Przepraszam ale muszę zapytać - skąd ten podział na 'napięcie z żałoby' i 'napięcie energetyczne'? Bo dla mnie to brzmi jak szukanie rozróżnienia które może nie istnieć. Czy nie jest tak że każde napięcie po czytaniu dla kogoś bliskiego i zmarłego to po prostu... napięcie emocjonalne?
Wracając do samego tematu wątku - wszyscy mówimy o tym jak się czuć po czytaniu, co robić z emocjami, jak to przeżyć. Ale mam pytanie o coś bardziej podstawowego: czy w ogóle jest jakiś ustalony sposób na to czytanie dla kogoś kto odszedł? Czy to się robi inaczej niż zwykłe czytanie?
Nie mam gotowego protokołu i trochę nieufam każdemu kto mówi że ma. Ale robię kilka rzeczy inaczej. Najpierw - czas. Nie robię takiego czytania od razu po pierwszym impulsie. Czekam kilka dni żeby sprawdzić czy ten impuls wraca. Jeśli wraca - to może coś znaczy. Jeśli nie wraca - to był impuls, nie potrzeba.
A dlaczego kilka dni a nie np tydzień albo dlużej? Mam wrażenie że sama sobie ustaliłas ten czas, ale skąd wiesz że akurat kilka dni to dobrze?
Szczerze? Nie. Myslę że to ciekawosć a potem sie okazuje że jednak płacze przy tym i to nie była ciekawość. Albo na odwrót, myslę że potrzeba, a potem okazuje się że chyba szukam potwierdzenia czegoś co już wiem.
Nie zawsze da się to kontrolować, szczerze mówiąc. Dlatego właśnie przy takich emocjonalnych czytaniach ja wolę żeby ktoś zrobił czytanie dla mnie, nie sama dla siebie. Wtedy przynajmniej inna osoba nie ma powodu żeby dostosowywać interpretację do moich potrzeb.
Słucham tej dyskusji od początku i właśnie to zdanie mnie zatrzymało. Bo jeśli komuś innemu zlecam czytanie dla swojej mamy która odeszła - to ta osoba jej nie znała. Czy runa może cokolwiek powiedzieć przez kogoś kto nie miał żadnej relacji z tą osobą?
No właśnie - jak w ogóle odróżnić 'kanał otwierany relacją' od 'lepszego kontekstu'? Bo to brzmi dla mnie jak to samo opisane dwoma różnymi słownikami. Jakby jeden mówiło po polsku a drugi po angielsku o tej samej rzeczy.
Słuchajcie, rozumiem tę filozofię ale mam bardziej konkretne pytanie - czy ktoś miał sytuację gdzie czytanie dla osoby która odeszła po prostu nie wyszło? Tzn. coś było nie tak, jakiś znak że może nie powinno się było tego robić? Bo cały czas czytam że jednym wychodziło, innym nie do końca, ale nie słyszę o sytuacjach kiedy to był wyraźny błąd.
Szczerze? Nie wiem. I to jest chyba odpowiedź. Byłam w takim stanie że może cokolwiek bym wyciągnęła, to bym to przeczytała przez tę ciemność którą miałam w sobie.
A czy jest jakis moment kiedy żałoba jest 'wystarczająco przetrawona' żeby w ogole sie brać za takie czytanie? Bo mam wrazenie że to się zmienia u każdego inaczej i nie ma odpowiedzi.
Mam takie pytanie może trochę z boku - czy ktokolwiek rozmawiał z kimś bliskim przed takim czytaniem? Tzn. nie z osobą która odeszła, ale z kimś żywym kto też ją znał? Zastanawiam się czy to pomaga czy przeszkadza.
Mnie interesuje jeden wątek który gdzieś nam uciekł - czy w ogóle runy mają coś specyficznego do pracy z osobami które odeszły, czy to jest taka sama praktyka jak każde inne czytanie tylko z inną intencją? Bo czytam ten wątek od początku i mam wrażenie że mówimy o żałobie i emocjach, ale rzadziej o samych runach.
Czyli to nie tyle runy są 'do tego', co niektóre runy mają znaczenia które pasują do tematu śmierci? To jest chyba ważna różnica. Bo to by znaczyło że każdy system wróżbiarki mógłby to robić, tylko runy mają może bardziej pasujące symbole.
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się czy nie wpadamy w pułapkę - im więcej rozmawiamy o tym jak to robić dobrze, tym bardziej to normalizujemy. Nie mówię że to jest złe. Tylko zauważam że na początku wątku było pytanie czy to możliwe i czy powinno się unikać - i jakoś gdzieś po drodze zaczęliśmy zakładać że tak, można, i rozmawiamy już o tym jak.
To co Chaber powiedział na końcu - że normalizujemy to przez rozmowę - mnie uderzyło. Ale też zastanawiam się czy nie jest tak, że każda rozmowa o czymś to normalizuje? Czy to znaczy, że o pewnych rzeczach nie powinniśmy w ogóle rozmawiać?
A ja właściwie cały czas czekam na tę odpowiedź. Serio. Bo przyszłam tutaj z konkretnym pytaniem - chcę zrobić czytanie dla taty który odszedł i chciałam wiedzieć jak to zrobić, nie tylko dlaczego to jest skomplikowane. Czy ktoś może mi po prostu powiedzieć od czego zacząć?
To co Przytulia opisuje - ten 'grunt' - tego mi brakowało kiedy robiłam czytanie dla mamy. Byłam kompletnie zawieszona. I teraz rozumiem dlaczego to tak wyszło. Bibianna, nie mówię żebyś czekała w nieskończoność, tylko żebyś się zapytała siebie szczerze o to co ona mówi.
Bardzo dziękuję Iwetce01 za to wyjaśnienie, to dla mnie otwiera zupełnie nowe rozumienie całej tej mechaniki. Ale mam pytanie - czy w takim razie każde czytanie run jest trochę kołem zamkniętym? Tzn. zawsze odczytamy to co chcemy odczytać biorąc pod uwagę temat pytania?
Kajus98, to jest jedno z najlepszych pytań w tym wątku. I nie mam na nie odpowiedzi. Może to zależy od człowieka - dla jednych kontener pomaga zamknąć, dla innych otwiera w nieskończoność. Może o to właśnie Przytulia pytała wcześniej - czy chcesz zrozumieć czy jeszcze raz poczuć bliskość. Bo cel decyduje o tym czy pojemnik zamknie się kiedyś czy nie.
Ale czy w ogóle wynik czytania run może być 'trudny' w sensie złych wiadomości? Bo w numerologii jak wychodzą złe liczby to też jest jakiś przekaz, ale tu jest inaczej - runy to nie przepowiednia, prawda? Czy ja to dobrze rozumiem?
Właśnie to miałam z czytaniem dla mamy. Wyszła runa której się nie spodziewałam i nagle uświadomiłam sobie że mam do niej złość. Do mamy. I to było straszne, bo jak masz złość do osoby która odeszła, to nie ma gdzie z tym pójść.
Więc jeśli to jest nasze własne - to czy to w ogóle ma sens jako czytanie 'dla taty', czy to jest po prostu czytanie dla mnie, w którym tata jest tylko kontekstem? Bo jeśli tak, to może to zmienia jak do tego podejść?
Ja pytałam o mamę bezpośrednio i to właśnie to wyciągnęło tę złość. Więc może pytanie przez bliskiego jest bardziej ryzykowne właśnie dlatego, że kierujesz uwagę na relację, a nie na siebie? Nie wiem, mówię z własnego doświadczenia.
A skąd w ogóle wiadomo czy jest się gotowym? Bo to brzmi jak pytanie bez odpowiedzi - żeby wiedzieć czy jesteś gotowy, musisz już być gotowy.
A co z osobami które nie mają nikogo do zadzwonienia? Serio pytam, bo nie każdy ma taką sieć wsparcia. Czy to znaczy że nie powinny robić czytania?
Chcę dodać coś o tym jak fizycznie podejść do czytania dla osoby która odeszła, bo dużo tu o emocjach i intencji a mało o praktyce. Znam osoby które kładą zdjęcie przy runach, inne które zapalają świeczkę. Nie wiem czy to 'pomaga' w jakimś mistycznym sensie, ale na pewno pomaga skupić się i oddzielić to czytanie od innych.
