Zastanawiam się nad czymś, co mnie ostatnio męczy przy czytaniu run. Czy wy też macie wrażenie, że im więcej run wyciągacie w jednym rzucie, tym bardziej rozmywa się przekaz? Robię czasem układy pięcio- czy siedmiorunowe i wychodzę z sesji z głową pełną sprzecznych sygnałów. A potem robię ciągnięcie jednej runy i nagle wszystko jest jasne. Nie wiem, czy to kwestia mojej koncentracji, czy może same runy działają lepiej, gdy dajemy im mniej przestrzeni do zagęszczenia.
To jest bardzo dobre pytanie i sama sobie je zadawałam lata temu. Ale nie jestem pewna, że chodzi o liczbę run. Raczej o to, co wnosisz do czytania, zanim jeszcze sięgniesz po woreczek. Jak wchodzisz w sesję rozbita albo z gotową odpowiedzią w głowie, to i jedna runa da ci chaos. Jak jesteś skupiona, to i siedem run mówi jednym głosem. Co robiłaś przed tymi sesjami, przy których czułaś, że przekaz się rozmywa?
Mam inne podejście do tego. Duży układ nie wymaga koniecznie większego skupienia, ale wymaga innego rodzaju skupienia. Przy jednej runie pytasz i słuchasz. Przy pięciu musisz utrzymać w głowie całą strukturę pozycji jednocześnie. To trochę jak różnica między słuchaniem jednego dźwięku a akordu. Możesz usłyszeć oba, ale w różny sposób.
A ja mam pytanko bo chodzi mi po głowie od dawna: czy wasz nastrój naprawde tak mocno wpływa na to co wychodzi? Bo mi koleżanka mówiła że jak jest smutna to jej zawsze wychodzą jakiś ciemne runy i potem sie nakręca. To jest chyba błędne koło nie?
Ale moment, bo to brzmi jakby znaczenie run było czysto subiektywne. Skoro interpretacja zależy od nastroju, to czy w ogóle jest jakaś obiektywna warstwa przekazu? Bo jeśli nie, to po co w ogóle pytać runy, a nie własną podświadomość bezpośrednio?
Przepraszam, że się wtrącę, bo dopiero wchodzę w ten temat, ale chciałam zapytać: czy to znaczy, że jak ktoś jest np. bardzo zdenerwowany, to w ogóle nie powinien robić czytania run? Bo rozumiem że to wtedy nie ma sensu?
Słucham tej rozmowy i myślę o czymś nieco innym. Znam miejsca, gdzie od wieków robiono wróżby i tam zawsze był jakiś rytuał przygotowawczy, oczyszczenie, cisza. Może nasi przodkowie wiedzieli co robią, izolując się od codzienności przed takimi praktykami. Nie przypadkiem wróżbici siedzieli osobno, z dala od wioski. To nie był tylko szaman i kij w ziemi, to był proces.
mam. Kilka minut ciszy, wypalanie ziół, świadome sformułowanie pytania na głos. Ale to nie gwarantuje neutralności, to raczej sygnał dla umysłu, że zaczynamy coś innego. Myślę, że prawdziwa neutralność to może mit, ale można dążyć do czegoś w rodzaju gotowości na odpowiedź, której się nie spodziewa.
A ja mam głupie pytanie pewnie: co to znaczy że runa coś mówi? Bo jak to sobie wyobrażać? Że człowiek coś czuje, jak ją dotyka? Bo widziałam na filmiku że ktoś opisywał że runa Fehu to jakby ciepło w dłoni. Czy wy też coś takiego odczuwacie?
Odróżnienie to jest właśnie temat na osobny wątek, ale w kontekście tej rozmowy powiem tyle: to, czy czujesz fizyczne wrażenie, nie decyduje o jakości czytania. Znam osoby, które nie czują absolutnie nic fizycznie, a ich interpretacje są trafne. I znam takie, które opisują intensywne doznania i interpretują kompletnie obok. Ciało to jeden z kanałów, nie jedyny i nie najważniejszy.
Właśnie. I dlatego mniej naprawde może znaczyć więcej. Jak mam zagmatwany dzień, ciągnę jedną runę, zapisuje co wyszło i wracam do tego za kilka dni. Czesto potem widze ze sens był prosty jak drut tylko ja go nie chciałam zobaczyć. Lepiej dac sobie czas niz gmerać w układzie szukajac odpowiedzi jaką chcesz uslyszeć.
To jest właśnie ta sytuacja, gdzie jedna runa i odłożenie jej może być lepsze niż próba rozbudowanego układu. Jak pytanie cię trawi, to przy pięciu runach masz pięć miejsc, gdzie możesz wpaść w interpretację życzeniową albo katastroficzną. Przy jednej masz mniejsze pole do manewru.
Też się nad tym zastanawiałam, choć pewnie nie potrafię tego tak ładnie ująć. Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że trochę sami ze sobą rozmawiamy i runy są tylko pretekstem. To nie jest zarzut, po prostu tak to widzę z zewnątrz.
A może właśnie o to chodzi? Że zewnętrzny pretekst pozwala na inny rodzaj rozmowy z samym sobą niż bezpośrednie myślenie? Nie każdy potrafi po prostu usiąść i szczerze odpowiedzieć sobie na trudne pytanie. Runy dają jakiś rytm i strukturę temu procesowi.
Ale jak zrozumieć co runa mówi, jak ma się więcej niż jedno znaczenie? Czytałam że Isa to zamrożenie ale też zatrzymanie ale też wewnętrzny spokój. To jak wiadomo co akurat teraz?
Właśnie, i dlatego radzę zaczynac od mniej a nie od razu rzucać sie na wielkie układy. Nie dlatego że wielki układ jest zły, tylko ze potrzeba do niego praktyki. Jak ktos pyta mnie co jest lepsze, jednarun czy pięc, zawsze mówię: zalezy ile run potrafisz naprawde utrzymac w głowie naraz.
Okej ale ile czasu potrzeba żeby dojść do tego etapu? Bo rozumiem że to wymaga praktyki, ale jakoś nie wyobrażam sobie przez miesiące ciągnięcia po jednej runie, jak mam pytania na teraz.
A czy nie można w takim razie zrobić kompromisu? Ciągnąć dwie, trzy runy zamiast od razu pięć albo siedem? Pytam bo sama zawsze stałam przed tym wyborem jedna albo dużo i nie przyszło mi do głowy że jest środek.
Właśnie to mnie zastanawia w tej dyskusji od początku. Mówimy o gęstości informacji, ale chyba omijamy coś podstawowego: jedna runa od osoby w złym stanie to śmieć, a pięć run od kogoś spokojnego i skupionego to może być spójna narracja. Liczba to symptom, nie przyczyna.
jak długa ta chwila przed? Bo mam wrażenie, że jak czekam zbyt długo, to zaczynam w głowie układać narrację i potem i tak wchodzę z gotową odpowiedzią. A jak za krótko, to rzeczywiście jestem jeszcze w tym napięciu.
Wiem ze to moze zabrzmiec dziwnie, ale ja kiedys liczyłam oddechy przed ciagnięciem. Nie medytacja, po prostu dziesiec głebokich i tyle. Potem sprawdzałam czy to co czytam brzmi jak moja odpowiedz, której szukałam, czy jednak coś nowego. Proste ale działa.
No właśnie, i tu jest ten problem. Bo niby masz runę, niby jest obca, a i tak interpretujesz ją po swojemu. To jak w ogóle mieć pewność że się nie oszukuje?
Ale jak 'da się odczuć', to znowu jesteśmy w tym samym miejscu. Odczuwasz to przez własny filtr. Nie mówię że to złe, mówię że to jest moim zdaniem nierozwiązywalna sprzeczność w całym czytaniu dla siebie. Nie chodzi mi o atak, tylko że naprawdę nie widzę wyjścia z tego koła.
A może ten okrąg jest właśnie sensem? Przepraszam że się wtrącam bo wiem że nie jestem tu ekspertem, ale jak słucham tej rozmowy, to myślę: może czytanie run nie jest po to żeby uciec od siebie, tylko żeby świadomie ten krąg zobaczyć.
Wracając do sedna wątku: czy ktoś z was sprawdzał empirycznie, czy przy mniejszej liczbie run interpretacja jest faktycznie spójniejsza? Mówię o czymś prostym, kilka tygodni, zapisujesz co wyszło i co się potem wydarzyło. Nie jako dowód, tylko jako obserwacja.
Ja próbowałam coś takiego przez jakiś czas, zapisywałam w zeszycie. I szczerze? Przy jednej runie częściej wracałam do notatki i myślałam 'tak, to miało sens'. Przy trzech i więcej rzadziej, bo ciężej było przypisać co się sprawdziło a co nie. Ale to moje doświadczenie, nie wiem czy to coś znaczy.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie może podstawowe, ale jak dopiero zaczynałem z runami, to nikt mi nie powiedział ile run to 'norma'. Skąd w ogóle wziął się podział na jedną, trzy, pięć? Czy to tradycja czy każdy sobie ustalił?
