Siedzę od jakiegoś czasu nad tym tematem i chcę w końcu zapytać, bo mnie to mocno gryzie. Czy robienie rozkładu runami dla kogoś bez jego wiedzy i zgody to w ogóle jest etyczne? Mam koleżankę, która regularnie 'sprawdza' swoich bliskich - co myślą, co czują, jakie mają intencje. Dla mnie to już trochę za daleko, ale ona uważa, że runy to tylko sposób poznania, nie ingerencji. Gdzie przebiega ta granica? Bo jedna sprawa to wróżenie sobie, a zupełnie inna to zaglądanie w czyjeś życie bez pytania.
To jedno z tych pytań, które wracają co jakiś czas i za każdym razem dyskusja idzie w innym kierunku. Twoja koleżanka ma rację w połowie - sam odczyt nie zmienia niczyjej rzeczywistości. Ale już to, co z nim robi, jak interpretuje i jak wpływa to na jej relacje z tą osobą, to inna sprawa. Pytanie jest takie: czy wróżenie bez zgody to już naruszenie granic, czy dopiero działanie na podstawie tego odczytu?
Rozróżnienie, które zaproponowała Ravenna84, jest dobre, ale niepełne. Sam akt patrzenia na runy w czyimś imieniu uruchamia pewne procesy - przynajmniej według tradycji, w której pracuję. Nie jest tak, że to neutralna obserwacja z zewnątrz. Pytanie do obu - czy uważacie, że intencja wróżącego ma znaczenie dla etyki, czy liczy się sam fakt bez zgody?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie, które może zmienić perspektywę - bo skąd w ogóle bierze się przekonanie, że runy 'dają dostęp' do drugiej osoby? W różnych tradycjach wróżenie to pytanie o energię sytuacji, nie skanowanie konkretnego człowieka. Czy nie ma tu może błędu w założeniu, że w ogóle jest co zawłaszczać?
a ja właśnie ostatnio zrobiłam taki rozkład dla siebie żeby sprawdzić co czuje do mnie jeden chłopak i zastanawiam się teraz czy zrobiłam coś złego :/ nie miałam złej woli, chciałam tylko wiedzieć czy w ogóle jest szansa. ale po tej dyskusji nie wiem co myśleć
Mam wrażenie, że wiele osób w ogóle nie zadaje sobie tego pytania zanim siądzie do rozkładu. Robiłam kiedyś odczyt dla koleżanki - ona prosiła, więc była zgoda. Ale co innego, gdy ktoś sam z siebie sprawdza cudze uczucia. Czy ktoś tutaj miał sytuację, że ktoś 'sprawdzał' was bez pytania i jak się z tym czuliście, kiedy się dowiedzieliście?
Warto spojrzeć na to szerzej. W tradycyjnych praktykach skandynawskich wróżbita działał dla wspólnoty i to wspólnota decydowała, o co pytać. Była jakaś forma zgody zbiorowej. Współczesne podejście jest bardziej indywidualne i przez to łatwiej o nadużycia, bo nie ma żadnego zewnętrznego hamulca. Sama zgoda osoby, o którą pytamy, to minimum, nie jakiś nadmiarowy wymóg.
przepraszam że wchodzę, bo dopiero zaczynam się interesować runami, ale mam pytanie - jeśli ktoś robi rozkład bez zgody, to czy ta osoba w ogóle może coś odczuć? Znaczy czy to ma jakieś przełożenie na tę drugą osobę fizycznie czy energetycznie? Serio pytam, bo nie wiem.
czytam i trochę gubie się w tej dyskusji - bo jeśli runy to tylko symbole na kamieniach, to jak mogą komuś zaszkodzić? Albo pomóc? Nie rozumiem skąd ten etyczny problem. Jakby ktoś po cichu zastanawiał się co ktoś myśli - to chyba robi to cały czas bez żadnych run, nie?
Ale to otwiera kolejne pytanie - czy jeśli ktoś nam nie powie wprost tego, co chcemy wiedzieć, to mamy prawo szukać informacji innymi drogami? Rozumiem, że w normalnym życiu nie zaglądamy do czyichś wiadomości ani pamiętnika. Runy są chyba jednak bliżej tej granicy niż zwykłego myślenia o kimś.
a ja mam może głupie pytanie ale - co jeśli ta osoba jest bliska i naprawdę się o nią martwisz? jak mama o dziecko albo siostra o siostrę? czy w takim przypadku też nie wolno? bo rozumiem, że obcy czy eks to jedna sprawa, ale rodzina?
To co mówi Ravenna84 jest dla mnie kluczowe. Odczyt bez zgody to nie tylko kwestia etyki wobec tej osoby. To też kwestia tego, co on robi z tobą. Zaczynasz filtrować całą relację przez obraz, który stworzyłaś sama, bez jej udziału. To nie jest wiedza o niej - to jest lustro twoich własnych lęków i potrzeb.
Boże, Ravenna84 i Pandora, tak dobrze to ujęłyście, naprawdę. Nigdy tak nie patrzyłam na to, że to jest bardziej o mnie niż o tej drugiej osobie. Teraz myślę o kilku rzeczach, które robiłam i chyba sama siebie okłamywałam że robię to z troski 🙂
I tu wracam do początku tej rozmowy - gdzie jest granica między wróżeniem dla siebie a wróżeniem o kimś? Pytasz runy 'co mi przyniesie ten związek' - to twoje pytanie. Pytasz 'co on do mnie czuje' - to już wchodzisz w cudzą przestrzeń. Ale czy istnieje w ogóle rozkład uczuciowy, który tej granicy nie przekracza?
Dobra, to może cofnę się do pytania Madzialeny, bo ona je zostawiła otwarte. Czy w ogóle da się zrobić rozkład TYLKO dla siebie, skoro każde pytanie o relację z definicji dotyczy też kogoś innego? Jakby pytasz o swój związek - no ale ten związek jest z kimś. Mnie to trochę kręci w głowie logicznie.
To co mówi Zenek jest ważne. Ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - sugerujesz, że to nie jest w runach, tylko w naszej tendencji do przyklejania odpowiedzi do konkretnej osoby? Czyli problem jest bardziej w podejściu czytającego niż w samym rozkładzie?
dobra ja muszę dopytać o swój przypadek bo mi spokoju nie daje. robiłam rozkład i pytałam bardziej 'czy warto w ogóle próbować' niż 'co on czuje'. ale w głowie miałam jego imię cały czas. czy to już jest to wejście w jego pole o którym mówicie?
Chwila, bo mnie też zastanawia coś innego. Cały czas rozmawiamy o tym, czy wróżenie bez zgody jest etyczne wobec drugiej osoby. Ale czy ktoś zastanowił się nad tym, co ten rozkład robi z decyzjami osoby pytającej? Bo jeśli Pertho sugeruje niepewność i paulinka to 'odczyta' jako zły znak - to może przez to w ogóle nie podejdzie do tego chłopaka. Runy wpływają na twoje wybory, a przez to i na jego życie, nawet bez bezpośredniego 'skanowania'.
ale zaraz, to w takim razie każde wróżenie o czymkolwiek co dotyczy innych ludzi byłoby problematyczne? Wróżysz sobie o pracy - to dotyczy szefa. O zdrowiu rodziny - dotyczy rodziny. Gdzie jest granica? Albo raczej - czy ta granica w ogóle gdzieś istnieje?
ale Sylwunia, to może były chaotyczne bo sama byłaś chaotyczna emocjonalnie? W końcu był konflikt. Jak odróżnić 'runy mi odmówiły dostępu' od 'byłam zbyt rozbita żeby to odczytać'? To nie jest retoryczne pytanie, naprawdę chcę wiedzieć.
Myślę, że można jednak rozdzielić te wątki, przynajmniej analitycznie. Kwestia zgody to jest etyka zewnętrzna - co robisz wobec innej osoby. Kwestia wpływu na własne decyzje to etyka wewnętrzna - co robisz sobie. Mogą współistnieć jako oddzielne problemy. Choć oczywiście w praktyce się przenikają.
Hej, a można w ogóle w tym temacie dopytać o coś z innej strony? Zastanawiam się, czy etyka to w ogóle dobre słowo na to co tu omawiamy. Bo etyka zakłada że jest jakaś norma, jakieś kryterium. A tu każdy wydaje się mieć inne. Co jest dla jednego przekroczeniem granicy, dla kogoś innego jest normalnym wróżeniem.
Ja bym powiedziała, że tym wspólnym punktem mogłaby być intencja skrzywdzenia. Czyli wróżysz dla kogoś bez jego zgody, ale chcesz mu dobrze - inaczej niż wróżysz, żeby uzyskać nad nim przewagę. Tylko że to znowu jest subiektywne. Kto ocenia tę intencję?
no właśnie i to mnie boli trochę. bo ja sama sobie tłumaczyłam że robię to z troski. ale czy to nie jest właśnie ta racjonalizacja o której mówi Pandora? jak w ogóle można to u siebie rozróżnić?
Czytam to od jakiegoś czasu i mam pytanie z zupełnie innej strony - czy ktoś z was w ogóle pyta drugą osobę o zgodę zanim zrobi rozkład? Bo w kartach np. często słyszę, że można robić odczyt dla kogoś bez pytania, bo karty i tak dadzą tyle ile trzeba. Jak to wygląda u praktykujących runami?
To co opisuje Ravenna84 jest ważne. Praktyczna bariera przed pytaniem o zgodę nie eliminuje etycznego problemu - tylko go przykrywa. I w tym sensie może właśnie ta dyskusja jest potrzebna - nie żeby ustalić zasady, ale żeby w ogóle zacząć to dostrzegać.
A może właśnie powinniśmy to przyjąć? Nie jako zakaz, ale jako świadomość. Że robię coś, co może być wątpliwe, i biorę za to odpowiedzialność. To chyba dojrzalsze niż udawanie że problemu nie ma.
