Mam wrażenie że ta dyskusja o projekcji kontra coś realnego to jest trochę ślepy zaułek, bo nie da się tego rozstrzygnąć empirycznie. Może ważniejsze pytanie dla Aurelindki jest inne: czy to co wypadało w odczytach przez ten czas zmiany było dla niej użyteczne, niezależnie od tego skąd pochodzi?
Ja bym nie robiła przerwy tylko dlatego że jest rozmycie. Chyba że praktyka zaczyna wywoływać niepokój albo poczucie winy. Bo to już jest sygnał że coś nie gra. Samo niewiedzenie co się wierzy to za mało żeby przerywać.
Wróćmy może do tego co mówiła Aurelinda o tym że definicja jak traktuje runy się rozmyła. Bo mnie to nurtuje. Czy to jest problem tylko wtedy gdy ta definicja była oparta na konkretnej wierze, która teraz się zmienia? Jakby ktoś traktował runy czysto świecko od początku, to zmiana wiary nic by nie ruszyła w praktyce?
to jest interesujące co bard mówi o tej szczerości podejscia. bo można tez zapytac - czy ktokolwiek naprawdę traktuje runy czysto świecko? czy samo sięganie po coś co ma tysiące lat historii i symbolikę nie pociąga za sobą jakiegoś stosunku do tej historii, choćby podskórnie?
A czy porzucenie musi być porażką? Pytam szczerze, nie retorycznie. Bo może jest tak że pewne praktyki pasują do pewnych etapów życia i zmiana wiary jest momentem w którym jedna praktyka odpada a inna przyjdzie. Czy Aurelinda zakłada że runy powinny być z nią niezależnie od tego w którą stronę pójdzie jej wiara?
To co Aurelinda właśnie powiedziała to jest moim zdaniem klucz całej tej rozmowy. Przywiązanie do formy kontra przywiązanie do funkcji. I to nie dotyczy tylko run - można to powiedzieć o modlitwie, medytacji, każdym rytuale. Jak wiara się zmienia, forma może zostać albo odejść, ale funkcja jakoś musi być zaspokojona. Ciekawa jestem czy Aurelinda wie co runy spełniały dla niej funkcjonalnie.
Dla mnie runy spełniają coś czego nie zastąpi mi terapia ani dziennik - mam poczucie że pytam coś co jest na zewnątrz mnie i że odpowiedź nie pochodzi tylko ode mnie. Niezależnie od tego jak to filozoficznie wyjaśniać. To poczucie zewnętrzności odpowiedzi jest dla mnie kluczowe. Aurelinda, czy Ty też to masz?
aurelindo to jest naprawdę piekne co opisujesz i chyba bardzo uczciwe. i tak sobie mysle - moze wlasnie to jest odpowiedz na pytanie z tytułu wątku? ze nie chodzi o to czy porzucić praktykę, ale o to żeby zbadać to tło które sie zmieniło. bo moze jak zrozumiesz gdzie teraz stoisz, to praktyka sama sie ułozy - albo z powrotem, albo w nowej formie
To co Zdzichu napisał na końcu brzmi prosto, ale jak zacząłem o tym myśleć to wcale nie jest takie oczywiste. Bo 'zbadać tło które się zmieniło' - jak to w ogóle się robi? Pytam serio, bo nie wiem czy to jest coś co można zrobić samemu siedząc z runami, czy to wymaga jakiejś zewnętrznej pomocy.
Roch porusza coś ważnego. Ja prowadzę notatki z odczytów od dość dawna i muszę powiedzieć że porównanie ich po czasie daje zaskakujący wgląd właśnie w to 'tło'. Widzisz jak zmieniały się pytania które stawiasz, i to jest trop. Ale to działa retrospektywnie, nie w czasie rzeczywistym kiedy jesteś w środku zmiany.
Mnie zastanawia jeden wątek który się tu pojawił i nie był do końca rozwinięty - Aurelinda mówiła że nie wie do czego należy ta 'zewnętrzność' odpowiedzi. I teraz pytanie: czy ta zewnętrzność musi należeć do czegoś konkretnego żeby praktyka działała? Czy wystarczy że poczucie jest?
To 'czy mam prawo' które Aurelinda napisała - to mnie uderzyło. Bo skąd w ogóle bierze się poczucie że można nie mieć prawa do praktyki? Czy to jest coś co ktoś poczuł że przyszło z zewnątrz, z jakiegoś środowiska, czy to wewnętrzne?
Zdzichu pisze o asatru i od razu pomyślałam - czy Aurelinda miała kiedyś coś wspólnego z tą tradycją, czy runy przyszły do niej inną drogą? Bo to chyba robi różnicę w tym jak ta zmiana wiary jest odczuwana w kontekście praktyki.
To co Aurelinda powiedziała o spójności wiary otwiera nowe pytanie. Czy ktokolwiek z praktykujących tutaj ma wiarę wystarczająco spójną? Serio pytam. Bo jak słucham siebie, to mam dosyć niejednolity zestaw przekonań i jakoś nie czuję że to przeszkadza w pracy z runami.
Roch dobrze to odróżnia. Stała niespójność którą zaakceptowałeś to co innego niż niespójność w ruchu. I właśnie to drugie jest sytuacją Aurelindki, jeśli dobrze rozumiem. Pytanie jest takie - czy w trakcie tej zmiany w ruchu, runy mogą być czymś co stabilizuje, czy raczej czymś co amplifikuje to co jest w ruchu?
Zastanawiam się czy to że nie wiadomo czy destabilizacja jest dobra czy zła - to jest coś co można wiedzieć w trakcie, czy dopiero po? Bo jak znam życie, to takie rzeczy ocenia się z perspektywy czasu, a nie kiedy się jest w środku.
Wracam do pytania z tytułu wątku bo mam poczucie że trochę odpłynęliśmy. Aurelinda pyta czy trzeba porzucić praktykę przy zmianie wiary. Przeszliśmy przez dużo wątków i chciałabym zapytać ją wprost - po tym co tu usłyszałaś, czy masz teraz jakieś przeczucie co do odpowiedzi? Nie ostateczna decyzja, tylko przeczucie.
To co Aurelinda powiedziała teraz jest chyba najważniejszą rzeczą w całym tym wątku. Nie wiesz jeszcze co to za rama - i myślę że to jest w porządku. Bo to oznacza że jesteś na początku czegoś, a nie na końcu. I może właśnie z tym pytaniem warto teraz posiedzieć z runami, zamiast bez nich.
To co Aurelinda powiedziała o porzuceniu ramy, a nie samej praktyki - siedzi mi w głowie. Ale chcę zapytać coś może naiwnego: skąd wiadomo kiedy ta nowa rama jest już gotowa? Czy to przychodzi samo, czy trzeba jakoś to wypracować?
To jest ciekawe co Aurelinda mówi, bo runy mogą być i sposóbm szukania i czymś co daje spokój - zależy jak się z nimi siada. Pytanie jest takie: czy Ty siadasz do nich z pytaniem czy bez? Bo to robi ogromną różnicę w tym co z nich wychodzi.
Tak, i to jest zupełnie inne doświadczenie. Czasem wyciągam jedną runę rano, nie pytam o nic, po prostu patrzę i czekam co z tego w ciągu dnia wychodzi. Nie wiem czy to by Tobie pomogło, ale może warto spróbować zanim zdecydujesz cokolwiek o porzucaniu albo nieporzucaniu.
Ja robiłam coś podobnego z kartami i rzeczywiście to jest inaczej. Ale zastanawiam się czy przy zmianie wiary to nie jest trochę jak odkładanie decyzji? Nie mówię że źle, po prostu czy to nie jest ucieczka od pytania które Aurelinda ma?
Słucham tej rozmowy i wracam do czegoś co było wcześniej - do tego pytania o prawo do praktyki. Aurelinda, teraz kiedy już tyle o tym rozmawiałaś, czy to poczucie 'czy mam prawo' jest mniejsze, czy nadal tak samo silne?
dobra ale mam pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tym wątku - czy ktoś tu w ogóle przeszedł przez zmianę wiary i zostal przy runach? tzn nie teoretycznie ale naprawdę? bo dużo mówimy o tym jak to może być ale nie wiem czy ktoś to przeżył
Innego przede wszystkim. Czy lepszego - nie wiem, bo nie mam punktu odniesienia. Ale nie żałowałam tej przerwy. I nie czułam że coś straciłam przez to że nie sięgałam.
To co Dagmarka mówi o przerwie - zastanawiam się czy Aurelinda rozważała coś takiego. Nie porzucenie na zawsze, ale świadoma przerwa. Inne może pytanie - czy runy coś do Ciebie teraz mówią, czy właśnie milczą?
To jest naprawdę piękne rozróżnienie - między końcem a przerwą. I mam wrażenie że ten wątek przez całą tę rozmowę zmierzał właśnie tutaj, tylko różnymi drogami. Aurelinda, czy czujesz że to ci coś daje? To rozróżnienie?
