Mam taką myśl, która chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu i chcę zobaczyć, co wy na to. Czy używacie run w taki sposób, że de facto zdejmują z was odpowiedzialność za podjęcie decyzji? Bo widzę, że wielu ludzi pyta runy o to, co zrobić - nie żeby dostać perspektywę, ale żeby runa powiedziała im, co mają zrobić i żeby mogli potem powiedzieć 'no tak wyszło z run'. Mnie to trochę niepokoi. Macie podobne obserwacje?
Dotknęłaś czegoś ważnego. Runa nie podejmuje za ciebie decyzji, ona pokazuje energię sytuacji - to duża różnica. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek szuka w runach usprawiedliwienia, a nie odpowiedzi. Widziałam to wielokrotnie u osób, które ciągną run po pięć razy dziennie aż wyjdzie im to, co chcą. Ale mam pytanie do ciebie - czy myślisz, że to jest kwestia złego rozumienia run, czy raczej generalnie takiego podejścia do życia, które człowiek przenosi na ezoterykę?
Zgadzam się z Nyją, że to kwestia podejścia, ale nie jest to takie proste. Sam przez długi czas traktowałem runy jako coś, co 'wie lepiej' niż ja. Dopiero po jakimś czasie doszedłem do tego, że odczyt to rozmowa, a nie wyrok. I właśnie to słowo - wyrok - chyba dobrze opisuje, jak wiele osób podchodzi do wróżenia w ogóle. Runy, tarot, wszystko jedno. Pytanie do Kazi - czy widziałaś, że komuś to realnie zaszkodziło? Mam na myśli tę postawę 'runa zdecydowała'.
No i tu jest właśnie problem z samoukami, którzy uczą się ze stron internetowych. Isa to jedna z bardziej złożonych run i sprowadzanie jej wyłącznie do 'stop, nie ruszaj się' to błąd. Ale wracając do pytania z pierwszego posta - myślę, że runy z natury nie zwalniają z odpowiedzialności, ale sposób, w jaki je traktujemy, może to powodować. To nie wina samych run.
A ja mam pytanie, bo trochę się w tym gubię. Jak to właściwie wygląda u osób, które robią to 'dobrze'? Bo ja jak ciągnę kartę albo runę i wychodzi mi coś nieprzyjemnego, to mam odruch, żeby ciągnąć jeszcze raz. I chyba wiem, że to źle, ale co wtedy zrobić z tą pierwszą odpowiedzią, której nie lubię?
Powiem wprost - moim zdaniem runy są bardziej precyzyjne niż tarot właśnie dlatego, że mają mniej kart i mniej pola do nadinterpretacji. Jak wychodzi Hagalaz, to wychodzi Hagalaz i już wiesz, że czeka cię jakiś kataklizm. Nie ma co filozofować.
Słucham tej dyskusji i chcę zapytać - czy ktoś z was przy okazji mapowania energetycznego przestrzeni używał run? Pytam, bo mam wrażenie, że ten wątek można rozszerzyć. Jeśli ktoś ma dużą działkę i chce zbadać jej strefy energetyczne, runy mogą być jedną z metod orientacji - nie jako wyrocznia, ale jako wskaźnik jakości energii w danym miejscu.
Poczekajcie, bo zgubiłem się trochę. Mapowanie działki runami? To jak to miałoby wyglądać w praktyce? Kładziesz runy na ziemi i sprawdzasz, co wychodzi w różnych miejscach? Serio pytam, nie kpię.
Mam akurat duży teren przy domu i od dawna zastanawiam się, jak systematycznie to zrobić. Ale nie bardzo rozumiem, co to znaczy 'kluczowe punkty'. Jak je wyznaczam? Metodą radiestezyjną? Czy chodzę i czekam na jakieś odczucia? Nie mam doświadczenia w radiestezji.
Wracając do głównego pytania wątku, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Sama pracuję z runami regularnie i wiem, że to kwestia dyscypliny wewnętrznej, a nie samych run. Kiedy ciągnę runę w ważnej sprawie, staram się najpierw zapisać, co ja sama myślę o sytuacji. Potem patrzę na runę. Jeśli bardzo się różnią, to jest właśnie najcenniejszy moment - bo albo runa pokazuje coś, czego nie chcę widzieć, albo moje myślenie jest zaburzone emocjami. Ale to ja decyduję, co z tym zrobię.
Ale jak odróżnić, że runa pokazuje coś ważnego, od tego że po prostu wylosowałam niedobrą runę przypadkowo? Pytam szczerze, bo nigdy nie rozumiałam tego mechanizmu.
Mam pytnaie, może głupie - czy można mapwoać działkę runami, jeśli nie ma się jeszcze doświadczenia z wróżeneim? Czy nie jest tak, że trzeba najpierw długo pracować z runami, żeby w ogóle zacząć coś takiego próbować? Boję się, że zrobię coś źle i bedę miała złe odczyty i wyciągnę błedne wnioski.
Słuchajcie, ale wróćmy na chwilę do tego, od czego zaczął się wątek. Bo mam wrażenie, że dyskusja o działce trochę przykryła oryginalne pytanie Kazi. Czy runy zwalniają z podejmowania decyzji - to jest naprawdę ciekawy temat i nie doszliśmy do żadnego wniosku.
Moim zdaniem to zależy, czy ta decyzja ma realne konsekwencje czy nie. Altana w złym miejscu to co najwyżej estetyczny problem. Ale gdyby ktoś podejmował na podstawie run decyzje finansowe albo zdrowotne, to już zupełnie inna rozmowa.
Ale jak to właściwie powinno wyglądać to 'jak'? Bo słyszę, że nie wolno traktować runy jak wyroczni, że to ma być rozmowa, że trzeba własnej obserwacji - ale w praktyce jak to wygląda krok po kroku? Ciągnę runę, widzę na przykład Fehu, i co? Mówię sobie 'no tak, Fehu, dobra energia, to robię'? Czy mam do tego usiąść i pomyśleć godzinę?
A co jeśli ktoś naprawdę nie wie co sam myśli o sytuacji? Mówię poważnie, bo ja często nie wiem. Piszę na kartce i wychodzi mi chaos, sprzeczności. Runa w takim wypadku mogłaby chyba pomóc to jakoś ustrukturyzować?
Mam pytanie trochę od tyłu - czy możliwe jest, że ktoś ciągnie runy właśnie po to, żeby NIE myśleć? Bo mam koleżankę, która zawsze przed jakąś decyzją pyta kartki, znaki, runy, co tylko, i odnoszę wrażenie, że im więcej pyta, tym mniej decyduje. Czy to jest znane zjawisko?
Właśnie o to mi chodziło w pierwszym poście, tylko nie umiałam tego tak ładnie ująć. Ta koleżanka, o której wspominałam wcześniej z Isą - ona robiła dokładnie to. Im trudniejsza sytuacja, tym więcej ciągła rун, bo każda nowa dawała chwilę bez decyzji.
No ale zaraz, to jest problem tej konkretnej osoby, nie run. Nóż też jest niebezpieczny w nieodpowiednich rękach. Nie możemy oceniać całego systemu przez błędy jednostek.
Dokładnie odwrotnie - ignorowałem te, które mi potwierdzały to, co chciałem zrobić, bo myślałem że 'to oczywiste, runa nie jest mi tu potrzebna'. A te, przy których się zatrzymywałem, to były akurat trudniejsze. Więc mój wzorzec był odwrotny niż oczekiwałem.
Słuchajcie, bo się trochę zgubiłem - czy mamy więc jakiś konsensus w tym wątku? Że runy same w sobie nie zwalniają z decyzji, ale sposób pracy z nimi może to robić? Czy to fair podsumowanie?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie - czy to znaczy, że sama nauka ze znaczeń run jest błędem? Bo gdzieś trzeba zacząć, prawda? Jakiś alfabet musi być na początku.
Ale tu jest też kwestia doświadczenia - im więcej ciągniesz run w różnych sytuacjach i wracasz do tych notatek, tym lepiej rozumiesz jak ta runa działa w twoim konkretnym kontekście. Więc może zanim ktoś dojdzie do tego 'samodzielnego myślenia', potrzebuje po prostu czasu i praktyki?
Mam może głupie pytanie, ale się boję w ogóle zacząć z runami właśnie dlatego, o czym mówicie. Że można nieświadomie uzależnić się od pytania i potem co - nie umieć podjąć żadnej decyzji bez zestawu kości? To brzmi trochę niepokojąco.
To jest chyba jedno z ważniejszych pytań, które pojawiły się w tym wątku. Właśnie coś takiego obserwowałam u tej koleżanki z Isą - że ona sama nie widziała tej granicy. Z zewnątrz było widać, że każda rozmowa z nią kończyła się na 'ale sprawdzę jeszcze w runach'. Może sygnał jest właśnie z zewnątrz?
Ale to znaczy, że sami siebie nie jesteśmy w stanie ocenić? To trochę smutne, bo zakłada, że zawsze potrzebujemy kogoś z boku. A co z ludźmi, którzy pracują z runami bardziej prywatnie i nie mają takiego lustra?
To właśnie mnie zastanawia - skoro sami siebie nie widzimy, to czy w ogóle jest sens pracować z runami solo? Bo wychodzi na to, że potrzebujemy kogoś do weryfikacji, a to już nie jest prywatna praktyka tylko taka... grupowa z definicji?
