Hej, śledzę tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku, ale jednak. Czy to ma znaczenie, jaką metodą się ciągnie runę? Bo widziałam różne sposoby, jedni woreczek, drudzy rozkładają wszystkie i wybierają, inni rzucają na płótno. Czy to wpływa na ten cały temat samospełniania się, o którym mówicie?
Hej, śledzę tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku, ale jednak. Czy to ma znaczenie, jaką metodą się ciągnie runę? Bo widziałam różne sposoby, jedni woreczek, drudzy rozkładają wszystkie i wybierają, inni rzucają na płótno. Czy to wpływa na wynik, czy to kwestia tego, jak my się przez to czujemy?
Akurat mam wrażenie, że woreczek sprawia, że bardziej 'akceptuję' wynik, bo dosłownie nie widzę co ciągnę. Przy rozkładaniu wszystkich na stole zawsze mam z tyłu głowy, że mogłam wybrać inaczej. I to chyba bezpośrednio łączy się z tym, o czym Kalikst pisał, bo jeśli czuję, że 'mogłam wybrać inaczej', to efekt sugestii jest słabszy, a może i wynik przestaje tak mocno kierować tym, co potem robię.
Chyba nigdy tak o tym nie myślałam, ale to ma sens. Mam pytanie do Almandynki, bo wspomniałaś o Tacycie, czy te historyczne opisy w ogóle mówią coś o tym, co robiono kiedy 'wynik się nie sprawdził'? Bo mnie ciekawi, czy ludzie wtedy też mieli ten dylemat, który mamy teraz, że nie wiadomo czy to wróżba, czy własne działanie.
To jest dokładnie to co miałam na myśli wcześniej. System zawsze ma wbudowaną odpowiedź na niepowodzenie, w każdej tradycji. 'Zrobiłeś coś źle', 'nie byłeś gotowy', 'warunki się zmieniły'. To nie jest zarzut, tylko obserwacja, że takie systemy są z definicji odporne na falsyfikację. Nie mówię, że dlatego są bezużyteczne, bo Vinta dobrze to ujęła wcześniej że chodzi o coś innego niż skuteczność w sensie empirycznym, ale to warto mieć z tyłu głowy.
Wróćmy może na chwilę do tego, co mnie nurtuje, bo ta dyskusja jest świetna, ale trochę mi umknął wątek z tym, co Almandynka mówiła o zobowiązaniu wobec sił. Kornelia mówi, że system jest odporny na falsyfikację, OK, ale co jeśli ktoś faktycznie odczuwa coś po pracy z runami, coś co nie jest tylko psychologią nastawienia? Jak wy to odróżniacie?
Właśnie, i tu wracamy do sedna. Gdyby to była tylko psychologia, to powinno być przewidywalne i powtarzalne. A jak nie jest, to może jednak jest coś więcej. Nie wiem czemu ludzie tak bardzo chcą to sprowadzić do odruchów Pawłowa.
Mam wrażenie, że ta dyskusja kręci się wokół tego samego miejsca od kilku postów. Może warto zapytać inaczej: czy dla praktyki to w ogóle ma znaczenie, jaka jest przyczyna działania run? Kalikst, Ty zacząłeś ten wątek od przepowiedni, a teraz rozmawiamy o mechanizmach. Czy te dwie rzeczy są dla Ciebie połączone, czy to osobne pytania?
Dla mnie są połączone, właśnie dlatego, że jeśli runy działają przez psychologię nastawienia, to samospełniająca się przepowiednia jest nie efektem ubocznym, tylko samym mechanizmem. A jeśli działają przez coś zewnętrznego, to samospełnienie jest czymś dodatkowym, nadbudowanym. I to zmienia etykę całej pracy, bo w pierwszym przypadku sam siebie programujesz, a w drugim, no, ktoś lub coś ci pomaga. I nie jestem pewien, które z tego jest bardziej odpowiedzialne.
Hm, to mnie zatrzymało. Kalikst, masz na myśli, że jeśli to psychologia, to masz pełną kontrolę i odpowiedzialność, a jeśli to coś zewnętrznego, to odpowiedzialność jest jakoś podzielona? Bo ja bym to odwróciła, przy zewnętrznym czynniki masz mniej kontroli, więc może być bardziej ryzykownie.
Właśnie, Wiechlina, i to jest chyba to, o co mi chodziło z tymi niezamierzonymi skutkami. Jeśli sam programujesz się przez odczyt, to możesz to odkręcić, bo to twoje własne przekonania. Ale jeśli coś zewnętrznego faktycznie działa, to co wtedy? Almandynka, jak to jest traktowane w tych tradycjach które znasz?
Dla mnie tak, bo to znaczy, że może całe nasze pytanie 'czy sami tworzymy wynik' jest pytaniem z niewłaściwego kąta. Może w tym systemie nie ma podziału na 'ty' i 'wynik', bo jesteś częścią tego samego procesu. Ale wtedy przestaję rozumieć, jak w ogóle można świadomie pracować z runami, skoro nie wiadomo gdzie kończysz ty, a zaczyna runa.
To pytanie Augura mnie zatrzymało. Siedzieć z pytaniem zamiast szybko na nie odpowiadać, to brzmi jak coś, co powinno być w opisie każdej praktyki wróżebnej, ale jakoś rzadko o tym mówimy wprost. Kalikst, czy Ty praktycznie to stosujesz? Czyli ciągniesz runę i świadomie zostawiasz to pytanie otwarte, zamiast od razu interpretować?
Staram się, ale szczerze, to jest trudniejsze niż się wydaje. Bo pierwsza interpretacja przychodzi automatycznie, zanim zdążę ją zatrzymać. Pytanie brzmi, czy ta automatyczna to już jest ta 'moja' odpowiedź, którą wnosiłem do losowania, czy coś innego. I właśnie tu widzę ten węzeł z samospełnieniem, bo jeśli pierwsza interpretacja kształtuje moje działanie, to zanim w ogóle 'zdecyduję', co z tym zrobić, mechanizm już ruszył.
Nie, nie jest taka sama. I to mnie samego zastanawia. Hagalaz w jednym odczycie działa na mnie jak ostrzeżenie, w innym prawie jak ulga, że coś się wreszcie posypie. Kontekst zmienia odbiór, ale nie zawsze wiem co dokładnie w tym kontekście decyduje.
Właśnie to samo. I nie chodzi tylko o nastrój, bo sprawdzałam to kilka razy próbując być w podobnym stanie. Coś innego musi wchodzić w grę. Nie wiem co, ale to pytanie Augura, żeby z tym siedzieć zamiast szybko odpowiadać, może ma właśnie tę wartość, że zmuszasz się do zauważenia tej różnicy, zanim ją przykryjesz gotową interpretacją.
Kornelia, to chyba nie do uniknięcia w jakimkolwiek systemie wróżebnym, nie? Samo zadanie pytania zmienia sposób myślenia o sytuacji. Ale mnie bardziej nurtuje coś innego, wcześniej Almandynka wspomniała o galdr jako reakcji na trudny wynik. Czy ktoś tu faktycznie to praktykuje i ma jakieś własne doświadczenie, czy to raczej wiedza teoretyczna?
Almandynka, to jest dla mnie nowe myślenie. Czyli w tej tradycji samospełniająca się przepowiednia nie jest problemem, tylko wręcz jest celem? Żeby 'wypełnić' to co przyszło przez świadome działanie?
To ciekawe, ale mam wrażenie, że robimy z tego coraz bardziej filozofię, a mniej praktykę. Konkretnie, jeśli wyciągnę Nauthiz i wiem, że to 'konieczność, opóźnienie', to czy moje przekonanie, że będzie trudno, sprawia że jest trudno, czy runa trafiła, bo faktycznie jest ciężko? Jedno z drugim może nie mieć nic wspólnego.
Karol, ale co by zmieniło, gdybyś wiedział na pewno, które z tych dwóch jest prawdą? Mam na myśli praktycznie, co byś inaczej zrobił następnym razem?
Karol, to niepogodzenie wydaje mi się ważniejsze niż odpowiedź. Bo większość osób, które znam i które pracują z runami od lat, też się z tym do końca nie pogodziły. I może dlatego wracają do stołu z runami, a nie dlatego, że mają pewność.
Wracając do czegoś, co powiedziała Almandynka o wyrd i tkaniu wspólnie. To jest dla mnie jeden z bardziej sensownych modeli, bo nie wymaga ani wiary w deterministyczną przepowiednię, ani odrzucenia sprawczości. Ale mam pytanie do wszystkich: czy ktokolwiek tu zmienił swoje zachowanie po odczycie i miał poczucie, że to zmiana była 'właściwa', niezależnie od tego, czy 'przepowiednia się spełniła'?
Cyprysik, właśnie. I może to jest odpowiedź na pytanie Kaliksta, nie 'czy sami tworzymy wynik', tylko 'czy pytanie o tworzenie wyniku jest w ogóle tym pytaniem, które powinniśmy zadawać po odczycie'.
Kornelia, próbowałem. Wyszło Isa. Uznałem, że to akurat runa, która nic nie znaczy, bo 'zamrożenie' pasuje do każdej sytuacji. Więc uznałem, że to potwierdza moją teorię. I teraz nie wiem, czy to była dobra metodologia.
Almandynka, to mi przypomina coś, o czym czytałem przy okazji kamieni runicznych, że układ fizyczny run w rzucie też był traktowany jako część przepowiedni, nie tylko znaczenie poszczególnych znaków. Czyli już sam akt rzutu był wejściem w tę sieć? Czy dobrze to łączę?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, bo przy rytuałach często mam podobny dylemat. Czy wy, kiedy pracujecie z runami i coś wychodzi trudnego, zmieniacie coś w tym, co planowałyście zrobić? Mam na myśli konkretnie, że rytuał, który miałyście zamiar przeprowadzić, odkładacie albo zmieniacie?
Augur, ale Kalikst ma w tym coś słusznego, bo jeśli nie rozróżniamy, kiedy runa daje impuls do działania, a kiedy daje wygodne alibi do uniknięcia działania, to zaczynamy używać run jako systemu usprawiedliwiania. I to już nie jest wróżenie, to jest racjonalizacja. I wracamy prosto do pytania z tytułu, tyle że od innej strony.
