Mam pytanie, które trochę mnie krępuje, ale postanowiłam zapytać, bo może nie jestem jedyna. Czy runy można pytać o rzeczy, których się wstydzimy? Mam na myśli dosłownie - czy jest jakieś ryzyko, że jak zapytasz o coś wstydliwego, to energia tego pytania jakoś się odbije albo przyniesie coś złego? Bo mam konkretną sprawę, o którą chcę zapytać runy, ale nie wiem czy wypada. I przy okazji - słyszałam, że w pobliżu domów mogą być miejsca mocy i że runy można tam rzucać dla lepszego efektu. Prawda to czy mit?
Runy nie oceniają. To nie jest spowiedź ani sąd ostateczny. Jeśli masz pytanie, zadaj je szczerze - to jedyny warunek. Wstydziłam się kiedyś pytać o sprawy finansowe, bo czułam, że to przyziemne. Okazało się, że Fehu i Othala dały mi bardzo konkretną odpowiedź. Co do miejsc mocy - to osobny temat, ale powiem tyle: nie musisz szukać daleko. A co to za sprawa, jeśli mogę zapytać?
Ja też miałem podobny dylemat. Zastanawiałem się czy można pytać runy o sprawy, hmm, intymne. Trochę głupio mi było w ogóle o tym myśleć. A te miejsca mocy to mnie ciekawią - masz na myśli coś jak geomantyczne punkty energetyczne? Słyszałem że takie miejsca mogą wzmacniać czakry, ale nie wiem jak to się łączy z runami.
Runy to system wróżebny, który działał przez wieki w każdych warunkach - przy ognisku, na polu bitwy, w chacie. Nikt wtedy nie przebirał sie w kwestiach co wypada a co nie. Ludzie pytali o co chceli. Nie ma tematów zakazanych, chyba ze sam sobie zakazujesz. A miejsca mocy - tak, istnieją, ale skąd wiesz że nie masz takiego pod nosem? Ja mam skałke za wsią i zawsze tam chodzę jak chce porządny rzut zrobić.
nie musisz mówić o co chodzi, spokojnie. Ale do miejsc mocy - zazwyczaj się czuje. Są to miejsca, gdzie cisza jest inna niż gdzie indziej, gdzie powietrze jakby gęstnieje. Stare drzewa, skrzyżowania rzek, wzgórza. Można też użyć Laguz albo Ehwaz do wskazania kierunku podczas spaceru. Ale najpierw powiedz - czy w ogóle masz jakieś ulubione miejsce w okolicy, gdzie czujesz się spokojniej niż gdzie indziej?
Przepraszam że wchodzę, ale jestem zupełnie zielony z runami. Jak to jest z tym pytaniem do run - tzn. jak się to w ogóle robi fizycznie? Bo ja rozumiem że ma się jakieś kamienie albo drewienka, ale co mówi sie odpytując? I to z tym wstydem to mnie interesuje, bo sam bym chciał zapytać o coś, co niezbyt chętnie mówię głośno.
A czy to nie jest tak, że im bardziej emocjonalne pytanie, tym lepsza odpowiedź? Bo jak pytam o coś głupiego to runy jakby milczą, a jak pytam o coś co mnie naprawdę boli to odpowiedź jest wyraźniejsza. Albo mi się zdaje?
Ja mam pytanie do całej tej rozmowy o miejsca mocy. Czy takie miejsce może być np. w piwnicy albo na strychu starego domu? Moja babcia miała stary dom i zawsze mówiła że w pewnym kącie salonu jest 'inne powietrze'. Nigdy nie wiedziałam co przez to rozumie ale teraz to mi przyszło do głowy.
Mnie powstrzymywało przez długi czas przekonanie, że runy 'zobaczą' coś czego nie chcę żeby było widziane. Jakby ktoś przeglądał moje myśli. Potem zrozumiałam że to ja interpretuję, więc nikt poza mną nie 'widzi'. Ale to uczucie jest realne i myślę że wiele osób je ma.
Hej, ja co prawda nie znam się na runach prawie wcale, ale to co piszesz Dianka98 to mnie uderzyło. Bo ja z horoskopami mam podobnie - jak czytam o sobie coś trafnego to mi też jest głupio, chociaż nikt nie patrzy 🙂 Więc chyba to normalne i nie dotyczy tylko run. Ale pytanie do znających się - czy runy mogą dać odpowiedź na pytanie o miejsce, nie o człowieka? Tzn. 'czy tu jest dobre miejsce' a nie 'co mam zrobić'?
Jak chcecie znaleźć miejsce mocy to możecie użyć Othali i Laguz razem - Othala wskazuje na powiązanie z ziemią i miejscem, Laguz na przepływ energii. Połączenie tych dwóch przy pytaniu o teren daje całkiem dobry obraz. Sam tak robiłem i znalazłem miejsce przy starej wierzbie niedaleko domu.
Dobra, wracam do swojego głównego pytania bo może za bardzo rozeszłam się na boki. Podsumowując co czytam - rozumiem, że runy nie mają żadnego systemu 'pytań zakazanych', że ograniczenia są w mojej głowie, i że powinienam się uspokoić przed rzutem zamiast pytać z wstydem. Dobrze to rozumiem? I do tej kwestii z miejscem mocy - czy da się to sprawdzić samą Laguz jako pytaniem o energię miejsca, rzucając ją w danym miejscu i obserwując co jeszcze wypada obok?
To jest bardzo konkretny problem który opisujesz i myślę że wiele osób go ma, tylko nie potrafi go tak nazwać. Ja to nazywam czytaniem życzeniowym - jak bardzo chcesz żeby runa powiedziała coś konkretnego, to jakoś 'widzisz' to w każdej runie. I to jest właśnie skutek tego, że emocje są za bardzo w interpretacji, nie w pytaniu. Czy miałaś kiedyś taką sytuację, że wiedziałaś że interpretujesz pod wynik?
W tarocie mam podobne doświadczenia z klientkami - część z nich mówi mi tylko temat, bez szczegółów, i odczyt jest równie trafny. Myślę że to działa tak samo z runami. Ale Plejadka, skoro boisz się czytania życzeniowego - czy próbowałaś kiedyś zapisać interpretację zanim sprawdzisz znaczenie runy w źródle? Tzn. co czujesz zanim zaczniesz racjonalizować?
Ale czy to nie jest tak, że skoro runy mają swoje konkretne znaczenia od tysięcy lat, to po co wymyślać własne? Jak mam Isaz to jest Isaz, blokada, stop. Po co zgadywać na podstawie kształtu?
Ta dyskusja o znaczeniach jest ważna, ale chyba odchodzimy od Plejadki i jej pytania. Bo ona pyta jak poradzić sobie ze wstydem przy interpretacji, nie skąd wzięły się znaczenia run. Choć to ma związek - jeśli rozumiesz że interpretacja zawsze wymaga twojego udziału, to trochę inaczej podchodzisz do tego co 'widzisz'.
Mam pytanie może trochę z boku, ale związane z tym wstydem - czy jest jakiś rodzaj pytań do run, gdzie wstyd jest szczególnie przeszkadzający? Bo rozumiem że jak pytasz o coś miłosnego albo intymnego to wstyd może być większy, ale co z pytaniami o miejsca, o przestrzeń wokół domu? Czy tam też go masz Plejadka?
To co napisałaś o wstydzie przed samą sobą to chyba najczęstszy hamulec przy wszystkim co ezoteryczne. Ja długo nie mogłam nawet kupić kart, bo myślałam że sama siebie oceniam. Nie wiem jak to jest z runami konkretnie, ale myślę że sam fakt że piszesz tu o tym to już coś.
Słucham tej rozmowy i mam jedno spostrzeżenie - mówicie dużo o psychologii wstydu i to jest ok, ale mam wrażenie że Plejadka ma jeszcze inne pytanie pod spodem. To pytanie o miejsca mocy - czy one w ogóle istnieją i czy można je znaleźć runami - jest chyba tym co ją zatrzymuje bardziej niż wstyd. Bo wstyd można przepracować, ale jeśli sama nie wierzy że miejsca mocy są realne, to cały rzut jest dla niej bez sensu.
Ale czy to nie jest argument ZA pytaniem runami właśnie? Jeśli nie wiesz czy coś istnieje, to racjonalne metody nie pomogą bo nie masz danych. Runy mogą być tu dobrym testem - jeśli odczyt będzie spójny i trafi na coś co potem potwierdzisz w terenie, to masz odpowiedź na dwa pytania naraz. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Ale ja nie potrzebuję 'falsyfikacji' w sensie naukowym. Chcę wiedzieć czy to ma sens dla mnie, dla mojej praktyki. Czy runy mogą mi pokazać gdzie szukać, i czy jak tam pójdę, to coś poczuję. Edmund, czy to jest według ciebie bezcelowe?
Ale jak w ogóle wygląda szukanie miejsc mocy runami? Bo czytałam o różdżkarstwie do tego, o wahadełku, ale żeby runy... to jak to technicznie działa? Pytasz ogólnie 'czy jest coś blisko mnie' i ciągniesz runę?
Na mapę to raczej technika szamańska, nie runowa. Nie mieszajmy różnych systemów bo to tylko zamieszanie. Runy mają swoje techniki odczytu i to się trzyma kupy wewnętrznie. Jak zaczniesz je rzucać na mapy, to co właściwie czytasz - runę czy geografię?
No dobrze, to skoro można różnymi sposobami, to co konkretnie Plejadka powinna zrobić? Bo ta dyskusja jest ciekawa, ale ona miała pytanie praktyczne chyba? Jak znaleźć te miejsca mocy w okolicy i czy w ogóle pytać o to runami?
Mieszkam na obrzeżach małego miasta, za domem jest las i kawałek dalej stara rzeczka, właściwie to strumień. Okolica to może z 10-15 km w dowolnym kierunku. I chodzi mi raczej o miejsca naturalne, nie budynki. Choć nie wiem czy to coś zmienia.
Strumień i stary las to jest klasyczne miejsce do szukania. W dawnych wierzeniach słowiańskich, skandynawskich i celtyckich woda i stare drzewa to były punkty graniczne, między światami. To nie przypadek że do dziś ludzie czują coś w takich miejscach. Nie mówię że to 'moce', ale że jest tam coś co działa na człowieka. Może bioenergecznie, może inaczej.
Pracowałam w kilku miejscach które ludzie nazywają mocnymi i szczerze powiem - różnica między 'tu mi dobrze' a 'tu coś jest' jest wyczuwalna, ale naprawdę trudna do opisania. Nie chodzi o spokój czy piękno. To jest coś co działa inaczej na ciało, nie na nastrój. Ale nie wiem jak to przekazać komuś kto tego nie poczuł.
