Mam pytanie do wszystkich, którzy regularnie pracują z runami. Zawsze słyszałam, że przed ciągnięciem run trzeba się wyciszyć, wyprostować myśli, może posiedzieć chwilę w ciszy. Ale ostatnio zdarzyło mi się rzucić runy praktycznie 'z marszu', po kłótni, z huśtającymi się emocjami, i odczyt był zaskakująco celny. Zaczęłam się zastanawiać, czy ta cisza jest naprawdę konieczna, czy to raczej taki rytuał dla nas samych, żeby się skupić? Czy ktoś ma doświadczenie z czytaniem run w chaosie emocjonalnym i jak to wychodziło?
Interesujące pytanie, bo sama przez lata uważałam, że wyciszenie to podstawa. Teraz myślę inaczej. Cisza przed czytaniem to bardziej kwestia intencji niż stanu emocjonalnego. Możesz być w środku burzy, ale jeśli twoja intencja jest czysta i konkretna, runy i tak odpowiedzą. Chaos emocjonalny może nawet pomóc, bo usuwa cenzurę racjonalnego umysłu. Ale mam tu zastrzeżenie, które chciałabym omówić, bo to nie jest takie proste.
A ja mam takie głupie pytanie, bo nie za bardzo siedzę w runach. Co to znaczy, że odczyt był 'celny'? Czyli że pasował do sytuacji? Bo to mogło być po prostu dlatego, że byłaś po kłótni i każda runa pasowała do konfliktu, nie?
Wyciszenie umysłu przed wróżbą ma swoje historyczne uzasadnienie, choć nie w sensie, który często się podaje. Dawni wróżbici nie medytowali w stylu uważności, ale wchodzili w specyficzne stany poprzez różne techniki, niekoniecznie spokojne. Niektórzy używali głośnej muzyki, rytmicznego bicia w bęben, a nawet celowego pobudzenia emocji. Pytanie do Paprotka95 jest takie, czy twoja kłótnia mogła być przypadkowym odpowiednikiem takiego rytualnego pobudzenia?
O matko, to bardzo otwiera oczy. Zawsze myślałam, że jak nie siedzę w ciszy przez co najmniej chwilę, to w ogóle nie powinnam brać run do ręki. Dziękuję Wam za tę rozmowę, naprawdę. Ale mam pytanie, bo nie do końca rozumiem, czy to znaczy, że stan emocjonalny w ogóle nie ma znaczenia? Bo jak jestem bardzo roztrzęsiona, to chyba jednak nie powinnam?
Ale czy nie jest tak, że runy jako nośnik energii po prostu odzwierciedlają to, co w nas jest w danym momencie? Czyli jakbyś była spokojna, dostałabyś inny zestaw run, a w chaosie inny? I oba byłyby 'prawdziwe', tylko dla różnych warstw siebie?
Ja mam trochę inne podejście do tematu i nie wiem, czy to głupie. Mnie zawsze uczono, że zanim sięgnę po runy, powinnam się modlić albo przynajmniej powiedzieć na głos, czego szukam. I to działa bez względu na to, czy jestem spokojna, czy nie. Może ta 'cisza' to tak naprawdę ta chwila, kiedy formułujesz pytanie, niekoniecznie fizyczna cisza w pokoju?
Słuchajcie, a co z tym wahałem z opisu tematu? Ja sam nie pracuję z wahałem, ale mój kolega twierdzi, że trzeba go 'naładować' przed użyciem i że to trwa tygodniami. Brzmi trochę jak miejska legenda. Czy runy też trzeba jakoś 'ładować' przed pierwszym użyciem?
A ja w ogóle nie wiedziałam, że runy trzeba jakoś przygotowywać. Myślałam, że się po prostu kupuje i używa. To tak jak z kartami tarota? Bo słyszałam, że tarot też powinien 'przejść' przez właściciela zanim się go użyje do wróżenia dla kogoś innego.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy ktoś z was próbował czytać runy dla kogoś innego kiedy był w chaosie emocjonalnym? Bo czytanie dla siebie i czytanie dla drugiej osoby to chyba jednak różna sprawa pod względem potrzebnego skupienia?
Mam pytanie może trochę z boku, ale skoro rozmawiamy o stanie przed czytaniem, to czy jest coś, co absolutnie dyskwalifikuje od czytania? Pytam, bo sama jestem na początku drogi z runami i zastanawiam się, czy są sytuacje, w których lepiej w ogóle nie sięgać po runy. Bo sporo słyszałam o intuicji i wyczuciu, ale nie zawsze jeszcze wiem, kiedy mam to wyczucie, a kiedy nie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie, że cały czas krążymy wokół jednego pytania, a mianowicie czy stan wewnętrzny wpływa na jakość odczytu, ale może warto spojrzeć na to inaczej. Mnie uczono, że runy odpowiadają zawsze, niezależnie od stanu. Pytanie tylko, czy jesteś gotowa usłyszeć odpowiedź, czy będziesz z nią walczyć.
Przepraszam, że wchodzę z czymś może oczywistym dla was, ale nie do końca rozumiem tego rozróżnienia między ego a stanem emocjonalnym. Czy to znaczy, że można być bardzo zdenerwowanym i mimo to czytać z czystą intencją? Bo to mi się trochę kłóci z tym, co intuicyjnie czuję.
A ja mam takie pytanie, bo czytam ten wątek i zastanawiam się nad czymś innym. Czy te runy, które kupujemy gotowe w sklepie, w ogóle reagują tak samo jak te ręcznie robione? Bo Martynka wcześniej wspomniała coś o rzeźbieniu i że kupione nie mają tego powiązania z osobą od początku.
Wróćmy może do tego wątku z wahałem, bo mnie to nadal ciekawi. Brygida wcześniej powiedziała, że wahadło i runy to różne narzędzia. Ale czy mechanizm 'ładowania' albo 'przyzwyczajania' jest podobny? Bo kolega mi mówił, że trzymał wahadło pod poduszką przez kilka tygodni. To brzmi jak mit, ale może nie?
A nie jest tak, że to, co się zmieniło, to po prostu ty? Że to byłaś ty, która przez te kilkanaście dni więcej myślałaś o runach, czułaś się z nimi oswojoną i przez to czytałaś pewniej? Nie zarzucam, naprawdę pytam, bo ciągle nie wiem, gdzie jest granica między naszym przygotowaniem a jakimś zewnętrznym procesem, który zachodzi w runach.
To co Glicynia mówi jest takie mądre i proste jednocześnie. Ale mam pytanie do całej dyskusji, bo zgubiłam wątek. Wróćmy do tytułu tematu, cisza albo chaos, bo coraz bardziej mi się wydaje, że odpowiedź brzmi 'ani jedno, ani drugie' i że chodzi o coś trzeciego. Tylko co to jest?
To 'trzecie' ma różne nazwy w różnych tradycjach, ale jeśli miałbym to opisać prosto, to jest to stan skupienia na pytaniu, a nie na sobie. Możesz być spokojny albo wzburzony, ale jeśli twoja uwaga jest naprawdę skierowana na pytanie, a nie na wynik, to jest to ten stan, o którym mówisz.
Słucham tej dyskusji i mam takie skojarzenie z numerologią, w której też pracuję. Tam też ludzie pytają, czy trzeba być 'gotowym' na obliczenia i interpretację. I odpowiedź jest podobna, stan ma znaczenie, ale to nie jest warunek wejścia, tylko czynnik jakości. Czy w runach jest podobnie?
Czytam ten wątek od samego początku i prawie nic nie pisałam, bo czuję, że to przekracza mój poziom. Ale mam jedno konkretne pytanie. Czy ktoś z was ma doświadczenie z czytaniem run podczas czegoś w rodzaju kryzysu, nie tylko zwykłego chaosu, ale naprawdę trudnego momentu? I jak to szło?
Mam takie doświadczenie i powiem szczerze, że właśnie wtedy miałam jedno z najcelniejszych czytań w życiu. Byłam w bardzo złym miejscu, trzęsły mi się ręce, ale ciągnęłam runy i interpretacja była tak trafna, że przez chwilę się przestraszyłam. Nie wiem, czy kryzys otworzył jakiś kanał, czy po prostu byłam za bardzo skupiona na pytaniu, żeby myśleć o czymkolwiek innym. Może to właśnie był ten stan skupienia, o którym mówił Leopold.
To, co napisała Paprotka, mnie zatrzymało. Trzęsące się ręce i jedno z najcelniejszych czytań. Chcę dopytać, bo może to ważne, czy w tamtej chwili w ogóle formułowałaś pytanie, czy po prostu ciągnęłaś runy bez konkretnego zamierzenia?
Pytanie było, ale bardzo ogólne. Coś w stylu 'co muszę teraz zobaczyć'. Nie było konkretnego dylematu, tylko taki krzyk w środku. I runy odpowiedziały na ten krzyk, nie na pytanie, które sformułowałam słowami. To jest właśnie ta dziwna rzecz, którą do dziś nie wiem, jak wytłumaczyć.
To mnie nie dziwi, choć rozumiem, że może dziwić innych. Runy pracują z tym, co jest naprawdę na pierwszym planie, nie z tym, co formułujesz. Dlatego ten mit, że trzeba mieć 'czyste myśli', jest trochę odwrócony. Chaos może być paradoksalnie bardziej szczery niż spokojne, wyćwiczone zadanie pytania.
Hm, ale to trochę tak jak z marzeniami sennymi, nie? Że sen rozwiązuje coś innego niż to, o czym myślałeś przed snem. Czy runy działają na podobnej zasadzie, że gdzieś 'pod spodem' jest jakiś filtr, który decyduje, co wyjdzie?
Zastanawiam się nad czymś innym. Wszyscy mówimy o tym, że chaos 'ujawnia prawdziwe pytanie', ale co jeśli ktoś jest w chaosie po prostu dlatego, że nie spał, jest głodny i ma złą passę, i te runy po prostu wyjdą bez żadnego głębszego znaczenia? Czy nie ma tu trochę nadinterpretacji ze strony naszej?
Ja miałam takie czytanie raz i przez długo myślałam, że to moja wina, że nie jestem wystarczająco doświadczona. Ale teraz jak to czytam, to może po prostu ten moment nie był dobry. Nie zły emocjonalnie, tylko po prostu pusty.
