To jest właściwie kluczowe pytanie całego wątku i powiem jak podchodzę do tego w praktyce. Bierzesz dwa identyczne wahadła — jedno z materiału o silnej sygnaturze, np. kryształ górski, jedno z czegoś energetycznie spokojnego, np. buk. Mierzysz tym samym operatorem ten sam obiekt w tej samej sesji. Jeśli wyniki są zbieżne, wahadło nie wnosi swojego szumu. Jeśli się rozjeżdżają — jedno z nich pracuje na własnej sygnaturze. Problem w tym że do tego eksperymentu potrzebujesz już dobrze skalibrowanego operatora, więc jest trochę kolisty.
No właśnie. Słuchajcie, nie chcę być tym który ciągle marudzi, ale muszę zapytać wprost: eksperyment Czarnoboga ma sens tylko jeśli zakładamy że istnieje jakaś obiektywna wartość do której porównujemy. A jeśli jej nie ma, to zbieżność dwóch odczytów tego samego operatora może oznaczać wyłącznie spójność nawyku ruchowego, nie spójność sygnału. Jak to rozgraniczacie?
Dobra, to może praktyczne pytanie żeby nie kręcić się w kółko — ktoś tu konkretnie porównywał wahadło hartowane z niehartowanym na tym samym obiekcie i zapamiętał wyniki? Bo mamy dużo teorii a mało 'robiłem tak i wyszło to'.
To co opisuje Tamarka to coś co w literaturze jest czasem nazywane wychyleniem dryftującym i zazwyczaj wiąże się albo z nieustabilizowanym wahadłem albo z obiektem który ma warstwową sygnaturę — czyli właśnie taką sytuację jak odziedziczona biżuteria. Więc paradoksalnie to 'rozmazanie' może być informacją, nie błędem.
Zgadzam się z Jaśkiem i dodam że w opisach Mircei czy starszych podręcznikach francuskich właśnie takie wychylenia nieregularne były interpretowane jako sygnatura złożona lub konfliktująca. Problem pojawia się gdy nie wiesz czy to złożoność sygnału czy po prostu zmęczenie ręki. Dlatego powtarzalność sesji jest ważniejsza niż pojedynczy odczyt.
Wróciłam do swojej stali nierdzewnej bo mi ta rozmowa nie dała spokoju. Zrobiłam trzy sesje z przerwami i za każdym razem nad stalą — minimalna odpowiedź, prawie zatrzymanie. Nad srebrem za każdym razem wyraźne obroty. Więc przynajmniej u mnie jest to powtarzalne. Ale dalej nie wiem czy stal jest cicha bo jest energetycznie neutralna, czy bo blokuje odczyt.
I tu wracamy do tytułu wątku bo hartowanie to właśnie interwencja w strukturę — zmieniasz rozkład naprężeń, gęstość dyslokacji, a w przypadku hartowania cieplnego dosłownie zamrażasz materiał w stanie który normalnie byłby przejściowy. Jeśli struktura ma znaczenie dla sygnały, to hartowanie musi tę sygnaturę zmieniać. Pytanie tylko w którą stronę.
Mam notatki z kilku porównań które robiłem na przestrzeni miesięcy i mogę powiedzieć że moje wahadło z hartowanej stali daje ostrzejsze, bardziej jednoznaczne odpowiedzi tak/nie, ale za to słabiej reaguje na skale Bovisa — obroty są mniejsze przy tym samym obiekcie co kryształowym. Jakby cięło szum ale jednocześnie skracało skalę. Nie wiem jak to zinterpretować, ale różnica jest mierzalna.
Słucham całej tej rozmowy o stali, hartowaniu, strukturze i mam pytanie trochę z boku — czy ktoś próbował hartowanej miedzi? Bo miedź ma zupełnie inną sygnaturę niż stal i ciekawi mnie czy hartowanie zmienia jej charakter tak samo, czy miedź i tak 'przebija' przez hartowanie swoją naturalną energią.
Wracając do miedzi — z tego co wiem z praktyki, miedź nieobrobiona i tak ma bardzo silną własną sygnaturę i niektórzy twierdzą że jest za głośna jako wahadło właśnie dlatego. Jeśli utwardzenie przez zgniot dodatkowo 'ściska' tę sygnaturę, to mogłoby ją albo wzmocnić albo zniekształcić. Ciekawe że nikt tu tego nie testował, bo miedź jest chyba najczęstszym materiałem w tej kategorii.
To co Ulcia opisuje to znany problem z miedzią i dlatego część tradycji radiestezyjnych zaleca ją dla zaawansowanych, a nie dla początkujących. Ale wracając do wątku hartowania — czy ta 'głośność' miedzi zmieniałaby się po utwardzeniu? Logika sugerowałaby że tak, skoro zgniot zmienia strukturę i gęstość. Teodozja postawiła naprawdę dobre pytanie a my trochę odpłynęliśmy.
Dziękuję że wróciłeś do pytania, bo faktycznie odpłynęliśmy. Ale to odpłynięcie też było ciekawe. Powiedz mi Jaśku — skoro miedź jest 'głośna', a stal hartowana daje według Franka ostrzejszy sygnał, to czy te dwa efekty mogą się w ogóle porównywać? Jakby miedź krzyczy a stal mówi wyraźnie, to co jest lepsze do pracy z biżuterią?
Ja mam jedno stare wahadło opisane jako 'srebro czyste' ale nie wiem czy to prawda. Jak sprawdzić czy wahadło ze sklepu jest tym czym ma być? Czy jest jakiś test radiestezyjny czy trzeba oddawać do jubilera?
Słuchajcie, ale to co Czarnobóg mówi chyba trochę rozmywa pytanie z tytułu wątku. Jeśli historia jest ważniejsza niż materiał, to po co w ogóle rozmawiać o hartowaniu? Albo hartowanie coś robi niezależnie od historii, albo nie ma sensu go wyróżniać. Który to przypadek?
Właśnie to mnie zatrzymuje — mówisz że obydwa są prawdą jednocześnie. Ale czy to nie jest zbyt wygodna odpowiedź? Bo jeśli materiał i kompatybilność z operatorem działają równocześnie, to jak w ogóle odizolować który czynnik sprawił że wahadło zadziałało lepiej po hartowaniu?
Wracam do pytania Jaśka o skalę Bovisa jako miarę obiektywną — czy ktoś mierzył to samo wahadło przed i po hartowaniu tą skalą? Bo to by dało jakiś punkt odniesienia, niezależnie od subiektywnych odczuć operatora.
To jest naprawdę dobre pytanie, bo mierząc wahadłem wahadło wchodzisz w rodzaj pętli. Część radiestezistów radzi wtedy używać innego wahadła jako 'czytnika' — najlepiej neutralnego, szklanego — żeby nie było wzajemnego zakłócania sygnatur. Ale czy ktoś faktycznie to robił?
Słuchajcie, my tutaj dyskutujemy już od dobrych kilkudziesięciu postów i wciąż nie wiemy czy hartowanie cokolwiek robi czy nie. Czy ktokolwiek na tym forum ma wahadło hartowane i może po prostu powiedzieć jak je czuje w ręce w porównaniu do zwykłego?
Wracając do tego co wcześniej mówiłam o historii wahadła — czy hartowanie mogłoby kasować tę historię? Jeśli wysoka temperatura albo silny zgniot reorganizuje materię, to może też reorganizuje zapisaną sygnaturę? Jakby reset?
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może naiwne — czy twardszy materiał nie powoduje że wahadło po prostu inaczej się zachowuje fizycznie, bo zmienia się jego gęstość albo masa, i to może tłumaczyć inne odczucia bez sięgania po sygnaturę energetyczną?
Właśnie ten argument od mechaniki pojawia się najczęściej u osób które po raz pierwszy słyszą o sygnaturze materiału — że to zmiana fizyczna tłumaczy wszystko. Ale radiesteci od pokoleń pracują z wahadłami o identycznych parametrach fizycznych które zachowują się różnie w zależności od kontekstu energetycznego miejsca. Mechanika tego nie wyjaśnia.
Mam pytanie trochę z boku, ale chyba pasuje do wątku — czy jeśli wahadło jest ze stopu a nie czystego metalu, to hartowanie działa na sygnaturę składnika głównego czy całego stopu razem?
Właśnie o to chodzi — hartowanie zmienia mikrostrukturę, nie skład. Martenzytem w stali jest ta sama stal, tylko ułożona inaczej. Pytanie radiestezyjne brzmi: czy sygnatura idzie za składem czy za strukturą? I tu nie mam jednoznacznej odpowiedzi, bo spotkałem się z oboma podejściami w literaturze.
Zielarz ma rację co do bazy obserwacji, ale to nie znaczy że nie ma sensu dyskutować. Mermet i Belizal pracowali ze stopami i opisywali różnice między próbkami tego samego metalu o różnej historii obróbki — tyle że nie mierzyli twardości jako zmiennej, tylko reagowali na to co czuli. Nie mamy kontrolowanych prób, mamy opisy fenomenologiczne.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie może trochę z innej strony — czy ktokolwiek próbował zahartować wahadło które już miało długą historię użytkowania i porównać odczucia przed i po? Bo to byłby ten 'reset' o którym mówiła Bukowa, ale przetestowany na sobie.
Szczerze, kto normalny wyśle wahadło do obróbki cieplnej żeby sprawdzić czy sygnatura się zmieni? To brzmi jak teoria. Może zamiast tego ktoś po prostu ma dwa egzemplarze z tego samego stopu i powie nam co czuje?
Wchodzę tutaj bo przypomniałam sobie że miałam mosiężne wahadło które ktoś próbował polerować chemicznie i po tym zabiegu zachowywało się zupełnie inaczej — jakby spłaszczone. Nie hartowanie, ale też obróbka materiału. Może każda ingerencja w powierzchnię albo strukturę coś zmienia?
