Moje są z drewna, ręcznie wypalane. Dostałam je od osoby która sama je zrobiła, nie są kupne. Nigdy ich nie czyściłam, bo gdzieś czytałam że nie powinno się czyścić run tak jak kart tarota, że one inaczej działają.
Czytałam że runy można czyścić przez zakopanie w ziemi na kilka dni, to je resetuje. Albo przez dym, ale nie każdy dym, chyba jodła jest dobra do drewnianych.
Właśnie, bo ta ciężkość i te runy to dla mnie jedno i drugie powiązane. Mam wrażenie że te trzy runy które wypadają, Hagalaz, Nauthiz, Isa, są jakby echem tej atmosfery, albo ona jest echem ich. Nie wiem co było pierwsze.
To jest naprawdę ciekawe co mówisz, bo to prowadzi do pytania fundamentalnego w pracy z runami: czy runy opisują rzeczywistość, czy ją przyciągają? Bo jeśli to drugie, to ciągłe wyciąganie tych samych trzech mogło stopniowo tworzyć tę atmosferę.
Czyli Krokusik sugeruje że Gizelka sama stworzyła tę ciężkość przez powtarzanie wzorca? To by tłumaczyło dlaczego skupia się przy stole.
Tak, dokładnie to sugeruję. Nie żeby winić Gizelkę, bo to nie o winę chodzi, ale o mechanizm. Jeśli przez wiele tygodni lub miesięcy siadasz przy tym samym stole, wyciągasz te same trzy runy i czujesz ciężar, to budujesz coraz silniejszy wzorzec skojarzeniowy. Ciało zaczyna anticipować ciężar zanim jeszcze dotkniesz woreczka. Pytanie do Gizelki: jak długo ten wzorzec trzech run się powtarza? Bo to może mieć znaczenie dla oceny czy to jest zapowiedź czy już nawyk.
Pamiętam że Hagalaz zaczęła pojawiać się może cztery miesiące temu, ale te trzy razem to już od jakichś dwóch miesięcy. Na początku myślałam że to zbieżność, potem zaczęłam się tym przejmować, a teraz... sama już nie wiem czy się przejmuję bo wypadają, czy one wypadają bo się przejmuję.
A to jest już błędne koło. I to jest właśnie moje pytanie od początku - skąd pewność że runy w ogóle coś zapowiadają, a nie że po prostu odzwierciedlają stan osoby która je ciągnie? Bo wtedy cała rozmowa o śmierci i skończoności idzie w złym kierunku.
Dobrze że wróciliśmy do sedna. Gizelka, chcę zapytać o jedną konkretną rzecz bo to ważne dla zrozumienia tej atmosfery w pokoju. Czy ta ciężkość jest obecna przez cały czas, całą dobę, czy tylko kiedy pracujesz z runami albo w okolicach tej przestrzeni przy stole?
To dobre pytanie, bo nad tym sama się ostatnio zastanawiałam. Przez cały czas jest jakaś ogólna ciężkość w pokoju, ale przy stole i szczególnie wieczorami jest wyraźnie mocniejsza. Rano jest trochę lżej, jakby noc coś rozładowywała.
To co mówisz o poranku mnie zatrzymało. Jeśli rano jest lżej, to może nocna cyrkulacja powietrza albo zmiana temperatury robi coś fizycznego? Pytam bo zanim pójdziemy w kierunku energetycznym, warto wykluczyć proste rzeczy. Jak jest z wentylacją w tym pokoju?
Ale chwila, bo to też nie jest takie proste. Czytałam że miejsca mają pamięć i emocje się w nich kumulują właśnie przez powtarzające się rytuały. Stół mógł wchłonąć te sesje z runami przez miesiące. Nawet jeśli rano wychodzisz z pokoju bez myśli o tym, stół dalej tam siedzi i trzyma tę energię. Gizelka, czy ten stół jest stary, coś wiesz o jego historii?
Trzy lata to jednak trochę czasu na akumulację. A wiesz co mi się wydaje? Gizelka, przypomnij mi - mówiłaś wcześniej że stół służy też do pracy i jedzenia. Kiedy na nim jem, to traktuję go jako jadalniany. Kiedy pracuję z runami, to świętą przestrzeń. Te dwa tryby przez trzy lata mogły stworzyć rodzaj energetycznego szumu, nie ciężar sam w sobie, ale zakłócenie które twój umysł czyta jako ciężar.
Przepraszam że wchodzę, śledzę ten wątek od dłuższego czasu i bardzo mi pomógł bo sama miałam podobne odczucia przy numerologii, że wzorzec się powtarza i zaczyna ciążyć. To co Celestynka mówi o eksperymencie brzmi rozsądnie. Gizelka, bardzo dziękuję że tak otwarcie o tym piszesz, bo przez twój opis rozumiem też swoje własne doświadczenie lepiej.
Dobra ale wracając do tytułu tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy. Mamy temat o świadomości śmierci i runach. Gizelka, czy te trzy runy Hagalaz, Nauthiz, Isa faktycznie dla ciebie osobiście kojarzą się ze śmiercią, czy ktoś ci powiedział że tak je należy interpretować? Bo to zmienia sprawę.
Gdzieś czytałam że Isa to zastój, Nauthiz to konieczność i ograniczenie, a Hagalaz to właśnie rozpad i chaos. Razem mi to złożyło się w obraz czegoś nieuchronnego. Nie koniecznie śmierci fizycznej, ale jakiegoś końca. I ta skończoność mnie przygważdżała, bo zaczęłam myśleć że coś w moim życiu musi się skończyć i bałam się co.
To jest kluczowe co teraz powiedziałaś. Bo Isa, Nauthiz i Hagalaz razem to rzeczywiście trudne połączenie, ale nie fatalne. Isa to zamarznięcie które poprzedza odwilż, Nauthiz to ograniczenie które rodzi siłę, Hagalaz to rozpad który tworzy nowe podłoże. To jest zima zanim przyjdzie wiosna. Czy czytałaś o nich osobno, każdą z historią starszą niż współczesne książki o runach?
To jest właśnie najtrudniejsze pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Kiedy jesteś w środku Hagalaz, to naprawdę boli tak samo jak koniec. Ale powiem ci jak ja to sprawdzam - patrzę co jest w sąsiedztwie tych run w układzie. Czy ciągałaś więcej run wokół tego zestawu, czy tylko te trzy?
Właśnie, bo to robi całą różnicę. Trzy runy wyjęte z kontekstu to zupełnie co innego niż trzy runy w konkretnym rzucie z określonym układem. Gizelka, jak ty w ogóle ciągasz? Losowo po jednej, czy masz jakiś układ który stosujesz?
Dobra, to zmienia całą interpretację. Bo jeśli Isa wyszła jako wynik albo wskazówka, to to nie jest zapowiedź końca. To jest zalecenie. Isa w pozycji wskazówki mówi żebyś się zatrzymała, nie żeby wszystko się skończyło. To ogromna różnica i myślę że stąd właśnie wzięła się ta błędna atmosfera wokół tego rzutu.
Gizelka, mam do ciebie pytanie które może być kluczowe. Kiedy ciągnęłaś te trzy runy i zobaczyłaś Isę jako wynik, co poczułaś zanim jeszcze zaczęłaś ją interpretować? Pierwsza reakcja, zanim sięgnęłaś po jakikolwiek opis znaczeń.
To jest bardzo ważne co właśnie powiedziałaś. Ulga przed interpretacją intelektualną. Czy możliwe że twoje ciało albo intuicja odebrała ten rzut zupełnie inaczej niż twój umysł który zaczął szukać definicji w opisach? Bo to by tłumaczyło całą tę sprzeczność.
Ale czy intuicja nie może się mylić? Serio pytam, bo zawsze słyszę że należy ufać pierwszej reakcji, ale przecież można mieć intuicję która jest po prostu lękiem w innej formie. Jak to odróżnić od prawdziwej intuicji?
Czytam ten wątek i mam jedno pytanie bo kompletnie się w tym gubię. Czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego w ogóle zakładamy że runy coś przepowiadają zamiast po prostu być losowym zestawem kształtów? Nie atakuję nikogo, ale nie rozumiem podstawy.
Przy numerologii też się toczą te same spory i szczerze powiem - przez lata doszedłem do tego że mnie to pytanie przestało interesować. Liczy się czy system działa dla mnie. A dla mnie działa, bo wzorce które widzę w liczbach pokrywają się z tym co rzeczywiście się dzieje. Jak to działa - nie wiem i już się tym nie dręczę.
Weszłam tu bo mam podobny problem z numerologią i ta rozmowa mi bardzo pomaga. Chcę zapytać Gizelkę - czy po tym wszystkim co tu omówiłaś, ta ciężkość w pokoju jakoś się zmieniła? Czy samo rozmawianie o tym coś zrobiło?
Dobrze. I zanotuj tę pierwszą reakcję zanim sięgniesz po jakikolwiek opis. To co powiedziałaś o uldze jest ważniejsze niż myślisz i chcę żebyś miała to zapisane kiedy będziesz porównywać.
