Ja raz byłam w miejscu które potem okazało się że inni też uważają za szczególne - nie wiedziałam tego wcześniej. I czułam niepokój, nie spokój. Jakby zbyt dużo energii naraz. Więc chyba nie każde miejsce mocy jest przyjemne. To by zmieniało jak pytać runami - bo pytanie czy jest w okolicy miejsce mocy to jedno, a czy jest miejsce które mi służy to inne pytanie.
To mnie zatrzymuje przy tym wątku. Czyli runy mogłyby mi powiedzieć nie tylko gdzie szukać, ale też czy ja jestem gotowa żeby tam pójść? Nie pomyślałam o tym pod tym kątem. Spellbound, a co zrobiłaś kiedy poczułaś ten niepokój - wyszłaś od razu czy zostałaś?
Zostałam przez chwilę, próbowałam posiedzieć. Ale potem wyszłam wcześniej niż planowałam. I nie żałuję - czułam że to nie był mój czas albo moje miejsce. Może po prostu nie pasuję do takiej energii, nie wiem.
To co mówi Spellbound_O jest ważne i w starych wierzeniach było to normalne podejście. Nie każde miejsce mocy jest dla każdego człowieka. Były miejsca żeńskie i męskie, miejsca dla kapłanów a nie dla zwykłych ludzi, miejsca sezonowe. Runa mogłaby wskazać właśnie to dopasowanie - czy Twoja energia i energia miejsca są kompatybilne w danym momencie.
Wracając do Plejadki i jej konkretnej sytuacji - strumień i stary las w promieniu 10 km to naprawdę bogaty teren do pracy. Pytanie które bym jej zaproponowała to nie 'czy jest tu miejsce mocy' tylko 'z czym z tej okolicy mam teraz pracować'. To jest inne pytanie i daje inną odpowiedź.
jak najbardziej. Możesz ciągnąć jedną runę na 'co jest teraz aktywne w tej przestrzeni wokół mnie' i drugą na 'co ja do niej wnoszę'. Relacja między nimi mówi więcej niż każda z osobna. Ale żeby to działało, musisz być konkretna w intencji, nie ogólna.
To co Nyja opisuje to w zasadzie relacyjny rzut - dwie runy w relacji do siebie. Używam podobnie przy pytaniach o przedmioty i miejsca. Jedna runa dla miejsca lub obiektu, jedna dla osoby pytającej. Jeśli są w napięciu, to sygnał żeby nie spieszyć się. Jeśli komplementarne - zielone światło.
No dobrze, ale kiedy Plejadka w ogóle ma czas żeby to wszystko przeprowadzić? Bo rozmawiamy już o wielu metodach i każda brzmi inaczej. Może warto po prostu zacząć od jednej próby i zobaczyć co wyjdzie, zamiast planować idealne podejście?
Szczerze? Wolę mieć plan ale wiem że przez to często odkładam. Więc może Lidzia ma rację że trzeba po prostu zacząć. Ale nadal nie wiem od czego - od pytania ogólnego, od tej pary run o której mówił Bogumil, od rzutu na mapę okolicy? To są naprawdę różne rzeczy.
Mogę zaproponować żebyś zaczęła od jednej runy ciągniętej z bardzo prostym pytaniem: 'co mam teraz zobaczyć w tej przestrzeni wokół siebie'. Bez mapy, bez układów. Po prostu jedna runa, kilka minut ciszy, notatka co poczułaś. Dopiero potem możesz iść dalej z bardziej złożonymi technikami. W tarocie też zaczyna się od jednej karty, nie od rozbudowanych układów.
To co Plejadka napisała na końcu mnie uderzyło - że się bała że to brzmi naiwnie. A przecież to jest dokładnie to co jest w tytule tego wątku. Pytania o miejsca mocy to nie są gorsze pytania niż pytania o związki czy pracę. Dlaczego w ogóle tak myślimy, że jedne tematy są 'godne' run a inne nie?
Mam runy, tak. Takie drewniane, kupione jakiś czas temu. Rzadko ich używam bo zawsze mam wrażenie że robię coś nie tak. Ale po tej rozmowie chyba spróbuję tego co proponowała Czeslawa - jedna runa, proste pytanie, notatka. Tylko jeszcze nie wiem kiedy, bo potrzebuję spokojnego momentu.
Spokojny moment to możesz czekać w nieskończoność. Szczerze mówię, bo sama tak miałam. Może po prostu wyciągnij tę runę wieczorem przy kawie i tyle, nie trzeba rytuału.
Bo to ma znaczenie przy takim pierwszym poważniejszym rzucie. Runy kupione samodzielnie zazwyczaj są 'czyste' w sensie że nie ma na nich cudzych intencji. Ale jeśli leżą długo nieużywane, niektórzy czyszczą je przed pracą. Nie musisz, ale możesz.
Zostawię spór historyczny na boku, bo myślę że dla Plejadki ważniejsze jest co teraz zrobić. Pytanie praktyczne - masz te drewniane runy, plan jest żeby ciągnąć jedną z pytaniem o przestrzeń wokół siebie. Czy masz jakiś woreczek albo pudełko gdzie je trzymasz, czy leżą luzem?
Żaden problem. Woreczek jest ok. Możesz przed pierwszym poważnym rzutem potrzymać je przez chwilę w dłoniach, ale nie musisz robić nic więcej. Bardziej zależy mi żebyś powiedziała - co czujesz do tych run? Masz jakiś stosunek do nich, jakieś skojarzenie, czy są dla ciebie zupełnie obojętne?
Trochę obojętne, szczerze. Ładne są, ale nigdy nie czułam do nich czegoś szczególnego. Może dlatego rzadko ich używałam. Nie wiem czy to mówi coś złego o mnie czy o nich.
Nic złego to nie mówi. Część osób potrzebuje czasu żeby nawiązać relację z zestawem. Ciekawe jest natomiast to co powiedziałaś - że rzadko używasz run bo masz wrażenie że robisz coś nie tak. Co konkretnie daje ci to wrażenie? Że ciągniesz za dużo, za mało, pytasz o złe rzeczy?
Ale czy to nie jest normalne na początku? Ja tak samo miałam z kartami - wiedziałam znaczenie z opisu, ale nie widziałam jak to się ma do mojego pytania. Z czasem zaczęło klikać. Czy ktoś tu miał podobnie z runami konkretnie?
Tak, dokładnie tak było u mnie. Przez pierwsze kilka miesięcy to była praca prawie mechaniczna - ciągnę runę, zaglądam do notatek, próbuję złożyć. Ale w pewnym momencie zaczęło przychodzić szybciej, bez zaglądania. Plejadka, czy ty notujesz swoje rzuty? Bo to naprawdę pomaga zobaczyć wzory z czasem.
Właśnie to - że ta sama runa pojawia się kiedy jesteś w podobnej sytuacji życiowej, albo że pewne kombinacje poprzedzają konkretne zdarzenia. To jest osobiste, nie wynika z żadnej książki. Twój notes staje się twją własną księgą run w pewnym sensie.
Przepraszam że wchodzę, ale chciałem zapytać o jedną rzecz bo jestem w podobnym miejscu co Plejadka z tym nierozumieniem. Czy jest jakaś metoda żeby 'oswoić' konkretną runę - na przykład siedzieć z nią przez kilka dni, nosić przy sobie? Słyszałem o czymś takim ale nie wiem czy to ma sens przy szukaniu miejsc mocy.
Przepraszam że wchodzę, ale chciałem zapytać o jedną rzecz bo jestem w podobnym miejscu co Plejadka z tym nierozumieniem. Czy jest jakaś metoda żeby 'oswoić' konkretną runę - na przykład siedzieć z nią przez kilka dni, nosić przy sobie? Słyszałem o czymś takim, ale nie wiem czy to ma sens czy to tylko wymysł.
To ciekawy pomysł szczerze. Tylko mam pytanie - czy losować którą wziąć, czy wybrać świadomie? Bo nie wiem co byłoby lepsze na start.
A skąd to przekonanie że nic nie znaczy? Pytam serio, bo to zdanie powiedziałaś tak mimochodem, a dla mnie jest w nim dużo więcej niż się wydaje.
Ale właśnie - to wymyślanie czy nie wymyślanie to chyba jest sedno całej tej rozmowy od początku, nie? Plejadka pisała że wstydzi się pytać, a teraz mówi że nie ufa własnym odczuciom. To jest jedno i to samo, tylko inaczej nazwane.
Szczerze? Chyba ogólnie trochę tak mam. Ale przy runach to jest szczególnie silne bo tu nie ma jak sprawdzić czy mam rację. Przy normalnych rzeczach mogę potwierdzić, tu nie mogę.
