Wracając do głównego pytania Paprotka95, bo trochę zeszliśmy na wahadło. Cisza przed czytaniem run i cisza przed wahadłem mają chyba wspólny mianownik, a mianowicie chodzi o to, żeby wiedzieć, kto pyta. Nie co się pyta, tylko kto. I czy ta osoba jest w stanie cokolwiek usłyszeć. To nie jest kwestia techniki, tylko uczciwości wobec siebie.
A co jeśli się w ogóle nie wie, czy jest się w stanie cokolwiek usłyszeć? Bo słucham tej rozmowy i rozumiem, co mówicie, ale mam wrażenie, że nie mam dostępu do takiej oceny siebie. Jak sprawdzić, czy jesteś gotowy, jeśli nie masz jeszcze żadnego punktu odniesienia?
Ja wróciłam do pytania Nasturcji, które zadała wcześniej, bo mi umknęło. Pytała o czas dnia, ale mnie bardziej zastanawia coś innego. Czy ma znaczenie, gdzie czytasz runy? Ja zawsze siadam w tym samym miejscu i zastanawiam się, czy to mi pomaga się skupić, czy po prostu wytworzyłam nawyk i teraz bez niego czuję się dziwnie.
A czy zauważyłaś, że jakieś miejsca dosłownie utrudniają czytanie? Mówię o takich, gdzie po prostu nie możesz się zebrać, nawet jak wcześniej czułaś się spokojnie?
Miejsce, pora, emocje, rytuał wejścia, to wszystko są warunki brzegowe. Pytanie, które zadała Paprotka95 na początku, dotyczyło czegoś głębszego, a mianowicie czy chaos w głowie wyklucza czytanie. Myślę, że odpowiedź brzmi: nie wyklucza, ale zmienia, co czytasz. W chaosie czytasz chaos. I to też jest informacja, tylko trzeba ją umieć odróżnić od informacji o pytaniu.
To, co napisał Leopold, jest dla mnie bardzo konkretne, dziękuję. Mam jedno pytanie w ślad za tym. Czy ten dramatyczny język przy odczycie to zawsze zły znak, czy są pytania, przy których emocja w interpretacji jest właściwa, bo pytanie naprawdę tego dotyczy?
Ja mam pytanie do Brygidy albo do kogokolwiek, kto praktykuje dłużej. Czy ten moment, o którym mówicie, że już wiecie, kiedy interpretacja jest wasza, a kiedy run, to przyszedł nagle, czy stopniowo? Bo słucham i mam wrażenie, że to brzmi jak coś, co się po prostu wie, a nie coś, czego się można nauczyć.
A ja mam pytanie do całej rozmowy, bo słucham i ciągle wracam do tego samego. Mówicie o odróżnianiu swojego zamętu od run, o cichym chaosie, o uldze jako sygnale. Ale czy ktoś z was miał kiedyś moment, że po prostu przestał czytać runy na jakiś czas, bo nie był w stanie stwierdzić, czy w ogóle cokolwiek odbiera? I co z tego wyszło?
Właśnie to mnie zastanawia po tym, co napisała Nasturcja. Czy przerwa w czytaniu run to coś, co się planuje, czy raczej ciało i głowa same ci mówią, że czas odłożyć? Bo ja ostatnio czuję dziwny opór przed sięganiem po runy i nie wiem, czy to jest właśnie ten sygnał, czy po prostu lenistwo.
To, co powiedziała Glicynia73, jest według mnie najlepszym podsumowaniem całej tej rozmowy. Cisza przed czytaniem nie jest warunkiem technicznym. Jest pytaniem do siebie: czy chcę wiedzieć? Nie czy potrafię się skupić, nie czy mam czas, tylko czy naprawdę chcę odpowiedzi, która może być inna niż ta, którą mam już gotową. I jeśli na to pytanie nie ma odpowiedzi, to runy poczekają.
