To z tym neutralnym nastawieniem to jest coś, co mnie też dotyczy, ale w drugą stronę. Ja często siadam do sesji i myślę, że jestem neutralny, a potem jak widzę runę to nagle wiem czego chciałem. Jakby dopiero runa ujawniła mi moje własne oczekiwanie. Czy to jest normalne?
To co Hilary opisuje jest dla mnie jedną z ciekawszych funkcji run w ogóle. Nie jako odpowiedź, ale jako ujawniacz pytania. Czasem nie wiemy co naprawdę pytamy, dopóki nie zobaczymy co dostaliśmy. I wtedy reakcja ciała na runę jest tak naprawdę odpowiedzią na to ukryte pytanie, nie na to które wypowiedzieliśmy.
Słucham tej rozmowy o pytaniach i nastawieniu i mam wrażenie że to wszystko prowadzi do czegoś, o czym mówił już Runolog wcześniej w temacie. Że instynkt i interpretacja mogą być jednocześnie, nie alternatywnie. Bo żeby runa ujawniła ukryte pytanie, musi być coś w nas co to pytanie rozpoznaje. I to jest właśnie ten instynkt, prawda?
Wchodzę tu trochę z boku, ale to o rozdzieleniu ciała i rozpoznawania wzorców to jest coś co mnie nurtuje praktycznie. Bo jak pracuję z runami długo, to chyba uczę swoje ciało reagować na konkretne runy w określony sposób. Czyli moje cielesne sygnały mogą być po prostu wyuczone, nie pierwotne. I wtedy co to mówi o instynkcie?
i to jest chyba moje główne pytanie do całej tej rozmowy, bo siedziałam tu i czytałam od dłuższego czasu. Czy w ogóle mozna oddzielić te dwie warstwy, wyuczoną i instynktowną, po latach pracy z runami? Bo moze z czasem stają sie jednym i proba rozdzielenia jest sztuczna.
Zanim to pójdzie dalej w stronę filozofii, chciałbym wrócić do czegoś z tytułu. Bo rozmawiamy dużo o tym co jest pierwotne, wyuczone, instynktowne, a właściwie mało o tym jak to wygląda w ciele podczas samej sesji. Co dosłownie się dzieje w waszym ciele kiedy wyciągacie runę?
Słucham was i zastanawiam się, czy ten impuls przed spojrzeniem to jest właśnie to co ludzie nazywają językiem ciała w kontekście run. Że ciało już wie zanim świadoma część nas zobaczy symbol i zacznie interpretować. Czy to ma sens czy mówię coś naiwnego?
Ta różnica między 'runa mówi mi o sytuacji' a 'runa mówi mi o mnie samej w tej sytuacji' to jest coś, co wydaje mi się kluczowe dla całego wątku. I teraz pytanie, czy w ogóle można te dwie rzeczy rozdzielić? Bo skoro ja pytam, to ja jestem częścią pytania.
Na pytanie Oracle96 nie ma odpowiedzi która byłaby neutralna, bo każda z opcji które wymieniła zakłada inny model rzeczywistości. I to jest właśnie miejsce gdzie rozmowa o języku ciała robi się naprawdę ciekawa, bo ciało nie pyta skąd pochodzi sygnał, ono po prostu reaguje.
Właśnie, i chyba dla praktyki to jest ważniejsze niż odpowiedź na to filozoficzne pytanie. Ja przestałam sie zastanawiać skąd pochodzi sygnał, a zaczełam sie zastanawiać jak nauczyc sie go rozróżniać od szumu. Bo to jest to co faktycznie pomaga mi lepiej pracować z runami na co dzień.
To co Konwalia i Kazia opisują z notatkami jest czymś, o czym rzadko się mówi otwarcie. Że praca z runami wymaga czegoś w rodzaju własnej bazy danych, żeby w ogóle móc ocenić czy twój instynkt jest rzetelny. I to jest może odpowiedź na tytuł tego wątku, że nie interpretujemy ani nie czytamy instynktu, ale uczymy się go słuchać z coraz mniejszą ilością szumu.
to co napisałeś o własnej bazie danych mnie zatrzymało. Bo właściwie to jest dokładnie to, co robię intuicyjnie od jakiegoś czasu, ale nie nazywałem tego w ten sposób. I teraz pytam siebie, czy ta baza danych to jest coś co budujemy świadomie, czy ona się buduje sama przez samo praktykowanie?
Wracam do tego co powiedział Runolog, bo to mnie naprawdę uderzyło. Że nie tyle czytamy runę, ile budujemy coraz lepszy dialog z własnym instynktem. Ale czy ten instynkt to jest coś stałego? Bo u mnie mam wrażenie że zmienia się w zależności od okresu życia, nastroju, nawet pory roku.
Mam może naiwne pytanie, ale skoro filtr się zmienia, to jak w ogóle porównujemy odczyty z różnych okresów? Czy te notatki które prowadzicie mają w ogóle sens, jeśli ja z zeszłego roku nie jestem tą samą osobą co ja teraz?
Chcę wrócić do ciała, bo o tym zaczęliśmy i trochę to uciekło. Klimcia mówi o filtrze, Oracle o zmieniającym się ja, ale to wszystko dzieje się gdzieś. I to miejsce jest w ciele. Czy kiedy wasza interpretacja runi zmienia się z roku na rok, to zmienia się też sygnał cielesny który jej towarzyszy?
Pytanie Marselli jest uczciwe i nie chcę go zbyć. Ale myślę że jest jeszcze inne wyjście z tej dychotomii. Co jeśli odkrywanie i uczenie się to jest ten sam proces, tylko widziany z różnych stron? Kiedy uczysz się że Hagalaz to chaos i przełom, twoje ciało zaczyna reagować na tę runę inaczej. Ale może ta reakcja uruchamia coś, co tam było i czekało.
Słucham od jakiegoś czasu i mam jedno konkretne pytanie zanim tu cokolwiek powiem. Czy ktoś z was kiedykolwiek dostał od ciała sygnał który był zupełnie sprzeczny z tym co wiedział o runie? Że na przykład na Teiwaz zareagował lękiem, chociaż powinna być siłą i odwagą?
Trochę się wtrącę, bo ta rozmowa o sprzecznych sygnałach mnie dotyka. Ja dopiero zaczynam i właściwie nie wiem jeszcze jak odróżnić sygnał od lęku przed popełnieniem błędu w interpretacji. Czy na początku to w ogóle jest możliwe, czy to przychodzi samo z czasem?
Czytam ten wątek i mam wrażenie że wszyscy tu wiecie czego szukacie w ciele, a ja po prostu... nie czuję nic konkretnego podczas sesji z runami. Znaczy czuję zainteresowanie, może jakieś napięcie przed wyciągnięciem, ale nie ma żadnego wyraźnego impulsu o którym tu mówicie. Czy to znaczy że coś robię źle, czy po prostu że to nie jest mój kanał?
Czekajcie, bo Sagea powiedziała coś co mnie zatrzymało. Że emocja miała kierunek. Co to znaczy w praktyce? Bo emocja to dla mnie coś raczej rozproszonego, nie wiem jak miałaby mieć kierunek.
Ale czy to jest naprawdę problem? Znaczy Fuþark sam w sobie przez wieki był adaptowany, różne tradycje miały inne znaczenia tych samych run. Nie ma jednego kanonicznego odczytu, więc nie wiem skąd założenie że nasze ciało by dewiowało od czegoś stałego.
Myślę że Celestyna i Konwalia dotykają czegoś co jest napięciem w samym centrum tego wątku. Między instynktem osobistym a wspólnym językiem. I to napięcie być może nie da się rozwiązać, tylko trzeba je świadomie utrzymywać. Instynkt bez fundamentu to prywatna mitologia. Fundament bez instynktu to recytowanie słownika.
To co Runolog napisał brzmi ładnie, ale mam wrażenie że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jak w praktyce utrzymujesz to napięcie? Znaczy kiedy podczas sesji decydujesz że słuchasz ciała, a kiedy wracasz do klasyki?
Chcę się upewnić że dobrze to rozumiem. Mówimy cały czas o ciele jako źródle informacji podczas sesji z runami, ale czy to ciało mówi do nas o runie, czy o pytaniu, czy o nas samych? Bo mi się wydaje że to może być cokolwiek z tych trzech i nie wiem jak to odróżnić.
Czytam od początku i dopiero teraz coś mi się ułożyło. To co Anastazja mówi o katalizatorze, to chyba dlatego ta sama runa może w różnych sesjach mówić kompletnie co innego i obie interpretacje są prawdziwe. Czy tak to rozumiecie?
Wracając do Darki i jej napięcia, bo myślę że warto nie tracić tego wątku. Jeśli twoje napięcie jest silniejsze przy pytaniach osobistych, to właśnie to jest twój punkt wejścia. Nie szukaj abstrakcyjnego sygnału, zostań z tym co już masz i zacznij je dokumentować. Zobaczysz czy coś się z tego wyłoni.
Wróćmy na chwilę do tego co Hilary pytał, bo wydaje mi się że za szybko to zostawiliśmy. Pytał czy ciało mówi do nas o runie, o pytaniu, czy o nas samych. Anastazja odpowiedziała o relacji między mną a pytaniem, ale ja mam wrażenie że to jeszcze nie zamyka tematu. Bo runa nie jest neutralna, ma własny ładunek, i zastanawiam się czy to nie ona czasem kieruje sygnałem.
