Ale czy nie o to chodzi, żeby ktoś ci to zinterpretował, skoro sama nie potrafisz? Od czego jest ten, kto robi odczyt?
Tak. Właśnie o to chodzi. Po tej rozmowie byłam bardziej zaniepokojona niż wcześniej. Nie wiem nawet, czy to jest jeszcze kwestia run, czy kwestia tej konkretnej osoby.
Moim zdaniem to jedno i drugie naraz, i nie warto ich rozdzielać. Runy jako takie nie są problemem. Ale runy w rękach kogoś, kto nie pyta o kontekst, rzuca terminy bez wyjaśnienia i zostawia cię z poczuciem zagrożenia zamiast orientacji - to jest konkretna sytuacja, która ci zaszkodziła. I to jest informacja o tej osobie, nie o runach.
A czy jest jakiś sposób, żeby przed spotkaniem sprawdzić, czy ktoś jest rzetelny? Pytam, bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że to trochę loteria - bo skąd wiadomo, zanim się wejdzie w rozmowę, czy ktoś zapyta o kontekst, czy od razu przejdzie do diagnozy?
Czy da się to sprawdzić online? Bo nie zawsze ma się możliwość spotkania z kimś osobiście przed podjęciem decyzji, szczególnie jeśli poleca ci ktoś znajomy.
Nie wyjaśniła. Powiedziała tylko, że są dwie sieci i że jedna jest bardziej niebezpieczna od drugiej, i że widzi u mnie jej wpływ. I na tym właściwie skończyła ten wątek, jakby oczekiwała, że zapytam co dalej - i co zrobić, żeby to usunąć.
Czyli można tak naprawdę zinterpretować każdą runę pod cokolwiek? To trochę przerażające, bo skąd w ogóle wiadomo, że jakikolwiek odczyt jest szczery?
Najczęściej mówi się o siatce Hartmanna i siatce Curry - to są pojęcia z geobiologii, nie z tradycji runicznej. Siatka Hartmanna to układ linii energetycznych biegnących z północy na południe i ze wschodu na zachód, Curry przebiega ukośnie. Punkty przecięcia tych linii mają według różnych autorów wpływ na samopoczucie, zdrowie, sen. Ale to nie jest część systemu runicznego jako takiego - ktoś po prostu połączył dwa odrębne systemy.
Nie. Mówiła o tym tak, jakby to była oczywistość, którą każdy powinien znać. Nie wyjaśniła, że to geobiologia, nie wyjaśniła związku z runami. Po prostu rzuciła ten temat i czekała na moją reakcję.
Właśnie ta pewność siebie przy braku wyjaśnień jest jednym z sygnałów, na który warto uważać. Nie chodzi o to, że ktoś musi tłumaczyć każde zdanie - ale jeśli wprowadza pojęcia, które mogą wywołać niepokój, i nie daje żadnego kontekstu, to nie jest praca z runami. To jest budowanie zależności.
A te siatki - Hartmanna i Curry - to w ogóle jest coś potwierdzonego, czy to też jest bardziej na zasadzie tradycji ezoterycznej? Pytam, bo nie wiem, jak traktować takie informacje.
Właśnie w tym tkwi chyba cały problem tej sytuacji. Przyszłam zmęczona, bez rozeznania w runach, i właśnie dlatego byłam podatna na to, co usłyszałam. Gdybym wiedziała tyle, ile teraz wiem z tej rozmowy, pewnie od razu zapytałabym o źródło tych pojęć. A tak - po prostu uwierzyłam, bo brzmiało pewnie.
I to jest chyba najważniejsza rzecz, którą do tej pory powiedziałaś. Zmęczenie emocjonalne zmniejsza zdolność do krytycznej oceny - i to nie jest żaden zarzut wobec ciebie, to jest po prostu fizjologia. Kiedy jesteś wyczerpana, mózg szuka gotowych odpowiedzi, nie analizy. I dlatego właśnie temat tego wątku jest tak ważny - bo runy przy zmęczeniu mogą pomóc, ale mogą też tę podatność pogłębić, jeśli trafisz na kogoś, kto to wykorzystuje.
To, co Piolunka powiedziała na końcu, jest kluczowe i chciałbym się przy tym zatrzymać. Zmęczenie emocjonalne nie tylko zmniejsza zdolność krytycznej oceny - ono też zwiększa gotowość do przyjęcia gotowej narracji. I to jest dokładnie moment, w którym praca z runami może albo pomóc, albo zaszkodzić - zależnie od tego, kto i jak ją prowadzi. Hortensja, mam jedno pytanie: jak się czułaś po tej sesji? Spokojniej, czy bardziej niespokojnie niż przed?
Bardziej niespokojnie. Zdecydowanie. Wyszłam z poczuciem, że mam jakiś problem, którego wcześniej nie byłam świadoma. I że muszę coś z tym zrobić, tylko nie wiem co.
To chyba mówi samo za siebie, prawda? Jeśli coś, co miało pomóc, zostawia cię w większym nieporządku niż byłaś wcześniej, to coś poszło nie tak. Nie oceniam, bo sama nie wiem, jak powinno wyglądać dobre spotkanie z runami - ale wydaje mi się, że powinnaś wychodzić z czymś konkretnym, a nie z poczuciem, że wisi nad tobą jakiś ciężar.
Nie. Zapytała, czy chcę się umówić na kolejne spotkanie.
Może godzinę. Może trochę mniej. Ta część z runami to było może kwadrans, reszta to była rozmowa.
Czyli runa pojawiła się stosunkowo późno, już po tym, jak osoba zdążyła zebrać sporo informacji o tobie. To jest ważne, bo pytanie brzmi: czy runa w ogóle coś wniosła do tej rozmowy, czy tylko opieczętowała to, co ta kobieta już sobie założyła na podstawie tego, co powiedziałaś wcześniej?
Właśnie - to mnie zastanawia. Czy runa może być używana jako 'pieczęć' do potwierdzenia czegoś, co ktoś już powiedział? Czy jest jakaś tradycja, w której tak to działa, czy to jest po prostu nadużycie?
A skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby łączyć te siatki z runami? Bo to naprawdę brzmi jak dwa zupełnie różne światy.
Nie ma żadnej historycznej ani tradycyjnej podstawy, żeby je łączyć. Geobiologia to XX wiek, runy to zupełnie inna tradycja, inna geografia, inny kontekst. Kiedy ktoś je miesza bez wyjaśnienia, to albo sam nie odróżnia tych systemów, albo buduje wrażenie wiedzy, której nie ma. Żaden z tych systemów nie 'należy' do drugiego.
Niestety, tak to często wygląda. I nie zawsze wynika ze złej woli - część osób sama nie do końca rozróżnia, gdzie kończy się jedna tradycja, a zaczyna druga. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ta mieszanka jest podawana jako spójna 'diagnoza' z ładunkiem emocjonalnym. Bo klient nie słyszy 'mam kilka różnych narzędzi i sprawdzam, co pasuje' - słyszy 'mam pełny obraz twojej sytuacji i jest w niej coś niebezpiecznego'.
Właściwie nie. Kiedy teraz o tym myślę, to ta jedna runa była tak szybko i tak pobocznie potraktowana, że prawie jej nie zapamiętałam. Cała uwaga skupiła się na tych sieciach. Może gdyby ktoś faktycznie usiadł z runami i zapytał mnie, co czuję, co mnie ciągnie w dół - to mogłoby być inne doświadczenie. Ale tego nie było.
Nie, nie zapytała. Powiedziała, że 'sama wezmę', i wzięła jedną runę, trzymała chwilę i powiedziała, co widzi. Nie pamiętam już nawet, która to była.
Ale zaraz, bo ja nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro runa była ledwo potraktowana, to po co w ogóle były na tym spotkaniu runy? Czy to był jakiś pretekst, czy ta kobieta po prostu tak pracuje - runy jako wstęp, a potem i tak idzie w swoje?
Tak to właśnie wyglądało. Ogłoszenie miała o runach, ale sesja była... czymś innym. Zaczęłam się zastanawiać, czy ona w ogóle runy traktuje poważnie, czy to był po prostu haczyk.
