Słucham tej dyskusji o zmienianiu pytań i świadków i mam nieodparte wrażenie że opisujecie mechanizm który psycholodzy mają opisany od dawna. To jest po prostu unikanie dysonansu poznawczego. Nie ma tu nic nadprzyrodzonego, to jest mózg który nie lubi sprzeczności. Pytanie do mnie samej: czy wiedza o tym mechanizmie cokolwiek zmienia jeśli ktoś w runy wierzy?
Mam pytanie do wszystkich którzy przyznali że wracali do odczytu. Czy był kiedyś moment w którym świadomie postanowiliście nie robić kolejnego rzutu, nawet gdy chciałaś? I co wtedy zrobiłaś zamiast tego?
Czytam tę rozmowę od początku i coś mi tu siedzi. Czy wy wszyscy mówicie o uzależnieniu od konsultacji jako o czymś co się trafi tylko przy wróżeniu? Bo ja mam koleżankę, i mówię o koleżance serio, która dzwoni do mnie po każdej kłótni z partnerem żeby zapytać co o tym myślę. Nie ma run, nie ma tarot, ale mechanizm jest identyczny z tym co tu opisujecie. Szuka potwierdzenia, nie odpowiedzi.
I tu właśnie mnie to boli. Bo runy dają mi coś czego koleżanka nie da: pozorną obiektywność. Koleżanka to człowiek, może się mylić, może mieć swoje interesy. Runy wyglądają na coś co stoi ponad tym. I chyba właśnie dlatego łatwiej im zawierzyć i łatwiej wracać, bo czuję że 'to jest ponad moje ego'. A tu wychodzi że może być dokładnie odwrotnie.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i nie odzywałam się, ale jedno zdanie Albinka mnie zatrzymało. To o 'pozornej obiektywności'. Bo chyba właśnie o to chodzi. System który wygląda na zewnętrzny i neutralny daje nam alibi żeby nie brać odpowiedzialności za własne pytanie. I wtedy można robić dziesiąty rzut i mówić że to 'runy mówią', a nie ja szukam.
To co napisał Albinek o pozornej obiektywności siedzi mi w głowie. Bo jeśli runy dają alibi, to ciekawe jest to, że to alibi działa tylko w jedną stronę. Jak wynik jest dobry, to 'runy potwierdziły'. Jak zły, to 'może źle rzuciłam, może zły dzień, może świadek nie ten'. Czyli obiektywność systemu jest selektywna. I wtedy pytanie: czy my w ogóle używamy run do wróżenia, czy do negocjowania z własnym lękiem?
To co Krwawnik opisała to jest moim zdaniem sedno całego wątku, tylko nikt do tej pory nie powiedział tego tak wprost. Mam pytanie do uczestników: czy ktoś pamięta moment, w którym przyjął zły wynik rzutu bez żadnego 'ale'? I co wtedy poczuł?
Chcę wrócić do wątku świadka bo przy runach naprawdę mamy odpowiednik i myślę że jest niedoceniany. Przy klasycznym odczycie runicznym, jeśli pytasz o konkretną osobę, to sposób w jaki tę osobę 'wprowadzasz' do przestrzeni odczytu ma znaczenie. Ja używam imienia wypowiadanego głośno przed rzutem. I przyznam że miałam sytuacje kiedy to robiłam inaczej, raz głośno, raz w myślach, i wyniki były różne. Nie wiem czy to świadek w sensie Geomantki, ale jest jakaś analogia.
Wracając do pytania Wolchwa o przyjęcie złego wyniku bez 'ale'. Myślę że to jest rzadkie nie dlatego że jesteśmy słabi albo zależni, ale dlatego że systemy wróżebne, runy, tarot, geomancja, rzadko dają wyniki które są naprawdę jednoznaczne. I to nie jest wada systemu, to jest jego właściwość. Problem zaczyna się gdy tę niejednoznaczność używamy wyłącznie do jednego celu: do kwestionowania tylko złych wyników.
mam pytanie może głupie ale skoro świadek może byc imię albo zdjeice albo przedmiot, to co jest 'lepsze'? czy w ogóle to ma znaczenie? bo czytałam że do run sie raczej nie używa żadnych świadków, a tu cała dyskucja. trochę się pogubiłam
Zaraz, zaraz. Bo teraz wychodzi że spora część tego o czym rozmawiamy, świadkowie, fizyczne przedmioty, kolejne rzuty dla 'precyzji', to jest warstwa którą sami dokładamy. I to mnie jako sceptykę zastanawia: czy te warstwy pomagają się skupić i to jest ich jedyna funkcja, czy jest jakaś teoria dlaczego miałyby zmieniać wynik? Bo jeśli to tylko skupienie, to to jest psychologia, nie ezoteryka.
Wchodzę w tę rozmowę o świadku bo wydaje mi się że zaczynamy mieszać dwa poziomy. Jeden to tradycja i teoria systemu, drugi to indywidualna praktyka. Czarnobog napisał to precyzyjnie o runach. Ale wracając do głównego wątku: niezależnie od tego czy świadek jest wymagany tradycją czy nie, jego zmienianie po niesatysfakcjonującym wyniku jest tym samym mechanizmem co zmienianie pytania. To jest szukanie wyniku, nie odpowiedzi.
Kingusia to powiedziała dobrze, ale chcę dopytać. Bo jest jedna sytuacja która mi się wydaje uczciwa: zmieniasz świadka bo naprawdę zdałeś sobie sprawę że pytałeś o co innego niż chciałeś. Nie dlatego że wynik był zły, ale dlatego że pytanie było niedokładne. Czy da się to odróżnić od siebie? Jak rozpoznać że to korekta a nie ucieczka?
To co Halineczka napisała jest uczciwe i mi to pasuje. Przepraszam, chciałem powiedzieć, że to do mnie trafia. Bo u mnie ten moment 'zdania sobie sprawy' zawsze był po wyniku. Nigdy przed. I chyba to jest jeden z tych sygnałów o których pisałem na początku, że coś jest nie tak z tym jak używam run.
To co napisałeś na końcu jest ważne. Że moment zdania sobie sprawy zawsze był po wyniku, nigdy przed. Ale mam pytanie: czy jak to teraz widzisz, to uważasz że ta zmiana pytania była zawsze nieuzasadniona? Bo wyobrażam sobie sytuację gdzie wynik naprawdę pokazał że pytałeś nie o to, a nie że był po prostu nieprzyjemny.
A czy ktoś próbował zapisywać odczyty z datą i pytaniem zanim zobaczy wynik? Pytam bo tarot ma to samo, i jedyna metoda jaka mi trochę pomogła to właśnie dziennik, gdzie widzę z czasem wzorzec. Czy przy runach ktoś to robi systematycznie?
Dziennik to dobry pomysł, ale jest w nim pułapka o której warto powiedzieć. Jeśli go prowadzisz i widzisz wzorzec, możesz zacząć się oceniać. I wtedy zamiast uzależnienia od konsultacji dostajesz uzależnienie od analizowania uzależnienia. Znam kilka osób które na to wpadły.
Zastanawiam się czy w ogóle problem leży w liczbie rzutów, czy w tym co się dzieje po. Bo znam osoby które rzucają codziennie i to jest dla nich medytacja, nie uzależnienie. I znam osoby które rzucają raz na miesiąc i za każdym razem przez tydzień nie mogą żyć bez rozkminiania wyniku.
a wracając do tego świadka, bo to mi zostało w głowie, to jak ktoś pyta runą o kogoś innego i nie ma ani zdjecia ani imienia ani nic, to jest w ogole możliwe żeby odczyt był precyzyjny? czy wtedy to sie rozmywa? bo próbowałam raz tak i nie wiedziałam czy to o tej osobie czy o mnie
Chcę wrócić do wątku głównego bo trochę odeszliśmy. To co Julisia mówi o pytaniach jest trafne, ale ma też związek z uzależnieniem. Bo niejasność pytania jest wygodna. Jeśli pytanie jest nieostre, wynik zawsze można dopasować. I to może być nieświadoma strategia, nie złośliwość wobec siebie, ale taki odruch ochronny. Ktoś rozpoznaje to u siebie?
To co Czarnobog opisał to znane zjawisko, nie tylko w ezoteryce. W każdym systemie przepowiedni, wyrocznia delficka, I Ching, runy, pytania nieostre chronią pytającego przed konfrontacją z odpowiedzią. System nie jest tu winny, mechanizm jest ludzki. Ale mam pytanie do Albinka: w którym momencie zdałeś sobie sprawę że to jest wzorzec, a nie jednostkowy przypadek?
Szczerze? Kiedy zobaczyłem że mam w notatniku zapisane to samo pytanie z różnymi datami na przestrzeni kilku miesięcy. Dosłownie to samo zdanie, różne daty. I wszystkie odpowiedzi były 'niekonkluzywne'. Wtedy coś we mnie kliknęło.
To samo pytanie z różnymi datami - to jest coś co mnie zatrzymało. Czy pamiętasz co się stało po tym kliknięciu? Bo rozumiem że coś się zmieniło, ale ciekawi mnie czy to była zmiana w praktyce, czy tylko w sposobie myślenia o niej?
Wracając do świadka, bo Wegka go poruszyła i nie zostało to domknięte - czy ktoś używał konkretnego przedmiotu jako zakotwiczenia przy odczycie dla kogoś nieobecnego? Nie zdjęcia, nie imienia, ale czegoś fizycznego? Kamień, pierścionek, jakaś rzecz należąca do tej osoby?
To co Albinek opisuje, ta ulga i wstyd jednocześnie, to brzmi bardzo znajomo. Czy ktoś inny miał dokładnie to? Bo ja przez długi czas myślałam że to jest tylko mój problem i że inni jakoś to mają uporządkowane.
To jest jeden z najbardziej szczerych opisów tego mechanizmu jaki tu widziałam. Albinek, czy w momencie gdy rzucałeś 'żeby zobaczyć czy to koniec' - co miałeś nadzieję zobaczyć? Jaką runę, jaki układ?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale ja właśnie jestem na początku swojej przygody z runami i trochę się boję po tym wątku. Jak w ogóle poznać że jest się jeszcze po bezpiecznej stronie? Czy jest jakaś sygnalizacja wcześniejsza zanim człowiek wpadnie w tę spiralę?
