Ta trzecia opcja jest zresztą najbliższa temu, co można znaleźć w starszych źródłach, gdzie runy nie były traktowane ani jako pasywne znaki, ani jako magiczne narzędzia przyczynowo-skutkowe, tylko jako coś przez co praktykujący sam się przekształca. Tyle że to wymaga zupełnie innego rozumienia całej praktyki.
czyli jak to rozumiec, że runy zmieniają człowieka? bo brzmi trochę jak to że jak długo patrzysz w przepaść to przepaść patrzy w ciebie 🙂 czy chodzi o cos innego
Pytasz o sygnały ostrzegawcze i to jest właściwe pytanie. Z mojej perspektywy: jeśli zaczynasz pytać runy o to samo po raz drugi i trzeci, bo pierwsza odpowiedź ci się nie podobała, to jest sygnał. Jeśli po rzucie czujesz się gorzej niż przed nim, regularnie, to jest sygnał. Jeśli zamiast odczytu szukasz potwierdzenia dla tego, czego się boisz, to jest sygnał.
I to jest chyba najbliższa odpowiedź na pytanie z tytułu, jaką w tej rozmowie wypracowaliśmy. Runy same z siebie nie przyciągają nieszczęścia, ale praktykujący, który wchodzi w ten tryb szukania potwierdzenia swoich lęków, sam go wytwarza. Nie przez magię, tylko przez to jak kieruje uwagę i jak podejmuje decyzje po takim rzucie.
Dokładnie tak. I to jest właśnie to, co najtrudniej jest pojąć na początku, bo instynktownie traktujemy runy jak komunikat z zewnątrz, coś co mówi nam o rzeczywistości niezależnie od nas. A to bardziej działa w drugą stronę, to co wnosimy do rzutu kształtuje to, jak go odczytamy. Hagalaz trzy razy z rzędu może być sygnałem do refleksji albo spiralą, zależy co z tym zrobisz.
Mogłoby, gdybyś tak chciał to stosować. Nikt ci nie broni. Ale to, że mechanizm da się opisać psychologicznie, nie wyczerpuje pytania. Mnie bardziej interesuje to, dlaczego pewne systemy symboliczne przez setki lat działają na ludzi spójnie, a inne nie. I tego sama psychologia nie wyjaśnia.
Zdarzyło się. Nie Hagalaz, ale Thurisaz dwa razy z rzędu przy pytaniu o pracę i tak mnie to przestraszyło, że nie rzucałam potem przez jakiś czas. Nie byłam pewna czy lepiej nie wiedzieć.
To co opisujesz, ta przerwa z poczucia że lepiej nie wiedzieć, to jest akurat zdrowa reakcja. Serio. Dużo gorzej gdybyś rzucała kolejny raz szukając lepszej odpowiedzi. Ale ciekawi mnie co się stało z tą pracą, czy Thurisaz cokolwiek ci wskazała?
Właśnie to mnie zastanawia w tej całej dyskusji: czy da się w ogóle odróżnić prawdziwe wskazanie od dopasowywania faktów po fakcie? Bo jeśli Thurisaz wskazuje konflikt i był konflikt, to jeszcze nic nie wiemy. Konflikt mógł być i tak.
Ale czy to nie jest trochę to samo co z duchami? Bo jak ktoś się boi i jest przekonany że coś go nawiedza, to każdy dźwięk w domu staje się potwierdzeniem. Mechanizm wydaje mi się identyczny.
I tutaj wracamy do tytułu, bo to jest właśnie odpowiedź na pytanie czy runy przyciągają nieszczęście: nie, ale praktyk który przychodzi do rzutu w stanie lęku i szuka potwierdzenia zagrożenia, sam sobie zamraża możliwość zobaczenia czegokolwiek innego. I to ma konsekwencje, tylko nie magiczne.
A jak to odróżnić? Serio pytam, bo kiedy wyciągałam Thurisaz dwa razy pod rząd, to nie wiedziałam czy to sygnał żeby się przygotować, czy może po prostu zbieżność. Czy jest jakaś zasada kiedy powtarzający się odczyt jest istotny, a kiedy to tylko przypadek?
Zasada jest prosta w teorii, trudna w praktyce: kontekst. Jedna runa wyciągnięta trzy razy z rzędu przy trzech różnych pytaniach mówi coś innego niż ta sama runa trzy razy przy pytaniu o to samo. W pierwszym przypadku temat wraca. W drugim możliwe że pytanie jest źle postawione albo odpowiedź jest już dana i pytający nie chce jej przyjąć.
Ja prowadziłam dziennik przez kilka miesięcy i to rzeczywiście zmienia perspektywę. Ale powiem szczerze, że najtrudniejsze było to, żeby zapisywać uczciwie, tzn. bez koloryzowania pod to co chciałam zobaczyć. Znaczenia które wpisywałam zaraz po rzucie potrafiły być bardzo różne od tych, które wpisywałabym po tygodniu z wiedzą co się stało.
I to jest dokładnie ten problem który mam z całym wróżbiarstwem jako takim, nie tylko z runami. Jak po fakcie zawsze da się dopasować interpretację, to jak mamy w ogóle rozmawiać o tym czy runy wskazują czy przyciągają? Bo nie mamy żadnego punktu gdzie możemy powiedzieć 'tu się pomyliło'.
Daje ci zewnętrzny punkt wyjścia do refleksji zamiast własnych kółek w głowie. I to nie jest mała rzecz. Jak siedzisz sam ze swoimi myślami, to chodzisz po tych samych ścieżkach. Runa może wrzucić coś co cię zatrzyma na słowie 'konflikt' albo 'przejście' i zaczniesz myśleć o tym z innej strony. Czy to magia czy psychologia, wynik jest ten sam.
A ja właśnie o to chciałem zapytać od początku, bo zanim trafiłem na ten wątek, słyszałem że niektóre runy są niebezpieczne do pracy z nimi dla kogoś kto zaczyna. Czy to jest mit czy jest w tym coś realnego? Bo jeśli tak, to właśnie by znaczyło że runa może coś zrobić sama, niezależnie od nas.
Raczej to drugie. Hagalaz często dotyka rzeczy których ktoś wolałby nie ruszać. I jeśli nie masz żadnej praktyki pracy z trudnymi emocjami, to możesz się znaleźć w miejscu gdzie runa 'zadziałała', tzn. coś wyciągnęła, ale nie masz co z tym zrobić. I to jest moment gdy ludzie zaczynają mówić że runa coś 'przyciągnęła', bo łączą dyskomfort psychiczny z zewnętrznym nieszczęściem.
Czyli mówisz że różnica między 'wskazuje' a 'przyciąga' to może być kwestia tego czy odczyt zmienia nasze zachowanie czy nie? Jeśli wyciągnę Thurisaz i zmienię przez to coś w swoich działaniach, to runa wpłynęła na wynik pośrednio?
Ale to trochę jest argument zamknięty w sobie, nie? Jeśli runa 'zadziała' to dobrze, a jeśli coś pójdzie źle to wina złej reakcji na runę. Skąd wiemy że jest inaczej?
a to znaczy ze sa runy 'dla poczatkujacych'? czy chodzi o to zeby zaczynac od prostszych pytan a runy moga byc te same?
Zgadzam się z tym i mam na to przykład z własnej praktyki. Kiedy dostałam Nauthiz przy pytaniu o coś małego, mogłam ją potraktować jako temat do przemyślenia. Kiedy dostałam ją przy pytaniu o zdrowie kogoś bliskiego, wywołała panikę. Runa ta sama, kontekst zupełnie inny.
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku, ale związane z tematem. Czy ktoś miał sytuację gdzie bał się rzutu, odłożył runy na dłuższy czas, a potem wrócił i okazało się że te obawy były nieuzasadnione? Pytam bo sama mam podobny problem z innymi praktykami i nie wiem czy to jest coś typowego.
Właśnie to mi się przydarzyło i dlatego w ogóle zaczęłam ten wątek. Odkładałam runy, bałam się że samo wzięcie ich wyciągnie coś złego. Potem wzięłam i był spokojny odczyt. Ale nie wiem czy to dlatego że strach był nieuzasadniony, czy dlatego że sama się uspokoiłam przed rzutem.
I tu jest właśnie problem z całą rozmową o przyciąganiu. Nie mamy jak oddzielić efektu runy od efektu naszego stanu kiedy z nią pracujemy. Ktoś spokojny dostaje Hagalaz i traktuje ją jako ostrzeżenie. Ktoś przestraszony dostaje Hagalaz i zaczyna się kręcić w lęku. Runa ta sama, wyniki różne. Czy runa przyciągnęła coś w jednym przypadku a nie w drugim?
Ale to chyba właśnie jest odpowiedź na pytanie tytułowe, nie? Że runa sama z siebie nic nie przyciąga, tylko nasze działania po odczycie mogą coś zmienić. Tylko że to nadal nie wyjaśnia dlaczego jedna osoba spokojnie przerabia Hagalaz a inna wpada w spiralę. Czy to jest kwestia doświadczenia, osobowości, czy może samego sposobu pracy z runami?
Ja mogę odpowiedzieć na to z własnej praktyki, bo sama przez to przechodziłam. Przygotowanie to według mnie nie żaden ceremoniał, tylko po prostu czas spędzony z każdą runą osobno, bez presji odczytu. Bierzesz Fehu, siedzisz z nią, patrzysz co ci się kojarzy. I tak przez jakiś czas. Dopiero potem masz jakiś własny punkt odniesienia kiedy wypadnie w rzucie.
