To jest jedno z tych pytań, na które odpowiedzi w literaturze się różnią. Część radiestezistów uważa, że głębokość przekłada się na szerokość strefy oddziaływania nad powierzchnią - głębsza żyła daje szerszy pas reakcji, ale sam obrót prętów może być mniej gwałtowny. Inne podejście mówi, że siła reakcji zależy bardziej od intensywności przepływu wody niż od głębokości. Wahadło nadaje się lepiej do szacowania głębokości niż same pręty L, jeśli ktoś już umie z nim pracować.
Zastanawiam się nad czymś innym. Goryczka - czy Ty w ogóle masz już jakieś objawy, przez które zaczęłaś ten wątek? Bo cała ta rozmowa idzie w stronę techniki, a nie słyszałam żebyś opisała co Cię właściwie niepokoi. Może łatwiej byłoby zacząć od objawów i od tego szukać gdzie konkretnie mapować?
Masz rację, że nie powiedziałam wprost. Mam od jakiegoś czasu problemy ze snem, budzę się kilka razy w nocy bez wyraźnego powodu, rano czuję się bardziej zmęczona niż wieczorem. Lekarz nie znalazł nic konkretnego. Ktoś mi podpowiedział, żeby sprawdzić miejsce snu. I dlatego tutaj jestem. Nie wiem jeszcze czy to strefy geopatyczne, ale chcę sprawdzić.
To klasyczne objawy, które opisują ludzie, którzy potem znajdują u siebie albo krzyżowanie linii Hartmanna i Curry pod łóżkiem, albo żyłę wodną. Nie mówię że na pewno o to chodzi, ale warto sprawdzić. Goryczka, a łóżko stoi od dłuższego czasu w tym samym miejscu, czy ostatnio było przestawiane?
Łóżko stoi tak samo od kilku lat. A problemy ze snem zaczęły się jakieś pół roku temu. Nie wiem co mogło się zmienić w tym czasie. Może właśnie coś w żyłach?
Pół roku to ciekawy punkt odniesienia. Pisałem wcześniej, że żyły wodne mogą się przesuwać po zmianach poziomu wód. Jeśli w okolicy były jakieś prace budowlane, nowe odwierty, intensywne deszcze - to mogło zadziałać. Ale mogło też być krzyżowanie Hartmanna, które zawsze tam było, a Ty wcześniej po prostu spałaś z głową w innym miejscu. Czy łóżko na pewno nie zmieniło położenia przez te kilka lat, choćby nieznacznie, kilka centymetrów?
Kilka centymetrów może wystarczyć, żeby głowa trafiła prosto na węzeł Hartmanna. Te krzyżowania mają szerokość może 20-30 centymetrów. Jeśli wcześniej leżałaś tuż obok, a teraz trafiasz w sam punkt - to wyjaśnia zmianę bez żadnego przesuwania żył. Mapowanie pokaże.
A jak człowiek znajdzie ten węzeł, to co z tym robi? Przesuwa łóżko i już? Czy trzeba jeszcze coś z tym miejscem zrobić, żeby je jako tako zneutralizować?
Mam wrażenie, że to wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane niż myślałem. Myślałem, że weźmiesz pręty, przejdziesz po pokoju i już wiesz. A tu wychodzi, że trzeba kompasu, notatek, kierunków świata, głębokości, rodzajów linii, a potem jeszcze neutralizacji. Ile to wszystko trwa w praktyce, jak ktoś robi to po raz pierwszy?
Goryczka, trzymam kciuki za to mapowanie. Napisz koniecznie co wyjdzie! Ciekawa jestem czy znajdziesz jakiś węzeł pod łóżkiem. Mam podobne problemy ze snem i po tej rozmowie sama zaczynam się zastanawiać czy nie sprawdzić u siebie. Kto mi pożyczy pręty? 🙂
Dobra, ale wracając do Goryczki - jak ona teraz ma postąpić krok po kroku? Ma zrobić pręty domowej roboty, narysować siatkę, sprawdzić głębokość wahadłem? To brzmi jak projekt na tydzień, a nie coś co można zrobić w weekend.
Mam pytanie praktyczne - w którą stronę w ogóle zacząć to przejście? Od drzwi, od okna, wzdłuż ściany? Czy to ma znaczenie?
Ja zawsze zaczynam od jednej ściany i idę równoległymi pasami co mniej więcej pół metra. Kierunek wejścia nie ma znaczenia, ważne żebyś pokryła cały pokój i nie pomijała narożników - tam węzły bywają równie często jak na środku.
Do tego co napisał Feliks dodam jedną rzecz - przy pierwszym przejściu zaznaczaj każdą reakcję, nawet słabą i niejednoznaczną. Część ludzi na początku ignoruje lekkie drgnięcia prętów i potem okazuje się, że właśnie to było ważne. Lepiej mieć za dużo punktów na kartce i je potem weryfikować, niż przeoczyć węzeł.
A jak długo trzeba stać w jednym miejscu, żeby mieć pewność że pręty zareagowały? Czy to natychmiastowe, czy trzeba chwilę poczekać?
Goryczka, jest jeszcze jedna rzecz którą bym sprawdziła zanim w ogóle weźmiesz pręty do ręki. Czy Twoje problemy ze snem są bardziej związane z zasypianiem, czy z budzeniem się w nocy? Bo to trochę inaczej sugeruje gdzie szukać - głowa czy okolice środka ciała.
Budzę się głównie między drugą a czwartą w nocy. Zasnąć mogę bez problemu, ale potem wybudzam się i leżę przez godzinę, czasem dłużej. Rano głowa ciężka.
Ta pora - między drugą a czwartą - to w wielu tradycjach czas kiedy organizm jest najbardziej podatny na zakłócenia energetyczne z ziemi. Nie chcę tutaj wchodzić w tamte wątki, ale z samego radiestezyjnego punktu widzenia: wybudzenia w stałej porze przy stałym ułożeniu ciała to jeden z mocniejszych wskaźników że problem jest miejscowy, a nie ogólny.
To ciekawe co mówi Radomir. Mam podobnie, też budzę się regularnie. Myślałam że to stres, ale może warto by sprawdzić też u siebie. Jarzyna, czy jeden węzeł Hartmanna pod głową wystarczy żeby tak bardzo zaburzyć sen?
A co jeśli w sypialni nie ma gdzie przesunąć łóżka? U mnie na przykład układ pokoju jest taki, że łóżko może stać tylko w jednym miejscu, bo po lewej szafa, po prawej okno, za głową ściana zewnętrzna. Zostaje może 40 centymetrów w jedną stronę.
Właśnie chciałam zapytać o te odpromienniki. Jarzyna wspominała o spiralach miedzianych i matach. Czy to działa na zasadzie że coś blokuje, czy raczej przekierowuje? I czy trzeba je kalibrować wahadłem tak jak pisała?
Miedź działa głównie na zasadzie rozproszenia i przekierowania energii, nie twardego blokowania. Spiralę umieszcza się w punkcie węzłowym, a ona zakłóca regularność siatki w tym konkretnym miejscu. Czy działa konkretna spirala w konkretnym miejscu - tak, to sprawdza się wahadłem po założeniu. Nie każdy odpromiennik działa tak samo w każdym domu.
Dodam że warto też sprawdzić wahadłem na skali Bovisa przed i po założeniu odpromiennika. To daje konkretną wartość, a nie tylko subiektywne wrażenie. Jeśli energia miejsca wzrośnie po neutralizacji o kilka tysięcy jednostek, masz potwierdzenie że coś zadziałało. Jeśli nie - albo odpromiennik jest zły, albo problem leży gdzie indziej.
Skala Bovisa - to już dla mnie czarna magia, szczerze mówiąc. Jak się ją w ogóle mierzy wahadłem? Czy to osobna technika, której trzeba się uczyć, czy można ją zastosować będąc na poziomie kompletnego początku?
Goryczka, skala Bovisa nie jest wcale taka straszna jak brzmi. Chodzi po prostu o to, że wahadło kręci się nad biometrem - to taki wydrukowany lub narysowany wykres z liczbami od 0 do kilkudziesięciu tysięcy - i zatrzymujesz się na tej wartości, przy której ruch jest najsilniejszy. Dla kompletnego początku radziłabym najpierw przeprowadzić pomiar prętami, a Bovisa zostawić na drugi etap. Nie musisz wszystkiego naraz.
Dopowiem do tego co napisała Jarzyna - biometr możesz narysować samodzielnie na kartce, nie trzeba kupować żadnego gotowego. Wystarczy półokrąg z podziałką od zera do na przykład dwudziestu tysięcy. Poziom neutralny dla człowieka to okolice sześciu i pół tysiąca jednostek Bovisa. Poniżej - energia obciążająca, powyżej - wspierająca. Miejsce snu idealnie powinno być powyżej siedmiu tysięcy. Ale mam pytanie do Goryczki - czy próbowałaś już kiedykolwiek pracować z wahadłem w jakimkolwiek kontekście, czy to będzie całkowity debiut?
Całkowity debiut z wahadłem, tak. Miałam kiedyś wahadełko ze sklepu z kamieniami, kryształowe, ale nigdy nie wiedziałam jak to właściwie ma działać, więc leży gdzieś w szufladzie. Czy to może być to samo wahadełko do pomiaru Bovisa, czy do tego potrzeba czegoś konkretnego?
