Słyszę o tych dwóch sieciach coraz częściej, ale zawsze mieszają mi się w głowie. Czy ktoś mógłby wyjaśnić, czym właściwie różni się sieć Curry'ego od Hartmanna? Wiem, że obie są globalne i że tworzą jakieś kraty energetyczne, ale nie wiem, czy różnią się kierunkiem, gęstością linii, czy może rodzajem energii. I które krzyżowania są groźniejsze — te od Hartmanna czy od Curry'ego?
Podstawowa różnica jest w orientacji. Sieć Hartmanna biegnie prostopadle do boków świata — czyli linie układają się mniej więcej z północy na południe i ze wschodu na zachód. Curry'ego jest obrócona o 45 stopni, więc biegnie po przekątnej, po skosie. To sprawia, że ich krzyżowania rzadko wypadają w tym samym miejscu, choć mogą się nakładać, i to jest dopiero problem.
A jak to się przekłada na codzienne życie? Czy jak śpię w złym miejscu to mogę w ogóle nie wiedzieć, że leżę na takim skrzyżowaniu? Bo ja ostatnio mam dziwne sny i budzę się zmęczony mimo 8 godzin snu, zastanawiam się czy to może mieć związek.
Poczekajcie — słyszałam, że sieć Curry'ego jest bardziej niebezpieczna niż Hartmanna, bo ma jakiś inny ładunek energetyczny. Czy to prawda, że Hartmann jest bardziej neutralna?
Rozróżnienie na 'bardziej' i 'mniej' niebezpieczne jest trochę mylące. To zależy od konkretnego węzła. Zdarzają się węzły Hartmanna, które są łagodne, i zdarzają się na linii Curry'ego punkty absolutnie wyczerpujące. Kluczowe jest to, czy mamy do czynienia z węzłem dodatnim czy ujemnym — i tego nie ustalisz bez wahadła albo prętów. Co więcej, jeśli na węźle Hartmanna nakłada się linia Curry'ego albo do tego dochodzi żyła wodna pod spodem, to jest sytuacja, o której nikt o zdrowych zmysłach nie powinien przechodzić obojętnie.
Przepraszam za pytanie może naiwne, ale skąd w ogóle wiadomo, że te sieci istnieją w regularnych odstępach? Tzn. czy ktoś kiedyś to systematycznie zmierzył na większym obszarze i wyszła mu ta sama odległość wszędzie?
Czytam ten wątek i zaczynam się zastanawiać, czy nie powinnam zbadać swojego mieszkania. Mam wrażenie, że w pewnym kącie salonu zawsze czuję jakiś niepokój — nie wiem, jak to inaczej opisać. Jak w ogóle zacząć szukać, czy to Hartmann, czy Curry?
Wróćmy na chwilę do samego pytania z początku wątku, bo mnie wciąż nurtuje jedna kwestia: czy te dwie sieci oddziałują na siebie wzajemnie? Tzn. czy linia Hartmanna w miejscu, gdzie przecina linię Curry'ego, staje się silniejsza, słabsza, czy to są po prostu dwa niezależne układy, które tylko się nakładają geometrycznie?
To bardzo dobre pytanie i niewielu praktyków je zadaje. Z mojego doświadczenia — i sprawdzałam to wielokrotnie różnymi wahadłami — w miejscu nakładania się obu sieci energia jest zupełnie inna niż suma dwóch węzłów. Jakby powstawało coś trzeciego. Wahadło zachowuje się inaczej niż w czystym węźle Hartmanna i inaczej niż w czystym węźle Curry'ego. Nie potrafię tego inaczej opisać niż jako interferencję — obie sieci wchodzą w dialog i efekt potrafi być nieprzewidywalny.
Ja czytałam, że sieć Curry'ego ma silniejszy związek z energiami tellurycznymi, czyli ziemnymi, przez co jest głębiej zakorzeniona i trudniejsza do neutralizacji. Hartmann jest bardziej powierzchowna i łatwiej ją odpromienić zwykłymi spiralami. Czy ktoś to potwierdza?
A co z siecią Benker? Wspomina się o niej rzadziej, ale podobno tworzy trójwymiarową strukturę i nakłada się na Hartmanna. Ktoś badał i ją?
Mnie zawsze zbijało z tropu to, że te siatki podobno są różne w zależności od miejsca na kuli ziemskiej — tzn. na równiku są gęstsze czy rzadsze? Bo jak to ma być regularna siatka globalna to chyba musi być jakoś dopasowana do kształtu Ziemi nie?
Do tego dochodzi jeszcze kwestia lokalnych zaburzeń — żyły wodne, złoża rudy, nawet fundamenty budynku mogą lokalnie ścisnąć albo rozciągnąć siatkę. Więc nie, nie możemy zakładać że gdziekolwiek na świecie mamy idealnie identyczne odstępy. To byłoby zbyt mechaniczne podejście do czegoś, co jest żywą energią ziemi.
Właśnie — i to wraca do pytania, czy w takim razie Hartmann i Curry zachowują się tak samo pod wpływem tych zaburzeń? Czy jedna sieć jest bardziej 'podatna' na odkształcenia od lokalnych warunków geologicznych, a druga trzyma swoją strukturę lepiej?
Z moich obserwacji — Curry wydaje się bardziej stabilna w sensie kierunkowości, tzn. rzadziej widuję jej linie skręcone czy pozagięte. Hartmann natomiast potrafi się lokalnie pogęścić albo rozrzedzić w sposób, który wyraźnie czuć wahadłem. Ale to tylko moje obserwacje z kilku lat pracy i nie twierdzę, że to reguła.
Tu właśnie widzę problem z przekazywaniem tej wiedzy dalej. Każdy mówi że 'u mnie wahadło tak reaguje' i to jest prawda, ale osoba ucząca się nie może po prostu skopiować czyjejś reakcji. Trzeba wypracować własną sygnaturę. Dlatego kursy radiestezji gdzie ktoś mówi 'wahadło zawsze robi X dla Hartmanna' są moim zdaniem bardziej szkodliwe niż pomocne.
Wracając do tego co pisała Celestynka wcześniej o prętach L — próbowałam kilka dni temu po przeczytaniu tego wątku i rzeczywiście coś czułam w tym kącie salonu, o którym wspominałam. Pręty skrzyżowały się dokładnie tam gdzie zawsze mam ten dziwny niepokój. Ale nie wiem teraz — czy to był Hartmann, Curry, czy może żyła wodna?
Czytam to z uwagą i mam pytanie, może głupie — skoro te siatki mają przebiegać przez ściany, podłogi i wszystko inne, to czy w takim razie zmiana ustawienia mebli cokolwiek zmienia? Linia przecież nadal tam jest.
A co z tymi odpromiennikamii o których ktoś wspominał wcześniej? Czy one naprawdę neutralizują linię, tzn. że linia przestaje istnieć, czy tylko blokują jej działanie na człowieka? Bo to chyba ważna różnica.
To ciekawe co mówisz Celestynko, bo spotkałam się z opisami techniki, która podobno zmienia lokalnie przebieg linii właśnie poprzez umieszczenie odpromiennika w węźle. Tzn. nie usuwa linii globalnie, ale 'obchodzi' je lokalnie. Czy ktoś to sprawdzał wahadłem przed i po?
Hej, mam pytanie do całego wątku właściwie — dużo się tu mówi o Hartmannie i Curry, ale czy ktoś może w skrócie powiedzieć jaki jest PRAKTYCZNY efekt siedzenia np. przez kilka godzin dziennie na węźle Curry w porównaniu do węzła Hartmanna? Bo nadal nie czuję tej różnicy w codziennym życiu.
To pytanie, które powinniśmy byli zadać już dawno w tym wątku, bo ono naprawdę sprowadza całą teorię do sedna. Z tego co sama obserwowałam i słyszałam od innych — węzeł Curry przy długotrwałym narażeniu daje raczej efekty energetyczne, zmęczenie bez wyraźnej przyczyny, trudności z koncentracją. Hartmann częściej wiążą z dolegliwościami fizycznymi, bólami głowy, napięciem w ciele. Ale to są wzorce, nie reguły, i każdy człowiek reaguje inaczej.
Runiarka, dobrze to podsumowałaś. Żeby doprecyzować ten obraz — węzeł Hartmanna działa bardziej na ciało fizyczne, a Curry mocniej na psychikę i pole energetyczne. Dlatego długotrwałe siedzenie na Curry może nie dawać wyraźnych objawów somatycznych, ale stopniowo destabilizuje. Nieraz słyszałem od ludzi, że 'nie wiedzą co im jest', a po badaniu okazuje się że ich fotel stoi dokładnie na węźle Curry.
Ale czekajcie — czy nie jest tak, że każdy z nas siedzi na jakimś węźle przez jakiś czas dnia? Jeśli siatka ma odstępy 2-3 metrów, to statystycznie prawie każde miejsce w mieszkaniu jest blisko jakiegoś węzła. Jak w ogóle wyznaczyć 'bezpieczną' przestrzeń?
To co mówi Celestynka bardzo mi się układa w głowie po tym co sama sprawdzałam. Ale mam pytanie — czy jest jakaś reguła, że węzeł Curry jest zawsze bardziej obciążający od samej linii Curry? Bo sprawdzałam wahadłem i wydaje mi się, że linia między węzłami też jakoś 'ciągnie', tylko słabiej.
Wracając do tego co Runiarka pisała wcześniej o różnych efektach Hartmanna i Curry — czy ten podział na 'fizyczny' i 'energetyczny' wpływ jest jakoś opisany w starszych tekstach radiestezyjnych? Pytam bo słyszałam różne wersje i nie wiem która jest bliżej źródeł.
Manfred Curry był kardiologiem o ile pamiętam, ale interesował się szerzej bioklimatoligą. Jego sieć to był niejako efekt uboczny badań nad wpływem środowiska na człowieka. Hartmann z kolei był lekarzem ogólnym. Obaj pracowali w połowie XX wieku i obaj doszli do podobnych wniosków niezależnie, co samo w sobie jest znaczące.
