Mam pytanie do wszystkich, którzy jeżdżą z runami na wyjazdy. Czy zabierate je ze sobą czy wolicie zostawić w domu? Ostatnio miałem dłuższy wyjazd służbowy i zastanawiałem się, czy zabierać swój zestaw. Z jednej strony przydałoby się mieć go pod ręką, żeby robić codzienne losowanie, z drugiej strony słyszałem różne opinie o tym, czy runy dobrze znoszą podróżowanie. Jak wy to rozwiązujecie?
Ja zawsze biorę! Nie wyobrażam sobie wyjazdu bez runicznego losowania rano. Raz zostawiłam w domu i czułam się jak bez ręki. Mój zestaw jest mały, drewniany, mieści się w woreczku i zajmuje dosłownie kieszeń w plecaku. Ale czy to ma jakieś znaczenie energetyczne, czy chodzi tylko o przyzwyczajenie? Bo zastanawiam się, czy runy nie tracą czegoś przez ciągłe przemieszczanie.
To zależy od tego, z czego są zrobione i jak je nosisz. Drewniane generalnie podróżują lepiej niż kamienne, bo kamienie mogą przejmować energię otoczenia w transporcie, dworcach, lotniskach. Miałem raz sytuację, że przywiozłem ze sobą zestaw z obsydianu i po powrocie odczyty były dziwnie ciężkie przez jakiś czas. Trudno ocenić, czy to przypadek, ale od tamtej pory jak jadę dłużej, zostawiam kamienne w domu.
A ja w ogóle nie wiedziałam, że runy mogą przejmować energię z otoczenia. To znaczy, że jak je trzymam w torebce razem z telefonem i kluczami, to też jest problem? Bo tak właśnie je noszę, po prostu w woreczku wrzuconym do torebki. Myślałam, że woreczek wystarczy.
Zostawiając ten wątek o materiałach na chwilę, bo to chyba oddzielny temat, wróćmy do pytania o podróże. Ja biorę ze sobą mały zestaw zastępczy, specjalnie zakupiony na wyjazdy. Głównego zestawu nie ruszam z domu. To rozwiązuje problem energetyczny i praktyczny jednocześnie. Czy ktoś tak robi?
Dostrajam go tak samo jak główny, po prostu to trwa. Na początku odczyty były bardziej ogólne, z czasem stał się bardziej precyzyjny. Teraz różnica jest minimalna. Może mam szczęście, może to kwestia tego, ile pracy się w niego włoży. Ale nie traciłem nerwów o to, czy główny zestaw się zabrudzi w samolocie.
Dwa zestawy run to brzmi jak luksus, szczerze mówiąc. Dobre runy kosztują, a kupować drugi raz specjalnie na wyjazdy... nie wiem. Czy taniej zrobione runy, takie bardziej budżetowe na podróże, mają sens? Czy to w ogóle działa?
Ja mam inne pytanie, bo jestem tu nowa w temacie run. Co to właściwie znaczy, że runy się dostrajają? Rozumiem to dosłownie, że coś się zmienia fizycznie, czy to bardziej takie uczucie, że lepiej rozumiesz co ci mówią? Bo czytam i nie bardzo wiem, o czym mówicie.
A ja mam pytanko bo może głupie ale zapytam, czy jak sie bierze runy w podróż to trzeba jakoś specjalnie je spakwoać? Znaczy, nie wiem czy to ma znaczenie czy jest w woreczku czy luzem w walizce, bo jak czytam to wychodzi, że chyba ma znaczenie. Sama się zastanawiam nad kupnem zestawu i może by sie przydały na wakajce które planuję.
Słuchajcie, mam wrażenie, że ta rozmowa trochę niepotrzebnie się komplikuje. Z mojego doświadczenia wynika, że to co ma największe znaczenie w podróży z runami to nie materiał woreczka ani to, czy telefon jest obok. Ważne jest to, czy masz w podróży w ogóle warunki do skupienia się na odczycie. Jadąc na wyjazd służbowy, często nie masz ani czasu, ani przestrzeni, żeby sensownie pracować z runami. I wtedy zabieranie ich ze sobą jest trochę bez sensu, bo i tak nie skorzystasz jak należy.
Słuszna uwaga. Tacyt pisał jako obserwator zewnętrzny i mógł uprościć albo zinterpretować przez swój kulturowy filtr. Ale to jest jedno z niewielu zachowanych opisów praktyki wróżebnej u Germanów i jest cytowane w zasadzie przez wszystkich poważnych badaczy, łącznie z Pagelem i McKinnell. Więc tak, traktujemy go ostrożnie, ale nie ignorujemy. Na potrzeby tego wątku mówię tyle, że jakaś forma intencji i skupienia była historycznie obecna. Nie że musimy mieć białą lnianą serwetę w hotelu.
Wracając do praktycznej strony, bo ta dyskusja trochę odpłynęła w stronę historii. Mój podróżny zestaw jest drewniany i przechowuję go w skórzanym woreczku, który specjalnie zrobiłem pod niego. Drewno według mnie jest po prostu bardziej odporne na różne miejsca. Kamienie biorą to, co wokół, drewno jakoś inaczej. To czysto moje odczucie, nie twierdzę, że mam na to dowód.
A ja chcę wrócić do tego co Elzunia pisałam o budżetowych runach, bo nikt mi właściwie nie odpowiedział wprost. Kupiłam takie tańsze na allegro, kamienne, jakiś granit chyba. Czy to są w ogóle runy do pracy, czy bardziej gadżet? Jak się dowiedzieć że zestaw jest dobry energetycznie?
Przy tym wszystkim o materiałach, wracam do głównego pytania z wątku. Wziąć czy zostawić. Moje zdanie jest takie, że zależy od długości wyjazdu i czy tam będziesz miał jakiś rytm czy totalny chaos. Tydzień gdzieś ze stabilnym harmonogramem to biorę. Trzy dni festiwal muzyczny to zostawiam i nie wyobrażam sobie nawet losowania przy namiociee.
To jest dokładnie ten moment, kiedy warto zapytać siebie, po co je chcesz zabrać. Jeśli to dla spokoju, żeby mieć kontakt, to może jeden kamień zamiast zestawu? Jeśli naprawdę planujesz odczyt, to weź. Ale jeśli myślisz, że weźmiesz i pewnie nie wyjmiesz, to po co.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale z tej dyskusji wynika, że runy to jest trochę jak regularny trening? Znaczy, że przerwa na kilka dni naprawdę robi różnicę? U mnie to wygląda tak, że losuje może raz w tygodniu, więc trzy dni nie byłyby żadną różnicą.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie może trochę z boku, ale chyba pasuje. Czy jest jakiś moment, kiedy wie się, że 'jest się gotowym' żeby brać runy w podróż? Ja dopiero zaczynam z runami i zastanawiam się, czy nie za wcześnie żeby je w ogóle zabierać gdziekolwiek zanim je dobrze poznam.
A czy nie jest tak, że runy same jakoś sygnalizują, czy chcą z tobą pojechać? Bo ja słyszałam, że jak rano ciągnie cię do zestawu albo masz przeczucie, to znak, że powinnaś je zabrać. Trochę jakby same dawały znak.
To zależy, czego szukasz na tym wyjeździe. Jeden kamień to trochę inna praca niż pełny odczyt. Jeśli chodzi o spokój albo orientację, Isa albo Raido to naturalne wybory dla podróży. Raido dosłownie wiąże się z droga i ruchem. Ale czy to twój zestaw w ogóle zawiera kamienie rzeźbione, czy piszemy o innym typie?
Mam drewniane, własnoręcznie kupione w sklepie z drewnem i wypalane. Siedem lat temu, więc trochę z nimi jestem. Raido mnie ciekawi, bo faktycznie nazwa brzmi jak to, czego potrzebuję. Ale czy jeden kamień w kieszeni bez żadnego rytuału ma w ogóle sens, czy to tylko talizman wtedy?
Różnica między talizmananem a runą, którą nosisz przy sobie, jest płynna. Część tradycji mówi, że jeśli runa jest wybrana świadomie, to jest coś więcej niż ozdoba. Inne podejście mówi, że bez intencji to kawałek drewna. Siedem lat pracy z zestawem to jednak coś, co chyba samo w sobie robi różnicę. Jak ty to czujesz?
Przepraszam, może głupie pytanie, ale czy wybierając jedną runę do kieszeni, trzeba to jakoś specjalnie przygotować przed podróżą? Znaczy, jakiś rytuał, oczyszczenie, czy po prostu bierzesz i wsadzasz do torebki?
A jak wrócisz z wyjazdu, to te runy które brałaś trzeba jakoś 'oczyścić' z energii drogi? Czy to nie jest konieczne po podrózyy? Bo czytałam gdzieś że kamienie zbierają energie miejsc.
Ja chyba rozumiem teraz o co chodzi z tym jednym kamieniem na podróż. Ale mam jeszcze jedno pytanie, może naiwne. Co jeśli nie wiesz, którą runę wziąć? Czy losować, czy intuicja, czy jest jakiś sposób żeby wybrać?
Siedem lat to naprawdę niezły czas. Nie powiem, że to dużo albo mało, bo znam ludzi, którzy pracują z zestawem od dekad i nadal odkrywają nowe rzeczy, i takich, którzy po roku mają głębszą relację niż ktoś po dziesięciu. Bardziej bym zapytał, co ty sam z tą pracą czujesz. Masz poczucie, że rozumiesz swój zestaw, czy raczej, że działasz schematycznie?
Dobra, ale wróćmy do mojego pytania, bo nikt nie odpowiedział. Jak nie wiem, którą runę wziąć na podróż, to co robię? Losuję? Intuicja? Czy jest jakiś sposób, żeby to wybrać, bo ja naprawdę nie mam pojęcia od czego zacząć.
Tu właściwie dotykamy sedna tematu, od którego zaczął się ten wątek. Brać czy nie brać. Ja doszedłem do wniosku, że biorę Raido, ale przyznaje, że mój wyjazd jest konkretny, służbowy, z jasnym celem. Twój brzmi zupełnie inaczej. Odwiedziny u siostry to chyba nie ta sama sytuacja, co delegacja.
