowały na zmianę u praktykującego, że tony odczytów były inne bez żadnej zmiany techniki?
To co Aurelinda opisuje - że runy wyprzedziły świadomą zmianę - to jest chyba najbardziej niesamowita rzecz w tej rozmowie. Bo to sugeruje że praktyka dociera do czegoś głębszego niż to co mamy świadomie przepracowane. Ale mam pytanie do wszystkich: czy to nie jest po prostu projekcja? Czy my nie widzimy w odczycie tego co chcemy zobaczyć, zwłaszcza jak jesteśmy w środku jakiegoś wewnętrznego ruchu?
