Siedziałam dziś wieczorem z woreczkiem run i przyszło mi do głowy pytanie, które trochę mnie zatrzymało. Czy ktoś z was robił kiedyś czytanie run z myślą o osobie, która już odeszła? Nie mówię o typowym odczycie dla kogoś żywego, ale o próbie nawiązania kontaktu albo zrozumienia czegoś związanego ze zmarłym bliskim. Mam konkretny powód, żeby o to pytać - mama odeszła kilka miesięcy temu i czuję, że zostało dużo niedopowiedzianych rzeczy. Zastanawiam się czy runy mogą tu pomóc, czy raczej jest to teren, na który nie powinnam wchodzić. Słyszałam różne zdania - jedni mówią, że to normalna praktyka, inni, że to niebezpieczne lub co najmniej nieetyczne. Ciekawa jestem co myślicie.
To nie jest coś, czego powinno się unikać z zasady. Runy są starym systemem, który łączy światy - dosłownie, jeśli rozumieć ich nordycką symbolikę. Ansuz czy Raidho mogą działać jak most. Sama robiłam czytanie dla ojca rok po jego odejściu i poczułam, że coś rzeczywiście przeszło przez ten odczyt. Inaczej to nie da się opisać. Ale - i to ważne - trzeba wiedzieć jak się zamknąć po takim czytaniu. Bo zostawiasz otwarte drzwi.
A jak to zamkniecie się wygląda w prkatyce? Bo piszesz o otwartych drzwiach i trochę mnie to mrozi. Nigdy nie robiłam czytania dla nikogo zmarlego ale jakbym chciała spróbować to nie wiem czy bym wiedziała jak to bezpiecznie zakończyć.
Szczerze mówiąc to wydaje mi się, że runy to tylko kawałki drewna albo kamienia i nic przez nie nie 'przechodzi'. Jak można nawiązać kontakt z kimś, kto już nie żyje, za pomocą losowania kamyczków? Przepraszam, ale to brzmi jak autosugestia.
Robiłem otwarty odczyt, bez konkretnego pytania. Po prostu siedziałem, trzymałem woreczek i myślałem o nim. Poprosiłem żeby runy pokazały co jest ważne. Ehwaz i Othala to w skrócie podróż i dom, dziedzictwo, korzenie. Akurat miesięcznica jego śmierci wypadała dwa dni później i cała sprawa ze sprzedażą domu rodzinnego była wtedy aktualna. To mogło być przypadkowe, ale siedziałem z tym długo.
Czekajcie, ale jak w ogóle formułować intencję przed takim czytaniem? Bo jedno to czytanie dla żywej osoby a drugie dla kogoś, kto odszedł. Czy pytam o niego, czy do niego, czy jak? Trochę gubię się w tej różnicy.
Dokładnie ten rozdział mnie interesuje. Bo nie wiem czy chcę 'kontaktu' w sensie paranormalnym, czy bardziej chcę zrozumieć coś co między nami pozostało niedomknięte. Może to różnica, która wpływa na to jak podejść do samego czytania?
To jest właśnie kluczowa różnica. Czytanie jako próba nawiązania kontaktu ze zmarłym a czytanie jako sposób do przepracowania własnej straty - to są zupełnie inne praktyki. Pierwsze wchodzi w obszar, który tradycyjnie wymaga doświadczenia i ochrony. Drugie to bardziej praca z własną psyche i symboliką. Runy świetnie nadają się do tego drugiego. Czy autor wątku zastanawiała się nad tym co tak naprawdę chce osiągnąć?
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu zupełnie z innej bajki, ale czytam to z zapartym tchem. Czy czytanie run dla kogoś żywego różni się bardzo technicznie od tego dla kogoś, kto odszedł? Jak ktoś robi taki odczyt to używa innych run, innego układu? Naprawdę nie wiem jak to wygląda od strony praktycznej.
Ale czy w ogóle jest jakaś historyczna podstawa do tego że runy służyły kontaktowi z umarłymi? Bo mi się wydaje, że to raczej nowsza interpretacja i dawni Germanie czy Skandynawowie niekoniecznie tak to rozumieli, nie?
Nie wiem czy tu chodzi o prostotę albo złożoność samego rytuału. Moim zdaniem ważniejsza jest szczerość intencji niż ilość kroków. Przynajmniej takie mam wrażenie z własnej praktyki.
To mnie interesuje w kontekście tego co sama piszę, czyli tej niedomkniętej sprawy z mamą. Bo jeśli sny mogą być jakimś rodzajem odpowiedzi albo kontynuacji czytania, to może to jest właśnie ta przestrzeń której szukam? Nie fizyczne znaki podczas sesji, tylko to co przychodzi potem?
Przepraszam że znowu jestem tym sceptycznym głosem, ale skoro mówimy o snach - to jest klasyczna psychologia żałoby, nie? Mózg przetwarza stratę i generuje obrazy bliskich. Skąd wiecie że to coś więcej?
I właśnie tu wracam do pierwotnego pytania które postawiłam w tym wątku. Nie szukam dowodu na życie po śmierci. Szukam czegoś co pomoże mi przepracować pewną stratę. Runy jako sposób do wglądu w siebie, nie do wywoływania duchów. Czy to rozróżnienie ma sens dla tych z was którzy to praktykowali?
Chciałam zapytać bo czytam ten wątek od początku i nie za bardzo rozumiem jednej rzeczy - czy jak robisz czytanie 'o' kimś zmarłym to runy mówią o nim, czy raczej o tobie i twoim stosunku do tej osoby? Bo z tego co piszecie to trochę jedno i drugie?
Ale to jest trochę frustrujące, nie? Chodzi mi o to że jak ktoś robi czytanie i szuka połączenia z mamą czy dziadkiem, to powiedzenie mu 'to tylko ty' odbiera temu sens. Przynajmniej emocjonalnie. Nie wiem, może to naiwne co mówię.
Słuchajcie, rozumiem że ta rozmowa jest dla wielu z was bardzo osobista i nie chcę tego umniejszać. Ale zastanawiam się - czy nie jest tak że efekt terapeutyczny który opisujecie bierze się po prostu ze skupienia uwagi na emocjach, a nie z run samych w sobie? To znaczy, czy nie wystarczyłoby zwykłe pisanie w dzienniku albo rozmowa z kimś bliskim?
Kanko poruszył coś ważnego. Bo rzeczywiście, jest różnica między czytaniem które pomaga zamknąć, a takim które trzyma w zawieszeniu. Widziałam opisy sesji gdzie ktoś wracał do czytania o zmarłym co tydzień, szukając nowych znaków, i to wyglądało bardziej jak niemożność odpuszczenia niż jak żałoba. Iwetka, jak ty do tego podchodzisz?
A propos pilnowania - czy jest jakiś sposób żeby samemu ocenić czy czytanie 'w kierunku' osoby zmarłej zbliża do jakiegoś spokoju, czy oddala? Bo to co opisuje Kajus98 ze snami, albo to co Bibianna mówi o tym milczącym śnie - to brzmi jak coś co nie daje spokoju, tylko otwiera kolejne pytania.
Wróce trochę do inrpretacji run bo zagubiłam się w tej dyskuskji 🙂 - jak w ogóle formułujecie pytanie przed takim czytaniem? Znaczy czy mówicie głośno do kogo jest to skierowane, czy to musi być jakoś specjlanie ustawione? Pytam bo nie wiedziałam że w ogóle można tak robić.
No dobrze, ale mam pytanie do Wrozki i do Przytulia - bo obie dużo wiecie o tym: jeśli robię czytanie i jedno ciągnie do kolejnego bo nie rozumiem odpowiedzi, to kiedy to jest normalne 'drążenie tematu' a kiedy już ten kompulsywny powrót który jest problemem? Bo jak niby mam to odróżnić sama od siebie?
Ale Iwetka - skąd wiesz że to zdrowe? Bo z zewnątrz brzmi zdrowo, ale czy to nie jest trochę to samo co Czarodka pytała wcześniej - jak odróżnić że to idzie w dobrą stronę? Skąd ta pewność?
A co właściwie 'zrobić z otwarciem' w kontekście run? Bo Przytulia i Iwetka mówią o procesie, o pilnowaniu się, o świadomości - ale to brzmi dosyć abstrakcyjnie. Czy chodzi o to żeby iść do terapeuty? Pisać? Rozmawiać z kimś? Co konkretnie robicie po czytaniu które coś poruszy?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie że runy stają się tutaj prawie pretekstem do czegoś innego - do rozmowy o żałobie, o emocjach, o tym jak się z nimi obcuje. I nie mówię że to źle. Ale zastanawiam się: gdyby Tojadek02 albo Bibianna zaczęły temat 'jak przeżywać stratę mamy' bez run w tytule, czy ta sama rozmowa by się potoczyła?
Nawiążę do Edytki i Niezapominajki - moje sny po tym czytaniu które robiłem były intensywne, ale nie straszne. Bardziej takie z dużym ładunkiem emocjonalnym, nie groźne. Ale rozumiem że dla kogoś wrażliwszego albo mniej przyzwyczajonego do pracy ze snami mogłoby to być trudniejsze do uniesienia.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie że brakuje tu jednego aspektu. Wszyscy mówicie o czytaniu jako o procesie wewnętrznym, psychologicznym - ale ja podchodzę do tego trochę inaczej. Dla mnie jest kwestia energii. Osoba która odeszła ma swój ślad energetyczny i zanim w ogóle zasiądziesz z runami, warto się zastanowić czy twoja czakra serca jest na tyle otwarta żeby to unieść. Nie żeby blokować, ale żeby nie przyjąć za dużo naraz.
Mam wrażenie że wróciłyśmy do sedna - właśnie o to chodzi, prawda? Że to czytanie run dla kogoś kto odszedł uruchamia tyle rzeczy naraz że ciężko potem powiedzieć co pochodzi skąd. Czy to runa 'zrobiła' to napięcie, czy wyciągnęła coś co już było?
