To dobre rozróżnienie. Chaos myślowy, czyli skaczące myśli, rzeczywiście może zakłócać. Chaos emocjonalny, silne uczucie, często klaruje. Chaos życiowy, wiele rzeczy dzieje się naraz, jest neutralny, bo nie przeszkadza w skupieniu, jeśli potrafisz odłożyć okoliczności na chwilę.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i właściwie nie zamierzałam pisać, ale to, co Leopold napisał o ciekawości, jest dokładnie tym, co czuję przed każdym czytaniem, kiedy wychodzi coś dobrego. Nie spokój, tylko taka gotowość, żeby zobaczyć.
Wróćmy może do wątku z wahałem, bo Kappi to poruszył wcześniej i trochę uciekło. Mnie też ciekawi ta kwestia 'ładowania'. Przy runach mówi się o kontakcie i przyzwyczajeniu. Ale wahadło to co innego, bo to sposób ruchu, odpowiedzi binarnej. Czy tam też chodzi o to samo, czy o coś zupełnie innego?
Wróćmy do tego wahadła, bo Nasturcja ma rację, że to uciekło. Mnie to też ciekawi, bo próbowałem raz z wahałem przy runach i nie wiedziałem, czy to w ogóle sensowne połączenie. Czy wahadło i runy to dwie osobne rzeczy, czy można ich używać razem?
Poczekajcie, czyli mówicie, że ładowanie wahadła to tak naprawdę ładowanie siebie? Bo zacząłem to rozumieć inaczej, myślałem, że chodzi o jakiś transfer energii do przedmiotu, żeby on sam działał potem lepiej.
A jak w praktyce wygląda to ustawianie intencji przy wahadle? Czy to jest coś, co mówisz głośno, myślisz, czy po prostu siedzisz z tym w rękach przez chwilę? Pytam serio, bo próbowałam i nie wiedziałam, co właściwie robię.
O, nie wiedziałam, że tak to się robi. Ja po prostu brałam wahadło i pytałam od razu. Może dlatego czasem wyniki były dziwne albo sprzeczne ze sobą?
To ciekawe, że wróciliśmy do tego pytania z tytułu przez zupełnie inną drogę. Właśnie o to mi chodziło na początku, o tę gotowość. Przy wahale ona wychodzi bardzo wyraźnie, bo dosłownie widać, kiedy jej nie ma. Przy runach to jest mniej oczywiste.
Bardzo dziękuję za ten wątek z wahałem, bo właśnie zaczęłam go używać i miałam dokładnie taki problem, co Glicynia i Kappi. Ale wróćmy do run, bo mam jeszcze jedno pytanie. Czy jeśli czytasz runy w chaosie i wychodzi coś nieoczekiwanego, to zawsze traktujesz to jako ważne, czy możesz to też odłożyć jak wahadło?
Jestem tu raczej cicho, ale to mnie zatrzymało. Leopold, mówisz o tym, że runa może 'coś zmieniać w tym, co czujesz'. Czy to znaczy, że dobre czytanie powinno wywoływać jakąś reakcję emocjonalną? Bo ja czasem czytam i nic nie czuję, czy to znak, że coś jest nie tak?
Właśnie, i wracając do tytułu, to jest dokładnie ten chaos, o który pytałam. Czytasz z kartki, szukasz 'aha', jesteś spięty. To nie jest cisza, ale nie jest też spokojny chaos, tylko taki rozproszony pośpiech. Jak wy to odróżniacie od siebie?
Dla mnie test jest taki: czy po skończonym czytaniu pamiętasz, co poczułaś przy pierwszym kontakcie z runą, zanim zaczęłaś szukać znaczenia? Jeśli tak, to było czytanie. Jeśli nie, to były poszukiwania.
Brak sygnału może oznaczać, że pytanie nie dojrzało do odpowiedzi. Nie każde pytanie ma gotową odpowiedź w danym momencie. Runy nie są maszyną do odpowiadania, a czasem właśnie ta pustka mówi, żeby poczekać.
A jak wiadomo, kiedy w ogóle nie zadawać pytania, bo nie jest się gotową? Bo rozumiem, że chaos wewnętrzny przeszkadza, ale nie zawsze można czekać na idealny moment.
Ale jak długo można czekać na tę gotowość? Bo mam wrażenie, że mogłabym czekać w nieskończoność i zawsze znajdę powód, żeby stwierdzić, że to nie ten moment.
To jest chyba najlepsza odpowiedź na moje pierwotne pytanie, jaką dostałam w tym wątku. Cisza nie chodzi o brak dźwięków, tylko o to, żebyś ty nie byłaś pytaniem, które zadajesz. Dziękuję, że wróciliśmy do sedna.
Dobra, to wracam do wątku z kartką, bo mi to zostało. Brygida mówiła, że jest różnica między zajrzeniem a czytaniem całego opisu. Ale skąd wiem, kiedy zajrzałem za dużo? Mam wrażenie, że jak już przeczytam pierwsze zdanie opisu, to ono mi przykrywa to, co czułem wcześniej.
Ja tak robiłem przez tydzień. Codziennie losowałem jedną runę rano i odkładałem ją na stół i patrzyłem na nią przy kawie. Nic nie szukałem. I po kilku dniach zacząłem zauważać, że niektóre runy po prostu mi się podobają wizualnie, a przy innych czuję coś w rodzaju oporu. Nie wiem, czy to jest to, o czym tu mówicie, ale coś tam było.
To, co opisuje Kappi, to jest właśnie ten moment, w którym runa przestaje być symbolem, a zaczyna być lustrem. I to jest ciekawe, bo to nie wymaga żadnej techniki wyciszenia, tylko zwykłej obecności przy niej. Ale mam pytanie do całej rozmowy, czy ktoś próbował czytać runy w dwóch różnych stanach umysłu i porównać wyniki? Nie żeby udowodnić coś, tylko zobaczyć, czy ta sama runa coś innego mówi.
Ja robiłam coś takiego, choć nieświadomie. Raz losowałam to samo pytanie rano, po kawie, i wieczorem, po długim dniu. I naprawdę interpretacja była inna. Nie runa, bo tej nie sprawdzałam, ale to, co wyciągałam z odczytu. Rano była bardziej klarowna. Wieczorem ciągnęłam ją w stronę zmęczenia, które czułam.
O, to jest bardzo ciekawe, bo ja nigdy nie myślałam o porze dnia jako o czymś, co może wpływać na odczyt. Zawsze siadałam wtedy, kiedy mi przyszło do głowy. Czy uważasz, że rano jest generalnie lepiej, czy to zależy od osoby?
Pora dnia to jeden z wielu czynników i nie ma tu jednej reguły. Ważniejsze jest, w jakim punkcie cyklu emocjonalnego jesteś w danej chwili. Niektórzy są najbardziej otwarci wieczorem, inni tuż po przebudzeniu. To samo dotyczy tarocie. Nie ma mistycznego 'najlepszego czasu', jest twój czas.
Wróćmy jeszcze do tego wątku z ciszą, bo trochę nam uciekł. Paprotka95 napisała wcześniej, że cisza to nie brak dźwięków, tylko żeby nie być samym pytaniem. Ale jak to wygląda w praktyce? Jak sprawdzić przed losowaniem, czy przypadkiem nie jesteś tym pytaniem?
Runy nie wymagają emocjonalnej sterylności. Wymagają świadomości, że emocja jest. Jeśli siedzisz z pytaniem o relację i wiesz, że boisz się odpowiedzi, i mówisz sobie o tym wprost zanim sięgniesz po runy, to ta emocja jest nazwana i nie steruje odczytem z ukrycia. Niebezpieczna jest emocja, której nie widzisz.
To, co napisał Leopold, trafiło mi do czegoś, co od dawna mnie nurtuje. Czy można w takim razie celowo przed czytaniem powiedzieć sobie, jakie emocje ze sobą przynoszę? Jako taki krótki rachunek sumienia przed losowaniem?
Natrafiłem na ten wątek przypadkiem i mam pytanie, które może być trochę z boku. Czy ta zasada z emocjami dotyczy też wahadła? Ktoś na początku wspominał o ładowaniu wahadła, ale ten wątek jakoś poszedł w innym kierunku. Interesuje mnie, czy przy wahadle też chodzi o ten sam rodzaj gotowości, czy to zupełnie inna praca.
Natrafiłem na ten wątek przypadkiem i mam pytanie, które może być trochę z boku. Czy ta zasada z emocjami dotyczy też wahadła? Ktoś na początku wspominał o ładowaniu wahadła, ale ten wątek jakoś poszedł w innym kierunku. Interesuje mnie, czy przy wahadle też chodzi o to samo, co tutaj mówicie o runach, czyli żeby wiedzieć, co się ze sobą przynosi, zanim zaczniesz pytać?
