Ja mam z tym problem bo nigdy nie wiem czy moje okoliczności się zmieniły naprawdę czy mi się wydaje że się zmieniły żeby móc zapytać jeszcze raz. I to jest takie kółko bez wyjścia szczerze mówiąc.
Nie, nie mam żadnego limitu. Chyba powinnam mieć, ale wtedy myślę że co jak naprawdę będę potrzebować a nie będę mogła zapytać 🙂
Z doświadczenia mogę powiedzieć, że limit działa. Sam się do tego zmusiłem po tym jak zauważyłem, że w jednej sprawie ciągnąłem runę sześć razy i za każdym razem dostawałem inną interpretację tej samej runy zależnie od nastroju. To mnie nauczyło więcej o mnie niż o samej sprawie.
Ale właśnie - jeśli same znaczenia są tak płynne, to jak runa w ogóle może nam coś 'powiedzieć'? Bo to chyba my mówimy do siebie przez runę, nie runa mówi do nas? To trochę zmienia całą logikę tej rozmowy chyba.
Czyli wychodzi na to, że runa jest bardziej pretekstem do rozmowy z sobą niż wyrocznią? Bo jak tak to postawię, to cała ta dyskusja o zwalnianiu z odpowiedzialności nabiera innego kształtu - jeśli to my mówimy przez runę, to my też odpowiadamy, nie runa.
To co Nyja opisuje to klasyczny mechanizm projekcji. Widziałem to setki razy przy tarocie - ludzie wolą żeby karta 'powiedziała' niż żeby oni 'wybrali'. Runy działają tak samo. To nie jest kwestia systemu, to kwestia psychiki osoby, która pyta.
Ja miałam. Właściwie to przez długi czas głównie po to ciągnęłam runy, żeby ktoś mi powiedział co mam zrobić. Nie runa jako wsparcie, tylko runa jako decyzja. I teraz jak o tym myślę to trochę mi wstyd.
Nie ma się czego wstydzić, szczerość jest rzadka w takich rozmowach. Ale właśnie - czy ten wstyd mówi coś o tym jak postrzegamy odpowiedzialność? Jakbyśmy czuli, że szukanie pomocy na zewnątrz jest słabością?
To ważne pytanie, bo widzę tu dwa różne wzorce u osób, które opisują swoje praktyki. Jedni używają run żeby potwierdzić to co już wiedzą. Drudzy pytają, bo naprawdę nie wiedzą. I te dwie grupy mają zupełnie inny problem z odpowiedzialnością.
Ale czy to jest złe że szuka się potwierdzenia? Ja jak nie jestem pewny to wolę mieć cokolwiek co mi powie że idę w dobrym kierunku. To jest chyba normalne u ludzi nie?
Hej, trochę z innej strony - czy ktoś próbował używać run nie do konkretnych decyzji, tylko do mapowania jakiejś sytuacji? Np. mam dużą działkę i chcę zrozumieć jej energetyczne strefy - czy runy w ogóle nadają się do czegoś takiego czy to już inna bajka?
Właśnie o to mi chodziło jak napisałam o tej działce - mam większy teren i zastanawiam się jak w ogóle zabrać się za coś takiego systematycznie. Czy można to jakoś podzielić, czy chodzi o to żeby czuć kiedy się zatrzymać?
A jak duża jest ta działka? Bo to robi różnicę. Inaczej podchodzi się do kawałka ogrodu, a inaczej do czegoś naprawdę rozległego. I drugie pytanie - czy masz już jakieś wyczucie terenu, czy to jest dla ciebie nowe miejsce?
To co opisujesz - że czujesz różne miejsca inaczej - to jest już właściwie mapa, tylko nienazwana. Zanim wejdziesz z runami, może warto najpierw zapisać to co już wiesz? Bo runy najlepiej działają kiedy pytasz o coś konkretnego, a nie skanujesz w ciemno.
Czytam tę rozmowę o mapowaniu i zastanawiam się czy wracamy do tematu odpowiedzialności. Bo jeśli runy 'mówią' że jakiś kąt działki ma złą energię - to co z tym zrobisz? I czyja to decyzja?
Poczekajcie - bo się trochę zgubiłam. Czy to mapowanie energetyczne działki to w ogóle jest coś co runy mogą robić, czy właśnie nie mogą? Bo jak czytam to wychodzi że jedni mówią tak, drudzy nie. Jak to jest naprawdę?
No ale ja nadal nie rozumiem dlaczego to jest problem. Jak idę do wróżki i ona mi mówi coś o działce to też 'zrzucam odpowiedzialność'? Albo pytam sąsiada? Skąd wiecie że runy to inna kategoria niż zwykła rada?
Nie, to nie jest za uproszczone - to jest chyba najbliżej tego jak runy faktycznie działają w praktyce. Ale to rodzi pytanie: jeśli runy tylko nazywają to co już wiesz, to po co w ogóle pytać runy? Dlaczego nie zapisać wprost co czujesz?
Mnie ta rozmowa naprowadza na coś innego. Mówimy o tym czy runy mogą zastępować decyzję, ale chyba rzadziej pytamy - co takiego jest w decyzji samej w sobie, że tak bardzo chcemy się od niej uwolnić? Bo może właśnie o to chodzi, że decyzja boli, a nie że runa kusi.
To po co w ogóle runy czy tarot - wystarczyłoby rzucić monetą? Serio, nie drwię - jeśli chodzi o to żeby mieć jakiś sygnał do działania, to moneta działa tak samo. Albo nie?
Feliks, ale to nie jest wada runy tylko użytkownika. Każdy system interpretacji może być nadużyty. To jest dokładnie ten mechanizm o którym mówił Mietek - interpretacja jako obrona. Pytanie jest zawsze to samo: czy chcesz usłyszeć coś nowego czy potwierdzenie.
Przepraszam że się wtrącę, bo słucham tej rozmowy od dłuższego czasu. To co piszecie o decyzjach i mapowaniu - czy ktoś z was faktycznie próbował mapować przestrzeń runami i może powiedzieć jak to wyglądało w praktyce? Bo teoria jest ciekawa, ale nie mam pojęcia jak by to miało wyglądać.
Ten pomysł z kotami jest bardzo dobry i niedoceniany. Zwierzęta reagują na energie przestrzeni zupełnie inaczej niż my i to co robią jest dużo mniej przefiltrowane przez interpretację. Ale rozumiem że chcesz coś więcej niż obserwację - chcesz system. Pytanie czy runy są tu lepsze od pracy z czakrami przestrzeni, bo ja bym raczej szła w tym kierunku.
Muszę coś powiedzieć bo ten wątek idzie coraz bardziej w stronę że runy są tylko językiem, słownikiem, etykietką. A ja uważam że to trochę za mało. Runa wyciągnięta w konkretnym miejscu niesie informację której nie ma nigdzie indziej - to nie jest tylko projekcja umysłu. Mam kilka doświadczeń gdzie dostałem runę która nie pasowała do niczego co czułem i dopiero po czasie okazała się trafna.
Słucham tej dyskusji o mapowaniu i wracam do tego co mówiłam wcześniej o decyzjach. Czy nie jest tak że mapowanie działki runami to też rodzaj unikania decyzji? Bo zamiast powiedzieć 'to miejsce mi nie służy, nie będę tam siedzieć' - szukamy symbolu który nam to potwierdzi. Nie wiem czy to źle, ale warto to zauważyć.
Ja mam pytanie do Kazi bo się zgubiłam troszkę - ta działka to jest tylko ogród czy mieszkasz tam na stałe albo masz tam budynki? Bo to zmienia czy te strefy energetyczne to jest kwestia komfortu czy coś bardziej pilnego do rozwiązania.
Jest i dom i ogród. Część działki jest przy domu, część to sad i coś w stylu łąki. Czuję że te strefy się wyraźnie różnią ale też w ramach samego ogrodu są miejsca gdzie chętnie siedzę i takie gdzie nigdy nie chcę. To nie chodzi o pilność, bardziej o ciekawość i żeby świadomie z tej przestrzeni korzystać.
