To mnie uderza, bo właśnie o tym mówiłam na początku - tę ciągłość. Straciłam ją nie dlatego, że zestaw zaginął fizycznie, ale dlatego, że zestaw zapasowy tej ciągłości nie ma. Gracjan, rozumiem twoje pytanie, ale dla mnie różnica jest właśnie w tej historii, nie w samym materiale.
Przeprowadziłam się i część pudełek wciąż nie jest rozpakowana. Szczerze - możliwe, że tam są, ale nie wiem w którym. To nie jest klasyczne 'zaginęły', to jest 'nie wiem gdzie są i nie chcę na siłę szukać'.
To właściwie zmienia trochę sytuację, nie? Bo jeśli mogą być w pudłach, to pytanie o kopie zastępujące utracone trochę... przedwcześnie się pojawiło?
Właśnie o to chciałam zapytać! Czy to znaczy, że właściwie nie wiesz, czy naprawdę ich potrzebujesz zastępować? Bo może problem sam się rozwiąże jak wypasujesz to pudło?
Ale to nie zmienia pytania, które jest ciekawe samo w sobie - czy kopia runu z innego zestawu może zastąpić utracony. Rojnik trafiła na temat, który dotyczy nie tylko jej sytuacji. Warto to rozwinąć niezależnie od tego, czy te kamienie się znajdą.
Przez jakiś czas traktowałam ją jak intruza - serio. Odkładałam na bok przy rozkładaniu, włączałam tylko jeśli wypadła ta konkretna pozycja. Dopiero po jakimś czasie przestałam to robić, ale nie dlatego, że nagle poczułam że 'pasuje' - po prostu przestałam zwracać na to uwagę. Czy to dobre? Nie wiem. Ale odczyty nie są gorsze.
Kupiony oddzielnie, z zupełnie innego materiału. Oryginały mam drewniane, ta jedna jest z kamienia, jasna. Widać ją od razu w zestawie. Co ciekawe teraz prawie lubię ten kontrast wizualny, ale czy to coś zmienia w odczycie - naprawdę nie umiem powiedzieć.
Dobra, ale wróćmy do tego co Celeste mówiła o kamyczkach z podwórka. Bo mnie to naprawdę nie daje spokoju. Rozumiem kotwicę i nawyk, rozumiem ciągłość o której Rojnik mówi. Ale czy nie można po prostu zbudować nowej ciągłości z nowym zestawem od zera? Czemu zastępowanie jest lepsze niż po prostu nowy start?
No i znowu wracamy do tego samego - jeśli rytuał inicjacji tworzy to skojarzenie, to skojarzenie jest wytworem rytuału, nie właściwością zestawu. Rozumiem, że to może być użyteczne, ale to chyba przeczy tezie, że kopie 'mogą zastąpić' oryginał? Bo kopia przez rytuał staje się de facto nowym zestawem, nie kopią.
To co Dewanna mówi trochę przemawia do mnie, ale też trochę mnie niepokoi. Bo jeśli kopia tylko ułatwia drogę, a nie zastępuje - to znaczy że i tak trzeba tę drogę przejść od nowa. A mnie właśnie chodzi o to, żeby nie zaczynać od zera. Czy to jest w ogóle możliwe, czy po prostu oszukuję siebie, że da się zachować to co było?
Dobra, bo to brzmi jak ucieczka i trochę tak jest. Mam takie przeczucie, że jak je znajdę i nie poczuję nic, to będzie gorzej niż gdyby zaginęły naprawdę. To głupie, wiem.
Nie głupie. Ale zastanawiam się, czy to przeczucie nie mówi czegoś więcej o relacji z tym zestawem niż sam fakt że jest - albo nie ma. Masz wrażenie, że coś między tobą a nimi się zmieniło, zanim w ogóle się przeprowadziłaś?
Ojej, to jest takie... smutne trochę i rozumiem to uczucie. Miałam podobnie z taliami - jedna przestała mi 'odpowiadać' i też nie chciałam tego sprawdzać za bardzo. Czy takie oddalenie od zestawu w ogóle można cofnąć, czy jak już jest, to jest?
