Zaczęłam ostatnio poważniej interesować się galdrem i mam pytanie, które mnie nie daje spokoju. Czy przy śpiewaniu/skandowaniu run akcent sylabowy ma jakieś znaczenie? Bo czytałam gdzieś, że Germanie mieli akcent dynamiczny, a gdzie indziej, że muzyczny. I czy w ogóle wysokość głosu podczas galdr wpływa na 'działanie' runy? Próbowałam kilka razy śpiewać Fehu i raz robiłam to niskim głosem, raz wyższym i miałam kompletnie inne odczucia. Może to tylko moja wyobraźnia, ale chciałam zapytać kogoś z doświadczeniem.
To jest bardzo dobre pytanie i rzadko kto w ogóle je zadaje. Większość osób skupia się na wyglądzie runy, a pomija warstwę dźwiękową, która w tradycji nordyckiej była równie ważna, o ile nie ważniejsza. Ale zanim powiem więcej, chciałem zapytać: czy śpiewałaś nazwę runy, czyli samo słowo 'fehu', czy próbowałaś też przedłużać poszczególne dźwięki składowe, czyli coś w rodzaju 'ffffeeehuuu'? Bo to dwie różne techniki i każda z nich ma trochę inną logikę.
Ja się wtrącę, bo też mnie to nurtuje od dłuższego czasu. Gdzieś czytałam, że galdr pochodzi od staronordyckiego słowa oznaczającego śpiew i że było to coś wyraźnie różnego od zwykłej mowy. Ale nie znalazłam nigdzie konkretnego opisu jak to brzmiało. Czy ktoś ma jakieś źródła, nie tylko teorie z internetu?
A ja mam głupie pytanie, bo dopiero zaczynam. Czy to znaczy, że każdy może wymyślić własną melodię do runy i będzie w porządku? Czy jest jakaś zasada, której absolutnie nie wolno łamać jeśli chodzi o głos?
Tak, mam dokładnie takie wrażenie. Ale zastanawiam się, czy to nie jest po prostu efekt naszych skojarzeń, bo wysoki ton kojarzył się z energią już przed nauką run. Nie wiem jak to odróżnić od faktycznego 'działania'.
A w praktyce to ile czasu zajmuje zanim się cokolwiek poczuje robiąc ten galdr? Bo czytam cały wątek i rozumiem że nie ma jednej metody, ale chciałem wiedzieć czy jest sens próbować czy to długa droga.
To zależy od człowieka i od tego, czego oczekujesz. Ale jeśli pytasz o pierwsze odczucia fizyczne, takie jak wibracje w klatce piersiowej albo zmieniony oddech, to niektórzy czują to od razu, bo to po prostu efekt długiego śpiewu lub skandowania. Nie mylmy fizjologii z magią.
Przepraszam, że się wtrącam, ale mam pytanie trochę z innej strony. Mój pies zaginął ostatnio i szukam różnych sposobów. Czy runy mogłyby w czymś pomóc? Słyszałam coś o radiestezji, ale nie wiem czy to ma cokolwiek wspólnego z runami.
Stokrotunia, wróćmy może do tego w osobnym wątku, bo tu się nam mieszają tematy. Natomiast co do samego galdru, chciałam jeszcze dopytać Gerwazego: wspomniałeś o przedłużaniu dźwięków składowych runy. Czy to znaczy że skandujesz poszczególne litery tworzące nazwę? Np. dla Fehu to byłoby F, E, H, U osobno?
Mniej więcej tak, ale nie chodzi o litery w sensie alfabetycznym tylko o dźwięki. Dla Fehu masz właściwie dwa główne dźwięki: labialny F/V i otwarty samogłoskowy. Niektórzy rozciągają 'ffff' jak długie wydychanie, co samo w sobie uspokaja i skupia, potem otwierają na 'eee' lub 'aaa'. To nie jest jedna szkoła, widziałem różne podejścia. Ale twoje pytanie o akcent jest osobną kwestią i tu naprawdę nie mam pewnej odpowiedzi, bo źródła milczą.
Oba możesz rozciągać, ale w różnych momentach. Zacznij od F, bo to daje skupienie oddechu, potem przejdź do samogłoski i tam możesz naprawdę 'zawisnąć'. Chodzi o to żeby dźwięk pracował, a nie żebyś recytowała jak z listy zakupów. Ale Cię zapytam - czy podczas tego czujesz w ogóle wibrację w klatce? Bo to dobry wskaźnik.
A właśnie, ta kwestia wibracji w klatce przy różnych wysokościach głosu jest ciekawa. Przy Isaz jak szedłem nisko, to czułem to bardziej w klatce, a przy Sowulo wyżej - bardziej w głowie. Nie wiem czy to ma jakieś głębsze znaczenie czy po prostu fizjologia śpiewu.
Szczerze, nie sądzę żeby dało się to laboratoryjnie oddzielić. Pytanie tylko czy to ma znaczenie. Jeśli skupienie i zamiar są częścią praktyki, to może właśnie o to chodzi, a nie o jakiś efekt oderwany od ćwiczącego. Ale to moja interpretacja, nie fakt.
Ale żeby to skupienie działało to chyba trzeba wiedzieć na czym się skupiać? Bo jak nie znam znaczenia runy dobrze, to co mi da śpiewanie?
Ja miałam podobnie na początku i po prostu notowałam co czuję po każdej sesji. Potem jak zajrzałam do znaczeń, to czasem pasowało, a czasem nie. Ale sama nie wiem czy to był galdr czy zwykła medytacja, bo nie znam różnicy.
Czekaj, to znaczy, że naturalny akcent staronordycki był już sam w sobie melodyczny? I galdr to mogła być po prostu intensyfikacja czegoś co było w samym języku?
Ale to by oznaczało, że my śpiewając runy po polsku czy po angielsku robimy coś zupełnie innego niż historyczny galdr. Nie że to złe, ale to chyba ważna uwaga. Czy w takim razie ma sens szukanie 'prawidłowej' wymowy?
Właśnie. Może zamiast pytać 'czy akcent ma znaczenie' powinniśmy pytać 'znaczenie dla kogo i dla czego'. Bo jeśli chcemy rekonstrukcji historycznej, to odpowiedź jest inna niż jeśli chcemy żywej praktyki tu i teraz.
To jest chyba clou całego wątku. Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam wrażenie, że połowa pytań wynika z tego że nie wiemy po co właściwie ten galdr robimy. Rekonstrukcja? Medytacja? Coś jeszcze? Bo od odpowiedzi na to zależy wszystko inne.
No właśnie, to jest mój problem od początku. Wszyscy mówią 'rób galdr', ale nikt nie mówi po co konkretnie. Medytacja to rozumiem, wróżenie też jako tako, ale śpiewanie? Jaki to ma efekt, który da się sprawdzić?
To jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Historycznie galdr był związany z konkretnym zamiarem, np. ochroną, leczeniem, wpływem na sytuację. Nie był ćwiczeniem samym w sobie. Ale jak mierzyć skuteczność czegoś takiego? Nie wiem czy ktoś kiedykolwiek to sensownie rozwiązał.
Hej, a co z tymi którzy po prostu czują jak powinni śpiewać? Bo ja jak próbuję galdr to nie myślę o historii, tylko po prostu zaczynam i jakoś samo wychodzi. Może to głupie, ale właśnie mam pytanie: czy intuicja jest tu w ogóle uznawana?
To nie jest głupie. W wielu tradycjach praktycznych intuicja jest traktowana jako jeden z kanałów, przez które runa się 'podaje'. Pytanie czy ona coś odtwarza czy tworzy od nowa, ale to może nie być ważne rozróżnienie.
Właśnie, i tu wracamy do tego co mówiłam przed chwilą. Jeśli galdr jest medytacją, to intuicja jest wręcz pożądana. Jeśli jest rekonstrukcją, to intuicja może prowadzić na manowce. Cel naprawdę zmienia wszystko.
A może da się to jakoś pogodzić? Znaczy, uczyć się rekonstrukcji po to, żeby mieć jakiś punkt wyjścia, a potem pozwalać intuicji to modyfikować? Czy to jest zbyt eklektyczne i komuś to przeszkadza?
Mnie nie przeszkadza, ale sam nie wiem czy to ma sens. To trochę jak uczyć się klasycznej techniki gry na gitarze a potem grać jazz. Może być, ale fundament musi być solidny, żeby miało z czego wyrastać.
Oj, to bardzo trafne porównanie z gitarą, Tadek! Ale chciałam zapytać, bo jest coś o czym nikt nie powiedział: a co z tempem galdru? Czy wolniejsze śpiewanie to nie to samo co szybsze? Gerwazy, czy coś wiadomo o tym?
