Ale wróćmy do mojego pytania, bo chyba zginęło - jak konkretnie sprawdzić spójność odczytu? Czy to znaczy, że runy 'mówią' jednym głosem, czy raczej chodzi o to, że interpretacja ułożona z kilku run ma sens jako całość?
Wracając do meritum - Rojnik, a czy te zapasowe runy mają grawerowane znaki tak samo czytelnie jak stare? Pytam, bo zastanawiam się, czy różnica w 'czuciu', którą opisujesz, może wynikać po prostu z tego, że nie są tak dobrze wykonane rzemieślniczo, a nie z braku konsekracji.
To jest istotna różnica techniczna. Przy czytaniu dotykiem - co część osób robi ciągnąc runę z woreczka - głębokość grawerunku wpływa na to, jak ją identyfikujesz przed wyjęciem. Czy kiedykolwiek ciągnęłaś runy z zamkniętymi oczami i rozpoznawałaś je przez dotyk?
Przepraszam za może naiwne pytanie, ale czy przy losowaniu run z woreczka naprawdę jest różnica, czy czujesz znak przed wyjęciem? Myślałem, że chodzi o to, żeby było losowe.
Zastanawiam się, czy w przypadku Rojnik nie mamy po prostu do czynienia z czymś prostszym - że zestaw zapasowy po prostu nie był jej, nigdy nie był używany i nie ma żadnej historii. Nie chodzi o materiał ani głębokość grawerunku. Czy ktoś tu używał zestawu, który zaczął jako zupełnie 'pusty' i musiał go dopiero 'rozruszać'?
To opisujesz chyba bardziej swój własny rozwój jako czytelniczki niż zmianę w zestawie, nie? Albo jedno i drugie naraz - bo ciężko to oddzielić.
A Rojnik - miałaś może jakieś konkretne sesje, gdzie czułaś, że zestaw 'gra', a potem porównałaś z sesjami gdzie nie? Czy to zawsze było intuicyjne i nie miałaś okazji tego zestawić?
Prowadzenie dziennika sesji to chyba najsensowniejsza decyzja, jaka z tej dyskusji wynikła. Nie żeby wszystko musiało być udokumentowane, ale przy takich wątpliwościach jak twoja - czy zestaw 'działa' - bez notatek możesz chodzić w kółko latami.
Dobra, to zaczynam notować. Ale mam pytanie zanim zacznę - jak wy to robicie technicznie? Osobny zeszyt, czy plik gdzieś? I czy zapisujecie dosłownie wszystko, znaczenia run, kontekst pytania, samopoczucie podczas sesji?
Ja mam zwykły notatnik, nic specjalnego. Zapisuję datę, pytanie albo intencję, które runy wypadły i w jakiej kolejności, i krótki komentarz co czułam przy każdej. Samopoczucie też, bo okazało się potem, że przy zmęczeniu moje interpretacje były inne.
Wracając jednak do sedna - Rojnik, czy te dwa zestawy różnią się też materiałem? Bo wymieniałaś grawerunek, ale jeśli to inny kamień albo inny gatunek drewna, to masz nie jedną zmienną, ale dwie naraz.
to jest bardzo istotne. Drewno i kamień to dwa różne ciepła w dłoni, dwa różne ciężary, zupełnie inna faktura. Część osób ma wyraźną preferencję i jej nie świadomi. Czy próbowałaś kiedyś trzymać je jednocześnie, po jednym w każdej ręce?
Przepraszam, może głupie pytanie, ale dlaczego materiał miałby w ogóle mieć znaczenie? Runy to przecież znaki, nie same kamyki. Czy znak na drewnie nie jest tym samym co znak na kamieniu?
A czy jest w ogóle jakaś tradycja, która mówi co konkretnie powinny być zrobione runy? Bo słyszałam o kości, drewnie, kamieniu. Czy to nie świadczy o tym, że materiał zawsze był kwestią tego, co akurat dostępne?
To mnie zastanawia - Rojnik, czy kupiłaś ten drewniany zestaw specjalnie jako zapasowy czy po prostu był dostępny? Bo jeśli od początku traktowałaś go jako gorszy zamiennik, to może właśnie to wpływa na twoje odczucia, a nie sam materiał.
No i tu dotykamy czegoś konkretnego. Jeśli nie przeszłaś z nim żadnego rytuału czyszczenia ani intencji - nic, co normalnie robisz z nowym zestawem - to brak spójności nie jest zaskakujący. Co robiłaś z kamieniami, zanim zaczęłaś z nich korzystać?
Czyli właściwie drewniane runy nigdy nie były naprawdę 'twoje' w sensie - nie były z tobą, nie miały żadnego czasu z tobą przed pierwszą sesją? To wydaje się większą różnicą niż materiał.
Dokładnie to widziałam w swoich notatkach - pierwsze sesje z nowym zestawem były chłodniejsze właśnie dlatego, że go nie znałam, a on mnie nie. Nie wiem jak to opisać inaczej niż że potrzebuje czasu.
A czy macie wrażenie, że te zestawy, które długo leżą nieużywane, jakby 'zamykają się' z powrotem? Pytam, bo mam stary zestaw kart, którego nie tykałem przez kilka miesięcy i pierwsze sesje po przerwie były dziwnie płaskie.
Dobra, to może rzeczywiście spróbuję systematyczniej. Celeste50, co miałaś na myśli mówiąc o przetestowaniu jednej zmiennej? Jak to miałoby wyglądać praktycznie?
Chodziło mi o to, żeby nie zmieniać wszystkiego naraz. Zamiast od razu rzucać się w pełny rytuał i nowy materiał i nowe nastawienie - wybierz jedno. Dla mnie logiczne byłoby zacząć od tego, co powiedziała Zenobia95, czyli po prostu ponosić drewniane przy sobie przez jakiś czas. Nic więcej. I zobaczyć, czy cokolwiek się zmienia w odbiorze.
Dokładnie. I zapisuj co czujesz przed i po. Nie w sensie wielkich wizji, ale coś tak prostego jak - czy jest jakaś różnica w tym jak je trzymasz, czy ręka reaguje inaczej. Mała obserwacja, nie wielki eksperyment.
Ale czy wy naprawdę czujecie fizyczną różnicę w ręce przy różnych zestawach? Pytam szczerze, bo próbowałem coś takiego z kartami i... nic. Może robię coś nie tak, a może po prostu tego nie mam.
To bardzo częste podejście i rozumiem je, ale z moich notatek wynika co innego - pierwsze wyraźne różnice zauważyłam właśnie wtedy, gdy zaczęłam notować drobnostki, nie czekając na wielkie wrażenie. Samo zapisywanie zmienia uwagę.
To trochę jak efekt placebo trochę - zaczynasz zwracać uwagę i nagle rzeczy 'się pojawiają'. Nie mówię złośliwie, sama zauważam takie rzeczy u siebie. Tylko jak odróżnić, że coś naprawdę jest, od tego, że po prostu zaczęłaś to dostrzegać?
Właśnie to chciałem powiedzieć od początku, tylko nie wiedziałem jak to ująć. Jeśli wystarczy 'intencja', to po co w ogóle zestaw zapasowy? Czy nie można by wróżyć z kamyczków z podwórka?
Technicznie - można i historycznie tak robiono. Pytanie Gracjana jest sensowne, ale pomija jeden aspekt: dla większości praktyków konkretny obiekt pełni funkcję kotwicy dla uwagi i nawyku. Nie chodzi o to, że kamyczek z podwórka nie 'zadziała', ale że praca z tym samym zestawem buduje pewną ciągłość w czytelnikach.
